Plus Minus

Janusz i Grażyna czyli kpiny z rodaków w internecie

wykop.pl
Ma twarz nosacza sundajskiego, zbiera świeżaki z Biedronki, wolny czas spędza, oglądając „Trudne sprawy", i co niedziela je schabowego z kapustą. Jest też symbolem pogardy klas wyższych wobec pozostałej części społeczeństwa.

Kim jest Janusz? W zdefiniowaniu owej figury z pomocą przychodzi nam PWN, który w ramach akcji „Młodzieżowe hasło roku", systematycznie poszerza bazę występujących w języku polskim słów, wyjaśniając, co kryje się pod słowami „sztos", „inba" czy „amba". To właśnie w ramach tej akcji swojej definicji doczekał się również Janusz.

Na internetowej stronie Słownika Języka Polskiego czytamy, że Janusz to „mężczyzna w średnim wieku, otyły, z wąsami, którego ulubioną rozrywką jest oglądanie telewizji i picie piwa". Żoną Janusza jest Grażyna, czyli kobieta „niegrzesząca inteligencją, lubująca się w zakupach i plotkach". Jeśli para doczeka się syna, jest to Sebastian, nazywany częściej Sebą lub Sebixem – a więc młody mężczyzna „ogolony na łyso lub z bardzo krótkimi włosami", który „jest osiedlowym cwaniakiem". „Rodzina taka skupia na sobie główne negatywne cechy Polaków, które sami zauważamy i których najbardziej się wstydzimy" – podsumowują autorzy z PWN.

Dlaczego właśnie Janusz? Językoznawca Marek Łaziński przyznaje, że „nie wiadomo, dlaczego akurat to imię zyskało takie znacznie wtórne. Wydaje się jednak, że powodem jest jego arcypolski charakter. Janusz to nasza lokalna wariacja na temat imienia »Jan«, która na terenach zamieszkiwanych przez Polaków pojawiła się już w XII wieku".

Podobnie jest zresztą z imieniem Grażyna, które jest autorskim dziełem Adama Mickiewicza – pierwszą osobą noszącą takie imię była bohaterka poematu epickiego autorstwa naszego wieszcza. Źródłosłów imienia sięga wprawdzie języka litewskiego (w którym słowo „graži" oznacza „piękna"), niewątpliwie jednak – ze względu na Mickiewicza – jest to imię silnie związane z naszym kręgiem kulturowym.

Janusz i Grażyna są więc rdzennie nasi, polscy – i jako tacy stają się dzierżycielami „naszości", odróżniającej mieszkańców kraju nad Wisłą od reszty świata. „Naszość" Janusza i Grażyny nie jest jednak powodem do dumy, lecz do wstydu – przynajmniej dla tych, którzy tworzą obraz ich i ich potomków w sieci.

wykop.pl

Nosacz a sprawa polska

O tym, że twórcy popularnych w internecie memów nie są dumni z Janusza, świadczy fakt, że otrzymał on twarz małpy – a ściślej nosacza sundajskiego. Ten zamieszkujący Borneo i zagrożony wyginięciem przedstawiciel rzędu naczelnych z rodziny koczkodanowatych wyróżnia się przede wszystkim ogromnym nosem (znacznie większym u samców niż u samic – samice nosaczy uważają partnerów z większym nosem za bardziej atrakcyjnych seksualnie). Na jego podobieństwo do „prawdziwego Polaka" miał jako pierwszy wskazać jeden z użytkowników YouTube'a, szybko zyskując masową akceptację internautów.

Nosacz wyróżnia się też zaokrąglonym brzuchem, a futro na jego głowie wygląda tak, jakby układało się w modne w czasach PRL bokobrody (zwane niegdyś „pekaesami"). Nosacz ma też nieco melancholijne spojrzenie, w którym wielu dopatruje się błysku zawiści. To wystarczyło, by uczynić z indonezyjskiej małpy stereotyp Polaka nienależącego do grupy „młodych, wykształconych z dużych miast".

Nonsensopedia, czyli parodia popularnej Wikipedii, definiuje nosacze jako „grupę zamieszkałych aktualnie na wyspie Borneo w Indonezji polskich imigrantów, którzy z niewiadomych przyczyn przybrali wygląd i rozum małpy, zachowując jedynie swój charakterystyczny »syndrom Polaka«, objawiający się między innymi nazwaniem swojego potomstwa »Seba« czy »Karyna«, częstymi wizytami w Biedronce czy oglądaniem seriali paranoicznie paradokumentalnych, takich jak »Dlaczego ja?«, »Ukryta prawda« czy »Trudne sprawy«".

Sympatyczna autoironia? Dowcipna samokrytyka? Dystans do samego siebie? Tak można byłoby określić inwazję memów o nosaczach-Januszach, gdyby nie fakt, że ich twórcy raczej nie uznają się za część ich stada. Pod płaszczykiem śmiania się z samych siebie kryje się bowiem stygmatyzacja grupy społecznej uznawanej za obcą na poziomie kulturowo-cywilizacyjnym.

blasty.pl

Z fast foodów tylko kebab

Janusz z internetowych memów jest uosobieniem Polaka, który nie odnalazł się w rzeczywistości po ustrojowej transformacji. W odróżnieniu od popularnego swego czasu w internecie stereotypu leminga – przedstawiciela liberalnej elity, ciekawego świata, otwartego na inne kultury i próbującego dogonić Zachód pod względem zarówno poziomu, jak i sposobu życia, pracującego w wielkiej korporacji, oglądającego TVN i głosującego na PO – Janusz i jego bliscy kultywują polskość w dość siermiężnym, trącącym PRL-em wydaniu.

Janusz wzdycha, że za komuny było lepiej. Wspomina, jak dawniej na święta dostawał mandarynkę i „cieszył się z niej jak głupi". Kiedy jego syn chce iść do KFC czy McDonald's – odpowiada, że w domu matka może mu odgrzać rosół. Ów rosół zresztą – wraz z nieodłącznym schabowym i kapustą – je na obiad co niedzielę, a w poniedziałek poprawia ową tradycyjną dietę pomidorową zrobioną na bazie rosołu, którego nie zjadł w niedzielę.

Szczytem motoryzacyjnych marzeń Janusza jest volkswagen passat. Dlaczego właśnie to auto? W tym stereotypie chodzi prawdopodobnie o stosunek ceny do jakości z domieszką prestiżu, jakim jest posiadanie auta zza zachodniej granicy. Passat jest samochodem wyjątkowo nieefektownym, ale kojarzy się z niemiecką solidnością i niekoniecznie jest drogi (zwłaszcza gdy chodzi o egzemplarz powypadkowy...). A dla Janusza kwestie materialne są ważne – dokładnie prześwietla każdy grosz i wie, że pierwsza zasada brzmi: nie przepłacać.

Do osób, które mogą sobie pozwolić na coś więcej niż passat, Janusz, mówiąc delikatnie, czuje daleko posuniętą rezerwę. A mówiąc mniej delikatnie: uważa ich za złodziei, którzy status zawdzięczają temu, że nakradli. Kiedy więc sąsiad kupuje sobie nowego volkswagena albo remontuje dom – Janusz prezentuje wyjątkowo smutne oblicze nosacza sundajskiego. Kiedy jednak do sąsiada wpadnie kontrola skarbowa albo spali mu się stodoła – Janusz woła Grażynę i razem podziwiają upadek tego, kto chciał się wspiąć wyżej. Nieszczęście bliźniego uważa bowiem za akt dziejowej sprawiedliwości. Jednocześnie sam jest przekonany, że gdyby miał możliwości, które mają inni, radziłby sobie lepiej. Na jednym z memów Janusz-nosacz przekonuje syna, że Robert Lewandowski strzela gole w Bundeslidze tylko dlatego, że Niemcy wypłacają mu gigantyczną pensję. „Gdyby tacie tyle płacili, strzelałby jeszcze więcej" – tak Janusz tłumaczy otaczający go świat.

Janusz bardzo sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co zachodnie. Gry komputerowe uważa za źródło wszelkiego zła na świecie. Stroni od fast foodów (z wyjątkiem kebabów), które uważa za niegodne polskich odpowiedników w postaci pierogów i kiełbasy z grilla. Pod żadnym pozorem nie pozwoli dziecku jeść chipsów – no chyba, że są to lokalne (i tanie) ich odpowiedniki. Zamiast plażowania na Majorce woli wakacje nad Bałtykiem za parawanem.

Janusz-nosacz ma też swój prywatny język. Nie potrafi wymówić poprawnie nazwy „Auchan", za to „ą" na końcu wyrazów regularnie wymawia jako „on". Zamiast kobieta mówi „facetka", na dziecko mówi „gówniak", na informatyka „komputerowiec", a na czapkę z daszkiem „kaszkiet". Ma też własną kulturę, której jest wierny, a na którą składa się zadziwiająca mieszanka hitów Maryli Rodowicz, Budki Suflera i Zenka Martyniuka, programy z gatunku docudrama, takie jak „Trudne sprawy" czy „Pamiętniki z wakacji" oraz literatura w postaci tabloidów.

Madka, czyli kolejne pokolenie

O ile jednak Janusz jest jeszcze dość głęboko zakorzeniony w czasach słusznie minionych, o tyle jego potomkowie – a więc wspomniani Sebix i Karyna – są już wytworem nowej rzeczywistości, w której jednak – podobnie jak rodzice – się nie odnaleźli. Z cywilizacją rozpoczynającą się za Odrą łączą ich imiona, jakie nadają swoim dzieciom, których symbolem są Brajan i Dżesika (w takiej transkrypcji pojawiają się w internetowych memach), ale internauci wychwytują znacznie ciekawsze przypadki – takie jak np. urodzony w Ciborzu Neymar czy urodzony w Zawierciu Jeronimo Martin (niemal identycznie nazywa się firma będąca właścicielem sieci sklepów „Biedronka").

Kontakt z cywilizacją Zachodu ogranicza się jednak do imion dzieci czy markowych ubrań, które chciałaby nosić Karyna, a i Sebix by nimi nie pogardził. Pod płaszczykiem zachodniej formy kryje się bowiem – jak dowiadujemy się z memów – słowiańska treść, a konkretnie: roszczeniowość połączona z ignorancją i agresją. Symbolem owej postawy w ostatnich miesiącach jest figura tzw. madki – czyli młodej kobiety, która wychowuje potomka, czerpiąc wiedzę na temat macierzyństwa z forów internetowych (na których wraz z innymi „madkami" utwierdza się w przekonaniu, że szczepienie dzieci to czyste zło) i szuka sposobu na wykorzystanie swojego macierzyństwa w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. I nie, nie chodzi tu bynajmniej o program 500 plus – ale o prozaiczne wyłudzanie rozmaitych dóbr.

W sieci głośno jest w ostatnim czasie o metodzie, którą można określić mianem „na horą curkę" (pisownia oryginalna, mająca uwypuklić niskie kompetencje językowe wyłudzającej). Metoda ta polega na żądaniu rabatu (lub – w krańcowym przypadku – sprezentowaniu określonego przedmiotu) od osoby sprzedającej coś w sieci w związku z faktem, że kobieta zainteresowana kupnem ma chore dziecko. Trudno określić rzeczywisty rozmiar tego zjawiska, ale świadomość jego występowania jest w internecie na tyle duża, że niektórzy użytkownicy portali takich jak Olx.pl, już formułując ofertę piszą, że dany przedmiot mogą podarować komuś, kto ma „horą curkę".

Spośród rzeczy, które „madki" najchętniej zdobyłyby dla „horej curki" wiodącą rolę odgrywają świeżaki – czyli seria maskotek, które – po zdobyciu odpowiedniej liczby naklejek otrzymywanych przy większych zakupach w „Biedronce" – można otrzymać za darmo lub za kilkunastozłotową dopłatą (w zależności od liczby zdobytych naklejek). Maskotki przedstawiają rodzime warzywa – być może stąd bierze się ich popularność, ponieważ stwarzają pozór łączenia przyjemnego z pożytecznym – są zabawką dla dziecka, a jednocześnie zachęcają je do jedzenia warzyw. Internauci wykpiwają je jednak jako symbol obciachu – i przaśny odpowiednik bitcoina, czyli elektronicznej kryptowaluty. To ostatnie jest efektem głośnych historii o kobietach kradnących z „Biedronki" tysiące naklejek w celu zdobycia upragnionych świeżaków, a także zawrotnych cenach, jakie maskotki, niedostępne już w sklepach, osiągały na internetowych aukcjach.

Odmowa udzielenia takiej bezinteresownej pomocy „madce" lub skrytykowanie jej poglądów ma się niemal zawsze wiązać z wybuchem agresji z jej strony. Agresja towarzyszy również jej partnerowi – Sebixowi – który w przeszłości był określany mianem dresiarza, a dziś potrafi występować w memach jako „Seba wyklęty" na zdjęciach, na których widać, jak samodzielnie stawia czoła policji.

Dwa narody

Administrator facebookowego profilu „Janusz Nosacz", na którym można znaleźć wiele memów wymierzonych w Januszów, Grażyny i Sebixów, przekonuje, że memy powstają w wyniku „potrzeby swoistego napiętnowania negatywnych cech polskiego społeczeństwa", takich jak „zazdrość, zawiść, lenistwo, chciwość, a także stosowanie niepoprawnej polszczyzny." Jest to rodzaj samokrytyki, spojrzenie z dystansem na społeczeństwo" – przekonuje.

Z kolei osoba administrująca profilem „Spotted: Madka", którego ostrze kieruje się ku opiekunkom „horych curek", definiuje bohaterki memów jako „wulgarne, roszczeniowe i wyedukowane przez doktora Google" . „Bohaterki Spotted są już Europejkami pełną gębą i nawet te wykształcone kojarzą obrady Okrągłego Stołu ze stołem z katalogu firmy produkującej meble ogrodowe. Po prostu coś się popsuło w naszym społeczeństwie" – ubolewa.

Sęk w tym, że – wbrew definicji samokrytyki – owa krytyka omija raczej krytykujących. Administrator kolejnego profilu z memami o Januszach-nosaczach, „Typowy Polak" w rozmowie z naTemat.pl przyznaje, że „osobiście dotyczy go może 5 proc. memów, albo i mniej". Administrator profilu „Janusz Nosacz" twierdzi, że memy „odzwierciedlają zachowania pewnego, niewielkiego odsetka społeczeństwa". Z kolei administrator „Spotted: Madki" ma nadzieję, że uda mu się ostrzec prawdziwe matki przed „madkami". Innymi słowy – wszyscy jesteśmy Polakami, ale niektórzy z nas są nimi inaczej, czyli są gorsi.

Socjolog prof. Jan Sowa zwraca uwagę, że zarysowany powyżej podział leży u podstaw podziału między PiS a PO czy Nowoczesną, czy też Polską liberalną a solidarną. Ten drugi, jak mówi, jest objawem tego pierwszego, a nie jego przyczyną. Popularność memów o Januszach jest, jego zdaniem, przejawem zjawiska określanego w nauce jako „klasizm". – To żywienie negatywnych przekonań i hołdowanie negatywnym stereotypom o grupach, które są niżej od nas na drabinie społecznej – tłumaczy.

Z kolei prof. Rafał Chwedoruk zwraca uwagę, że w internetowym obiegu Janusz-Nosacz zastąpił mohera – ta ostatnia postać była bowiem nieadekwatna do obecnej sytuacji, gdyż ściśle wiązała się z fenomenem Radia Maryja. Tymczasem problem jest szerszy. – Klasa średnia ma naturalną tendencję do separowania się. Wyraża się ona w bardzo różny sposób – najlepszym jej symbolem są strzeżone osiedla. Klasa średnia chce zamknąć resztę, uważając, że jej świat jest normalny – wyjaśnia prof. Chwedoruk. Janusz staje się więc obiektem drwin nie dlatego, że zachowuje się inaczej niż twórcy memów – ale dlatego, że zgodnie z ich światopoglądem zachowuje się niezgodnie z powszechnie obowiązującą normą. A dla kogoś takiego w globalnym świecie uniwersalnych wartości nie ma miejsca. Stąd drwina jest jedyną formą dialogu z owym obcym kulturowo (choć mówiącym tym samym językiem) Januszem. – Dla demokracji jest to niebezpieczne znacznie bardziej, niż wszystkie debaty na temat Trybunału Konstytucyjnego – ostrzega prof. Chwedoruk.

Dlaczego memy z Januszem-nosaczem mają być niebezpieczne dla demokracji? Kluczem jest ich istota, którą jest stygmatyzacja znacznie większej, niż to się twórcom memów wydaje, grupy społecznej. – Nowa klasa średnia spojrzała w lustro i uznała, że tak wygląda obywatel w ogóle – opisuje sytuację prof. Chwedoruk. I dodaje, że takie przeświadczenie może być źródłem silnych tendencji odśrodkowych w społeczeństwie. Przywołuje przy tym casus Katalonii czy włoskiej Lombardii. – Nie zauważamy w Polsce, że zamożne regiony i tamtejsza klasa średnia mają tendencje do separatyzmu. Taka separująca się klasa średnia może odczuwać coraz większy dystans do państwa, w którym nie rządzą jej przedstawiciele i które prowadzi politykę nastawioną na większą redystrybucję i większą aktywność na arenie międzynarodowej – tłumaczy.

Prof. Sowa zwraca natomiast uwagę na to, że w Polsce podział na klasę średnią i klasy niższe niebezpiecznie pokrywa się z podziałem „swój–obcy". – Nikt nie powie Francuzowi, który pije dobre wina, chodzi do opery i stołuje się w drogich restauracjach, że jest to obcy styl życia. On jest postrzegany jako inny w sensie klasowym, ale nie obcy w sensie etnicznym. U nas jedno nakłada się na drugie. Klasy średnie i wyższe są bardziej kosmopolityczne, klasy niższe to zwykle ludzie autochtoniczni, swojscy. To nam niesłychanie utrudnia dialog, dostrzeżenie wspólnej sytuacji, wspólnego losu – mówi.

Z krańcowej odrębności obu grup – jak przyznają moi rozmówcy – bierze się niezrozumienie obecnej sytuacji na polskiej scenie politycznej, na której PiS, mimo wytykanych mu błędów i wpadek, cieszy się niezmiennie wysokim poparciem. Ideowi przeciwnicy partii rządzącej widzą bowiem w Januszu źródło wszelkiego zła – w tym również sukcesu PiS – ale choć są przekonani, że Janusz głosuje na PiS, zamiast z nim rozmawiać oddzielają się od niego symbolicznym murem memów. „Janusz ma stać się lemingiem – inaczej nie mamy o czym ze sobą rozmawiać" – zdają się mówić.

Takie stanowisko sprawia, że spór ów jest nierozwiązywalny, choćby dlatego, że – jak zauważa prof. Sowa – owi Janusze-nosacze, nawet gdyby chcieli, nie dysponują zasobami pozwalającymi przyjąć im styl życia postrzegany przez klasę średnią jako godny pochwały. W efekcie znajdują ucieczkę w swojej „naszości", którą kultywują – co tak bardzo śmieszy twórców memów – jako swój azyl w globalnym świecie, do którego mają ograniczony dostęp. A im bardziej swojscy stają się Janusze, tym bardziej przepaść między nimi a tymi, którzy z nich drwią, się pogłębia.

Czy z tego zaklętego kręgu wzajemnych wykluczeń można się wyrwać? – Polacy, którzy spośród narodów bloku postkomunistycznego najbardziej domagali się demokracji, gdy ta demokracja nastała, mają ogromny problem z pluralizmem, z uznaniem, że obok nas istnieją zupełnie inni ludzie. Z jednej strony chcemy tolerancji dla imigrantów, z drugiej mamy problem z pogodzeniem się z tym, że obok nas żyją Sebixy – zauważa prof. Chwedoruk. Jego zdaniem rozwiązaniem problemu byłoby stłuczenie owego lustra, w którym klasa średnia przegląda się, widząc w samym sobie wzór z Sevres współczesnego człowieka.

Podobnego zdania jest prof. Sowa: – Osoby, które uważają się za elitę, muszą zluzować ze swoją pogardą wobec klas niższych, inaczej nigdy nie nawiążą z nimi żadnego dialogu. Taki paternalizm ma może sens w systemie arystokratycznym – ale w demokracji gardzenie klasami niższymi niczemu nie służy. Człowiek gorzej sytuowany nie będzie może potrafił znaleźć argumentów na swoją obronę i przegra w trakcie dyskusji. Ale potem pójdzie do urny wyborczej.

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL