Publicystyka

Zachód kontra Rosja: Podwójny kapelusz bezpieczeństwa

stock.adobe.com
Nowa zimna wojna między Zachodem a Rosją stała się faktem. Na pierwszej linii konfrontacji znajduje się Polska – o tym, jak sprostać temu zagrożeniu, pisze były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej.

Dyskusje na temat reformy systemu dowodzenia NATO toczą się już od dłuższego czasu. Trwają również przygotowania do wprowadzenia zmian (szkoda tylko, że nie bardzo wiadomo jakich) w polskim systemie kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi. Równolegle następują bardzo istotne zmiany w charakterze zagrożeń w naszym regionie, na wschodniej flance NATO. Dla nikogo nie jest już tajemnicą, że między Rosją a Zachodem trwa nowa (hybrydowa) zimna wojna.

Polska jest na pierwszej linii tej konfrontacji; nasz kraj w pierwszej kolejności zagrożony jest ewentualną agresją. Dlatego jesteśmy szczególnie zainteresowani sprawnym i skutecznym reagowaniem zarówno naszych, jak i sojuszniczych wojsk na te zagrożenia.

Zależy to w znacznej mierze m.in. od dobrze zorganizowanego systemu najwyższego dowodzenia operacyjnego na wschodniej flance. Dlatego też tak ważna jest dyskusja nad odpowiednim usprawnieniem tego systemu, poprawieniem obecnie obowiązujących rozwiązań.

W jedności siła

Moim zdaniem należy rozważyć pomysł ustanowienia regionalnego połączonego dowództwa operacyjnego sił pierwszego rzutu strategicznego NATO na kierunku północno-wschodnim (Polska i kraje bałtyckie). Minął już czas jednorzutowego, „płaskiego” ugrupowania strategicznego sojuszu, typowego dla pozimnowojennych warunków politycznych i strategicznych, które wymagają prowadzenia najczęściej małych operacji o niskiej intensywności.

Dowództwo takie powinno zostać zbudowane na bazie polskiego najwyższego dowództwa operacyjnego, przez rozwijanie go w sojusznicze dowództwo wielonarodowe na czas zagrożenia i wojny. Polski dowódca narodowy powinien się jednocześnie stać dowódcą sojuszniczym. Jest to tzw. zasada podwójnego kapelusza, znana i praktykowana np. w wydaniu amerykańskim lub w ramach współpracy pomiędzy NATO a Unią Europejską.

Z czego wynika potrzeba takiej inicjatywy? Otóż nie ulega wątpliwości, że z punktu widzenia sprawności operacyjnej i kardynalnej zasady ciągłości strategicznej w reagowaniu na agresję głównodowodzącym w operacji obronnej na terytorium Polski (w obronie Polski) powinien być w każdych warunkach strategicznych i w każdej sytuacji sojuszniczej jeden dowódca.

Warunek ten powinien zostać spełniony bez względu na rodzaj agresji. Niezależnie więc od tego, czy będzie miała ona charakter podprogowy (poniżej progu otwartej regularnej wojny), ograniczony (co do miejsca, czasu lub sposobu – np. atak tylko rakietowy, lotniczy, przy pomocy rajdów powietrzno-szturmowych itp.), czy będzie to agresja pełnoskalowa (nieograniczona), dowództwo nad siłami sojuszniczymi i narodowymi powinno być skupione w jednych rękach.

Kiedy nie ma czasu na spory

Czy powyższe warunki może w pełnym zakresie spełniać dowódca wyłącznie narodowy? Nie, bo jesteśmy w NATO i w razie uznania przez sojusz, że doszło do agresji na nasz kraj, dowodzenie obroną tej części terytorium sojuszu musi sprawować dowódca sojuszniczy, nie narodowy. W razie agresji pełnoskalowej uruchamianie dowodzenia sojuszniczego byłoby niemal automatyczne, w razie agresji ograniczonej – być może tylko z pewnym opóźnieniem. Wtedy nasz dowódca operacyjny musi być włączony w podległość dowódcy sojuszniczego i to on będzie prowadził operację obronną na terytorium Polski.

A czy takie wymagania może w takim razie spełnić dowódca sojuszniczy? Tu również odpowiedź jest negatywna. Nie ma bowiem gwarancji, że w każdej sytuacji NATO natychmiast uruchomi operację sojuszniczą. Dotyczy to zwłaszcza np. agresji podprogowej, która stwarza tzw. sytuację trudnokonsensusową, czyli trudności z uzyskaniem konsensusu w sprawie oceny zaistniałej sytuacji i decyzji co do wspólnego reagowania na nią.

Dlatego optymalnym rozwiązaniem z punktu widzenia ciągłości i sprawności dowodzenia w obronie Polski byłoby połączenie w jednej strukturze możliwości dowodzenia narodowego i sojuszniczego. Zauważmy, że byłoby to także optymalne rozwiązanie z punktu widzenia gotowości do rozwinięcia i zdolności do szybkiego uruchomienia dowodzenia pierwszorzutowym zgrupowaniem strategicznym NATO na wschodniej flance.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL