Prawo i Sprawiedliwość

Jarosław Kaczyński zawiesił Bartłomieja Misiewicza w prawach członka partii

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jarosław Kaczyński zawiesił Bartłomieja Misiewicza w prawach członka partii. W powołanej przez prezesa PiS komisji znaleźli się Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński i Marek Suski.

"Rzeczpospolita" informuje dziś, że były rzecznik prasowy MON i szef gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza został pełnomocnikiem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej ds. komunikacji. Misiewicz ma zarabiać miesięcznie 50 tys. zł i może liczyć na służbowy samochód.

- Chcę powiedzieć kilka słów w tej bulwersującej sprawie, chodzi o pana Misiewicza. Zaraz po przybyciu do siedziby partii podpiszę decyzję o jego zawieszeniu w prawach członka partii. Podjąłem już decyzję o powołaniu komisji Prawa i Sprawiedliwości ds. zbadania całej tej sprawy. Zarówno tego wydarzenia, jak i poprzednich. W okresie między posiedzeniami komitetu politycznego, prezes partii wypełnia funkcje komitetu, więc mam prawo powołać taką komisję. Z takiej możliwości zamierzam skorzystać - mówił Kaczyński.

- Komisja, mam nadzieję, będzie działała szybko, choć trochę czasu to zajmie. Wyjaśnimy wszystkie szczegóły spraw, które w ostatnich miesiącach bulwersowały opinię publiczną - dodał prezes PiS.

Misiewicz już pracował w PGZ. 31 sierpnia 2016 r. został powołany w skład jej rady nadzorczej. Według mediów zmieniono dla niego statut spółki, bo nie miał wyższego wykształcenia i kursu dla członków rad nadzorczych. Minister obrony tłumaczył, że Misiewicz jest jego bezpośrednim reprezentantem w PGZ, a w przemyśle zbrojeniowym nie ma wymogów dotyczących wykształcenia, liczą się inne cechy - lojalność, chęć współpracy, kompetencje i decyzyjność - które Misiewicz posiada. Protestowała PO; chciała, by sprawie przyjrzała się prokuratura. Misiewicz mówił zaś, że spokojnie czeka na ocenę prokuratury, ponieważ prawo nie zostało złamane. W listopadzie 2016 r. prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. 

27-letni Misiewicz był rzecznikiem i szefem gabinetu politycznego ministra obrony. Od początku pełnienia tej funkcji były krytykowany przez opozycję i niektóre media. W drugiej połowie września 2016 r. - po publikacji "Newsweeka", według którego miał proponować radnym PO w Bełchatowie przystąpienie do koalicji z PiS, sugerując, że w zamian zapewni im zatrudnienie w państwowej spółce - poprosił szefa MON o zawieszenie w funkcjach w resorcie i zrezygnował z posady w radzie nadzorczej PGZ. Do resortu wrócił ponownie na początku grudnia 2016 r., ale jego nazwisko zniknęło ze stron internetowych resortu na początku lutego 2017 r. Wcześniej "Fakt" opisał wizytę Misiewicza w klubie studenckim w Białymstoku. 

O Misiewicza była pytana wielokrotnie premier Beata Szydło; zapewniła, że sprawa jego zatrudnienia w MON jest zamknięta; 23 marca mówiła, że Misiewicz nie pełni żadnej funkcji kierowniczej w MON. 

W roli szefa gabinetu politycznego MON Misiewicza zastąpił Krzysztof Łączyński, a w pracy rzecznika - najpierw Oddział Mediów Centrum Operacyjnego MON, a od ubiegłego czwartku - mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz.

Powołana komisja

W powołanej przez Jarosława Kaczyńskiego komisji zasiedli: Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński i Marek Suski. Ich zadaniem będzie wyjaśnienie zarzutów formułowanych wobec Misiewicza, a także okoliczności powoływania go na pełnione funkcje. 

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL