Polityka

Wenezuela wciąż protestuje

AFP
W miarę narastania niezadowolenia z rządu, w Wenezueli odbywa się coraz więcej protestów, a napięcie w kraju wzrasta.

Ściany budynku biurowego opozycjonisty Henrique Caprilesa są wciąż czarne od ognia, który zapłonął tu w zeszłym tygodniu po tym, jak użyto gazu podczas demonstracji antyrządowej.

Konflikt napędzony został wydanym wobec Caprilesa zakazem kandydowania w wyborach do 2032 r. za rzekome malwersacje funduszy publicznych.

Capriles, który przegrał w ostatnich wyborach prezydenckich zaprzecza zarzutom i oskarża prezydenta Nicolása Maduro o bycie dyktatorem, który wywołuje napięcie w państwie.

Co najmniej sześć osób zostało zabitych, a 200 zostało rannych od końca marca, kiedy sąd najwyższy przejął obowiązki legislacyjne kontrolowanego przez opozycję parlamentu. Istnieje obawa, że obie strony organizujące wielkie wiece mogą doprowadzić do zwiększenia skali problemu.

Prezydent Maduro opisuje swoich przeciwników jako „faszystowskich prawicowców”. Mówi również "terroryzmie", który miałby zaszkodzić jego władzy. Co ciekawe, Maduro dostarczał w tym tygodniu broń bojówkom złożonym z cywili.

Choć istnieją obawy powtórzenie się śmiertelnych starć, które miały miejsce w 2014 roku, Henrique Capriles powiedział, że jest zdecydowany kontynuować swoje działania i utrzymać nacisk na rząd. - Nie mogę siedzieć i patrzeć na rząd, który staje się coraz bardziej autorytarny. Czuję, że moim obowiązkiem jest wstać - powiedział „The Guardian”. - Walczyłem przez najlepsze lata mojego życia i teraz nie zamierzam się zatrzymać - dodał.

Capriles przegrał w starciu z Maduro w wyborach prezydenckich w 2013 roku. W zeszłym roku starał się o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta. Teraz mówi, że jego podejście jest demokratyczne, ale jest także coraz bardziej stanowczy. - Nie możemy zbudować nowego rządu, który zaczyna się w sposób nielegalny. Zmiana polityczna musi koniecznie nastąpić dzięki wyborom, w których ludzie zabiorą głos. Nie spocznę, dopóki nie powiem, że doprowadziliśmy do zmiany - powiedział.

Dla doświadczonych obserwatorów polityki wenezuelskiej może to wyglądać znajomo. Od przejęcia władzy przez Hugo Cháveza, poprzednika Maduro, Wenezuelczycy przyzwyczaili się do wielkich wieców i protestów za i przeciwko rządowi.

Istnieją jednak znaczące różnice w stosunku do tego co działo się w przeszłości.

Wraz z czasem pogarsza się stan gospodarki w Wenezueli. MFW prognozuje, że w tym roku bezrobocie w Wenezueli przekroczy 25%, ponieważ kraj ten przeżywa trzeci rok recesji.

Chociaż Maduro nadal ma poparcie Boliwii, Ekwadoru, Kuby i Nikaragui, 11 innych państw w Organizacji Państw Amerykańskich wezwało go do umożliwienia nowych wyborów.

Niedobory żywności, medycyny i innych podstawowych towarów utrudniają wsparcie rządu dla ubogich. Choć większość z nich nie posunie się tak daleko, aby przystąpić do marszów klasy średniej, są źli i w ramach zademonstrowania swojego niezadowolenia blokują ulice.

Według Observatory of Social Conflict, w 2016 roku w Wenezueli miało miejsce 500 incydentów związanych z protestami. To aż o 15% więcej niż rok wcześniej.

Źródło: The Guardian

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL