Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Tylko sprawne państwo gwarantuje obywatelom bezpieczeństwo

Reporter, Beata Zawrzel
Spór o nagrody ministrów jest dobrš okazjš, by odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiego państwa chcemy. Jakich usług ma nam dostarczać w zamian za to, że utrzymujemy je z naszych podatków? Krótko mówišc: pora na nowš umowę społecznš.

Pienišdze ministrów i partyjnych działaczy budzš olbrzymie emocje. Badacze polityki dawno już zauważyli, że do wielu obywateli przemawia wykreowany w dużym stopniu przez tabloidy stereotyp chciwych polityków, których trzeba oderwać od koryta. Z punktu widzenia funkcjonowania państwa ważniejsze jest jednak pytanie, czy chcemy, by osoby zarzšdzajšce naszym państwem były solidnie wynagradzane. To też dużo poważniejsza kwestia – jakiego państwa chcemy? I na jakie nas stać?

Odbili instytucje, na więcej energii nie starczyło

Jak pisze Rafał Matyja w swej inspirujšcej ksišżce „Wyjœcie awaryjne", czasy PRL cechowała wyjštkowa nieufnoœć społeczeństwa wobec państwa. Struktury administracji były zdublowane przez struktury partyjne, które miały realnš władzę. Miały one państwo kontrolować i nie pozwolić mu zwrócić się przeciwko woli partii. Również po 1989 roku myœlenie w kategoriach państwowotwórczych nie było najbardziej popularnym nurtem politycznym. Robert Krasowski stwierdził kiedyœ, że najważniejsza próba budowy sprawnego państwa podjęta na poczštku lat 90. przez prezydenta Lecha Wałęsę została storpedowana przez wszystkich, którzy dostrzegali w tych wysiłkach raczej przejawy autorytarnych zapędów założyciela Solidarnoœci niż wysiłek państwowotwórczy. Z kolei – jak twierdzi Matyja – w III Rzeczpospolitej nikt właœciwie nie podjšł próby reformy państwa, pomijajšc może dwa eksperymenty za rzšdów Hanny Suchockiej i Jerzego Buzka.

Zapewne też dlatego lider partii rzšdzšcej, zamiast wykorzystać spór o nagrody dla ministrów do namysłu nad państwem, zaproponował niezwykle szkodliwe dla państwa rozwišzanie – obniżenie o 20 proc. wynagrodzeń posłów, senatorów, a także redukcję wynagrodzeń prezydentów, wójtów, burmistrzów, marszałków czy starostów. Myœlenie w kategoriach państwowych utrudnia też nieustanna karuzela kadrowa zwišzana z upartyjnieniem administracji centralnej i samorzšdowej. Idea apolitycznej służby cywilnej była porzucana przez kolejne rzšdy, a podejmowane próby odpolitycznienia korpusu urzędników często były pozorne, majšc na celu raczej wprowadzenie ochrony „swoich" przed zwolnieniem przez następnš ekipę niż budowę sprawnego aparatu administracyjnego. Takiego, który służyłby kolejnym rzšdom, bez względu na ich barwy partyjne.

Po zwycięstwie w wyborach 2015 roku Prawo i Sprawiedliwoœć pokazało, że mimo swych korzeni woli rewolucję moralnš opartš na wymianie kadr niż namysł nad sprawnym państwem. Wysoka temperatura sporu politycznego sprawiała, że logika „swój-obcy" została rozcišgnięta nie tylko na korpus urzędniczy, ale również na wszystkie instytucje państwowe, które były sukcesywnie „odbijane" z ršk politycznych oponentów. Po odbiciu zaœ nie starczało energii na to, by zaproponować sensowne zmiany. Tak przecież było z Trybunałem Konstytucyjnym, tak było ze zdublowanš strukturš kontroli mediów publicznych. Niby miała jš przejšć Rada Mediów Narodowych, ale po wygaœnięciu kadencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z poprzedniego nadania wcišż utrzymywana jest ta kosztowna, hybrydowa i zupełnie dysfunkcyjna konstrukcja.

Niestety, gdy okazało się, że państwo nie jest w stanie rozwišzać problemu deficytu niektórych usług publicznych, w powstałš niszę wkroczył sektor prywatny. Jeœli komuœ nie podobała się oferta przedszkoli czy szkół utrzymywanych z jego podatków, przenosił dzieci do szkół prywatnych. Co ciekawe, proces ten nie zaszedł tam, gdzie potrzeba więcej pieniędzy – w przypadku kształcenia akademickiego. Choć dziœ podstawówki czy licea prywatne bywajš znacznie lepsze od publicznych, monopolu publicznych uniwersytetów nie udało się rozbić żadnej z prywatnych wyższych uczelni.

Podobnie miała się rzecz ze służbš zdrowia. W odpowiedzi na absurdalnie długie kolejki do lekarzy przyjmujšcych w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia wyrósł sektor prywatnych abonamentów medycznych. Z ich usług korzysta już dwa miliony osób. To na tyle dużo, że i tu pojawiły się problemy znane z publicznej służby zdrowia.

Bezradne państwo

Można zastępować państwo za pomocš usług prywatnych, ale tylko do pewnego stopnia, nie może przerodzić się to w stałš praktykę. Często bowiem interesy sektora prywatnego sš odmienne od interesu zbiorowego i tylko sprawne państwo jest w stanie zaproponować rozwišzania zapewniajšce obywatelom bezpieczeństwo. Widać to choćby na przykładzie skandalu z wyciekiem danych z Facebooka czy kwestii budowy gazocišgu Nord Stream 2.

Model biznesowy amerykańskiego giganta internetowego oparty jest na udostępnianiu bezpłatnej usługi w zamian za komercyjne wykorzystanie ogromu informacji, jaki zostawiamy po sobie, korzystajšc z niej. Zresztš to nie tylko model Facebooka, dokładnie tak samo funkcjonuje Google. Te dwa przedsiębiorstwa zdominowały rynek reklamy, przekonujšc firmy, że sš najskuteczniejszym narzędziem docierania do ich klientów, ponieważ gromadzš ogromnš wiedzę o użytkownikach swych bezpłatnych usług. Paradoksalnie, my jako użytkownicy nie jesteœmy klientami Facebooka, Twittera, Google'a czy dziesištek tysięcy bezpłatnych aplikacji, które ludzie instalujš na swoich telefonach. Klientami sš reklamodawcy, użytkownicy stajš się towarem na sprzedaż.

Wyciek danych milionów użytkowników Facebooka pokazuje, jak łakomym kšskiem sš informacje dotyczšce preferencji internautów i jak łatwo jest manipulować nie tylko wyborami konsumenckimi, ale nawet poważnymi procesami politycznymi. Problemu tego nie rozwišżš stowarzyszenia, nie rozwišżš samorzšdy ani miasta – jak kiedyœ zapewniali teoretycy wielkich aglomeracji. To zadanie dla państwa, które jako jedyne ma możliwoœć obrony swoich obywateli przed czysto komercyjnš logikš działania internetowych gigantów.

Również Nord Stream 2 jest tu dobrym przykładem. Nasi niemieccy partnerzy zapewniajš, że to projekt nie polityczny, ale czysto komercyjny: niemiecka gospodarka potrzebuje dużo gazu, a Gazprom sprzedaje jej go po preferencyjnych cenach. W logice działania prywatnych przedsiębiorstw prywatnych wszystko się zgadza. Sęk w tym, że projekt ten będzie miał bardzo poważne skutki dla geopolitycznego bezpieczeństwa naszego regionu. I znów tylko państwa, najprawdopodobniej na drodze sojuszu, stosujšc choćby nacisk na instytucje takie jak Komisja Europejska, sš jedynymi podmiotami, które mogš wpłynšć na przyszłoœć projektu.

Podaję te przykłady nie bez powodu. W przypadku Facebooka jak dotšd nasze państwo okazywało się najczęœciej zupełnie bezradne. Podejmowane działania w sprawie Nord Stream 2 też nie doprowadziły jeszcze do zablokowania tego projektu. Œwiadczyć to może o słaboœci państwa.

Narodowe decyzje

Być może więc obecny spór o nagrody i obecne kryzysy sš dobrš okazjš do tego, by wrócić do pytania: jakiego państwa chcemy? Być może to dobry czas na to, by zastanowić się nad czymœ w rodzaju umowy społecznej – okreœlajšcej, jakie usługi publiczne dostarcza nam państwo w zamian za to, że utrzymujemy je z naszych podatków. Wbrew zaprzysięgłym libertarianom, którzy przekonujš, że państwa powinno być jak najmniej, by nie przeszkadzać obywatelom w ich przedsiębiorczoœci, wiemy – obserwujšc warunki do przedsiębiorczoœci w różnych miejscach œwiata – że tam, gdzie nie ma sprawnego państwa, nie ma żadnych warunków do swobodnego prowadzenia interesów. Wręcz przeciwnie – biznes najlepiej funkcjonuje w tych państwach, które dajš przedsiębiorczoœci pewne ramy prawne i regulacyjne i które sš w stanie je z całš surowoœciš wyegzekwować.

Problemem jest bowiem nie tyle katalog usług publicznych, które objęte by zostały umowš społecznš, ale też ich zakres. Nie chodzi bowiem wyłšcznie o to, że np. umawiamy się, że państwo oferuje usługi edukacyjne, lecz również o stwierdzenie, czemu one majš służyć. Czy edukacja ma być skutecznym narzędziem produkowania obywateli państw narodowych, jak to było do czasów Bismarcka, czy też ma produkować siłę roboczš na rynek pracy? W końcu taki model dominował w XX wieku. A może powinno nam chodzić o coœ jeszcze innego.

Również sprawa usług ochrony zdrowia nie jest tak oczywista. Czy jej celem ma być tempo działania (krótkie kolejki), skutecznoœć leczenia, stosowanie najnowszych terapii, czy też kompleksowe zaopiekowanie się pacjentem? Tylko w œwiecie doskonałym, w którym nie istniejš ograniczenia finansowe, można spełnić wszystkie te cele naraz. Majšc ograniczony zasób œrodków, trzeba któryœ z tych wskaŸników uznać za priorytetowy. To jednak, podobnie jak wybór modelu edukacyjnego, nie powinno być kwestiš arbitralnej decyzji polityków, lecz przedmiotem społecznej, by nie powiedzieć narodowej debaty.

Dobrym kontrprzykładem, jak tego nie robić, sš punktowe zmiany w reformie emerytalnej. Od czasów rzšdów SLD, przez częœciowš likwidację Otwartych Funduszy Emerytalnych przez Platformę, po podwyższenie, a potem z powrotem obniżenie wieku emerytalnego – to wszystko były decyzje o fundamentalnym znaczeniu dla funkcjonowania państwa. To na państwie spoczywa bowiem obowišzek wprowadzenia regulacji dotyczšcych modelu systemu emerytalnego. Sš to decyzje, które będš miały poważne konsekwencje przez dziesięciolecia, nie mogš więc być przedmiotem zwykłego politycznego targu.

Być może warto więc pomyœleć o tym, by zmiana ustrojowa dotyczšca œwiadczenia usług publicznych, była możliwa dopiero przy poparciu dwóch trzecich głosów posłów w sejmowym głosowaniu – podobnie jak w przypadku zmiany konstytucji. Wszak konsekwencje zmian w ochronie zdrowia, systemie emerytalnym czy edukacji przez długie dziesięciolecia ponosić będš bowiem wszyscy polscy obywatele, a nie tylko wyborcy aktualnych partii czy koalicji rzšdzšcych.

Technologicznie zapóŸnieni

Kolejnš sprawš jest budowa państwa, które jest nowoczesne. Jak zauważył wspomniany już Matyja, rozwój państwa został bardzo daleko w tyle za rozwojem technologicznym, ekonomicznym. Próbujšc wprowadzić regulacje dla rzeczywistoœci z czasu rozwoju technologicznego – jak choćby opodatkować transakcje na bitcoinach, regulować działania Ubera, okiełznać tzw. gospodarkę współdzielonš, państwo odnosi się do rzeczywistoœci, która znaczšco różni się od warunków i sposobu funkcjonowania administracji.

Wizyta na niewyremontowanym posterunku policji lub trwajšca latami saga pod tytułem budowa systemu Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, by nie wspomnieć projektu elektronicznych dowodów osobistych, pokazujš, z jakš skalš zapóŸnienia mamy tu do czynienia. Œwietnie funkcjonujšcy system elektronicznej Karty Dużej Rodziny (w postaci łatwej w obsłudze aplikacji na smartfona) jest wyspš w oceanie technologicznych niedostatków. Budowa kolejnego etapu usług publicznych, zwanych przez specjalistów interoperacyjnš e-administracjš (w której to np. mechanizmy informatyczne oparte na nowych technologiach, choćby sztucznej inteligencji, same będš przypominały urzędnikom, którym obywatelom kończy się ważnoœć paszportu, albo które same będš za pomocš algorytmów typować pacjentów w pewnym wieku do przeprowadzania profilaktycznych badań) to nie kaprys bogatych zachodnich społeczeństw, ale nowy standard funkcjonowania państwa usługowego wobec swych obywateli.

Stojš przed nami więc znacznie poważniejsze problemy cywilizacyjne i państwowotwórcze niż dyskusja o nagrodach dla ministrów. Pytanie, czy w obliczu takich wyzwań, jak globalne procesy migracyjne, terroryzm, koniecznoœć okiełznania internetowych gigantów, mamy rzeczywiœcie wystarczajšco dużo czasu, by marnować go na jałowe debaty? Jedno jest pewne: bez poważnego wysiłku, dużych nakładów, ale też mšdrej debaty nie zbudujemy państwa, z którego bylibyœmy dumni. A nikt nie zrobi tego za nas.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL