Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Joanna Senyszyn: Z Ogórek to był pomysł paranoiczny

Amerykańscy politolodzy uczš: wyróżnij się albo zgiń. Należałam do tych polityków, którzy się wyróżniali – wyznaje Joanna Senyszyn. Na zdjęciu: „Cud mniemany, czyli...”. Spektakl z udziałem znanych postaci ze œwiata polityki, Kraków 2008 r.
Fotorzepa, Piotr Guzik
W PRL dysproporcje w poziomie życia były dużo mniejsze niż teraz, ludzie byli życzliwsi, mniej sobie zazdroœcili, nie było głodu, bezrobocia, skrajnej nędzy, piekła kobiet. A dziœ najbardziej krytykujš ludowš ojczyznę ci, którzy jej najwięcej zawdzięczajš. Wszak przed wojnš szczytem ich kariery byłby pomocnik furmana. Eliza Olczyk rozmawia z prof. Joannš Senyszyn, byłš posłankš i europosłankš SLD.

Rz: Nim zajęła się pani politykš, wykładała pani marketing polityczny na Uniwersytecie Gdańskim. Czy teoria różni się od praktyki?

Ito bardzo. Teoria marketingu głosi, że trzeba prowadzić intensywnš kampanię wyborczš. Mogłam to sprawdzić, gdy w 2001 roku w moim okręgu wylosowałam dwa malutkie podokręgi. W jednym prowadziłam zmasowanš kampanię wyborczš – jeŸdziłam na dożynki i bryczkš z sołtysem, dzieci biegały w czapeczkach z napisem Senyszyn i z balonikami Senyszyn, doroœli pisali długopisami Senyszyn. W drugim nie było nawet informacji że kandyduję. I tam, gdzie w ogóle nie prowadziłam kampanii, miałam trzy razy lepszy wynik.

Skoro nie było żadnej informacji, to skšd mieszkańcy wiedzieli, że pani kandyduje? Przecież startowała pani z pištego miejsca.

Miałam tysišce studentów, plakaty, ulotki i spotkania w innych miejscach. Wybory to wielka niewiadoma. Niektórzy kandydaci sš niewybieralni, choćby nie wiem jak intensywnš kampanię prowadzili. Łaska wyborców na pstrym koniu jeŸdzi.

W Sejmie od poczštku szokowała pani strojem i kontrowersyjnymi gadżetami. Pamiętam, jak przyniosła pani do Sejmu kajdanki obszyte czerwonym futerkiem. To też było w ramach testowania teorii marketingu politycznego?

Był nawet moment, że ufarbowałam włosy na czerwono. Amerykańscy politolodzy uczš: wyróżnij się albo zgiń. Należałam do tych polityków, którzy się wyróżniali. A z kajdankami było tak: za pierwszego kaczyzmu w centrum Gdyni zrobiłam happening „Obywatelu, pomóż IV RP, skuj się sam". Kupiliœmy 500 sztuk kajdanek, wydrukowaliœmy skierowanie do aresztu, które każdy sam sobie wypełniał. W cišgu pół godziny skuło się pół tysišca gdynian. Byłam w awangardzie krytyki PiS. Wylansowałam takie okreœlenia, jak „Rzeczpospolita obojga kaczorów", „rzšd ziemniaczano-buraczany", „kaczoprawica" i oczywiœcie „kaczyzm", jako okreœlenie opresyjnego państwa policyjnego, które tworzył prezes. PóŸniej ojcostwo terminu „kaczyzm" przypisywało sobie wielu polityków i dziennikarzy, ale – jak wiadomo – matka jest tylko jedna.

Ten kaczyzm nie okazał się taki straszny, jak go pani malowała.

Różne rzeczy robiono w białych rękawiczkach, bo PiS nie miało sejmowej większoœci, ale też było groŸnie: œmierć Barbary Blidy, aresztowania w blasku fleszy, areszty wydobywcze. Skracajšc kadencję Sejmu, kaczyœci wyautowali się z rzšdzenia i nie zdšżyli zrealizować wielu groŸnych pomysłów. Jarosław Kaczyński nie popełni drugi raz tego samego błędu.

Była pani antyklerykalnš twarzš SLD. Czy w tym wypadku też chodziło o wyróżnienie się?

Nie. To wynika z moich poglšdów. Jestem ateistkš i zwolenniczkš œwieckiego państwa. Koœciół nie powinien mieszać się do polityki, bo sojusz tronu z ołtarzem jest niekorzystny dla państwa. Rok po roku uœwiadamiam to Polakom i mam sukcesy. W 2001 roku nawet koledzy z SLD mówili, że przesadzam, a teraz większoœć Polaków przyznaje mi rację. Majš doœć finansowania Koœcioła z budżetu państwa, koœcielnej buty i bezczelnoœci, wpływu kleru na ustawodawstwo. Przecież restrykcyjna ustawa antyaborcyjna, brak ustawy o zwišzkach partnerskich, religia w szkole, a teraz zakaz handlu w niedziele sš konsekwencjš ingerencji Koœcioła, który zresztš się jej wcale nie wypiera.

Może posłowie, którzy decydujš o kształcie ustaw, majš takie poglšdy?

Nie. Dobrze pamiętam, jak do posłów przychodziły z Episkopatu listy nakłaniajšcego do głosowania zgodnego z zaleceniami Koœcioła. Ta ingerencja jest wręcz bezczelna. Łšcznie z groŸbami ekskomuniki. Politycy nie sš bez winy. Często uprzedzajš życzenia Koœcioła, a w zamian dostajš poparcie z ambony w czasie wyborów. Taka wymiana barterowa jest od poczštku transformacji.

Wszyscy sš po prostu wyrachowani?

Bez przesady. Marek Jurek zrezygnował z funkcji marszałka Sejmu, drugiej osoby w państwie, gdy Jarosław Kaczyński ostatecznie nie poparł wprowadzenia do konstytucji zapisu o ochronie życia od poczęcia. Poglšdy cenił bardziej niż stanowisko. Jednak większoœć polityków to konformiœci, co widać choćby na przykładzie aborcji. W Polsce legalnie wykonuje się ok. 1000 takich zabiegów rocznie.

O 1000 za dużo – uważajš obrońcy życia.

Właœnie. Zajmujš się tysišcem legalnych aborcji, a nie przejmujš 150 tysišcami zabiegów wykonywanych nielegalnie, w podziemiu, często w warunkach groŸnych dla zdrowia kobiet.

Nikt nie wie, ile zabiegów wykonywanych jest w podziemiu.

Ale sš szacunki. Gdyby tzw. obrońcom życia naprawdę zależało na walce z aborcjš, nie sprzeciwialiby się edukacji seksualnej i antykoncepcji. Wiadomo, że kobieta, która postanowiła przerwać niechcianš cišżę, zrobi to. Proliferzy sš obłudnikami. Walczš z legalnš aborcjš, bo Koœciół tak chce.

Jednak naszemu społeczeństwu to nie przeszkadza, skoro wybiera partie prawicowe, konserwatywne.

W sondażach większoœć obywateli uważa, że wpływ Koœcioła na życie publiczne jest zbyt duży.

A przy urnach podejmujš inne decyzje.

Jest w tym dysonans, który trudno wytłumaczyć.

Pochodzi pani z Gdańska, kolebki Solidarnoœci. Pani ojciec walczył w Armii Krajowej. Należała pani przez 15 lat do Solidarnoœci. Jak to się stało, że zwišzała się pani z PZPR, a po zmianie ustroju z lewicš?

