Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Polska w strefie euro?

Nie rezygnujmy z własnej waluty

Bloomberg
Euro, majšce stanowić ukoronowanie procesu integracji europejskiej, rozsadza Unię od œrodka – piszš ekonomiœci.

„Rzeczpospolita” wznowiła dyskusję na temat wejœcia Polski do strefy euro. Nasze stanowisko w tej kwestii najobszerniej przedstawiliœmy w ksišżce „Paradoks euro. Jak wyjœć z pułapki wspólnej waluty?” wydanej przed kilkoma miesišcami przez wydawnictwo Poltext. Uważamy, że Unia Europejska i wspólny rynek to wielkie osišgnięcia powojennej Europy i ich utrzymanie powinno być nadrzędnym celem polityki europejskiej, a także polityki polskiej w ramach UE. Natomiast wprowadzenie euro okazało się poważnym błędem. Wspólna waluta, majšca stanowić ukoronowanie procesu integracji, rozsadza Unię od œrodka. Dlatego, dla uratowania UE i wspólnego rynku, postulujemy kontrolowane rozwišzanie strefy euro, powrót do walut narodowych i uzgodnienie nowego systemu koordynacji walutowej w Europie. Uważamy, że jeœli zadanie rozwišzania strefy euro nie zostanie wykonane przez proeuropejskich i prorynkowych przywódców krajów UE, to najprawdopodobniej uczyniš to ich antyeuropejscy i antyrynkowi następcy. W tym drugim przypadku UE i wspólny rynek zostanš zniszczone.

W polskiej dyskusji publicznej silnie zakorzeniona jest zupełnie inna optyka. Doœć powszechne jest przekonanie, że determinacja europejskich elit politycznych nie pozwoli na wycofanie się z projektu euro. Uważa się, że Polska, nie chcšc znaleŸć się na marginesie UE, powinna dołšczyć do klubu państw strefy euro, gdzie zapadajš kluczowe decyzje. Sšdzi się, że obowišzujšca w strefie euro dyscyplina pozytywnie wpłynie na jakoœć instytucji gospodarczych w Polsce i ułatwi prowadzenie zdrowej polityki makroekonomicznej, co zwiększy stabilnoœć i rozwój polskiej gospodarki. Do tego wszystkiego dochodzš korzyœci wynikajšce z pozbycia się kosztów wymiany walutowej i ryzyka kursowego.

Pojmujemy argumentację zwolenników wejœcia Polski do strefy euro. Obawiamy się jednak, że nie uœwiadamiajš sobie oni w pełni, jak poważne mogš być ekonomiczne konsekwencje takiego kroku. Jeœli brak własnej waluty osłabi polskš gospodarkę, efektem będzie również osłabienie pozycji politycznej i bezpieczeństwa kraju. Dlatego chcemy przedstawić nasz tok myœlenia dotyczšcy kluczowych – a często niestety błędnie rozumianych – kwestii, jakimi sš znaczenie własnej waluty dla utrzymania międzynarodowej konkurencyjnoœci gospodarki oraz znaczenie utrzymania konkurencyjnoœci dla rozwoju gospodarczego kraju.

Konkurencyjnoœci międzynarodowej nie należy mylić z produktywnoœciš

Mówišc o konkurencyjnoœci międzynarodowej mamy na myœli zdolnoœć gospodarki do wykorzystania swoich zasobów pracy w warunkach otwartego handlu. Jest to pojęcie węższe niż mierzone przez popularne rankingi konkurencyjnoœci krajów. Konkurencyjnoœć międzynarodowa gospodarki, w stosowanym tu znaczeniu, zależy przede wszystkim od relacji między produktywnoœciš pracy a poziomem płac, jakš uzyskujš firmy w sektorze wytwarzajšcym dobra podlegajšce wymianie międzynarodowej. Istota problemu braku konkurencyjnoœci międzynarodowej, z którym borykajš się kraje południa strefy euro – Grecja, Portugalia, Włochy i Hiszpania – nie polega na tym, że majš one niskš produktywnoœć. Produktywnoœć tych krajów jest wyższa niż Chin czy Polski, które nie majš problemu z konkurencyjnoœciš międzynarodowš. Problemem krajów południa strefy euro jest zaburzona relacja między produktywnoœciš a poziomem płac w gospodarce.

Jeżeli gospodarka jest międzynarodowo niekonkurencyjna, sytuację można teoretycznie poprawić bšdŸ poprzez wzrost produktywnoœci pracy, bšdŸ poprzez obniżenie płac w stosunku do płac u partnerów handlowych, bšdŸ poprzez kombinację obu tych czynników. Oczywiœcie najlepiej byłoby podnieœć produktywnoœć. Jednakże głównym Ÿródłem wzrostu produktywnoœci sš inwestycje firm tworzšcych nowe miejsca pracy lub modernizujšcych istniejšcy aparat produkcyjny, a sytuacja braku konkurencyjnoœci gos­podarki nie zachęca do takich inwestycji. Aby uruchomić strumień inwestycji trzeba zwykle najpierw odzyskać konkurencyjnoœć poprzez obniżenie płac w stosunku do płac u partnerów handlowych. Wtedy gospodarka będzie mogła się rozwijać, co pocišgnie za sobš zarówno wzrost produktywnoœci, jak i wzrost płac. Usiłowanie działania w odwrotnej kolejnoœci, czyli liczenie na to, że w niekonkurencyjnej gospodarce wzrost produktywnoœci przywróci konkurencyjnoœć międzynarodowš, można porównać do przysłowiowego „stawiania wozu przed koniem”.

Dostosowanie kursu walutowego, samo w sobie nie powoduje wzrostu produktywnoœci, lecz może przywrócić konkurencyjnoœć międzynarodowš, umożliwiajšc gospodarce wejœcie na œcieżkę wzrostu.

W sytuacji kryzysu brak własnej waluty może być bardzo bolesny

Szacowano, że gdy w 2010 r. wybuchł kryzys strefy euro, kraje południa eurolandu, aby odzyskać konkurencyjnoœć międzynarodowš, powinny obniżyć płace o 10-30%, w relacji do płac u partnerów handlowych. Gdyby kraje te nie były w strefie euro, poprawa konkurencyjnoœci tego rzędu mogłaby dokonać się w krótkim czasie w wyniku osłabienia ich walut. Tak stało się w Polsce. Na przełomie lat 2008 i 2009 polski złoty osłabił się o około 30% i tym samym płace w polskich firmach w przeliczeniu na waluty zagranicznych partnerów handlowych obniżyły się automatycznie w tym samym stopniu. Był to prawdopodobnie najistotniejszy czynnik, dzięki któremu w 2009 r. Polska cieszyła się wzrostem gospodarczym, podczas gdy gospodarki pozostałych krajów UE skurczyły się. Kraje południa strefy euro nie mogły poprawić swojej konkurencyjnoœci poprzez dostosowanie kursu walutowego, gdyż nie majš własnych walut. Zamiast tego usiłowały poprawić konkurencyjnoœć poprzez tzw. wewnętrznš dewaluację, czyli politykę deflacyjnš. Głównym instrumentem tej polityki jest zacieœnienie fiskalne, czyli obniżanie wydatków budżetowych i podnoszenie podatków. Liczono, że wywołany w ten sposób spadek popytu krajowego spowoduje obniżenie cen i wymusi obniżki płac w przedsiębiorstwach. Jednakże płace sš nieelastyczne w dół. Gdy spada popyt firmy obniżajš produkcję i zatrudnienie. Nominalne obniżki płac sš rzadkoœciš. Polityka wewnętrznej dewaluacji nie przywróciła międzynarodowej konkurencyjnoœci krajów południa, lecz spowodowała spadek PKB i wzrost bezrobocia. W porównaniu z 2007 r., czyli ostatnim rokiem przed wybuchem œwiatowego kryzysu, realny PKB w 2015 r. wyniósł zaledwie 74 proc. w Grecji, 92 proc. we Włoszech, 95 proc. w Portugalii i 97 proc. w Hiszpanii. Dla porównania ten sam wskaŸnik dla Polski wyniósł 128 proc.

Zacieœnienie integracji europejskiej nie zrekompensuje braku walut narodowych

Nie należy liczyć na to, że dalsza integracja i reformy strefy euro dostarczš instrumentów poprawiajšcych konkurencyjnoœć niekonkurencyjnych krajów. Unia fiskalna może, co najwyżej, umożliwić zgromadzenie œrodków na finansowanie trwałych deficytów generowanych przez niekonkurencyjne kraje lub regiony. Włochy i Niemcy od lat usiłujš stymulować niekonkurencyjne regiony przez olbrzymie transfery fiskalne wynoszšce rocznie 16 proc. lokalnego PKB w przypadku Południowych Włoch i 25 proc. w przypadku Wschodnich Niemiec. Mimo potężnych transferów fiskalnych proces konwergencji tych niekonkurencyjnych regionów od wielu lat zatrzymał się.

Również polskie badania pokazujš, że fundusze unijne – majšce bez wštpienia znaczenie cywilizacyjne i poprawiajšce jakoœć życia mieszkańców – nie napędzajš na trwałe gospodarek zacofanych regionów i nie majš wpływu na tworzenie miejsc pracy.

Próba podniesienia konkurencyjnoœci niekonkurencyjnych regionów w ramach jednego obszaru walutowego przez transfery fiskalne jest sprzecznoœciš samš w sobie. Napływ funduszy do krajów, które usiłujš odzyskać konkurencyjnoœć poprzez politykę deflacyjnš, podważa tę politykę. Przychodzšce transfery fiskalne zwiększajš popyt i przyczyniajš się do wzrostu cen i płac, przez co utrudniajš odzyskanie konkurencyjnoœci.

Amerykańskie doœwiadczenia nie nadajš się na wzór dla Europy

Zwolennicy euro często przywołujš przykład Stanów Zjednoczonych, które sš porównywalne z Europš pod względem obszaru, liczby ludnoœci i poziomu rozwoju gospodarczego. Uważajš oni, że jeœli jedna waluta funkcjonuje sprawnie w USA, to może tak stać się także w Europie.

Jednakże zastosowanie na poziomie UE amerykańskiego sposobu radzenia sobie z nierównowagami regionalnymi byłoby trudne do zaakceptowania dla państw członkowskich. Ubogie stany lub terytoria zależne USA regularnie otrzymujš transfery federalne netto przekraczajšce 10 proc. lokalnego PKB, lecz nie poprawia to ich konkurencyjnoœci. Proces konwergencji zatrzymał się i różnice w poziomie rozwoju między bogatymi i biednymi stanami od lat nie ulegajš zmniejszeniu. W przypadkach obniżenia konkurencyjnoœci amerykańskich regionów, objawiajšcych się podwyższonym w stosunku do reszty kraju poziomem bezrobocia, póŸniejszy spadek bezrobocia następuje nie w wyniku obniżenia lokalnego poziomu płac, czyli skutecznej wewnętrznej dewaluacji, lecz w wyniku migracji poszukujšcych pracy do innych regionów kraju. Siłę, a zarazem skrajnoœci, amerykańskiego mechanizmu dostosowawczego pokazuje przypadek Detroit – dawnego centrum przemysłu motoryzacyjnego. Produkcja samochodów w mieœcie stała się nieopłacalna i zlikwidowano tam tysišce miejsc pracy. Mimo to w 2015 r. bezrobocie w Detroit wynosiło zaledwie 5,7 proc. – było zbliżone do œredniej amerykańskiej i prawie dwa razy niższe niż œrednia w strefie euro. Bezrobocie jest niskie, gdyż ludzie pozbawieni pracy opuœcili miasto. Liczba mieszkanców spadła z 1 850 tys. w 1950 r. do 700 tys. w 2013 r., co oznacza, że Detroit straciło 62 proc. swojej populacji. Dramatycznym problemem miasta nie jest dziœ bezrobocie, lecz to, że przy zmniejszonej liczbie mieszkańców nie jest ono w stanie ponosić kosztów funkcjonowania infrastruktury i spłacać starych zobowišzań. W 2013 r. Detroit złożyło wniosek o upadłoœć.

Dla spójnoœci Unii Europejskiej i poszczególnych państw członkowskich istotne jest, aby obywatele mieli jak najlepsze warunki rozwoju w swoich krajach ojczystych. Dla państwa europejskiego trudna do zaakceptowania jest zarówno sytuacja, w której przez lata utrzymuje się wysokie bezrobocie, jaki i rozwišzanie, w którym obniżanie bezrobocia następowałoby wyłšcznie lub w pierwszej kolejnoœci przez emigrację obywateli. Dlatego państwa UE, szczególnie kraje œrednie i duże, aby móc bezpiecznie funkcjonować powinny mieć własne waluty.

Problemy z konkurencyjnoœciš pojawiać się będš w przyszłoœci

Międzynarodowa konkurencyjnoœć gospodarki nie jest dana raz na zawsze. Doskonałym przykładem jest Finlandia, która mogła uchodzić za wzór zdrowia finansów publicznych i zajmowała czołowe miejsca w rankingach najbardziej konkurencyjnych gospodarek œwiata. W ostatnich latach zmaga się ona z problemem strukturalnej niekonkurencyjnoœci. Sytuacja, pod pewnymi względami, podobna jest do kryzysu, jaki kraj ten przechodził na poczštku lat 90. XX w. po rozpadzie ZSRR, który był dla Finlandii wielkim rynkiem zbytu. Wówczas czynnikiem, który pomógł krajowi stanšć na nogi, było osłabienie waluty. Teraz, w ramach strefy euro, poprawa konkurencyjnoœci gospodarki poprzez dewaluację waluty jest niemożliwa. Realny PKB Finlandii w 2015 r. wyniósł zaledwie 95 proc. poziomu z 2007 r.

Inny przykład stanowi Słowacja, która bardzo dobrze radzi sobie w strefie euro, lecz narażona jest na poważne ryzyko. Przemysł samochodowy dostarcza tam ponad 40 proc. produkcji przemysłowej kraju. Jeœli w pewnym momencie koncernom samochodowym przestanie opłacać się produkcja w Słowacji, kraj zostanie narażony na olbrzymie perturbacje. W przypadku państwa majšcego własnš walutę, upadek wiodšcego sektora spowodowałby osłabienie kursu walutowego, co poprawiłoby konkurencyjnoœć gospodarki, ułatwiajšc rozwój innych branż. W przypadku należšcej do strefy euro Słowacji, schyłek przemysłu samochodowego spowodować może długoletniš stagnację i olbrzymie bezrobocie.

To tylko przykłady. Każdy kraj może w pewnym momencie utracić konkurencyjnoœć z przyczyn, które trudno ex ante przewidzieć lub wyeliminować, a w strefie euro ryzyko to jest znacznie większe ze względu na brak bufora w postaci elastycznego kursu walutowego i autonomicznej polityki monetarnej.

Utrzymanie międzynarodowej konkurencyjnoœci jest warunkiem konwergencji

Kraj członkowski UE, znajdujšcy się na niższym poziomie rozwoju gospodarczego, jeœli utrzymuje odpowiedni poziom konkurencyjnoœci międzynarodowej, jest w stanie - dzięki dostępowi do wielkiego rynku europejskiego - wykorzystać przewagę, jakš dajš niższe koszty pracy i rozwijać się szybciej niż kraje zamożniejsze. Siłš napędowš tego procesu przyspieszonego rozwoju sš prywatne inwestycje zwiększajšce produktywnoœć w gospodarce, a co za tym idzie powodujšce wzrost PKB per capita i płac. Niezbędnym warunkiem działania tego mechanizmu nadganiania jest zachowanie międzynarodowej konkurencyjnoœci gospodarki.

Własna waluta pomaga, a nie przeszkadza, polskiej gospodarce

Elastyczny kurs walutowy działa antycyklicznie. W razie poważnego pogorszenia sytuacji gospodarczej w Europie, następuje odpływ kapitału z Polski i złoty osłabia się, co poprawia sytuację przedsiębiorstw. Mechanizm ten silnie zadziałał w 2009 r. Zmiennoœć kursu walutowego i koszty wymiany stanowiš pewne utrudnienie w relacjach handlowych, lecz w skali makro nie sš to czynniki o decydujšcym znaczeniu. Œwiadczy o tym np. fakt, że od chwili wprowadzenia euro w 1999 r. do 2015 r., udział partnerów ze strefy euro w obrotach handlowych Niemiec spadł o 1/5 (z 46 proc. do 37 proc.), zaœ udział obrotów z nienależšcš do strefy euro Polskš wzrósł w tym czasie dwukrotnie (z 2,3 proc. do 4,5 proc.). Hipotetyczne wejœcie Polski do strefy euro nie musi więc wcale przyczynić się do wzrostu obrotów z naszym głównym partnerem handlowym. Jeœli, w wyniku wejœcia do strefy euro, pogorszy się międzynarodowa konkurencyjnoœć polskiej gospodarki, to w efekcie spadnš niemieckie inwestycje w Polsce, a także obniży się wykorzystanie mocy produkcyjnych znajdujšcych się w Polsce fabryk należšcych do niemieckich koncernów, co wpłynie negatywnie na wielkoœć wzajemnych obrotów handlowych.

Przyjęcie euro - zamiast przyspieszyć - może zatrzymać proces konwergencji

Własna waluta nie gwarantuje pomyœlnoœci gospodarczej, lecz nie stanowi dla niej przeszkody. Natomiast takš przeszkodš może okazać się brak własnej waluty.

Wejœcie Polski do strefy euro stwarza ryzyko, że kraj utraci i nie będzie w stanie odzyskać konkurencyjnoœci. W takim przypadku efektywny dotšd proces konwergencji może zatrzymać się i luka rozwojowa między Polskš a bogatszymi krajami UE, zamiast szybciej się kurczyć, może zostać na długie lata utrwalona.

Polska powinna korzystać z faktu, że nie łamišc zobowišzań traktatowych może pozostawać poza strefš euro tak długo, jak zechce.

Stefan Kawalec jest prezesem Capital Strategy, był wiceministrem finansów

Ernest Pytlarczyk jest głównym ekonomistš mBanku

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL