Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Polityka

Cyfrowa wolność Tallina

Estonia będzie istniała, nawet jeœli jej fizyczny byt zostanie zagrożony.
AFP
W tajnym zakštku Luksemburga Estonia otwiera swojš pierwszš elektronicznš ambasadę.

Anna Słojewska z Tallina

W Europie istnieje kraj, który z dostępu do sieci uczynił swojš ideologię. To Estonia, najbardziej zaawansowane w Europie państwo cyfrowe. Jako pierwsza na œwiecie dostęp do internetu zaliczyła do katalogu praw człowieka

W tym kraju tylko trzech aktów administracyjnych nie da się załatwić przez sieć. Osobiœcie do urzędu trzeba się pofatygować w celu zawarcia œlubu, przeprowadzenia rozwodu lub sprzedaży domu. Papierowych rejestrów nie ma, nawet meldunek istnieje wyłšcznie w internecie.

Wiara w internet

Wszyscy odwiedzajšcy Estonię zadajš to samo pytanie: dlaczego akurat tutaj? Co jest szczególnego w tym niewielkim północnym kraju, że ludzie zgodzili się na tak daleko idšcš cyfrowš reformę? Estończycy uważajš, że niczym się nie różniš, po prostu w pewnym momencie zrozumieli, że internetowej rewolucji nie da się powstrzymać.

Ludzie tutaj wydajš się jednak lepiej przygotowani na cyfrowe wyzwanie niż reszta rozwiniętego œwiata. Sš na pierwszym miejscu w testach PISA badajšcych 15-latków w krajach OECD. Odsetek studentów na kierunkach teleinformatycznych jest tam dwa razy większy niż œrednia dla krajów rozwiniętych. Te podstawy edukacyjne wspiera duch przedsiębiorczoœci. Startupów w przeliczeniu na mieszkańca jest tam najwięcej w UE.

W wyborach 32 proc. obywateli oddaje głos elektronicznie. Estończycy sš przekonani, że głosowanie elektroniczne ma sens, i ich wiary nie zachwiały nawet pojawiajšce się ostatnio podejrzenia o ingerencję hakerów w amerykańskich wyborach. Bo ich system jest wystarczajšco bezpieczny od strony technicznej – zaawansowane kodowanie i elektroniczny dowód tożsamoœci, który posiada każdy obywatel. Ale nawet jeœli do ataku by doszło, to zasady głosowania powodujš, że ewentualne oszustwa zostanš wyłapane. Jeœli ktoœ wedrze się do systemu i zagłosuje za nas, to dostaniemy potwierdzenie e-mailem. W ostatecznoœci można pojawić się w lokalu wyborczym i w ostatnich minutach jeszcze raz zagłosować. – Elektronicznych głosów mamy 32 procent i ten odsetek będzie się na pewno zwiększał. Ale możliwoœć zagłosowania w lokalach wyborczych zostanie utrzymana – mówi Siim Sikkut, główny informatyk kraju (dyrektor IT w estońskim rzšdzie).

Wirtualne przetrwanie

Ale wybory to już zaawansowany etap cyfryzacji. Nie dlatego, że trudny technicznie, ale dlatego, że wymaga zaufania. – Na pewno cyfryzacji nie można zaczynać od wyborów elektronicznych – mówi prezydent Estonii Kersti Kaljulaid. I powtarza, że podejœcie estońskie jest pragmatyczne: budujemy stopniowo, krok po kroku, zaczynajšc od spraw mniej wrażliwych. A więc na pewno nie od zdrowia, bo przekazanie do sieci pełnej informacji o naszym stanie też wymaga zaufania do bezpieczeństwa systemu.

Tallin nie jest jednak naiwny, wie, że atak hakerów, czasem motywowany politycznie, może nastšpić. Żywa tam jest jeszcze pamięć o paraliżu informatycznym z 2007 roku, którego œlady prowadziły do Rosji. Reakcjš na to jest stałe techniczne doskonalenie systemu, ale przede wszystkim cyberhigiena. Korzystajšcy z sieci muszš stale „myć ręce", czyli nie używać oczywistych i identycznych dla różnych serwisów kodów dostępów oraz nie otwierać podejrzanych wiadomoœci. – Atak hakerów zawsze się rozprzestrzenia w banalny sposób – mówi Siim Sikkut.

Estończycy bardziej się bojš unicestwienia fizycznego niż wirtualnego. – Cyfrowa ambasada to nasze ostateczne zabezpieczenie – mówi Sikkut. Do końca roku powstanie taka pierwsza w Luksemburgu. Rzšdy obu krajów zawarły porozumienie, na mocy którego Luksemburg udostępni Estonii teren na zasadach eksterytorialnych, czyli tak jak funkcjonujš fizyczne przedstawicielstwa. Ale zamiast dyplomatów będš tam serwery i innego rodzaju sprzęt informatyczny. Tam będzie estońska chmura. – Państwo może zostać zaatakowane, jego terytorium najechane, ale dzięki tej chmurze w Luksemburgu będzie dalej działać – mówi główny estoński informatyk.

Bałtyckie państwo będzie istnieć nawet jeœli fizycznie zostanie unicestwione.

Jak w supermarkecie

Technologie stosowane w Estonii wcale nie należš do najnowoczeœniejszych, a pracujšcy tam inżynierowie nie sš lepsi niż ich koledzy w innych krajach. Wręcz przeciwnie. Żeby usługa była powszechna i pewna, potrzebna jest jakoœć supermarketowa. – Technologia to tylko 20 procent. Reszta to odpowiednia strategia zarzšdzania, przywództwo polityczne i prawo – mówi Priit Alamae, prezes firmy Nortal realizujšcej projekty e-rzšdów na całym œwiecie. Wszystko zaczęło się w 2000 roku, gdy ówczesny premier Martii Laar podjšł decyzję o cyfryzacji administracji.

Żaden kolejny rzšd tego nie podważył, ale też dla żadnego nie był to oręż polityczny, co sprawiło, że wszystkie partie mogły ten pomysł popierać. Ale Priit Alamae przyznaje, że opór administracji – nawet w kraju bez wielkich tradycji biurokratycznych – był spory. – Urzędnicy uwielbiajš posiadać dane, to im daje władzę – mówi. Cyfryzacja administracji jest dla współczesnych urzędników tym, czym maszyny dla robotników fabrycznych w XIX wieku. Bali się utraty pracy z powodu automatyzacji procesów produkcyjnych, podobnie jak urzędnicy dziœ obawiajš się możliwoœci załatwienia wszystkich formalnoœci w sieci.

W Estonii ten opór istniał, ale nie był silny. Estonia to mały i młody kraj, sprawna administracja wymagałaby zbyt dużego zatrudnienia. A to, w sytuacji starzejšcego się społeczeństwa, oznaczałoby zabieranie pracowników z sektora prywatnego.

masz pytanie, wyœlij e-mail do autorki: a.slojewska@rp.pl

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL