Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Michał Płociński: Europejska rozgrywka PiS

PAP, Radek Pietruszka
Prawo i Sprawiedliwoœć gra na czarny scenariusz przyszłoœci Unii Europejskiej. Rzšd tworzy własnš narrację wydarzeń, które dopiero majš nastšpić – pisze publicysta „Rzeczpospolitej".

Obozowi rzšdzšcemu w Polsce nie zależy na rozpadzie Unii. Wbrew życzeniowemu myœleniu tych, którzy bardzo chcieliby widzieć w PiS partię antyunijnš i antyzachodniš, rzeczywista polityka europejska Prawa i Sprawiedliwoœci pokazuje, że Jarosław Kaczyński ma doœć spójnš wizję dalszej integracji europejskiej i miejsca Polski w UE (raczej mocna pozycja Polski w silnej Unii niż silna Polska na obrzeżach słabej). Można oczywiœcie zarzucać mu, że wielokrotnie tę pozycję z niezrozumiałych przyczyn sam osłabiał lub kosztem polskich interesów rozgrywał w Brukseli potyczki z krajowego podwórka, ale nie to, że gra na rozpad Unii.

Demonstracja bezsilnoœci

Prezes PiS starał się do tej wizji przekonać Angelę Merkel podczas niedawnych spotkań (nieoficjalnie wiemy, że odbyły się co najmniej dwa). Kaczyński namawiał kanclerz Niemiec do zmiany traktatów unijnych, zwiększenia roli Rady Europejskiej kosztem zmniejszenia wpływów Komisji. Lider Prawa i Sprawiedliwoœci miał oburzać się na odchodzenie od traktatów ku centralizacji. Jednak na zachodnich salonach królujš pomysły zgoła przeciwne. Niedawno w Wersalu przywódcy Francji, Hiszpanii, Niemiec i Włoch debatowali nad Uniš dwóch prędkoœci i dużo większš centralizacjš, na razie bez zmiany zapisów traktatowych.

W poniedziałek Kaczyński okreœlił niedawny szczyt UE mianem „czarnego czwartku". Powiedział, że w walce o Europę dwóch prędkoœci „padły pierwsze strzały". Koncepcję tę nazwał „końcem Unii w dzisiejszym tego słowa znaczeniu". Tyle że to, co działo się w Brukseli, było jedynie dramatycznym przedstawieniem odegranym na potrzebę dziennikarzy z całego œwiata. Spektakl z Saryusz-Wolskim i Tuskiem był tylko pokłosiem tego, co w unijnych kuluarach zostało przesšdzone już wczeœniej. Trudno więc mówić o „ostrzegawczych strzałach". Takie padły już bowiem na poczštku stycznia, a trzy dni przed „czarnym czwartkiem" w Wersalu mieliœmy już do czynienia z egzekucjš. I Unii, jakš znamy, i wizji Kaczyńskiego. W Brukseli widzieliœmy jedynie, odpalonš przez Beatę Szydło, flarę ratunkowš.

Cišg zdarzeń rozpoczšł się 12 stycznia w Parlamencie Europejskim, gdy były premier Włoch Mario Monti, kierujšcy międzyinstytucjonalnš grupš wysokiego szczebla ds. zasobów własnych (tzw. Grupa Montiego), przedstawił pomysł reformy unijnego budżetu, proponujšc m.in. wprowadzenie nowych federalnych podatków (europejskie przedsiębiorstwa zapłacš bezpoœrednio do brukselskiego skarbca). W praktyce oznaczać to będzie koniec składek narodowych i żmudnych negocjacji państw członkowskich nad kształtem kolejnych unijnych budżetów. Te negocjacje to duży problem dla Brukseli, jako że państwa, przekazujšc dziœ z budżetu narodowego składki do unijnej kasy, oczekujš w zamian polityk, poprzez które œrodki te w jak największej częœci powrócš do ich krajów. Dlatego reforma oznaczać będzie koniec rozbudowanej polityki rolnej czy polityki spójnoœci, których wielkim beneficjentem jest Polska.

Zmiany tej prawdopodobnie nie jesteœmy w stanie powstrzymać. Oczywiste jest, że taka reforma systemu finansowego nie uzyska wœród państw członkowskich wymaganej jednomyœlnoœci. Dlatego w Wersalu kraje, które chcš pójœć nowš drogš, ustaliły, że zrobiš to bez reszty Unii. To będzie prowadzić do stworzenia nowych polityk, opartych prawdopodobnie na budżecie strefy euro. Stšd europosłowie z polskiej opozycji ostrzegajš, że jeœli nie przyjmiemy szybko euro, zostaniemy poza głównym nurtem unijnych funduszy.

Prawo i Sprawiedliwoœć obrało jednak innš strategię. Wydaje się, że „czarny czwartek" był zamierzonš demonstracjš bezsilnoœci Polski, największego kraju tzw. nowej Unii, wobec siły politycznej europejskich potęg. Demonstracjš skierowanš do wszystkich naraz: wyborców w Polsce, potencjalnych sojuszników w Europie Œrodkowej, a także krajów wprowadzajšcych Europę dwóch prędkoœci. PiS uznało, że skoro układ na szachownicy jest wyjštkowo niekorzystny, to trzeba wywrócić stolik.

Wskazać winnego

Przekaz skierowany do wyborców jest jasny. PiS nie zamierzało brać odpowiedzialnoœci za to, że to za jego rzšdów osłabi się nie tylko pozycja Polski w Unii, ale i sama Unia. Dlatego odpowiedzialnoœć za los Polski ma ponosić „zły Zachód", który ma nas za kraj drugiej kategorii.

Po częœci też „zły Tusk", którego PiS tak bardzo nie chciało na stanowisku szefa RE. Tylko jeœli PiS rzeczywiœcie nie miało wpływu na rozwój wypadków, to nie miało również alternatywy. Miało walczyć na œmierć i życie (Nicea albo œmierć?), by i tak wrócić do Warszawy na tarczy?

Przecież lepiej, żeby to Donald Tusk pogrzebał polskš pozycję w Unii, niż żeby zrobiła to Beata Szydło. Innymi słowy: lepsza spektakularna i przekonujšca porażka „na niby" na brukselskim szczycie niż prawdziwa porażka po rzeczywistej walce o z góry przegranš sprawę.

Wybór Donalda Tuska na szefa RE to ciekawy spektakl, który łšczy wszystkie zarzuty, jakie PiS stawia Unii: że prawdziwa polityka toczy się gdzieœ na salonach (szczyt w Wersalu); że zasady sš nieprzejrzyste (kandydat, którego żadne z państw nie zgłosiło); że Unia jest niedemokratyczna (głosowanie za zamkniętymi drzwiami, którego właœciwie nie było, bo zapytano jedynie, czy ktoœ jest przeciwko nominacji Tuska). Do tego opozycja w Polsce szybko odtršbiła sukces, z czego trudno będzie jej się wycofać, gdy sukces ten okaże się tak właœciwie porażkš. Donald Tusk jako grabarz Unii raczej nie wróci do kraju na białym koniu, pomijajšc już fakt, że jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by polityk wrócił do swego kraju z tak ważnego stanowiska międzynarodowego i ponownie objšł w nim rzšdy.

Opozycja powinna raczej przygotować się na taki scenariusz, na jaki szykuje się PiS. Wiele wskazuje na to, że Kaczyński ma rację. I że poœwięcił pionka, by zbić Platformie królowš. Odstawiajšc żenujšcy spektakl w Brukseli i blokujšc z całych sił Tuska, którego zablokować i tak się nie dało (a właœciwie jedynie umacniajšc jego pozycję), PiS zjadło ciastko i ma ciastko. Donald Tusk wczeœniej jako przewodniczšcy RE był przez wyborców w Polsce prawie niezauważony. A na pewno nie był do tej pory kojarzony z unijnymi salonami. Teraz stał się symbolem zjednoczonej przeciw Polsce Europy. A gdy UE rozpadnie się na wspólnoty dwóch prędkoœci, ten symbol nabierze nowego znaczenia.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL