Publicystyka

Marek Kochan: Zbudujmy szybko Muzeum Polokaustu

Auschwitz-Birkenau może być pokazane jako symbol wspólnego cierpienia Polaków wyznania mojżeszowego i innych – także katolików, protestantów i prawosławnych.
Fotorzepa/ Piotr Guzik
Niemiecki plan zakładał wymordowanie nie tylko Żydów, ale przede wszystkim większości Słowian, w tym Polaków, których miało zostać najwyżej 3–5 milionów w charakterze niewolniczej siły roboczej – pisze wykładowca i pisarz.

Ustawa o IPN wywołała wielki kryzys wizerunkowy Polski, który być może pogłębił zagrożenie związane z przypisywaniem polskiemu państwu i Polakom jako narodowi winy za zagładę Żydów. Niektórzy na świecie zapomnieli, albo nie wiedzieli, że sprawcami Holokaustu na terenie Polski były hitlerowskie Niemcy. Takie są fakty: uznali to też oficjalnie przedstawiciele Republiki Federalnej. Tego obrazu nie zmienia wiedza o udokumentowanych jednostkowych (a czasem i niejednostkowych) przypadkach współpracy w tym zbrodniczym dziele, pod wpływem różnych motywacji, przedstawicieli innych narodów, niestety także Polaków, w tym polskich Żydów.

Z pewnością ustawa o IPN mogłaby być napisana inaczej, bardziej precyzyjnie, tak by nie wywoływać niepotrzebnej dyskusji, czy ocaleni z Zagłady mogą mówić swobodnie o swoich indywidualnych przeżyciach w czasie wojny, czy nie. To oczywiste, że mogą.

Ale nie o ustawę tu chodzi. Mleko się rozlało. Teraz trzeba działać zdecydowanie. Kryzys wizerunkowy jest także szansą. Może przynieść długofalowo pozytywne skutki. Najważniejsza jest reakcja. Możliwe jest zaostrzenie kryzysu, możliwe są wielkie zyski wizerunkowe.

Kto pisze historię

Oczy całego świata są zwrócone na Polskę, a temat zbrodniczych działań hitlerowskich Niemiec wywołuje zainteresowanie. Zarazem dziś status ofiary popłaca, przynosi wizerunkowe korzyści, można go zdyskontować na wiele sposobów. Robią to mniejszości seksualne i inne realnie lub rzekomo wykluczone i prześladowane grupy. Możemy uczyć się działań wizerunkowych od naszych przyjaciół Żydów. Państwo Izrael od swojego powstania skutecznie wykorzystuje politykę historyczną do realizacji bieżących celów taktycznych i strategicznych.

Jedne narody piszą same swoją historię, inne godzą się, by pisali ją im inni. Nasze dzieje pozwalają zbudować narrację, której tematem jest walka o przetrwanie polskiego państwa i Polaków jako narodu. Taka opowieść ma wiele rozdziałów, od walki z Krzyżakami, przez rozbiory, zabory, po lata II wojny światowej i okres powojenny.

Ten ostatni rozdział jest najciekawszy i najważniejszy dla wizerunku Polski. Wiedza o tym, w jakim stopniu Polacy, nie tylko polscy Żydzi, podlegali eksterminacji, jest na świcie nikła. Państwu Izrael udało się narzucić narrację redukującą ofiary wojny do ofiar Holokaustu. A przecież żadna śmierć wynikająca ze zbrodniczych zamiarów nie jest lepsza ani gorsza od innej. Każde państwo ma prawo do upamiętniania swoich ofiar, mają je Izraelczycy, którzy wybudowali Muzeum Yad Vashem, mają je także Polacy.

Różnica polega na tym, że polskie państwo nie dysponuje placówką, która w podobny sposób pokazywałaby cierpienia, jakie stały się udziałem Polaków. Nie było jej w czasach PRL, nie wybudowano nic po 1989 r. Szansa, jaką było Muzeum II Wojny Światowej, nie została wykorzystana. Pierwotna forma ekspozycji nie pozwalała pokazać sugestywnie takich treści; w wielu miejscach była skandaliczna, eksponując polskie winy, a pomniejszając i relatywizując polskie cierpienia.

Generalplan Ost

Proponuję, aby szybko wybudować Muzeum Polokaustu, dokumentujące działania zmierzające do eksterminacji Polaków jako narodu. Pierwsza część powinna krótko pokazywać kontekst unicestwienia polskiego państwa przez sąsiadów, zabory, powstania narodowe i represje po nich, odzyskanie niepodległości w 1918 r., wojnę z bolszewikami. Druga powinna być poświęcona tzw. operacji polskiej NKWD: masowemu mordowi, którego celem byli etniczni Polacy, mieszkający na terenach Związku Sowieckiego. Tak, to się zaczęło jeszcze przed wojną – tego wszyscy powinni się dowiedzieć.

Główna część ekspozycji to oczywiście druga wojna i chyba nieznany na świecie hitlerowski, czyli niemiecki, Generalplan Ost, zakładający wymordowanie nie tylko Żydów, ale przede wszystkim większości Słowian, w tym Polaków, których miało zostać najwyżej 3–5 milionów w charakterze niewolniczej siły roboczej. Ważna liczba: jedna piąta ludności II RP wymordowana. Największy odsetek strat wojennych w populacji wśród krajów europejskich. I sugestywne zobrazowanie, jak to się odbywało.

Najpierw zagłada ludności cywilnej poprzez bombardowanie miast niebędących celami wojskowymi, jak Wieluń, czy ataki lotnicze na cywilów uciekających przed wojną polnymi drogami. Rozstrzeliwania Polaków jeszcze we wrześniu 1939 i późniejsze masowe uliczne egzekucje, przez cały okres okupacji. Dalej planowa zagłada polskich elit, czego czytelnymi symbolami mogą być takie miejsca jak Piaśnica czy Palmiry, a także Katyń, Starobielsk, Ostaszków z całym kontekstem sowieckiego ludobójstwa. Systematyczne niszczenie i kradzież polskich dzieł sztuki, wreszcie eksterminacja Polaków w obozach koncentracyjnych i precyzyjne dane na temat skali tej zbrodni – w pierwszych latach wojny znacznie przekraczającej ilościowo mające też wówczas miejsce zbrodnie na Żydach.

O życie i wolność

Zresztą zagłada polskich Żydów powinna być mocno na tej ekspozycji zaznaczona. To byli Polacy, polscy obywatele. A Polacy, którzy nie byli też Żydami, ginęli w tych samych obozach, często jako pierwsi więźniowie. Auschwitz-Birkenau może być pokazane jako symbol wspólnego cierpienia Polaków wyznania mojżeszowego i innych – także katolików, protestantów i prawosławnych. W muzeum powinny być też pokazane eksterminacyjne działania Niemców podczas pacyfikacji wsi, jak palenie całych wiosek za pomoc partyzantom czy mordowanie Polaków za pomoc Żydom. A także tragedia dzieci Zamojszczyzny, wreszcie hekatomba ludności cywilnej w powstaniu warszawskim.

Osobna część muzeum musi prezentować ludobójstwo na Wołyniu, jego skalę i formę. Na koniec eksterminacja Polaków przez Sowietów, pod koniec wojny i po jej zakończeniu – kolejne kilkaset tysięcy ludzi.

Muzeum Polokaustu musi być miejscem pokazania walki Polaków o życie, ale i o wolność. Od majora Hubala po podziemne państwo, największą organizację tego typu w Europie, tak mizernie, by nie rzec deprecjonująco, pokazaną w muzeum w Gdańsku. Skala działań partyzanckich i dywersyjnych na terenach II RP, choćby szkicowo powstania (w warszawskim getcie, z uwzględnieniem nie tylko ŻOB, ale przede wszystkim Żydowskiego Związku Wojskowego; powstania na Kresach, powstanie warszawskie), wreszcie walkę z sowieckim okupantem pod koniec wojny i przez kolejne lata.

Zwiedzający Muzeum Polokaustu powinni z niego wyjść z przekonaniem, że Polski i Polaków mogłoby dziś nie być. Byliśmy ofiarami, nie sprawcami. I walczyliśmy o to, by przetrwać.

Nazwa Polokaust nie jest nowa, anglojęzyczny słownik uwzględnia ją już w 2012 r. (www.urbandictionary.com). Tak, wiem oczywiście, że taka nazwa może się nie wszystkim podobać. Trudno. Jestem pewien, że to dobra nazwa dla muzeum, zapadająca w pamięć i wywołująca zainteresowanie. Pozwalająca zdyskontować obecny kryzys dla dobra wizerunku Polski. Wypromujmy ją. Musimy mieć swoją narrację.

Teraz, zaraz, już

Każde państwo ma prawo do własnej polityki historycznej, ma je Izrael, ma je Polska. Polokaust to nie Holokaust. Coś innego, ale też zagrażającego bytowi całego narodu. Polskie ofiary też mają prawo do upamiętnienia. Jesteśmy im to winni.

Takie muzeum można wybudować w rok, jak Muzeum Powstania Warszawskiego. Wystarczy determinacja, jaką miał prezydent Warszawy Lech Kaczyński. Jeśli trzeba, wydaje mi się, że świetni fachowcy z MPW, z Janem Ołdakowskim na czele, pomogą i doradzą, jak to zrobić w sposób skuteczny i efektowny. Ale trzeba działać. Teraz, zaraz, już.

Za tydzień można pokazać dziennikarzom z całego świata założenia takiego muzeum i upublicznić garść faktów, także po angielsku. Może wtedy nikomu nie przyjdzie do głowy, by rysować swastyki na ogrodzeniu polskiej ambasady w Tel Awiwie. I wszyscy będą wiedzieli, kto budował obozy śmierci. Za rok na otwarcie muzeum można zaprosić premiera Beniamina Netanjahu. Jak pokazała ostatnia debata, w Izraelu jest deficyt wiedzy na temat drugiej wojny światowej, także wśród osób opiniotwórczych. Może wspólna polsko-izraelska komisja powinna przejrzeć tamtejsze podręczniki? Może nie są kompletne?

Moja żydowska przyjaciółka z Tel Awiwu często pisze, że gdy będę w Izraelu następnym razem, muszę koniecznie zwiedzić Yad Vashem, w którym niestety jeszcze nie byłem. Może, kiedy znów będę ją mógł gościć w Warszawie, podobne muzeum, pokazujące próbę zagłady Polaków, będzie już gotowe? Chętnie ją tam zaprowadzę, na pewno zobaczyłaby coś, o czym nie wiedziała, choć to mądra i wykształcona osoba.

Dr Marek Kochan jest pisarzem, wykładowcą Uniwersytetu SWPS i UW. Zajmuje się wizerunkiem. Autor powieści i dramatów, m.in. zrealizowanego w Teatrze Telewizji TVP „Traktatu o miłości" na temat procederu odbierania dzieci przez niemieckie państwo.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL