Prawo drogowe

Rowerzysta nie może dla wygody zbaczać ze ścieżki – wyrok Sądu Rejonowego

Fotorzepa, Robert Gardzin?ski Robert Gardzin?ski
Przepisy prawa drogowego o poruszaniu się po drodze dla rowerzystów mają charakter bezwzględnie obowiązujący i rowerzysta nie może decydować, czy będzie się po tej drodze poruszać, czy też nie.

Sprawa, którą rozpatrywał Sąd Rejonowy w Warszawie dotyczyła zdarzenia sprzed prawie roku, do którego doszło na bardzo dużym warszawskim skrzyżowaniu o natężonym ruchu. Jadący rowerem Michał R. w pewnym momencie zrezygnował z jazdy po ścieżce rowerowej i jechał po jezdni. Jak twierdził zrobił tak dla własnego bezpieczeństwa. Zdaniem policjanta, który był świadkiem zdarzenia, Michał R. wybrał taki sposób jazdy, ponieważ był dla niego wygodniejszy i dzięki niemu szybciej mógł dotrzeć do celu. Naruszył jednak obowiązek korzystania z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów określony w art. 33 ust. 1 Prawa o ruchu drogowym. Dodatkowo rowerzysta nie zastosował się do zakazu wjazdu za sygnalizator podczas nadawanego czerwonego sygnału dla jego kierunku ruchu.

Uczestnik ruchu specjalnej kategorii

Przed sądem Michał R. przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale nie przyznał się do winy. Wyjaśnił, że nieprzestrzeganie przepisów prawa ruchu drogowego nie zawsze skutkuje stworzeniem zagrożenia, a z drugiej strony - ich przestrzeganie nie zawsze skutkuje uniknięciem zagrożenia. W jego ocenie rowerzyści i piesi należą do kategorii uczestników ruchu, którzy przez własne błędy w jeździe zagrażają bardziej sobie niż innym uczestnikom ruchu, w przeciwieństwie do kierowców aut, którzy przez własne błędy zagrażają bardziej innym uczestnikom ruchu. Z tej różnicy między obiema kategoriami uczestników ruchu wynika, według Michał R., odmienna taktyka poruszania się. Rowerzysta dąży do tego, żeby na drodze przebywać jak najkrótszy czas, dla własnego bezpieczeństwa. Lepiej też, jeśli czasami złamie przepisy ruchu drogowego, ale będzie żyć.

Obwiniony przyznał, że w dniu zdarzenia jechał jezdnią zamiast drogi dla rowerzystów. Gdyby jechał po ścieżce rowerowej, musiałby okrążyć skrzyżowanie i trzy razy zatrzymać się przed sygnalizatorem świetlnym nadającym czerwone światło, natomiast na obranej trasie taki sygnalizator był tylko jeden. To, jego zdaniem, minimalizowało zagrożenie wynikające z przebywania w niebezpiecznym miejscu. Sposób, który wybrał, ograniczał się do tego, że jechał zgodnie z przepisami, ale tam gdzie była sygnalizacja zatrzymująca samochody, zjechał na jezdnię, bo krócej było przejechać jezdnią niż ścieżką rowerową. Po przejechaniu na czerwonym świetle znów wjechał na ścieżkę rowerową. Nie chodziło mu o  wygodę, lecz skrócenie przebywania w miejscach zagrożenia.

Michał R. stwierdził, że jest doświadczonym rowerzystą (kartę rowerową ma od 1967 roku) i wielokrotnie uratował sobie życie, gdy jechał niezgodnie z przepisami, bo gdy ich przestrzegał, parę razy potrącił go samochód. Jak podał obwiniony, poprzedniego dnia w Warszawie zginęły dwie osoby, które stały i czekały na zmianę światła, żeby móc przejść przez jezdnię.

Bez cienia wstydu

Sąd Rejonowy ocenił zachowanie rowerzysty zupełnie inaczej niż on sam. Według Sądu, wina Michała R. nie ulegała wątpliwości, bo nie wystąpiły przesłanki, które mogłyby ją wykluczyć (stan wyższej konieczności, usprawiedliwione nierozpoznanie bezprawności czynu, nieletniość czy niepoczytalność).

- Odstąpienie od obowiązku jazdy po drodze dla rowerów byłoby usprawiedliwione, gdyby skorzystanie z niej było niemożliwe lub zwiększało zagrożenie dla rowerzysty lub innych uczestników ruchu, np. gdyby była uszkodzona, oblodzona czy też prowadzone byłyby na niej wykopy. Drogi dla rowerzystów budowane są po to, by zwiększyć ich bezpieczeństwo, jak też innych uczestników ruchu, albowiem w świetle zasad doświadczenie życiowego oczywistym jest, że o wiele bezpieczniejsza jest jazda rowerem po ścieżce rowerowej, po której poruszają się tylko tego typu pojazdy, niż jazda rowerem po jezdni, na której poruszają się samochody i inne pojazdy mechaniczne, zwiększające ze swojej natury potencjalne niebezpieczeństwo dla rowerzysty. Innymi słowy, zwiększony stan zagrożenia istnieje dla rowerzysty na jezdni, a nie na drodze dla rowerów – podkreślił Sąd.

Wyjaśnienia obwinionego, że nie ponosi winy uznał za nielogiczne i sprzeczne z zasadami doświadczenia życiowego oraz ze zdrowym rozsądkiem.

- Jedynym powodem, dla którego obwiniony postąpił sprzecznie z obowiązującymi przepisami, była chęć skrócenia sobie drogi i uczynienia jej przez to wygodniejszą, chociaż trudno się zgodzić, by poruszanie się rowerem po jezdni w obszarze takiego węzła komunikacyjnego było wygodniejsze niż poruszanie się po ścieżce rowerowej. Pewne natomiast jest, że zachowanie takie było dla obwinionego, i nie tylko dla niego, o wiele bardziej niebezpieczne – stwierdził Sąd.

Uznał obwinionego za winnego popełnienia zarzucanych mu wykroczeń i wymierzył mu za to łącznie karę grzywny w wysokości 200 zł. Nie znalazł przy tym żadnych okoliczności łagodzących, a za okoliczność obciążającą uznał wysoki stopień społecznej szkodliwości czynów obwinionego oraz postawę Michała R., który „bez cienia zawstydzenia głosił na rozprawie, że nie przestrzega przepisów drogowych i nie zamierza tego robić, jeśli uzna to za stosowne".

Wyrok jest nieprawomocny.

Sygn. akt VW 4392/16

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL