Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Polska maszyna bezpieczeństwa narracyjnego w 10 krokach

Amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson odwiedził Polskę, by we wspólnym interesie naszych dwóch krajów skrytykować budowę drugiej nitki gazocišgu północnego. Tymczasem wizyta ta zostanie bardziej zapamiętana z powodu jego krytycznych słów dotyczšcych ustawy o IPN
EAST NEWS, Bartosz Krupa
Własne maszyny bezpieczeństwa narracyjnego majš albo państwa silne i pewne swego, albo bogate reżimy, których biura propagandy muszš pudrować wstydliwš rzeczywistoœć. Nasza MaBeNa ma być sprawnš maszynš do budowania polskiej soft power.

MaBeNa to nie postmodernistyczne kobiece imię. MaBeNa to Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego wymyœlona przez prof. Andrzeja Zybertowicza. Podobno majš jš Izraelczycy, a także inne roztropne narody na kuli ziemskiej. MaBeNa ma dawać rezonans naszego myœlenia o własnej historii na cały œwiat. Przykładowo: można się spierać o to, ilu Polaków donosiło na Żydów w czasie II wojny œwiatowej, i debatować, ilu poszło na karuzelę, zamiast zanosić do getta chleb, i dlaczego tak się działo. Tu zdania będš podzielone. MaBeNa ma za zadanie w takim razie pokazać przede wszystkim tych, którzy byli wzorem, i wszystkim powiedzieć jasno, że na gruncie prawnym – kluczowym dla wieloetnicznego państwa, jakim była II Rzeczpospolita – Polska zdała egzamin. Polskie legalne władze nie poszły na współpracę z Hitlerem i pozostały w 100 proc. po stronie przeœladowanych Żydów.

Można oczywiœcie zamiast nowoczesnej broni kupić w Tel Awiwie patent na budowę polskiej MaBeNy. Gdyby patent na kopię z Izraela albo z USA – Stany także majš swojš wspaniałš opowieœć o historii – był za drogi, można się na przykładzie wydarzeń ostatnich tygodni zastanowić, czy przypadkiem nie można jednak naszej MaBeNy zrobić metodš Adama Słodowego z rzeczy, których kupować nie trzeba.

Ta MaBeNa, którš projektuję, nie będzie wielkim tajnym urzędem, sšdem ani nowym instytutem z wieloma etatami, ta MaBeNa będzie tania – bo oparta na relacjach różnych ludzi, którym zależy na Polsce. Lepiej stworzyć MaBeNę, niż wydawać pienišdze na firmy PR na Zachodzie. MaBeNy majš silne, pewne swego państwa, a anglojęzyczne biura propagandy otwierajš bogate reżimy, które muszš pudrować rzeczywistoœć. Nasza MaBeNa ma być sprawnš maszynš do budowania polskiej soft power. Jak jš stworzyć?

1. Będzie nam potrzebna zgoda narodowa. Zgoda na konkretnš politykę informowania o państwie musi obejmować znacznie więcej niż tylko posłów i senatorów obozu rzšdowego. W głosowaniach poprawek do ustawy o IPN na pierwszym etapie opozycja się wstrzymywała – chyba nie do końca rozumiała potencjał problemów, jakie wišżš się z nowymi przepisami. Przedstawiciele władz nie tylko nie konsultowali z opozycjš poprawek, ale też – już w Senacie – demonstracyjnie ich nie przyjmowali. Nie będzie żadnej MaBeNy, jeœli jedynš metodš politycznš utrzymywania władzy będzie pogłębianie podziału. Po prostu częœć obywateli w wyniku nieustannego tłumaczenia im przez przedstawicieli władz, że sš do niczego, a ich praca w ostatnich dekadach była na nic, zaczyna ich głos utożsamiać z państwem. Zresztš sami przedstawiciele władzy, gdy majš kłopoty, wręcz żšdajš, by ich uważać za „państwo", a gdy idzie im lepiej, majš czas i serce tylko dla swoich wyborców.

2. Elity polityczne powinny mieć wspólny strategiczny cel. Dobry przykład to polityka wobec Ukrainy po 1991 roku. Czy u władzy była PO, czy PiS, czy SLD, czy UW. Efekt? Bez wielkich nakładów udało się osišgnšć największe rażenie polskiej miękkiej siły właœnie na Ukrainie. To dzisiaj jedyne państwo na œwiecie, w którym Polacy wzbudzajš największš sympatię spoœród wszystkich narodów – wyprzedziliœmy nawet Amerykanów i Niemców. Mamy przykład, że coœ już się maszynie do soft power udało. Teraz tylko trzeba zbudować na tym relacje gospodarcze, kulturalne. Gdy ma się tak silne poparcie społeczne w jakimœ kraju, można się mniej przejmować głosami skrajnych polityków.

W polityce wobec Ukrainy przez lata działała prawdziwa MaBeNa – wspólny polski cel. A jak wyglšdało to przy okazji nowelizacji ustawy o IPN? Trzeba jasno powiedzieć, że taktycznym celem większoœci parlamentarnej w głosowaniu nad zmianami w tej ustawie nie było zwiększenie polskiej chwały, tylko bardzo konkretny polityczny cel: tzw. przykrycie reportażu TVN o neofaszystach i zamknięcie dyskusji na temat tego, czy i w jakim stopniu większoœć rzšdowa toleruje tego rodzaju wybryki. Poprawki były zbierane naprędce. Poprawka „ukraińska" została dorzucona przez posłów Kukiz'15 bez wiedzy IPN i jakiejkolwiek poważnej analizy. Trudno wymagać wsparcia opozycji dla pomysłów, które sš niejasne. Nawet w sprawach, które ewidentnie rozwadniajš problem zbrodni wojennych w czasie II wojny œwiatowej i zrównujš je wręcz z wydarzeniami takimi, jak obrabowanie poczty. Jeœli polityka historyczna będzie tylko dodatkowym orężem w walce z opozycjš lub opozycji z rzšdem, żadnej MaBeNy nie będzie – pozostanie tylko propaganda. Rozwišzanie? Korona z głowy przedstawicielom władzy nie spadnie, jeœli przyjmš w przyszłoœci częœć poprawek opozycji – dzięki temu „wymuszš" na drugiej stronie dużo więcej solidarnoœci. Tak działajš prawdziwe MaBeNy na œwiecie.

3. Rozstańmy się z tzw. syndromem neokolonialnym. Budujšc MaBeNę, trzeba być pewnym swego. Syndrom neokolonialny jest jednym z kluczowych pojęć w prawicowych debatach nad politykš: oznacza niemożnoœć podjęcia decyzji wbrew zagranicy. Jeœli ten syndrom istnieje, to niestety potrafi być jak alkoholizm, uzależnić także tych, którzy go z bliska obserwujš. Otóż głównym argumentem za podpisaniem ustawy przez prezydenta były również głosy z zewnštrz – tyle że chodziło o niejako automatyczne poczucie, że trzeba „pokazać, co potrafimy" Amerykanom, Kanadyjczykom, Ukraińcom i Żydom. Syndrom był tak mocny, że oficjalnie tak właœnie motywowano koniecznoœć podpisania ustawy, całkowicie ignorujšc niebywale liczne i w oczywisty sposób zasadne wštpliwoœci własnych ekspertów, całych œrodowisk polskich historyków, prawników itd.

4. Unikajmy gromadomyœlenia. Jest ono najgorszym przeciwnikiem prawdziwej MaBeNy – to rdza na jej karoserii. Gromadomyœlenie to tzw. myœlenie grupowe, możemy je nazwać stadnym lub lemingozš. Następuje wtedy, gdy u członków jakiejœ grupy zamiast naturalnego dystansu i krytycyzmu pojawia się skłonnoœć do ulegania sugestii grupy, mediów itd. Ludzie wtedy gubiš istotę rzeczy. Pierwszy raz od lat w dużej skali społecznej gromadomyœlenie pojawiło się w Polsce po uchwaleniu poprawek do ustawy o IPN. Twitter i FB pozwalały œledzić, jak zamiast logicznych argumentów pojawia się gromadomyœlenie. Oczywiœcie, wynikało ono z patriotyzmu i szczerej miłoœci do ojczyzny. Z miłoœciš do ojczyzny jest jednak tak samo jak z miłoœciš do dzieci. Nie wystarczy kochać, trzeba też sprawdzać i myœleć.

Najlepszy przykład gromadomyœlenia w ostatnim tygodniu? Reakcja na oœwiadczenie Sigmara Gabriela. Niemiecki polityk powiedział, że Niemcy uznajš swoje winy za to, co działo się podczas II wojny œwiatowej. Problem w tym, że była to tyleż słuszna, ile oczywista deklaracja. Po 8 maja 1945 roku akurat Niemcy nawet przez minutę nie próbowały twierdzić inaczej. Tymczasem na polskim Twitterze oklaskom dla Gabriela nie było końca, a poważni politycy jego tweety przedstawiali jako... sukces własnej kampanii i niemal przełom w polityce Niemiec. Jestem pewien, że pod wpływem nastroju chwili w to wierzyli.

5. Nie bierzmy kurtuazyjnych gestów za sukces MaBeNy. Celem działania maszyny wymyœlonej przez prof. Zybertowicza nie może być „załatwianie" dla Polski miłych słówek. Bo celem MaBeNy jest skutecznoœć, a nie nasza satysfakcja, poczucie, „żeœmy komuœ nagadali". Miękka siła, którš wyprodukuje MaBeNa, musi się przekładać na lepsze relacje gospodarcze, nowe kontrakty itd. Znów posłużymy się przykładem Sigmara Gabriela, jednego z chyba najistotniejszych polityków niemieckich, zwolennika budowy Nord Stream 2. Jednym oczywistym tweetem zmienił opinię o sobie w Polsce. Dla porównania Rex Tillerson, amerykański sekretarz stanu, który przyjechał tydzień wczeœniej do Warszawy, żeby demonstracyjnie walczyć z niekorzystnym dla Polski gazocišgiem północnym, po kilku krytycznych słowach na teamt ustawy o IPN był odsšdzany od czci i wiary. Wniosek dla polityków na Zachodzie? Chyba już każdy musi rozumieć, że trzeba przywozić nad Wisłę, jak pisał Parnicki w „Srebrnych orłach", drewnianego konika zamiast prawdziwego rumaka.

6. Musimy wiedzieć, jak działa œwiat. Anna Azari, która starała się wpływać na legislację w Polsce, chodziła zapewne do Sejmu, rozmawiała z ministrami, uœmiechała się, a jedyny błšd, jaki popełniła (ale zapewne zrobiła to œwiadomie, w jakimœ celu, lub otrzymała takš instrukcję z Tel Awiwu), to fakt, że opowiadała publicznie o tajnikach swojej dyplomatycznej kuchni. Wrzask, jaki się podniósł w Polsce, że „nikt nam nie będzie wpływał na decyzje Sejmu", wynikał zapewne z pewnego rodzaju naiwnoœci wielu polityków w postrzeganiu œwiata. Tyle że wpływanie na decyzje rzšdów i parlamentów to pierwsze z cichych zadań dyplomatów i pozostaje mieć nadzieję, że polscy sš skuteczniejsi niż pani Azari w tej sprawie. Jeœli dyplomacie uda się wyperswadować politykom w kraju urzędowania wprowadzenie jakiegoœ rozwišzania, to mamy do czynienia z sukcesem dyplomatycznym.

Przykładowo polska dyplomacja odniosła sukces, wpływajšc na głosowanie w Kongresie USA w sprawie rozszerzenia NATO. Gdyby zaœ ktoœ na poważnie robił jej z tego powodu zarzuty i twierdził, że ugodziliœmy w ten sposób w suwerennoœć USA, to obserwatorzy sceny politycznej turlaliby się ze œmiechu.

Dyplomaci sš właœnie po to, żeby perswadować, a nie tylko ogrzewać w dłoniach koniak w eleganckich hotelowych lobbies. Lepiej, by dyplomaci perswadowali, niż gdyby w regulowanie spornych kwestii włšczali się generałowie i wojska. Pozostaje mieć nadzieję, że polska dyplomacja, i to dyplomatycznymi metodami, powiedzmy językiem ostatnich dni: „pogwałci suwerennoœć Niemiec" w sprawie gazocišgu północnego. Wniosek: nie da się na œwiecie niczego załatwić, jeœli MaBeNa będzie zaskoczona oczywistymi sytuacjami w politycznej przyrodzie. MaBeNy też nie powinno dziwić stanowisko Amerykanów: nam zależy przykładowo, żeby oni postawili się Kremlowi w sprawie Nord Stream, a im, żeby nie wywoływać konfliktów z Izraelem i œrodowiskami żydowskimi. Jeœli ktoœ promuje „realistyczne podejœcie", to jego nauczycielem był w ostatnich dniach sekretarz Tillerson.

7. Doceńmy to, co zrobili nasi poprzednicy. Walka z posšdzaniem Polski o współudział w Holokauœcie trwa od lat. Jak podaje portal Dzieje.pl, w okresie rzšdów PO, a dokładnie w latach 2008–2015, Ministerstwo Spraw Zagranicznych interweniowało w tego typu sprawach 913 razy, czyli ponad 100 razy w roku. W 2015 r. ambasady i konsulaty najczęœciej interweniowały w Wielkiej Brytanii (105 przypadków), USA (35), Słowacji (17), Kanadzie (16), Niemczech (14), Izraelu (12), Danii (12) i Hiszpanii (11). Oœwiadczenie premiera Mateusza Morawieckiego w Markowej, że „polska polityka historyczna była całkowicie odwrócona do góry nogami; albo nieistniejšca, albo w większoœci całkowicie niewłaœciwa", jest niesprawiedliwe. Nie wspominam już o tym, że po otwarciu Muzeum Powstania Warszawskiego, które odwiedziły już miliony cudzoziemców, Polska stała się wręcz fenomenem muzealnym na skalę globalnš, gdzie właœciwie stale powstajš nowe placówki, a lwia częœć je odwiedzajšcych to cudzoziemcy.

Nawet najbliżsi współpracownicy premiera brali udział w takich akcjach, także siedzšcy obok niego w Markowej dr Mateusz Szpytma, który przecież zorganizował praktycznie od zera Muzeum Ulmów. Polityk może powiedzieć, że od niego zaczšł się œwiat, i nic w tym złego, ale jeœli chce skonstruować MaBeNę, nie może zapomnieć o tych którzy już nad niš pracowali. Żeby teraz wszystkich zachęcić do współpracy z MaBeNš, trzeba zamiast mówienia im, że nic nie zrobili, docenić to, co jednak udało im się zrobić.

8. BšdŸmy szczerzy z partnerami. Do MaBeNy potrzeba sieci uczonych, wydawców, organizacji pozarzšdowych. W polskich warunkach tego rodzaju œrodowiska utrzymujš się w dużej mierze z dotacji państwowych czy samorzšdowych. Jest jasne – chociaż trudne do przyjęcia, jeœli myœleć o rzeczach propaństwowo, a nie propartyjnie – dlaczego wielu z tych, którzy nie klaszczš władzy, obcięto fundusze na działalnoœć kulturalnš, dotacje na think tanki itd. Sš jednak sprawy, w których nawet jeœli ktoœ krytykuje sędzię Przyłębskš czy poseł Pawłowicz, to na działalnoœć za granicš powinien dostać œrodki. Taki „niepewny politycznie" osobnik, który jest trochę krytyczny, byłby dla majšcej ambicje być sprawnš MaBeNy szczególnie pożyteczny, bo wiarygodny za granicš. MaBeNa nie jest bowiem pudłem rezonansowym, w które każdy może uderzać jak w bęben. Ona wymaga doœwiadczonych i wiarygodnych na zewnštrz ludzi.

9. Sami coœ zróbmy. Na Twitterze Maciej Gnyszka napisał: „Będšc w Niemczech parę razy, szukałem ksišżek polskich autorów po niemiecku, by sprezentować je przyjaciołom Niemcom. Niestety, tłumaczy się chyba tylko Stasiuka, Kuczoka et cons." Pomijajšc Stasiuka czy Kuczoka, popularnych autorów, gwarantujšcych zyski, Gnyszka ma rację. Powiem więcej: nie jesteœmy też wystarczajšco reprezentowani na Ukrainie ani na wielkich uniwersytetach w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie stale kształcš się miliony członków zachodnich elit. Patrzšc na budżet Fundacji Narodowej, można być pewnym, że pieniędzy to nam chyba pierwszy raz od saskich czasów nie brakuje. „Do czasu" – jak zapewne powiedziałby Leszek Balcerowicz.

Zamiast się więc po naszemu mazać, że nic nie ma i nas nie kochajš i „wszystkiemu winni Niemcy", MaBeNa powinna przekazać te pienišdze ludziom, którzy nie sš kojarzeni z władzš, ale znajš się na produkcji i dystrybucji ksišżek na poszczególnych rynkach. Za pienišdze nie tylko nie kupi się miłoœci, ale nawet nie zrobi się poważniejszej promocji państwa: liczy się doœwiadczenie ludzi. W produkcji filmów czy wydawaniu ksišżek. I tu chęć szczera partyjnych działaczy nie wystarczy.

10. Unikajmy podwójnych standardów. Na Zachodzie integralnoœć oznacza wiarygodnoœć. Jeœli więc pouczamy Ukraińców, żeby przemyœleli swój stosunek do zbrodni na Wołyniu, naszym mocnym argumentem jest to, że potrafiliœmy potępić działania wojskowe przeciw ludnoœci cywilnej, nie szczędzšc nawet legend powojennego podziemia, takich jak słynny „Bury", któremu IPN zarzuca ludobójstwo na Białorusinach. Podwójne standardy się nie sprawdzajš: jeœli teraz nie potępimy zbrodniczych czynów „swoich" w oczywistych sprawach, to nie będziemy wiarygodni w głoszeniu zasad dotyczšcych działań wojennych innych.

Tylko czy na tego typu MaBeNę jeszcze nas jako społeczeństwo stać?

Paweł Kowal jest historykiem, publicystš, politykiem, byłym posłem na Sejm i europosłem. W latach 2011–2014 był prezesem partii Polska Jest Najważniejsza

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL