Francja: Brigitte Macron ma się usunąć w cień męża

aktualizacja: 09.08.2017, 06:09
Brigitte Macron jest niemal tak aktywna, jak jej mąż
Brigitte Macron jest niemal tak aktywna, jak jej mąż
Foto: AFP

Prezydent cofnął się przed buntem wyborców i nie przyzna specjalnego statusu swojej żonie.

REDAKCJA POLECA

Ostatnio Brigitte Macron była wszędzie. A to witała się na schodach Pałacu Elizejskiego z Arnoldem Schwarzeneggerem, Bono czy Rihanną, a to w przebraniu pszczelarza wyjmowała miód z ula ustawionego w ogrodach rezydencji głowy państwa, a to podejmowała się roli matki chrzestnej pandy urodzonej w zoo w miejscowości Beauval.

24 lata starsza od Emmanuela, który był jej uczniem w liceum w Amiens, Brigitte jest od dawna przewodniczką po życiu obecnego prezydenta. Do tego stopnia, że francuski przywódca uznał, iż powinna otrzymać formalny status pierwszej damy, z własnym budżetem, gabinetem, obowiązkami.

Dziś już jednak wiadomo, że nic z tego nie będzie. Z inicjatywy ekscentrycznego artysty Thierry'ego-Paula Valette'a w internecie ruszyła petycja przeciwko tym planom, która w ciągu zaledwie dwóch tygodni zebrała 270 tys. podpisów. Gdyby rachunek doszedł do pół miliona, pomysłodawca mógłby oficjalnie zaprezentować swoją prośbę przed Komitetem Ekonomicznym i Socjalnym, rodzajem „trzeciej izby parlamentu" zrzeszającej przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, przedsiębiorców i organizacje pozarządowe. To byłoby bardzo złe rozwiązanie dla Macrona, którego poparcie w sondażach spadło już do ledwie 40 proc. – najmniej ze wszystkich prezydentów V Republiki na tym etapie kadencji poza Jacques'em Chirakiem.

W tym tygodniu rzecznik rządu Christophe Castaner zapewnił więc, że nie będzie żadnego „statusu", a jedynie „wyjaśnienie zadań" Brigitte. Ona sama nie otrzyma zresztą ani grosza wynagrodzenia.

– Macron, jak wielu francuskich polityków, jest zafascynowany modelem amerykańskim, w którym żona prezydenta pełni ważną funkcję i ma konkretne zadania – jak Hillary Clinton reformę systemu ubezpieczeń zdrowotnych czy Michelle Obama walkę z otyłością. Jednak we Francji od wielkiej rewolucji tradycja jest zupełnie odwrotna. Francuzi uważają, że wybrali prezydenta, ale nie jego małżonkę czy partnerkę życiową. Dlatego z jednej strony nie obchodzi ich, z kim sypia prezydent, jaki ma styl życia. Ale z drugiej nie chcą też, aby małżonka miała jakąkolwiek formalną rolę, gdziekolwiek się afiszowała – mówi „Rz" Thomas Pellerin-Carlin, ekspert Instytutu Jacquesa Delorsa w Paryżu.

Thierry-Paul Valette już w przeszłości pokazał, że może być niemal równie skuteczny co prezydent na polu akcji medialnych. Pisarz, malarz, performer, to on doprowadził do pochowania w paryskim Panteonie byłej minister zdrowia i inicjatorki legalizacji aborcji w latach 70. Simone Veil. Udało mu się także doprowadzić do wprowadzenia zakazu importu robotów seksualnych. Zaś zorganizowana przez niego wielka manifestacja 5 marca w Paryżu przeciwko François Fillonowi znacząco przyczyniła się do klęski kandydata Republikanów w ostatnich wyborach prezydenckich.

Ale na tym polu Macron nie jest pierwszym, który ponosi klęskę: wylansować swoją żonę próbowało wielu francuskich prezydentów. Charles de Gaulle był tu niezwykle dyskretny: Francja odkryła tak naprawdę jego żonę Yvonne dopiero po odejściu od władzy, gdy szła, malutka, obok postawnego generała wzdłuż klifów Irlandii. Jednak już Valerie Giscard D'Estaing chciał wraz z żoną Anne-Aymone składać rodakom życzenia bożonarodzeniowe w telewizji. Inicjatywa zakończyła się klapą i szybko została zaniechana. Podobnie stało się, gdy Nicolas Sarkozy próbował lansować swoją żonę Cecilię, a François Hollande wypromować towarzyszkę życia, dziennikarkę Valerie Trierweiler.

– Francuzi do tego stopnia cenią sobie prywatność, że w ogóle ich nie obchodziło, iż szykujący się do prezydentury Dominique Strauss-Kahn jest libertynem i sypia z kim popadnie. Sprawa została nagłośniona, dopiero gdy pojawiły się zarzuty o gwałt, gdy powstał problem odpowiedzialności kryminalnej – mówi Thomas Pellerin-Carlin.

POLECAMY

KOMENTARZE