Polityka

Krzyżak: Ekumenizm według PiS

Po raz kolejny okazało się, że Jarosław Kaczyński stworzył partię wodzowską, w której brak miejsca na samodzielne myślenie - pisze Tomasz Krzyżak
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Sejm nie pomógł premierowi. Słaby początek rechrystianizacji Europy.

Mikołaj Rej – ten, który odrzucił w swej twórczości łacinę i zaczął pisać wyłącznie po polsku, bo „Polacy nie gęsi i swój język mają", i m.in. dlatego dziś nazywa się go ojcem literatury polskiej; Jan Łaski – bratanek słynnego prymasa, sekretarz króla Zygmunta Starego, jeden z tłumaczy tzw. Biblii brzeskiej; Andrzej Frycz-Modrzewski – sekretarz królewski, jeden z najwybitniejszych pisarzy politycznych doby renesansu, twórca rewolucyjnego dzieła „O naprawie Rzeczypospolitej"; Józef Piłsudski – jeden z ojców polskiej niepodległości, dziś niekwestionowany autorytet dla części prawej strony sceny politycznej.

Co łączy te postaci? Wszyscy byli wybitnymi Polakami, ale też każdy z nich był protestantem. Piłsudski wprawdzie bardzo krótko, a konwersję traktował wyłącznie przedmiotowo. Ale Łaski jest jedynym Polakiem, którego nazwisko widnieje na pomniku Reformacji w Genewie. Zasługi Reja czy Frycza-Modrzewskiego dla kultury trudno przeceniać.

Wydawało się, że przyjęcie przez Sejm uchwały w sprawie upamiętnienia 500. rocznicy reformacji będzie formalnością. Zwłaszcza że projekty tego typu w przeszłości przyjmowano przez aklamację, a w tym (przygotowanym przez posłów Nowoczesnej i PSL) znalazły się słowa mówiące o tym, że rocznica ta „jest znakomitą okazją do wyrażenia szacunku i uznania dla polskich protestantów za ich wkład w rozwój naszego państwa, a w szczególności jego kultury, języka i tradycji".

Tak się nie stało. Sprzeciw zgłosiła posłanka Partii Republikańskiej Anna Maria Siarkowska (obecnie w Klubie PiS). Obwieściła, „że radosne świętowanie wydarzeń, które podzieliły Kościół, to niedobry pomysł". Z jej sprzeciwem zgodził się marszałek Ryszard Terlecki i partia rządząca odesłała projekt uchwały do komisji. Siarkowska tłumaczyła później na Twitterze: „Dla mnie, jako katolika, radość z Reformacji jest tak samo uzasadniona, jak radość z rozwodu. Wolałabym, by wśród chrześcijan panowała jedność".

Podniósł się polityczny rwetes. Politycy opozycji przepraszali protestantów. A biskupi ewangeliccy poprosili, by projekt uchwały z Sejmu wycofać, bo „z rozczarowaniem" przyjęli „przebieg debaty nad projektem uchwały" i nie chcą, „aby w ten sposób dyskutowano o dziedzictwie Reformacji".

Zabrakło w tej sprawie wyczucia, dalekowzroczności, zimnej krwi. Jeden głos spowodował, że w szeregach partii rządzącej pojawił się chaos. Po raz kolejny okazało się, że Jarosław Kaczyński stworzył partię wodzowską, w której brak miejsca na samodzielne myślenie, i nawet w tak prostej sprawie posłowie pójdą za głosem lidera lub namaszczonego przez niego wodza.

Pół biedy, jeśli w tej sprawie było to działanie nieświadome. Gorzej byłoby, gdyby w głowach parlamentarzystów PiS pojawiło się proste zestawienie: Luter, protestantyzm, Niemcy. A jak wiadomo, z Niemcami poprawnych stosunków nie ma, więc nie ma co upamiętniać ich religii. Swoją drogą nieprzyjęcie uchwały z pewnością zostało zauważone w krajach protestanckich i nie ma wątpliwości, że będzie odebrane źle.

Problem jest jednak dużo szerszy. Wystąpienie posłanki i późniejsze głosowanie posłów PiS pokazują, jak niewiele przeciętny katolik wie o ekumenizmie, dla którego wiele przecież zrobił św. Jan Paweł II, do którego nieustannie się odwołujemy. I tak naprawdę odrzucając dziedzictwo reformacji, odrzucamy nauczanie Jana Pawła. A jeśli chcemy – tak jak posłanka Siarkowska – „by wśród chrześcijan panowała jedność", to musimy o nią zabiegać – także poprzez tego typu uchwały. Chyba że wychodzimy z założenia, iż poza katolikami nie ma już żadnych chrześcijan. Jeśli tak ma wyglądać rechrystianizacja Europy, o której ostatnio mówił premier Morawiecki, to większych sukcesów w tej dziedzinie nie będzie. Lepiej, by ten obszar politycy zostawili duchownym.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL