Prawo karne

Ułaskawienie Mariusza Kamińskiego - analiza prawna

Prezydent Andrzej Duda
Fotorzepa/ Piotr Guzik
Uniewinniając Mariusza Kamińskiego, ciąganego po sądach za ostrą i pionierską walkę z korupcją, prezydent pokazał, że może uniewinnić każdego, kto w jego oczach zasługuje na łaskę. To odważna decyzja.

Sprawiedliwość sądowa i jej wyroki, bywają chłodne a nawet bolesne, prawo łaski jest właśnie po to, by najskrajniejsze przypadki łagodzić, naprawiać. Konstytucja mówi jasno w art. 139, że prezydent RP stosuje prawo łaski, a prawa łaski nie stosuje się tylko do osób skazanych przez Trybunał Stanu. Już sam ten przepis wystarcza do wniosku, że prawo łaski można stosować wobec nieprawomocnie skazanych, stosując klasyczne rozumowanie a fortiori a majore ad minus, czyli jeśli wolno więcej (uniewinnić skazanego prawomocnie) to tym bardziej wolno mniej, czyli uniewinnić skazanego nieprawomocnie.

Raptem, najwyraźniej przeciwnicy Kamińskiego, zaczęli używać argumentu, że jest on wciąż formalnie niewinny i jeszcze nie czas by go ułaskawiać, dlaczego prezydent nie poczekał, aż sąd II Instancji rozpatrzy apelację byłego szefa CBA, i da mu szansę oczyścić się przed sądem.

Rzecz w tym, że już postępowanie prokuratorskie jest dużą dolegliwością, nie mówiąc o sądowym, i gdyby prawo łaski miało czekać na prawomocny wyrok, byłoby bardzo ograniczone. Takie ograniczenie można sobie wyobrazić, ale tak jak je zapisano co do skazanych przez Trybunał Stanu, należałoby je zapisać także np. co do polityków, czy skazań w I instancji. Bez tego ograniczenia, prezydent skorzystał zwyczajnie ze swego uprawnienia, w każdym razie nie złamał prawa.

Bodaj najwybitniejszy polski karnista, Stanisław Waltoś z Krakowa na którego podręczniku "Proces karny" wychowało się kilkadziesiąt roczników prawników, pisze tam, że "prezydent może skorzystać z prawa łaski w każdej sprawie o przestępstwo i o wykroczenie, również jeszcze przed prawomocnym skazaniem, mimo, że praktyka nie zna, jak na razie, wyjątków od ułaskawienia dopiero po uprawomocnieniu się wyroku skazującego; mówiąc inaczej, dopuszczalne jest ułaskawienie w postaci abolicji indywidualnej, skoro konstytucja nie czyni tu żadnych restrykcji".

Podobnego zdania jest prof. Piotr Kruszyński z Uniwersytetu Warszawskiego.

Prof. Waltoś dodaje, ze na taką praktykę wpłynęła Polska tradycja konstytucji przedwojennych, które abolicji indywidualnej nie przewidywały, wychodząc z założenia, że byłaby to zbyt wczesna ingerencja w sprawowanie wymiaru sprawiedliwości.

Ale mamy prawo jakie mamy i to wolne pole wykorzystał prezydent Andrzej Duda, ale prawa nie naruszył, tym bardziej, że jako stosujący prawo, w tym wypadku do tego pory niestosowaną abolicję, dokonuje precedensu. Politycznie kosztownego, gdyż będzie zbierał za tę decyzję polityczne cięgi, ale nawet przyjmując najbardziej krytyczną ocenę decyzji prezydenta, trzeba przyznać, że jest w niej coś głęboko ludzkiego. Oto ciągany po sądach człowiek, doznaje aktu łaski. Prawda, że wobec polityka, ale kierował on służbą, która uczyła się walki z korupcją, a jej posunięcia były zatwierdzone przez prokuratora i sądy.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL