Linki w Internecie a prawa autorskie

aktualizacja: 02.04.2017, 12:31
Foto: 123RF

Właściciele komercyjnych stron internetowych powinni zamieszczać hiperłącza z dużą ostrożnością, każdorazowo badając źródło, do którego kierują.

REDAKCJA POLECA

Trudno obecnie wyobrazić sobie funkcjonowanie Internetu bez możliwości korzystania z odesłań, potocznie zwanych hiperlinkami lub hiperłączami. Ta powszechna w sieci praktyka była w ostatnim czasie przedmiotem kolejnej już analizy Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (dalej : Trybunał). Mianowicie, w sprawie Playboy C-160/15 [1], Trybunał udzielił odpowiedzi na pytanie jak hiperlinkować, by nie ponieść odpowiedzialności prawnej za naruszanie praw autorskich. Konsekwencje rozstrzygnięcia są szczególnie istotne dla przedsiębiorców prowadzących strony internetowe w celach komercyjnych. Choć orzeczenie zapadło 8 września 2016 roku do dziś budzi kontrowersje i pozostawia wiele niewiadomych.

Jak to z „Playboyem" było

Orzeczenie zapadło na gruncie sporu pomiędzy wydawcą czasopisma Playboy – spółką Sanoma (C-160/15)., a właścicielem jednego z holenderskich portali internetowych, spółką GS Media. Spółka GS Media zamieściła hiperlink odsyłający do zdjęć popularnej modelki umieszczonych w australijskiej witrynie internetowej bez zgody spółki Sanoma, posiadającej prawa autorskie do spornych fotografii. Zdjęcia nie były łatwe do odnalezienia w samej witrynie jednak z opisu faktycznego sprawy wynika, że hiperlink znacznie ułatwił „nowej publiczności Internautów" dotarcie do ich źródła. W wyniku kilkuinstancyjnego sporu, jaki zapadł na gruncie tego stanu faktycznego, Sąd Najwyższy Niderlandów zwrócił się do Trybunału z pytaniami prejudycjalnymi dotyczącymi zgodnego z prawem stosowania hiperłączy oraz publicznego udostępnienia utworów w Internecie.

Hiperłącze a „publiczne udostępnienie"

Zgodnie z dyrektywą 2001/29/WE w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnych („Dyrektywa"), państwa członkowskie powinny zapewnić autorom wyłączne prawo do zezwalania na jakiekolwiek publiczne udostępnianie ich utworów (np. zdjęć, filmów, e-book'ów), w tym publikację w środowisku online. W ramach poprzednich orzeczeń zapadłych na gruncie problematyki hiperlinkowania (w sprawach Svensson C 466/12 oraz BestWater International C 348/13) Trybunał przyjął, że zamieszczenie hiperłącza odsyłającego do treści ogólnie dostępnych w Internecie nie stanowi „publicznego udostępnienia" w rozumieniu Dyrektywy, a w konsekwencji nie wymaga zezwolenia podmiotu praw autorskich.

Nowe stanowisko Trybunału

W orzeczeniu zapadłym na gruncie „Playboya", Trybunał istotnie rozwinął swoje stanowisko w sprawie hiperłączy. Zaznaczył, że o ile są one udostępniane w celu zarobkowym, należy domniemywać, że osoba, która je zamieściła wiedziała lub powinna była wiedzieć, że odesłanie, umożliwia dostęp do utworu opublikowanego bezprawnie. W konsekwencji można domniemywać, że to zostało umieszczone ze świadomością chronionego charakteru utworu oraz ewentualnego braku zgody podmiotu praw autorskich na jego publikację w Internecie. Od podmiotu zamieszczającego hiperlink, o ile działa „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej" należy obecnie oczekiwać, że przeprowadzi niezbędną weryfikację, aby upewnić się czy utwory zamieszczone na stronie, do której prowadzi odesłanie zostały opublikowane zgodnie z prawem autorskim. Pomimo, że domniemanie to jest wzruszalne (może ono zostać obalone w toku postępowania spornego), wprowadza ono daleko idące restrykcje wobec profesjonalnych użytkowników Internetu.

Pojęcie umieszczania hiperłączy

Co istotne, Trybunał nie przesądził, kiedy mamy do czynienia z „hiperlinkowaniem" w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Z pewnością będzie nim odesłanie do stron internetowych wyświetlanych jedynie po uprzednim poniesieniu koniecznej opłaty (tzw. witryny „pay per view"). Czy tak samo powinniśmy zakwalifikować portale, które co prawda mają charakter promocyjny, ale ich bezpośrednim celem nie jest osiągnięcie korzyści majątkowej? Jak będzie wyglądać działalność blogerów internetowych, którzy przychód pozyskują głównie z reklam? Na tę chwilę nie jest łatwo przesądzać, jaką interpretację pojęcia „zarobkowego charakteru" przyjmą sądy w różnych państwach członkowskich. Nie można jednak wykluczyć, że każdy rodzaj działalności zarobkowej, również ten wynikający z działalności promocyjnej, będzie brany pod uwagę. Niewykluczone, że polskie sądy będą pomocniczo odwoływały się do rozumienia działalności zarobkowej przyjętego na gruncie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej z 2 lipca 2004 roku, czy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z 16 kwietnia 1993 r.

Co więcej, brak definicji „zarobkowego hiperlinkowania" na szczeblu europejskim prowadzi do konieczności zdefiniowania tego pojęcia przez sądownictwo krajowe, co może stać się powodem zróżnicowania oceny prawnej hiperłączy w poszczególnych krajach członkowskich Unii Europejskiej oraz znacznie utrudnić postępowania o charakterze międzynarodowym w tym zakresie.

Obowiązki właścicieli komercyjnych stron

W obliczu domniemania przyjętego przez Trybunał oraz niejasnego pojęcia hiperlinkowania dla celów zarobkowych, właściciele komercyjnych stron internetowych powinni zamieszczać hiperłącza z dużą ostrożnością, każdorazowo badając źródło, do którego odsyłają. Taki obowiązek wydaje się jednak o tyle trudny do spełnienia, że autorskie prawa majątkowe mogą być przenoszone z twórcy na osoby trzecie oraz być przedmiotem licencji, w tym licencji niewyłącznych udzielanych wielu osobom jednocześnie (czasami także w sposób dorozumiany). Zobowiązanie przedsiębiorców do samodzielnej oceny istnienia naruszenia praw autorskich wydaje się, zatem stanowić dużą uciążliwość, a w niektórych przypadkach może okazać się wręcz niemożliwe. ?

—Marek Oleksyn

—Adrian Zdanowicz

Marek Oleksyn, radca prawny w kancelarii CMS

Adrian Zdanowicz, prawnik w zespole nowych technologii i prawa własności intelektualnej kancelarii CMS

Jakie konsekwencje w praktyce

Orzeczenie w sprawie „Playboya" zasadniczo potwierdziło brak odpowiedzialności hiperlinkujących „niezarobkowo", tj. prywatnych użytkowników Internetu zamieszczających link do filmu, e-booka czy fotografii np. za pośrednictwem mediów społecznościowych. Hiperlinkujący dla celów prywatnych nie zostaną automatycznie objęci „obciążającym" domniemaniem wiedzy o bezprawnym charakterze publikacji utworu, do którego odsyłają, chyba że - na co wskazuje Trybunał w wyroku - mogli „racjonalnie wiedzieć o bezprawnym charakterze publikacji tych utworów".

Konsekwencje orzeczenia odczują natomiast głównie e-przedsiębiorcy umieszczający na swoich stronach odesłania, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Jeśli właściciele komercyjnych stron nie zastosują się do obowiązku weryfikacji źródeł, mogą liczyć jedynie na skuteczność obalenia przyjętego wobec nich domniemania, co w wielu przypadkach może wiązać się z istotnymi trudnościami dowodowymi w kontekście ciężaru wykazania braku wiedzy o naruszeniach praw autorskich. W tym zakresie zrównywanie odpowiedzialności osoby naruszającej prawa autorskie poprzez publikację utworu bez zgody twórcy z odpowiedzialnością podmiotu, który jedynie odsyła do jej źródła (za pomocą hiperłącza) wydaje się zatem bardzo daleko idące. Co więcej, traci na znaczeniu postulat by ochrona praw autorskich nie prowadziła do zbytniej uciążliwości dla wolności wypowiedzi i informacji. Orzeczenie w sprawie Playboya stanowi trudny kompromis pomiędzy ochroną podmiotów praw autorskich w Internecie a ograniczeniem swobody działania e-przedsiębiorców w środowisku online. ?

POLECAMY

KOMENTARZE