Teraz nad wielką przestrzenią od Bałtyku po Ocean Spokojny zawisło pytanie, co dalej.

Nikt nie ma na nie odpowiedzi. Władze dotychczas spokojnie szykowały się do prezydenckich wyborów w marcu 2018 roku. Wydawało się bowiem, że nic nie jest już w stanie zakłócić rosyjskiego rytuału: kampania wyborcza – wybory – zwycięstwo Putina.

Najlepszym wyjściem dla prezydenta byłoby pozbycie się balastu i zdymisjonowanie skompromitowanego szefa rządu, przeciw któremu manifestowały tysiące ludzi w całym kraju. Ale Putin nie zwykł ustępować przed głosem ulicy, a to może oznaczać długi kryzys polityczny w Rosji. Jeśli, rzecz jasna, opozycja będzie w stanie wykorzystać jednorazowy, niedzielny sukces i przynajmniej częściowo odzyskać inicjatywę. To nie jest jednak pewne. Większość manifestantów stanowiła młodzież w wieku 16–20 lat, starsi zostali w domach.

Socjologowie podkreślają, że młodzi – urodzeni około 2000 roku – całkowicie już pozbawieni są sowieckich nawyków. W dodatku wychowali się w kraju formalnie demokratycznym, z całą odpowiednią infrastrukturą. Teraz mogą zażądać jej użycia zgodnie z przeznaczeniem.

Ale z braku politycznego doświadczenia mogą tego nie uczynić. A wtedy młodzieżowy protest – niewsparty przez inne grupy wiekowe i zawodowe społeczeństwa – może okazać się bardziej efemeryczny od poprzednich. I znacznie bardziej brutalny – również z powodu braku politycznych szlifów.