Przemysł spożywczy

Ograniczenie handlu alkoholem w nocy. Gminy mogą wprowadzić zakaz

Fotorzepa, Robert Gardziński
W cieniu ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę weszło w życie prawo pozwalające samorządom na zakaz sprzedaży mocnych trunków po godzinie 22. Pierwsze już nad tym pracują.

Nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi obowiązuje od ostatniego piątku, a Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) otrzymuje już sygnały od samorządowców z całego kraju z deklaracjami wprowadzenia nowych regulacji na swoim terenie. – W poniedziałek rozmawiałem o tym z prezydent Ostrowa Wielkopolskiego, która jest zdecydowanie za – mówi Krzysztof Brzózka, dyrektor PARPA.

Przeczytaj też: Prohibicja już była, teraz pora na meliny

Ustawa pozwala samorządom na wprowadzenie zakazu handlu alkoholem od 22 do 6 rano. Dotyczy to wszelkiego typu punktów handlowych, wyłączona z tego jest gastronomia, jeśli trunek jest spożywany na miejscu. Ustawa wprowadza też ogólny zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych, choć można wprowadzić wyjątki.

Stosowną inicjatywę ustawodawczą zapowiedział już prezydent Piotrkowa Trybunalskiego. – Od kilku lat dochodzą do mnie sygnały od wielu piotrkowian postulujących zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych – mówił w poniedziałek Krzysztof Chojniak. – Przy takich punktach wieczorami często dochodzi do zdarzeń niebezpiecznych i zakłócania porządku publicznego. Ludzie nie mogą wówczas odpocząć pod dniu pracy.

Czy wrócą meliny?

Handlowcy przyznają, że zwłaszcza średniej wielkości i mniejsze miasta planują wprowadzenie takich regulacji na swoim terenie, co branżę mocno niepokoi. – To złe prawo i powtarzaliśmy to wielokrotnie podczas prac nad nowelizacją ustawy. Bardzo nas ciekawi, jak gminy podejdą np. do sprzedaży alkoholu w sklepach na stacjach paliw – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu. – To prawo nie odpowiada na potrzeby mieszkańców, ponieważ takie kwestie jak porządek w okolicach sklepów reguluje się zupełnie inaczej. Tymczasem wprowadzono coś, co uderzy głównie w małe sklepy, obecnie pracujące zazwyczaj do 23. Można się spodziewać też rozkwitu nielegalnego handlu alkoholem czy też powrotu produktów z niepewnych źródeł. Kto weźmie za to odpowiedzialność? – dodaje.

Handlowcy nieoficjalnie mówią jeszcze ostrzej. – Zacznie się handel obwoźny czy budowanie sklepów tuż za granicami gminy z takimi restrykcjami. Wszędzie ich chyba nie wprowadzą – mówi jeden z prezesów z branży.

Sieci dużych sklepów też takich restrykcji się obawiają, choć z innego powodu. – Niepokojące są kwestie odnawiania koncesji na sprzedaż alkoholu. Gdy mija jej termin i firma występuje o nową, to w pierwszej kolejności zwolnioną koncesję dostaje ten sprzedawca, który jest najbardziej oddalony od innych miejsc ze sprzedażą alkoholu czy wręcz zupełnie nowy na rynku – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Takie zmiany i ryzyko utraty koncesji na sprzedaż alkoholu znacząco mogą obniżyć wynik finansowy punktu, czyli uderzyć w opłacalność działalności. Do tego znacząco zmienia się wtedy grupa klientów i ich liczba.

Druga strona obawy przynajmniej częściowo rozwiewa. – Ludzie niechętnie zmieniają swoje przyzwyczajenia zakupowe, a dodatkowo pójście po alkohol do nieznanego miejsca to pokonanie ogromnej bariery, dlatego zdecyduje się na to raczej niewiele osób – mówi Krzysztof Brzózka. – Sklepy czy stacje paliw oczywiście stracą z tego powodu część przychodów, jednak nam chodzi o ograniczenie spożycia alkoholu, dlatego się z tym liczymy.

Kres monopolowych

Branża koszty poniesie na pewno, ponieważ zwłaszcza dla małych sklepów alkohol jest kategorią kluczową z punktu widzenia obrotów. Według danych firmy CRM stanowi on 25 proc. wartości sprzedaży, a 32 proc., jeśli chodzi o udział w liczbie transakcji. – W marżach jest jeszcze większy, małe sklepy de facto utrzymują się z alkoholu, bułki czy nabiał sprzedają nieznacznie powyżej kosztów zakupu – przyznaje jeden z handlowców.

Już i bez ograniczeń w handlu tą podstawowa kategoria segmentu sprzedaży detalicznej ma problemy. Według danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska małych sklepów ogólnospożywczych tylko w 2017 r. zlikwidowano 4,4 tys. i działa ich 63,9 tys. Do tego zlikwidowano 300 placówek sprzedających głównie alkohol, a segment sklepów monopolowych liczy 5,1 tys. punktów i od lat się kurczy.

Spożycie alkoholu z kolei zatrzymało się na zbliżonym poziomie, od kilku lat wynosi 3,2 litra czystego alkoholu rocznie na jednego mieszkańca, jeśli chodzi o wyroby spirytusowe. Do tego dochodzi 5,8 litra wina, nieco mniej niż rok wcześniej. Za to spożycie piwa wzrosło nieznacznie do 99,5 litra na osobę.

Reklama piwa ograniczona?

Ministerstwo Zdrowia chce kolejnych zmian prawa i zakazu reklamowania piwa. Społeczeństwo jest przeciwko. Nowy pomysł resortu zdrowia to przesunięcie godzin emisji reklam tego trunku z godziny 20 na 23. Z perspektywy branży oznacza to realny zakaz, ponieważ po 23 przekaz dotrze do niewielkiej grupy odbiorców. Z badania Kantar Public przeprowadzonego na zlecenie Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie wynika, że zdaniem 59 proc. Polaków rząd nie powinien zakazywać reklamy piwa. Tylko co czwarty popiera wprowadzenie takiego rozwiązania, a zdania na ten temat nie ma 16 proc. respondentów. Piwo jest obecnie jedyną kategorią wyrobów alkoholowych z rosnącą sprzedażą, jednak w ujęciu ilościowym. Wartościowo rynek nieznacznie się kurczy, co jest m.in. efektem morderczej konkurencji. Reklama jest ważnym narzędziem dotarcia do klienta. Polacy są jednymi z największych amatorów piwa w Europie.

Opinia

Agnieszka Górnicka | prezes Inquiry Market Research

W przypadku tak wrażliwej kategorii, jak alkohol, zakazy się nie sprawdzają. Co więcej, powodują więcej szkód niż pożytku, o czym ponownie się przekonamy. Rozkwitnie znów nielegalny handel czy co gorsza, produkcja alkoholu na własną rękę, co będzie miało opłakane skutki. Polacy już wiele razy pokazali, że obchodzenie prawa nie jest im obce, a w tym wypadku będzie to bardziej widoczne. Zwłaszcza dla młodych ludzi atrakcją będzie samo zdobywanie alkoholu z innych źródeł niż te dotychczasowe. Nie neguję potrzeby ograniczania spożycia, jednak zupełnie innymi metodami, jak edukacja i prewencja, a nie zakazy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL