Komisja Wenecka – znamy argumenty rządu

aktualizacja: 11.03.2016, 07:31
Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski nie weźmie udziału w wen...
Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski nie weźmie udziału w weneckiej debacie. Rząd będzie reprezentowało trzech wiceministrów
Foto: PAP, Rafał Guz

Polska delegacja szykuje się na długą potyczkę z Komisją Wenecką. Podczas piątkowej debaty ma wskazywać na brak obiektywizmu, upolitycznienie, a przede wszystkim niezrozumienie Konstytucji RP.

REDAKCJA POLECA

„Rzeczpospolita" dotarła do głównych argumentów, które mają paść podczas piątkowej polemiki w Wenecji.

Trzech wiceministrów, dwóch z MSZ: Konrad Szymański i Aleksander Stępkowski, oraz wiceszef resortu sprawiedliwości Marcin Warchoł będą w piątek zabiegać, by ostateczna opinia Komisji Weneckiej ws. zmian w Trybunale Konstytucyjnym nie była druzgocąca dla polskiego rządu. Jak słyszymy od polskich dyplomatów – to wręcz mission impossible.

Pierwotnie polskiej delegacji miał przewodzić szef MSZ Witold Waszczykowski, na którego wniosek Komisja zajęła się zmianami w Trybunale, lecz w rządzie zapadła decyzja, by delegacja była mniej polityczna, natomiast bardziej ekspercka. Waszczykowski zapowiedział w czwartek, że polska delegacja podczas obrad Komisji będzie zbijać stawiane zarzuty. Do tego celu ma posłużyć lista uwag do projektu opinii, jakie rząd przesłał w ostatnich dniach do Komisji Weneckiej.

Jakich argumentów użyje polska delegacja?

Po pierwsze, przedstawiciele polskiego rządu mają wskazywać, że Komisja Wenecka w swojej opinii zachowała się nielojalnie, wykraczając poza zakres wniosku z 23 grudnia 2015 r. Dotyczył on bowiem jedynie oceny grudniowej nowelizacji, a nie kontrowersji związanych z problemem kompletności składu TK czy sposobu obsady stanowisk. Po drugie, Komisja wykazała się brakiem obiektywizmu, nie odnosząc się do faktu niedopuszczenia przez prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego zaprzysiężonych przez prezydenta trzech sędziów.

Rząd zarzuca też ekspertom Rady Europy upolitycznienie i przekroczenie kompetencji, bo jako ciało wyłącznie doradcze nie może wzywać władz RP do określonego działania i stawiać ultimatum.

Polscy negocjatorzy mają także podnosić błędną ocenę przez Komisję kwestii ślubowania sędziów oraz obowiązku prezydenta do jego przyjęcia. Twierdzą, że KW błędnie uznała, iż rząd zawsze związany jest nie tylko sentencją wyroku TK, ale także jego uzasadnieniem, bo zdaniem PiS konstytucja wiąże rząd jedynie do opublikowania sentencji orzeczenia.

Według naszych ustaleń rząd nie zgadza się także z twierdzeniem Komisji, że zmiany w zakresie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów TK godzą w ich niezawisłość. Kiedy w rzeczywistości nowela – zdaniem polskich władz – zwiększa ich niezawisłość, bo żeby pociągnąć do odpowiedzialności sędziego Trybunału, nie wystarczy sama wola pozostałych sędziów, konieczna jest także akceptacja Sejmu. Takie rozwiązanie funkcjonuje obecnie m.in. w Niemczech, Austrii i USA.

Ponadto Komisja – zdaniem PiS – dość egzotycznie uznała, że jeśli ustawa nie podoba się niektórym sędziom TK, to chociaż jest prawidłowo opublikowana, może być uznana za niezobowiązującą. Tymczasem – jak mają podnosić polscy ministrowie w Wenecji – tylko prezydent może się domagać kontroli ustawy przed wejściem jej w życie.

Wenecka debata będzie arcyważna z punktu widzenia obrony polskiego wizerunku. Jednak, jak mówi nam minister ds. europejskich Konrad Szymański, nie rozwiąże ona politycznego sporu wokół TK.

– Zakończenie tej sprawy może się wydarzyć w dłuższej perspektywie, i to nie w Wenecji, lecz w Warszawie – przekonuje Szymański. I dodaje, że chodzi o „polityczne porozumienie w ramach racji stanu".

– Kazimierz Michał Ujazdowski posunął się w swej propozycji bardzo daleko. Propozycję kompromisu przedstawiła także premier Szydło. Ale opozycja odrzuca wszystko, bo jej wygodnie, kosztem, niestety, racji stanu – podkreśla minister.

Z rozmów „Rzeczpospolitej" z politykami PiS wynika, że po środowym orzeczeniu Trybunału, którego nie uznaje strona rządowa, coraz częściej w partii mówi się o scenariuszu totalnego paraliżu. Według niego rząd nie uznawałby żadnego wyroku TK, odmawiając jak teraz ich publikacji, a Trybunał kwestionowałby każdą ustawę PiS.

– Decydujący głos ma prezes Kaczyński, który poważnie rozważa taki scenariusz – słyszymy od prominentnego polityka partii.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE