Cichy bohater polskich ferm mięczaków

aktualizacja: 21.03.2017, 09:27
Winniczek rośnie trzy lata, zanim zostanie zebrany.
Winniczek rośnie trzy lata, zanim zostanie zebrany.
Foto: Fotorzepa, Michał Walczak

Co roku Polska sprzedaje za granicę ślimaki za ponad 7 mln zł. Najwięcej trafia do Francji i Czech. Za miesiąc ruszają zbiory winniczków.

REDAKCJA POLECA
16.11.2016
Dobre życie spod znaku ślimaka
21.08.2015
Slow Food na polskich stołach
05.05.2014
Ślimaki ruszają z kopyta
15.10.2010
Donosiciele płacą mniej
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!
kariera
5 idealnych zdrowych przekąsek w biurze

Produkcja hodowlana ślimaków, zbiory dzikich winniczków, ich skup, przerób, sprzedaż, eksport to mało poznana nisza polskiej gospodarki. Dane statystyczne są niepełne. Nikt, nawet Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, nie liczy, ile co roku w Polsce zbiera się winniczków.

Nie wiadomo dokładnie, jak dużo jest hodowli ślimaków i jaka jest ich produkcja łączna. Do tego dochodzi nigdzie nieewidencjonowany „import", czyli zbieranie mięczaków z sąsiedniej Litwy. Wszystko to daje niepełny obraz branży i jej wyników. Wartość unijnego rynku ślimaków szacowana jest według różnych źródeł na 100–120 mln euro rocznie.

Powrót do gry

W tym roku, po trzech latach zakazu, winniczki znów będzie można zbierać w regionie, który przez wiele lat był krajowym zagłębiem ślimakowym – na Warmii i Mazurach. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Olsztynie ustaliła limit zbiorów na 400 ton.

Ponieważ ślimak winniczek (Helix pomatia) podlega w Polsce częściowej ochronie gatunkowej, można zbierać tylko osobniki duże – o średnicy muszli większej niż 3 cm. Na zbieranie jest 30 dni, licząc od 20 kwietnia. Do olsztyńskiej dyrekcji wnioski o zezwolenie na skup złożyło już ponad 40 firm, nie tylko z regionu, ale też z daleka, jak np. lubuski LAS Skwierzyna-Gorzów sp z o.o.

W tym roku najwięcej winniczków zostanie zebranych na Dolnym Śląsku. Tamtejsza RDOŚ ustaliła limit na 500 ton. W Lubuskiem limit wynosi 150 ton, na Podlasiu i w Kujawsko-Pomorskiem – po 100 ton, na Podkarpaciu – 50 ton.

Zbiory często są nawet o połowę niższe od limitów, np. na Podlasiu w ostatnich latach sięgały 50 ton. Na Opolszczyźnie zamiast 135 ton zebrano 78 ton. To efekt zmniejszania się liczby mięczaków, którym nie sprzyja działalność ludzi – wykaszanie łąk, czyszczenie zagajników, chemia, a także suche wiosny.

Afrykański konkurent

Mniej jest także chętnych na poranne zbieranie. W mokre i ciepłe wiosny najlepsi zbieracze potrafili dostarczyć do skupu do 30 kg ślimaków, czyli ok. tysiąca sztuk dziennie. Dostawali 1,5–2 zł za kilo.

Konkurencję dla dzikich ślimaków stanowią coraz liczniejsze fermy hodowlane ślimaków afrykańskich. Dariusz Szałkowski, współwłaściciel rodzinnej fermy Snails-Pol z Kobylanki pod Grudziądzem, ocenia, że mamy w Polsce blisko 300 takich przedsiębiorstw. – Hodowla jest jednoroczna. W sumie co roku na polskich fermach jest ok. 700 ton ślimaków. Cała produkcja w różnej postaci – żywych, mrożonych, wędzonych, kawioru ślimaczego itp. – jedzie za granicę. My sprzedajemy rocznie 80–100 ton do Francji, Włoch, Hiszpanii, Portugalii i trochę do Belgii – wylicza przedsiębiorca.

Dzikie ślimaki nie stanowią konkurencji dla fermowych. Winniczek rośnie trzy lata, a jego afrykański kuzyn sześć razy szybciej. Do tego po tygodniu winniczek chudnie o 30 proc. – oddaje wilgoć. Kiedy dociera do Francji, kosztuje już 8 euro (34,4 zł)/kg ; jego afrykański kuzyn skupowany jest w Polsce po 10 zł za kilogram; we francuskim sklepie kosztuje ok. 10 euro (43 zł)/kg, a w restauracji jego cena sięga 30 euro (129 zł).

– Zanim z Polski winniczki dotrą do odbiorcy we Francji, mamy łańcuch wielu pośredników. Droga ślimaków z ferm do odbiorców jest krótsza. Zazwyczaj liczy dwóch–trzech pośredników – opowiada Dariusz Szałkowski.

Popyt na polskie ślimaki rośnie. Według GUS eksport w 2015 r. wyniósł ponad 240 ton – o 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Choć 70 proc. ślimaków jedzie do Francji, to wchodzą nowi odbiorcy. W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2016 r. Rosja znacząco zwiększyła import mięczaków (do 2,7 mln ton z 1,1 mln w 2015).

– To perspektywiczny biznes, bo wykorzystujemy wszystko – skorupki i mięso odbierają Francuzi i inni Europejczycy; na wschód jedzie ślimaczy kawior, czyli jajeczka; we Włoszech i Francji śluz ślimaków wykorzystuje się do produkcji kosmetyków i leków. Dlatego popyt rośnie i co roku powstaje u nas dziesięć nowych hodowli. Jednak po roku połowa z nich rezygnuje, bo nie poradziły sobie z produkcją – podaje hodowca z Kobylanki.

Jego zdaniem przyszłość branży należy do ślimaków afrykańskich i hodowli. – Winniczki powinny być chronione całkowicie – mówi Szałkowski.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE