Cukiernia Słodki Muffin przygotowała tort urodzinowy dla Paula McCartneya.
- Zlecenie dostałam od Stadionu Narodowego z którym blisko współpracuję. Przy okazji jedynego koncertu w Polsce dostałam zlecenie, które nie było łatwe, bo dostałam tylko 24 godz. na przygotowanie tortu. Po przekrojeniu tort był biało czerwony, żeby Paul McCartney go zapamiętał. Z tego, co wiem bardzo smakował – mówił Stępniak.
Gość zaznaczyła, że Słodki Muffin to nie jest typowa cukiernia. - U nas wszystkie wyroby realizowane są indywidualne zamówienia – tłumaczyła.
- Zaczęło się od muffinek (stąd nazwa), później pojawiły się babeczki z kremem dekorowane na indywidualne zamówienia, następnie torty czy słodkie stoły. Obecnie jesteśmy w stanie zrobić wiele z nowoczesnego cukiernictwa – dodała.
Stępniak podkreśliła, że zaczęło się od tradycyjnych wypieków, a teraz jest to manufaktura i rzemieślnicza praca, gdzie dużą uwagę poświęca się dekoracjom.
Wyliczyła, że firmy stanowią ok. 30 proc. odbiorców, pozostałe 70 proc. to klienci indywidualni.
- Współpracujemy z dużymi firmami jak Facebook czy Google. Dla Campus Warsaw robimy bardzo dużo eventów, praktycznie, co 2-3 tygodnie jesteśmy tam z naszymi produktami – mówiła Stępniak.
Przyznała, że w tym momencie najważniejszy produkt to torty dla klientów indywidualnych.
- Torty weselne jesteśmy w stanie przetransportować w każde miejsce w Polsce – zaznaczyła.
Stępniak zauważyła, że dużo osób otwiera pracownie cukiernicze, bo Polacy mają coraz większą świadomość tego, co jedzą.
- Jeżeli pozwalają sobie na coś słodkiego, to wolą mieć pewność, że są świeże owoce, masło z najwyższej półki i prawdziwe jajka a nie proszek – mówiła.
- Nasze ceny w porównaniu do sieciówek cukierniczych to ok. 20 proc. więcej. Klienci wracają do nas, bo wolą zapłacić raz w roku za tort więcej i mieć pewność, co jest w środku – dodała.
Stępniak zdradziła, że jej pierwsza pracownia to był koszt w granicach 40-50 tys. zł.
- Nie mamy sklepu stacjonarnego, więc nie można wejść z ulicy i kupić nawet 6 sztuk babeczek. Wszystko musi być zamówione wcześniej – tłumaczyła.
- Mam plan i wiem, gdzie się chce znaleźć za rok i 5 lat. Myślę o tym, żeby zwiększyć liczbę punktów odbioru i dalej to była pracownia cukiernicza a nie cukiernia – dodała.
Stępniak zdradziła, że opuściła korporację 6 lat temu.
- Były momenty, że żałowałam, bo tam wiedziałam ile co miesiąc dostanę na konto. Tutaj każdy tydzień i miesiąc jest inny. W tym momencie nie żałuję, odejście z korporacji to była świetna decyzja – podsumowała.