Zawsze miałam lewicowe poglšdy. PRL, mimo wielu wad, zapewniła milionom Polaków awans społeczny i wyjœcie z nędzy. Wychowałam się w domu kobiet. Mój ojciec umarł, gdy miałam szeœć lat. Zostałam z mamš, ciociami i gosposiš, która była w naszej rodzinie 60 lat. Mama często opowiadała o strasznej biedzie panujšcej przed wojnš. Moi dziadkowie mieli sklep kolonialny. Chłopi kupowali tylko cztery towary – machorkę, sól, zapałki i naftę do lampy – bo na nic więcej nie było ich stać.

Zapisała się pani do PZPR w 1975 roku – pięć lat po masakrze na Wybrzeżu, kiedy władza ludowa kazała strzelać do robotników.

Podczas tamtych wydarzeń miałam 21 lat. Byłam przerażona i współczułam robotnikom. Ale – jak wszyscy wtedy – byłam przekonana, że podział na strefę wpływów radzieckich i wolny œwiat jest nie do ruszenia. Do partii wstšpiłam, bo uważałam, że powinni w niej być ludzie młodzi, wykształceni, którzy mogliby jš poprowadzić w lepszym kierunku. Od poczštku byłam w skrzydle reformatorskim. Widziałam złe rzeczy, krytykowałam i starałam się mieć jakiœ wpływ.

Miała pani?

Nie, bo nigdy nie byłam w partyjnych władzach. Gdy w 1980 roku wybuchła Solidarnoœć, natychmiast się zapisałam, ponieważ widziałam w niej społeczny protest przeciwko nieprawidłowoœciom. Niestety, zbyt prokoœcielny i przykoœcielny. Matka Boska w klapie Wałęsy ani spędy w koœciołach nie były z mojej bajki.

Społeczeństwo jakoœ nie było zadowolone z przewodniej roli PZPR.

Ale dysproporcje w poziomie życia były dużo mniejsze niż teraz, ludzie byli życzliwsi, mniej sobie zazdroœcili, nie było głodu, bezrobocia, skrajnej nędzy, piekła kobiet. Pod tym względem PRL dużo zrobiła dla statystycznego Polaka. A dziœ najbardziej krytykujš ludowš ojczyznę ci, którzy jej najwięcej zawdzięczajš. Wszak przed wojnš szczytem ich kariery byłby pomocnik furmana.

Dlaczego w 1995 roku wystšpiła pani z Solidarnoœci?

Działacze Solidarnoœci zakwestionowali wybór Aleksandra Kwaœniewskiego na prezydenta. Uważałam, że rolš zwišzku zawodowego jest zajmowanie się sprawami pracowniczymi, a nie politykš.

Sympatyzowała pani z Aleksandrem Kwaœniewskim? Przecież nie należała pani do SdRP.

Do tej pory uważam rozwišzanie PZPR za błšd. Zachowalibyœmy „biały dom", czyli gmach KC PZPR, który został zbudowany ze składek członkowskich, bylibyœmy najliczniejszš partiš, bo wbrew pozorom większoœć członków by się nie wypisała. ZSL się nie rozwišzało i dobrze na tym wyszło.

W końcu jednak doszlusowała pani do SdRP.

W 1998 roku dostałam od SdRP propozycję kandydowania do sejmiku wojewódzkiego. Ponieważ od dziecka działałam społecznie, zajmowałam się ochronš zwierzšt, uznałam, że mogę zostać bezpartyjnš radnš. Rok póŸniej, gdy Leszek Miller przekształcał koalicję SLD w jednolitš partię, zostałam pełnomocnikiem do tworzenia nowych struktur partii i jej członkiniš, a w 2001 roku posłankš.

Jak pani wspomina tamtš kadencję?

To był mój debiut w Sejmie. Wydawało mi się, że skoro jestem profesorem nauk ekonomicznych, dziekanem wydziału zarzšdzania, a przedtem byłam rektorem prywatnej uczelni, partia zechce wykorzystać moje doœwiadczenie i wiedzę. Tymczasem skierowano mnie do komisji: Łšcznoœci z Polakami za Granicš i Ochrony Œrodowiska.

Czyli do komisji, których nikt nie chciał.

Byłam zdziwiona. Zaczęłam działać sama. Założyłam Zespół Przyjaciół Zwierzšt, do którego zapisali się m.in. obaj bracia Kaczyńscy. Na tym polu dobrze się z nimi współpracowało. Zajęłam się też zwalczaniem dyskryminacji kobiet. Napisałam projekt ustawy o œwiadomym rodzicielstwie. Zawierał zapisy o dopuszczalnoœci aborcji do 12. tygodnia cišży, o finansowaniu in vitro przez NFZ, o gwarancjach lepszej opieki nad kobietami w cišży, rozszerzeniu badań prenatalnych, edukacji seksualnej od pierwszej klasy szkoły podstawowej, refundowaniu antykoncepcji. Niestety, ówczesna pełnomocniczka ds. równego statusu kobiet i mężczyzn ani koleżanki i koledzy z klubu mi nie pomagali. Kierownictwo nie chciało się nawet zgodzić, żeby nasi posłowie podpisali się pod projektem. Ustšpili dopiero wtedy, gdy zagroziłam zwołaniem konferencji prasowej.

Czyli zaszantażowała pani władze klubu.

Poniekšd.

Gdy wybuchła afera Rywina, nie miała pani chwili zawahania, że może SLD to nie był najlepszy wybór?

Uważałam aferę za dętš. Adam Michnik po pół roku przypomniał sobie, że w pijanym widzie Lew Rywin coœ proponował, a on przypadkiem nagrywał rozmowę z kumplem, i rozpętała się burza. Gdyby traktować poważnie to, co ludzie mówiš pod wpływem alkoholu, dużo osób musiałoby siedzieć.

Powoływanie się na wpływy to przestępstwo. Zresztš Lew Rywin poszedł siedzieć.

Do tej pory nie wiem za co.

A więc nie straciła pani wiary i zaufania do partii?

Wierzšca nie jestem (œmiech), a jeżeli chodzi o zaufanie, to wszystkie partie w jakiejœ mierze rozczarowujš swoich członków.

Co dla pani było rozczarowujšce w SLD?

SLD zachłysnšł się ponad 40-procentowym poparciem i popełniał błšd za błędem. W dodatku zmienił sposób przeliczania głosów na mandaty, tak by premiowane były duże partie. Gdyby nie to, w 2005 roku mielibyœmy więcej posłów.

Ale wybory tak czy inaczej byłyby przegrane.

Oczywiœcie, bo zaczadzony sukcesem Sojusz chciał powiększać elektorat. W kadencji 2001–2005 zamiast dbać o swoich wyborców, czyli w dużej mierze o elektorat socjalny i antyklerykalny, zaczšł kokietować nowe grupy, w tym kler.

W czym to się przejawiało?

Zasypywanie „dziury" Jarosława Bauca uznano za ważniejsze od dbałoœci o poziom życia Polaków. Rzšd prowadził antyjanosikowš politykę, polegajšcš na zabieraniu biednym i dawaniu bogatym. Emeryci dostawali humorystyczne podwyżki, studentom zmniejszono zniżki komunikacyjne, barom mlecznym dotacje, płacę minimalnš podnoszono o grosze. Równoczeœnie obniżono CIT i Miller wyskoczył z liberalnym podatkiem liniowym. SLD uważał, że jest partiš propaństwowš i musi dbać przede wszystkim o budżet. W efekcie Marek Belka zostawił 5 mld zł w budżecie dla PO.

Raczej dla PiS.

W zamyœle dla Platformy, która miała wygrać wybory, ale zwyciężyło PiS i miało pienišdze na becikowe. Gdybyœmy dali te 5 mld emerytom, wynik SLD byłby lepszy. Poważnym błędem był układ z Koœciołem. Nawet rozumiem Leszka Millera, który uważał, że Bruksela jest warta mszy, więc zabiegał o poparcie Koœcioła dla referendum akcesyjnego. Ale po wygranym referendum, czyli w połowie kadencji, mógł zmienić front.

Może układ opiewał na całš kadencję?

Układy można zmieniać. Koœciół nie ma żadnych oporów, by wycofać się z tzw. kompromisu aborcyjnego czy zgody na podatek koœcielny. SLD niepotrzebnie rozczarował i zniechęcił do siebie elektorat antyklerykalny, majšcy doœć panoszenia się Koœcioła. Cały czas byłam też zaangażowana w działania na rzecz ochrony zwierzšt. Niestety, nieskutecznie, ponieważ lobby myœliwych i hodowców zwierzšt było silne.

A teraz Jarosław Kaczyński tupnšł nogš, powiedział, że koniec z hodowaniem zwierzšt na futra, i pewnie to załatwi.

W tej sprawie go popieram. Jestem przeciwniczkš chowu zwierzšt na futra. Gdyby przeforsował zakaz polowań, byłabym jeszcze bardziej zadowolona. Myœlę, że Sojuszowi zaszkodził brak stanowczoœci w przeprowadzaniu ustaw również dotyczšcych ochrony zwierzšt. Oddaliœmy opozycji wszystkie pola.

Czy dlatego SLD nie był w stanie odbić się od porażki i wypadł z Sejmu w 2015 roku? PiS wróciło do władzy, choć w 2007 roku Polacy go nienawidzili.

Jeżeli chodzi o katastrofę wyborczš 2015 roku, mam takš diagnozę jak wszyscy. Drastycznie osłabił nas paranoiczny pomysł z kandydatkš na prezydenta. Był wręcz obraŸliwy dla wyborców i członków SLD. Wystawić na prezydenta kogoœ, kto nie identyfikuje się z partiš, to było kuriozum. Dobiła nas koalicja z Januszem Palikotem. Byłam jedynš wiceprzewodniczšcš SLD, która trzykrotnie głosowała przeciwko tworzeniu Zjednoczonej Lewicy.

Od poczštku ostro krytykowała pani Magdalenę Ogórek, choć nieraz mówiła pani, że kobiet w polityce jest za mało.

Płeć to nie wszystko. Żeby kandydować na prezydenta, trzeba mieć doœwiadczenie, osobowoœć, pomysł, zaplecze polityczne, a przede wszystkim być kimœ. Ogórek była królikiem wycišgniętym z kapelusza.

Mówiono, że pani sama chciała być kandydatkš SLD na prezydenta i dlatego krytykowała Ogórek.

Byłam gotowa wystartować i jestem przekonana, że miałabym 8–10 proc. poparcia.

Mimo czerwonych włosów, futrzanych kajdanek, ostro antyklerykalnych wystšpień i bardzo trudnego w odbiorze głosu?

Głos mam charakterystyczny. To zaleta. Ci, którzy mnie nie lubiš, cišgle mówiš, że skrzeczę, bo nie chcš zauważyć, że poprawiłam głos. On się nie zmienił tylko w głowach moich przeciwników.

Byłaby pani lepszš kandydatkš niż Ogórek?

Każdy członek SLD byłby lepszy, choćby dlatego, że byłby swój. Ale przecież jednym z powodów wystawienia Ogórek była właœnie jej bezpartyjnoœć. Nawet gdyby osišgnęła dobry wynik, nie przełożyłoby się to na możliwoœć przejęcia władzy w SLD.

Decyzja kierownictwa była wykalkulowana?

Był to poważny argument za kandydaturš Ogórek, ale były i inne nadzieje. Koledzy łudzili się, że nasi wyborcy zagłosujš na szyld, a ona przycišgnie nowy, młody elektorat. Nie podzielałam tych złudzeń. Od razu powiedziałam Leszkowi Millerowi, że będzie miała maksimum 3 proc. poparcia. I przeszacowałam. Tymczasem w partii liczono na 20 proc., a sama Ogórek była pewna dostania się do drugiej tury.

A co Leszek Miller odpowiedział na pani słowa?

Obruszył się i stwierdził, że wynik będzie wspaniały i podcišgnie SLD w wyborach parlamentarnych. Szykował jej jedynkę w Warszawie. A tu nagle Ogórek zaczęła się od SLD odcinać. W tym momencie należało cofnšć poparcie.

Był taki pomysł, ale nie został zrealizowany.

Gdyby został zrealizowany, 2-procentowy wynik tłumaczylibyœmy cofnięciem poparcia SLD. Ostatecznie Ogórek i Zjednoczona Lewica, która okazała się Ogórkiem premium, wyrzuciły SLD z Sejmu. Poza parlamentem zaœ dużo trudniej działać. Żeby wnieœć do Sejmu projekt ustawy, trzeba zebrać 100 tys. podpisów obywateli. Jest się też częœciowo wyeliminowanym z mediów, więc wyborcy powoli zapominajš. Ale się nie poddajemy. W wyborach do sejmików będš kandydować byli posłowie. Będziemy mieć dużo mocnych nazwisk na listach.

Podobno niektórzy byli posłowie nie sš zachwyceni tym pomysłem i nie chcš kandydować.

Ja się zgodziłam, bo uważam, że mam zobowišzania wobec partii, z której list byłam trzykrotnie posłankš i raz zasiadałam w europarlamencie. Powinno się spłacać swoje długi. Podjęliœmy uchwałę, że kto nie będzie kandydował do sejmiku wojewódzkiego, nie zostanie umieszczony na listach do Sejmu, a więc jest to transakcja wišzana.

Politolodzy uważajš, że w naszym społeczeństwie nastšpił zwrot na prawo i to jest główny problem partii lewicowych.

Polacy wcišż sš lewicowi. Chcš państwa opiekuńczego, które daje pienišdze na dzieci, podnosi płacę minimalnš, pozwala wczeœniej przechodzić na emeryturę. PiS wygrało dzięki tym obietnicom i w dodatku je realizuje. Niestety, w katoprawicowym, nacjonalistycznym sosie, który też się Polakom podoba. A to już groŸne. Zwyczajny kaczyzm to oczywiœcie jeszcze nie zwyczajny faszyzm, ale trudno spać spokojnie.

Chciałaby pani wrócić do Sejmu?

Polityka jest afrodyzjakiem. Trudno się od niej uwolnić. Chętnie znalazłabym się w jakichœ gremiach decyzyjnych na szczeblu wojewódzkim czy krajowym. Na szczęœcie od 45 lat mam wspaniałš pracę nauczyciela akademickiego. Wykładam prawa człowieka. Założyłam stowarzyszenie „Polka potrafi", które uczy kobiety, jak lepiej, mšdrzej i przyjemniej żyć. Przekonuję Polki, że muszš bardziej dbać o siebie, a mniej poœwięcać się rodzinie, co wszystkim wyjdzie na dobre. Mówi się, że mężczyzna pierwszej żonie zawdzięcza karierę, a karierze – drugš żonę.

Dobre, ale okropnie stereotypowe. A przecież pani jako feministka walczy ze stereotypami.

Żeby z czymœ walczyć, najpierw trzeba sobie uœwiadomić, skšd się stereotyp bierze. Pierwszym krokiem do zmiany społeczeństwa jest diagnoza. Nie jest ona dla kobiet optymistyczna. 90 proc. seksistowskich zachowań przekazujš dzieciom matki. Celem mojego stowarzyszenia jest zmiana. Nie kaczystowska, ale prawdziwie dobra zmiana.

—rozmawiała Eliza Olczyk (dziennikarka tygodnika „Wprost")

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL