Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Ks. Kazimierz Sowa: Dlaczego kościoły pustoszejš

rp.pl
Coraz niższa frekwencja na niedzielnych mszach jest wielkim wyzwaniem dla polskiego Koœcioła. Wyzwaniem, któremu może on sprostać tylko poprzez otwartoœć i apolitycznoœć – pisze kapłan i publicysta.

Koœciół jest chyba jedynš instytucjš w Polsce, która regularnie, dwa razy do roku, prowadzi „badania terenowe” wœród swoich wiernych. Dzięki temu dysponuje doœć precyzyjnymi danymi na temat zmian jakie zachodzš nie tylko w perspektywie krótkoterminowej. Danych na temat tzw. „chodzenia do koœcioła” dostarcza doroczne liczenie wiernych odbywajšce się w polskich parafiach jesieniš. Z kolei okres œwišteczno-noworocznym to czas wizyty duszpasterskiej, czyli tradycyjnej kolędy. To kolejna okazja do (przynajmniej tak być powinno) bardziej bezpoœredniego spotkania duszpasterzy i wiernych. Na dodatek odwrotnie niż to zazwyczaj bywa, to ksišdz musi zostać zaproszony, a czasem faktycznie „wpuszczony” do domu swoich parafian. O ile pierwsze badania sš doœć regularnie publikowane o tyle kolęda pozostaje raczej doœwiadczeniem subiektywnym. Inaczej widzš jš wierni, zwłaszcza ci majšcy niezbyt częsty kontakt ze swoimi parafiami, inaczej księża. Próba spojrzenia na kolędę okiem badacza miała miejsce zaledwie raz, specjalny raport przygotował w 2010 r. Instytut Statystyki Koœcioła Katolickiego SAC (ISKK) opracowujšc przeprowadzone na terenie kilku diecezji badania i ogólnopolski sondaż. Wniosek jaki z niego można wycišgnšć jest następujšcy: nie ma zbyt wielu powodów do samozadowolenia. 

 

Jak dotrzeć do wiernych?

Gdzie i kiedy oni robili te badania? - dziwi się jeden z moich kolegów księży kiedy pokazuję mu pochodzšcy z 2010 „Raport o kolędzie”. Wtedy chęć przyjmowania księdza z wizytš duszpasterskš w archidiecezji warszawskiej deklarowało trzy czwarte wiernych, choć dla blisko 30 proc. pytanych była to tylko „rutynowa wizyta księdza”. Dziœ, żeby posłużyć się już nie tyle badaniami ile obserwacjš, drzwi mniej więcej połowy warszawskich domów księża zastali zamknięte, co jeszcze wcale nie musi oznaczać braku identyfikacji z parafiš czy negatywnego stosunku do Koœcioła. Czasem nie pasuje pora odwiedzin, coraz częœciej wierni majš także kłopot z atmosferš podczas takiego spotkania narzekajšc na zbytni formalizm i poœpiech. Największym wyzwaniem dla duszpasterzy sš nowe apartamentowce - ogrodzone i pozamykane sprawiajš, że już samo wejœcie do budynku jest sukcesem.

- Kiedy nie ma nikogo ze starszego pokolenia, co w Warszawie jest na porzšdku dziennym, dochodzi do dziwnych sytuacji: ludzie nie wiedzš jak się podczas kolędy zachować, a ja co w tej sytuacji robić. Kończy się na krótkiej modlitwie i paru ogólnych zdaniach - opowiada znajomy ksišdz. Efekt? Kolęda zwłaszcza w dużych miastach przeżywa kryzys i wymaga nowego pomysłu. Może jej przyszłoœć to rozwišzanie zaproponowane przez duszpasterzy jednej z parafii w Zabrzu na Œlšsku: poprosili wiernych aby to oni zaprosili swoich duszpasterzy na spotkanie wypełniajšc specjalny formularz jaki był dostępny zarówno na stronie internetowej jak i w zakrystii. Reakcje były skrajne – kiedy jedni doceniali nowe podejœcie inni oskarżyli księży o lenistwo zarzucajšc, że „nie chce się im już nawet po kolędzie chodzić”. Oczywiœcie inaczej jest poza dużymi miastami. Na wiejskich parafiach czy w małych miasteczkach kolęda to wręcz obowišzek, przyjmujš jš prawie wszyscy, a atmosfera zwykle jest miła dla każdej ze stron.

Problemem sš też czasem pienišdze ale warto zauważyć, że w kilku diecezjach (m.in. opolskiej czy gliwickiej) księża nie przyjmujš podczas kolędy tzw. kopert, co z pewnoœciš pozwala potraktować wizytę duszpasterskš przede wszystkim w wymiarze duchowym. Niemniej, nie brakuje głosów, że przyszłoœć kolędy stoi dziœ pod znakiem zapytania i zmiany jakie zachodzš w polskim społeczeństwie wymuszš prędzej czy póŸniej inne, tzn. oparte na bardziej osobistym i bezpoœrednim kontakcie, podejœcie do tej polskiej tradycji, zarówno wœród wiernych jak i księży. Tym bardziej, że tych pierwszych w œwištyniach widać coraz rzadziej.

Dobrze już było

Najnowsze dane dotyczšce praktyk religijnych Polaków pokazujš, że uczestniczš w nich oni coraz rzadziej. W 2016 r na niedzielnš mszę chodziło 36,7 proc. zobowišzanych do tego katolików. To tzw. „dominicantes”, z kolei „communicantes” (przyjmujšcych komunię œw.) było 16 proc. W pierwszym przypadku spadek wyniósł 3,1 punktu procentowego, a w drugim zaledwie 1 proc. Niewiele? W tym kierunku szły pierwsze komentarze, tymczasem kiedy popatrzymy na liczby, dobry humor znika. Dane statystyczne okreœlajš liczbę katolików zobowišzanych do uczestnictwa w niedzielnej mszy na ok. 26,7 mln (reszta to dzieci poniżej 7 roku życia i osoby starsze majšce problemy z poruszaniem się) pokazujš, że w cišgu roku przestało chodzić do koœcioła ponad 800 tysięcy wiernych. Jeszcze gorzej jest kiedy popatrzymy na badania w szerszej perspektywie – tylko od poczštku XXI wieku liczba „dominicantes” zmalała o blisko 11 proc. co oznacza zniknięcie z polskich œwištyń prawie 3 mln wiernych!

To przekłada się także na inne obszary życia religijnego: od lat zmniejsza się iloœć alumnów przygotowujšcych się do kapłaństwa, tłoku nie ma także w zakonnych nowicjatach, zwłaszcza żeńskich. Katolicki portal deon.pl już przed trzema laty zauważył, że choć w Polsce wzrosła liczba parafii i samych księży to jednak œrednia wieku polskiego duchownego wzrosła. Dziesięć lat temu ponad połowa księży była poniżej 50 roku życia, dziœ tylko 15 proc. z nich ma mniej niż czterdziestkę na karku. Zresztš to właœnie seminaria pokazujš co może nas wkrótce czekać. Liczba powołań do kapłaństwa spada. Tylko w latach 2007- 2014 zmniejszyła się o 25 proc. Jeszcze niedawno liczono na tzw. efekt Franciszka, ale ten nad Wisłš nie pojawił się także dlatego, że sam papież Franciszek na nienotowanš wczeœniej skalę (także w mediach i œrodowiskach koœcielnych) jest w naszym kraju krytykowany a w najlepszym przypadku nierozumiany. Jakby tego było mało w większoœci diecezji praktycznie każdego roku od kilku do kilkunastu księży porzuca stan duchowny. Co ciekawe, tylko żeńskie zgromadzenia publikujš dokładne dane na temat odejœć z zakonu. I tak przez ostatnie 16 lat habity na œwiecki strój zamieniło ponad 2 tysišce sióstr zakonnych, z czego w ostatnich latach było to między 130 a 150 osób rocznie. 

Sojusz tronu z ołtarzem

Nie da się bezpoœrednio przełożyć tzw. otoczenia politycznego na życie religijne. Ale nie trudno zauważyć, że aktualne dane statystyczne poparte dodatkowo nowymi zjawiskami o charakterze kulturowo – społecznym mocno weryfikujš religijnoœć Polaków. Oczywiœcie doœć powszechne pršdy kulturowe, „rozjechanie się” (w sensie dosłownym i w przenoœni) ponad miliona naszych rodaków po œwiecie a także zupełnie inny stosunek do instytucji koœcielnych ze strony tzw. młodego pokolenia prędzej czy póŸniej musiały spowodować „przerzedzenie” w koœcielnych ławach. Nie można jednak udawać, że jako wierzšcy żyjemy w jakiejœ próżni.

Swoje zrobiła tu polityka, a dokładnie widoczny sojusz tronu z ołtarzem. Kiedyœ co najwyżej na poziomie lokalnym dziœ coraz częœciej jest wręcz demonstrowany, głównie przez władze państwowe. WyraŸnie widać to, kiedy pada pytanie o rolę jaka odgrywa Koœciół w życiu społecznym i prywatnym. Jeszcze w roku œmierci Jana Pawła II dwie trzecie Polaków deklarowało akceptację wskazań Koœcioła, dziœ twierdzi tak tylko 39 proc badanych. I cho栖 jak podaje CBOS - nadal większoœci Polaków nie przeszkadza obecnoœć krzyża w przestrzeni publicznej (także w urzędach czy szkołach) to ponad połowa pytanych nie akceptuje wpływania przez Koœciół na kształt konkretnych ustaw czy rozwišzań prawnych. Zaczyna widzieć to sam Koœciół. Dokument z grudnia na temat wolnych niedziel akcentował paradoksalnie nie religijny, ale społeczny i rodzinny wymiar takiej ustawy. Podobne przesłanie miał apel Prezydium Episkopatu opublikowany w przeddzień ubiegłotygodniowego głosowania w Sejmie. Biskupi wyraŸnie opowiadajšc się za inicjatywš  „Zatrzymać aborcję” przypomnieli, że „prawo do życia nie jest kwestiš tylko religijnš czy œwiatopoglšdowš, ale wynika z prawa naturalnego i powszechnie uznanej godnoœci człowieka”.

Ale jest jeszcze jedna grupa czynników, te o charakterze wewnštrzkoœcielnym a nawet często uruchamianych i mocno promowanych zwłaszcza przez częœć medialnie aktywnych œrodowisk œwieckich i znanych duchownych. To pewien rodzimy „polsko-koœcielny ekskluzywizm” polegajšcy najpierw na licytowaniu się na „arcykatolickoœć”, w najlepszym przypadku ograniczony do publicznego wskazywaniu kto jest lepszy i „bardziej papieski”, ale coraz częœciej także zmierzajšcy do demonstracyjnego  wyłšczania każdego, kto nie pasuje do tego modelu religijnoœci i katolicyzmu. Nierzadko takie właœnie argumenty uprawniajš do samozwańczego „ekskomunikowania” poszczególnych osób czy nawet całych œrodowisk politycznych. Mam wrażenie, że także zakazy i ograniczenia nałożone na wielu duchownych motywowane sš bardziej nie podzielaniem podziwu dla „dobrej zmiany” (w przeciwieństwie do poglšdów ich przełożonych) niż faktycznym „sianiem zamętu” wœród wiernych. Tymczasem nie trudno zauważyć, że dokonuje się zmiana kształtu polskiego katolicyzmu. Dominujšcy w minionym stuleciu model „Koœcioła ludowego” przechodzi do przeszłoœci. A w takiej sytuacji, jak zauważył to czeski filozof i duchowny, TomᚠHalík, „wielu ludzi, którzy nie zostali w œrodowiskach koœcielnych wychowani do samodzielnego myœlenia albo opuœci wiarę, albo wpadnie w różne formy fundamentalizmu”.

Na koniec być może subiektywna uwaga o tym co nowe w koœcielno – publicznej debacie. Miniony rok był być może pierwszym w czasach dobrej zmiany kiedy w różnych katolickich i koœcielnych œrodowiskach wyraŸnie zaczęto mówić o potrzebie nowego otwarcia, szerszego spojrzenia na to co się dzieje i z jakimi wyzwaniami przychodzi się katolikowi zmierzyć. Koœciół słowami ważnych hierarchów (abp. Gšdecki, Prymas Polak, kard. Nycz) wskazywał na zachwianie trójpodziału władzy i mimo uporu ze strony obozu rzšdzšcego oraz tzw. głosu opinii publicznej nigdy nie wycofał się z postulatu otwarcia granic Polski dla uchodŸców czy propozycji korytarzy humanitarnych. Do tego należy dodać także mocnš krytykę jaka spotkała ostatnio œrodowisko kiboli za ich skandaliczne zachowanie  podczas dorocznej „pielgrzymki” na Jasnš Górę. Nadmierny optymizm jednoœci postulatów koœcielnych i państwowych ustępuje powoli postawie zdystansowania się od bieżšcej polityki, co Koœciołowi zwykle wychodziło na dobre.

I to uważam za faktycznie dobrš zmianę jakiej jesteœmy œwiadkami. Wczeœniej wielu duchownych (w tym także hierarchowie) wolało udawać, że takich problemów nie ma albo nie warto się do nich publicznie odnosić.

Autor był w latach 2007–2015 dyrektorem stacji Religia.tv

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL