Publicystyka

Kai-Olaf Lang: Lojalność i solidarność

AFP
Zarówno Berlinowi, jak i Warszawie przypada rola strażnika spójności Unii Europejskiej – pisze politolog.

Stosunki między Niemcami a Polską pogarszają się. Roi się w nich od wzajemnego obarczania się winą, wzrasta obustronna nieufność. Wiele spośród spornych kwestii nie pojawiło się teraz, ale od momentu zmiany rządu w Polsce w 2015 roku znalazły się one w cieniu nowego, asertywnego podejście polskiej polityki zagranicznej. Powstające w ten sposób napięcia między Warszawą a Berlinem są jednak również skutkiem rozmijania się wzajemnych oczekiwań: Polska oczekuje od Niemiec respektowania jej decyzji w polityce wewnętrznej i zagranicznej, Niemcy natomiast żądają lojalności w dziedzinie polityki europejskiej. Polska żąda zrozumienia dla swoich obaw, na przykład w obszarze polityki bezpieczeństwa, a Niemcy życzą sobie bardziej elastycznej polityki proeuropejskiej swego ważnego sąsiada. No i oczywiście obie strony oczekują wzajemnie od siebie więcej solidarności – Niemcy w polityce wobec uchodźców, Polska – w polityce energetycznej czy wschodniej.

Rozbieżności w relacjach między Polską a Niemcami istniały również w momencie wstąpienia Polski do UE. Jednak obecne animozje są szczególnie kontrowersyjne, ponieważ mają one miejsce w momencie, gdy być może wytyczane są nowe kierunki dla przyszłości UE. Szczególnie dyskusje o „zróżnicowaniu integracji", „Europie różnych prędkości" czy też podkreślanie znaczenia strefy euro są w Polsce, kraju bez euro, postrzegane z troską. Nie bez powodu, bo w sytuacji, gdy wydaje się, że dochodzi do przemodelowania stosunków niemiecko-francuskich, Polsce grozi oddalanie się od głównego nurtu integracji europejskiej.

W tej sytuacji oba kraje, mimo wszystkich różnic i emocjonalnego wzburzenia, powinny pamiętać, że zarówno Niemcom jak i Polsce nadal powinno zależeć na zabezpieczeniu jedności UE. Nie po to Berlin był orędownikiem rozszerzenia Unii na wschód, by teraz przy granicy niemiecko-polskiej miały powstać nowe linie podziału. Dlatego obu krajom w najbliższej przyszłości przypada rola strażników spójności Unii.

Dlatego niedawna rekonstrukcja rządu w Polsce nie jest dla polityki niemieckiej i europejskiej żadnym punktem zwrotnym, ale daje podstawy do zwiększonego dialogu i współpracy.

Ponadto w koszu stosunków niemiecko-polskich znajdują się „zgniłe jaja", które w roku 2018 mogą wywołać szczególnie brzydki zapach. Chodzi tu nie tylko o planowane negocjacje nt. średnioterminowego budżetu UE lub o debaty na temat relokacji uchodźców. Z jednej strony wybuchem grozi szykująca się procedura zastosowania wobec Polski art. 7 traktatu o UE. Nawet jeśli polski rząd będzie grał na zwłokę, mogłoby powstać pytanie, jak Niemcy zachowają się podczas głosowania w tej sprawie i jaka będzie na to reakcja Polski. Podobnie testem obustronnych relacji będzie kwestia Nord Stream 2.

Na tym tle zachodzi potrzeba konkretyzacji stosunków niemiecko-polskich. Można tu uruchomić trzy inicjatywy. Po pierwsze, niemiecko-polski szczyt energetyczny, w którym na zaproszenie obu szefów rządu mogłyby uczestniczyć również inne kraje wyszehradzkie, Austria oraz państwa bałtyckie. Po drugie, niemiecko-polskie partnerstwo innowacyjne – z bilateralnym ośrodkiem technologiczno-innowacyjnym będącym jego zalążkiem oraz z mieszaną radą gospodarczo-przemysłowo-finansową na płaszczyźnie ministerialnej stanowiącą jego ramy polityczne. Po trzecie wreszcie, rychłe wizyty obu ministrów spraw zagranicznych w krajach sąsiedztwa wschodniego – ewentualnie włączając w to również ich francuskiego kolegę, czyli w formacie Trójkąta Weimarskiego – przyczyniłyby się do odnowienia wspólnego zaangażowania na rzecz europejskiej polityki wschodniej.

Do relacji polsko-niemieckich trzeba więc podejść pragmatycznie, ze świadomością, że mogą one w najbliższym czasie ulec pogorszeniu. Mimo to trzeba jednak próbować tego ochłodzenia uniknąć.

Autor jest pracownikiem Stiftung Wissenschaft und Politik

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL