Sztuczna inteligencja – prawdziwe wyzwanie dla prawa autorskiego

aktualizacja: 14.05.2017, 10:00
Foto: Fotolia.com

Na użytek dyskusji prawniczej w pełni wystarczające jest uproszczone rozumienie sztucznej inteligencji (artificial intelligence) jako zdolności cyfrowych maszyn do naśladowania, imitowania ludzkiej inteligencji dzięki wykorzystaniu zaimplementowanego w nich oprogramowania.

REDAKCJA POLECA

Ludzka inteligencja jest własnym, pierwotnym przymiotem człowieka, powstałym i rozwijającym się w sposób naturalny. Inteligencja sztuczna ma charakter cechy wtórnej, nadanej przez czynnik zewnętrzny, którym jest człowiek. Oba rodzaje inteligencji cechują się zdolnością do szeroko rozumianej kreacji. O ile w przypadku wytworów ludzkiej inteligencji prawo może je uznać za warte ochrony, o tyle całkowicie nierozwiązane pozostaje pytanie, czy również kreacje sztucznej inteligencji powinny zostać wyjęte z domeny publicznej? Jeśli tak, na czyją rzecz powinno to nastąpić ? Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego wydała właśnie Komisji Europejskiej zalecenie opracowania kryteriów ochrony „własnej twórczości intelektualnej" komputerów i robotów. Tylko czy prawo autorskie w znanej nam postaci przetrwa również ten zabieg adaptacji?

Pojawienie się w codziennym życiu wsparcia oferowanego przez szeroko pojęte maszyny jest faktem. Mowa tutaj nie tylko o tych sferach życia, w które kompensowana jest biologiczna ułomność człowieka (np. medycyna, komunikacja). Sztuczna inteligencja doprowadza w coraz większym stopniu do powstania dóbr, które do tej pory były uważane za zawłaszczone przez człowieka. Obrazy, większe lub mniejsze utwory literackie, utwory muzyczne, architektoniczne, wzornictwo przemysłowe – trudno znaleźć obszar tworzenia, gdzie nie byłoby możliwe zastąpienia człowieka komputerowym algorytmem. Powodów coraz większego stosowania sztucznej inteligencji jest wiele. Co do zasady są to te same przyczyny, które od zarania dziejów napędzają rozwój cywilizacyjny. Wiele z nich ma charakter czysto ekonomiczny: zwiększenie efektywności, potanienie produkcji, wyeliminowanie błędów i ludzkich ułomności.

Autorskie czy pokrewne

Podstawowym zagadnieniem wymagającym odpowiedzi jest to, czy wytwory sztucznej inteligencji powinny podlegać ochronie na gruncie prawa autorskiego, czy też praw pokrewnych. To pierwsze premiuje ochroną działalność stricte twórczą, która prowadzi do powstania utworu – kwalifikowanej postaci ludzkiej komunikacji. Jej udzielenie jest przejawem troski ustawodawcy o zabezpieczenie bytu twórcy oraz stworzeniem zachęty do dalszej aktywności twórczej. Prawo pokrewne zabezpieczałoby z kolei gospodarczy wysiłek podjęty na rzecz stworzenia robotowi warunków „tworzenia". Nakierowane jest ono nie tyle na podmiot twórcy i sam akt tworzenia, ile na warunki umożliwiające tworzenie. Różnice są fundamentalne.

Lem obowiązkowy?

Jeśli spór ten zostanie rozstrzygnięty na rzecz ochrony prawnoautorskiej, kluczowym problemem staje się brak „osobistego" aspektu tworzenia, więzi, która charakteryzuje i definiuje prawo autorskie. Nawet jeśli elektronicznym twórcą będzie humanoidalny robot-malarz, nie wystarczy chyba wyobraźni, aby przyjąć, iż powstaje między nim a „uronionym" dziełem jakkolwiek definiowalna więź o charakterze emocjonalnym. Przynajmniej na obecnym etapie rozwoju prawa przyjęcie innego stanowiska oznaczałoby po pierwsze relatywizację podstawowych dogmatów prawa autorskiego. Po drugie, zachowując konsekwencję należałoby uznać istnienie „powszechnych" dóbr osobistych cyfrowych maszyn. Wówczas jednak rzeczywistość Lema stałaby się rzeczywistością obowiązującą. Z kolei odmówienie ochrony takiemu obrazowi naruszałoby niepisaną zasadę neutralności technologicznej, która wzbrania różnicowania statusu prawnego dóbr tego samego rodzaju w zależności od ich proweniencji. Dlaczego z obrazów o porównywalnej urodzie miałby być chroniony jedynie akurat ten, który wyszedł spod ludzkiej ręki? W sumie żaden przepis nie wiąże expressis verbis tworzenia z osobą fizyczną.

Wśród relatywnie niewielkiej liczby głosów w dyskusji dość silną pozycję zajmują zwolennicy stanowiska przyznania autorstwa programiście robota (dla uproszczenia załóżmy, że chodzi o jedną osobę). Mówi się w tym kontekście o „pośrednim" autorstwie. Jest to stanowisko kontrowersyjne, zwłaszcza gdy rola wskazanego programisty zamyka się stworzeniu oprogramowania, choćby najbardziej zaawansowanego technologicznie, które jest dopiero podstawą dla maszyny dla podjęcia „autonomicznych" wyborów odnośnie do ukształtowania danego dzieła.

Istnieją już kraje (np. Wielka Brytania), które próbują mierzyć się ze zjawiskiem „zdehumanizowanego" tworzenia, ustanawiając kategorię „utworów stworzonych komputerowo" (computer generated works). W jej ramach premiuje się ochroną nie autora, bo tego przecież nie ma już na płaszczyźnie definicyjnej, ale podmiot, który stworzył warunki umożliwiające jego powstanie, w tym również osoby prawne. Dwie rzeczy zwracają tutaj uwagę. Po pierwsze, u podstaw ochrony tej kategorii utworów nie leży intelektualny wysiłek twórcy. Po drugie, nawet w tych krajach nie przyjęto fikcji tworzenia przez roboty, mimo że z „szacunku" dla efektów ich pracy zdecydowano się na inne rozwiązanie. Byłoby ono jednak zupełnie obce polskiemu prawu autorskiemu, które nie zna wyjątków od zasady twórcy jako osoby fizycznej. Na gruncie naszego prawa ochronę „twórczości" robotów można realizować przede wszystkim poprzez odwoływanie się do zabezpieczeń kontraktowych, ochrony prawnokarnej związanej z oprogramowaniem czy kwalifikowaniem wyników pracy robotów w kategorii pożytków.

Rozprawienie się ze sztuczną inteligencją z punktu widzenia prawa autorskiego pozostaje prawdziwym wyzwaniem.

- dr Damian Flisak

Autor jest radcą prawnym specjalizującym się w prawie autorskim

POLECAMY

KOMENTARZE