Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Zbigniew Stawrowski: Klaps to obowišzek rodziców

Rózgi w XVI wieku. Rysunek do drzeworytu przypisywany Hansowi Holbeinowi młodszemu
EAST NEWS
Sensem rodzicielstwa jest wspieranie dziecka na jego drodze dorastania ku odpowiedzialnej wolnoœci. Symbolem takich właœnie rodzicielskich działań jest przysłowiowy klaps, który nie jest żadnym biciem, nie jest nawet czymœ szkodliwym, lecz – przeciwnie – jest czynem o wysokiej wartoœci wychowawczej i dlatego zasługuje wręcz na pochwałę.

Niewštpliwš zasługš opublikowanej w 1764 roku ksišżki Cesare Beccarii „O przestępstwach i karach" było wywołanie dyskusji nad sposobami traktowania przestępców, co przyczyniło się do stopniowego wyeliminowania potwornych okrucieństw, powszechnie akceptowanych w dawniejszych epokach. Z drugiej strony, przedstawiona w niej argumentacja miała wiele słaboœci. Tracšc z oczu to, że istota problemu karania przestępców dotyczy przede wszystkim kwestii sprawiedliwej odpłaty za popełnione występki, w znaczšcy sposób przyczyniała się do zwekslowania całej dyskusji na wštki utylitarne, takie jak skutecznoœć odstraszania czy też resocjalizacja przestępców. Nic dziwnego, że od samego poczštku pojawiały się zdecydowane głosy krytyczne. Immanuel Kant w swojej „Metafizyce moralnoœci" poœwięcił Becarii tylko jeden krótki akapit, w którym wspomina o jego „czułostkowym humanitaryzmie", a cały wywód streszcza w krótkich słowach: „wszystko to sofistyka i wykręcanie prawa".

Dwa lata wczeœniej niż dzieło Beccarii ukazała się inna znaczšca ksišżka, która rozpoczęła równie ważnš debatę, tym razem nad sensem wychowania i stosowaniem właœciwych œrodków wychowawczych – to „Emil" Jana Jakuba Rousseau. Jej autor proponował, by dzieciom pozwolić być sobš, nie ingerować w ich swobodę, aby mogły bez przeszkód wyrażać naturalne skłonnoœci i rozwijać swoje osobiste predyspozycje. Dalekim echem tego typu pomysłów okazał się model wychowania bezstresowego, który stał się modny w Europie w drugiej połowie XX wieku, zaœ w latach 90. zawitał do Polski. Ważnym jego elementem było bezwzględne odrzucenie kar cielesnych jako nieszanujšcych podmiotowoœci dziecka.

Choć z pewnoœciš taka wizja traktowania wychowanków przyczyniła się do większej wrażliwoœci na zdarzajšce się przypadki agresji czy wręcz pastwienia się nad dziećmi, to jednak i jej można by zarzucić ów „czułostkowy humanitaryzm", któremu mniej zależy na faktycznym dobru wychowanka, a bardziej na wiernoœci ideologicznym dogmatom. Widać tu bowiem wyraŸny wpływ ideologii utylitarno-etatystycznej, która uznajšc państwo i jego urzędników za głównych wychowawców i opiekunów dzieci, kwestionuje pod różnymi pretekstami uprawnienia w naturalny sposób przysługujšce rodzicom.

Jednym z takich pretekstów bywa używanie przez rodziców wobec dzieci przemocy fizycznej (także przemocy psychicznej, chociaż ta nie rzuca się tak łatwo w oczy). Oczywiœcie zdarzajš się niekiedy sytuacje, gdy taka przemoc rzeczywiœcie oznacza znęcanie się nad dziećmi i wymaga pilnie zewnętrznej interwencji. Jednak działania podjęte przez państwo powodujš – bo taka jest ich istota – że jako lekarstwo na przemoc rodziców pojawia się tu przemoc instytucjonalna zastosowana przez funkcjonariuszy państwowych. Jest to przemoc dla samych dzieci często o wiele bardziej dotkliwa.

Lewiatan i sšdy polskie

Ingerencja państwa w wewnętrzne życie rodziny oznacza bowiem zawsze próbę leczenia jej choroby cholerš. Gdy chorobš tš faktycznie jest dżuma, taki rodzaj „końskiej" terapii może okazać się niezbędny i skuteczny, choć ze względu na jej szokowy charakter konieczna jest wyjštkowa starannoœć i roztropnoœć przy stawianiu diagnozy. Natomiast stosowanie podobnych œrodków leczenia, gdy chorobš w rodzinie jest katar, grypa lub nawet zapalenie płuc, musi budzić zdecydowany sprzeciw.

Nie mówišc już o sytuacji, gdy rodzina tryska zdrowiem, relacje między rodzicami a dziećmi oparte sš na miłoœci, zaœ stosowane œrodki wychowawcze – także i te, które polegajš na używaniu adekwatnej do sytuacji ograniczonej przemocy fizycznej – majš na celu to, co jest sensem rodzicielstwa: wspieranie dziecka na jego drodze dorastania ku odpowiedzialnej wolnoœci. Symbolem takich właœnie rodzicielskich działań jest przysłowiowy klaps, który, właœciwie rozumiany i odpowiednio stosowany, może być wyrazem najlepiej pojętej rodzicielskiej troski, zaœ jego wymierzenie czasem wręcz moralnym obowišzkiem rodziców.

Warto tutaj wspomnieć o konkretnym, polityczno-prawnym wymiarze tego problemu. Rzecz w tym, że współczesne trendy (anty)cywilizacyjne wprowadzajšce do porzšdków regulacje, które osłabiajš moc praw rodzicielskich, dotarły również do naszego kraju. Zmiana ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która weszła w życie 10 czerwca 2010 roku (jako pierwsza ustawa podpisana przez Bronisława Komorowskiego, wówczas jeszcze p.o. Prezydenta RP) tworzy dla takich działań legalnš podstawę.

W preambule ustawy czytamy: „Uznajšc, że przemoc w rodzinie narusza podstawowe prawa człowieka, w tym prawo do życia i zdrowia oraz poszanowania godnoœci osobistej, a władze publiczne majš obowišzek zapewnić wszystkim obywatelom równe traktowanie i poszanowanie ich praw i wolnoœci, a także w celu zwiększania skutecznoœci przeciwdziałania przemocy w rodzinie stanowi się, co następuje...". Jednym z owych następstw wynikajšcych z tej ustawy było wprowadzenie poprawki do „Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego" (art. 96) w brzmieniu: „Osobom wykonujšcym władzę rodzicielskš oraz sprawujšcym opiekę lub pieczę zakazuje się stosowania kar cielesnych". W oparciu o te regulacje nadgorliwi sędziowie i urzędnicy mogš dziœ karać rodziców i odbierać im dziecko, gdy ktoœ zauważy i doniesie, że zostało ono ukarane klapsem.

Na szczęœcie nie brakuje jeszcze ludzi obdarzonych odrobinš zdrowego rozsšdku, jak ów sędzia z Sšdu Rejonowego w Warszawie, który w postanowieniu z dnia 5 lutego 2015 stwierdził: „jednorazowe czy nawet kilkukrotne skarcenie dziecka tzw. klapsem, jakkolwiek jest przedmiotem licznych kontrowersji co do zasadnoœci takich metod wychowawczych, nie jest równoznaczne z biciem". Orzeczenie to wzbudziło z kolei pełnš oburzenia reakcję Rzecznika Praw Dziecka, który w piœmie do Ministra Sprawiedliwoœci, wnoszšc o sprawdzenie, jak sšdy kwalifikujš sprawy zwišzane ze stosowaniem przez dorosłych kar cielesnych wobec dzieci, podkreœlił, że klaps to też bicie i że nie jest to bynajmniej czyn o niskiej szkodliwoœci społecznej.

Swojš drogš, ta interwencja Rzecznika jasno wskazuje na to, że nie za bardzo rozumie on sens i cel sprawowanej przez siebie funkcji. Głównym zadaniem Rzecznika Praw Dziecka, podobnie zresztš jak Rzecznika Praw Obywatelskich, jest wprawdzie stawanie w obronie osób i ich praw, ale naruszanych nie tyle przez inne osoby – od tego sš przecież policja i sšdy – lecz przez urzędników i instytucje państwowe! Rzecznik, zamiast tym właœnie się zajšć, próbuje „napuszczać" na obywateli funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwoœci.

W obliczu działań ideologicznie zaœlepionych urzędników, przekonanych, że to oni sš władni ustalać zestaw dozwolonych œrodków wychowawczych, bo z samej definicji swojego urzędu sš najbardziej kompetentni i lepiej od rodziców potrafiš zatroszczyć się o ich podopiecznych, to właœnie zagrożonym prawom rodziców i w konsekwencji również prawom samych dzieci, dla których te rodzicielskie prawa stanowiš pierwszš i podstawowš linię obrony, należy się dziœ wsparcie. Nie da się tego zrobić bez wprowadzenia elementarnych dystynkcji.

Igła idzie w ruch

Czy usuwanie dziecku za pomocš igły drzazgi, która weszła mu w palec, nie różni się istotnie od wbijania mu igły pod paznokieć w stylu praktykowanym przez oprawców z gestapo czy UB? OdpowiedŸ, przynajmniej dla ludzi normalnie myœlšcych, wydaje się oczywista. A jeœli – analogicznie – porównamy ze sobš klaps wymierzony dziecku oraz jego pobicie, czy różnica nie będzie równie wyraŸna? Co w obu przykładach stanowi owš differentia specifica, która spoœród czynnoœci polegajšcych na zastosowaniu fizycznej przemocy i zadawaniu bólu pozwala wyodrębnić te nie tylko dozwolone, ale wręcz wymagane?

Istotnej różnicy nie da się raczej stwierdzić, przyglšdajšc się powierzchni zjawisk, które – jak w przykładzie wbijania igły pod paznokieć czy uderzenia dziecka rękš – dla zewnętrznego obserwatora mogš wyglšdać całkiem podobnie. O sensie każdego działania decyduje ostatecznie jego cel, a więc intencje osoby, która takie działanie podejmuje – w obu przytoczonych przykładach przecież diametralnie różne.

W przeciwieństwie do tych, którzy sšdzš po pozorach, odpowiedzialni i normalnie myœlšcy rodzice dobrze wiedzš, że klaps nie jest żadnym biciem, nie jest nawet czymœ szkodliwym, lecz – przeciwnie – jest czynem o wysokiej wartoœci wychowawczej i dlatego zasługuje wręcz na pochwałę. Oczywiœcie, pod jednym koniecznym warunkiem: że jest tym, czym jest, i niczym innym – właœnie klapsem.

Co jednak ma do tego tytułowy imperatyw kategoryczny, który słusznie kojarzy nam się z Immanuelem Kantem? To po prostu bezwzględny obowišzek. Kant wskazuje na pewne elementarne doœwiadczenie Ÿródłowe, które polega na tym, że w pewnej sytuacji pojawia się w nas œwiadomoœć bezwzględnego zobowišzania – pewnoœć „że absolutnie powinno się postšpić w pewien sposób". Na pytanie, dlaczego mamy tak postšpić, jedynš odpowiedziš jest: bo tak trzeba! Według Kanta, w takich momentach uœwiadamiamy sobie, że nie jesteœmy tylko i wyłšcznie istotami zmysłowymi, podległymi prawom przyrody, ale również osobami, które podlegajš prawu moralnemu. Obowišzek ten możemy oczywiœcie zignorować, nie pójœć za jego głosem, ale nie możemy zaprzeczyć, że stał się on przedmiotem naszej œwiadomoœci i w tym sensie po prostu jest – jest czymœ faktycznym. Wraz z doœwiadczeniem takiego obowišzku odsłania się przede nami jakieœ konkretne ewidentne dobro – dobro w œcisłym sensie moralne, które domaga się zrealizowania, oraz jego druga strona – moralne zło, kiedy nie dopełnimy naszego obowišzku.

Jak odróżnić imperatyw kategoryczny od innych rodzajów powinnoœci, które pojawiajš się często w naszych głowach, a które Kant nazwa imperatywami hipotetycznymi? Pomocne do tego mogš okazać się zaproponowane przez Kanta formuły. Opierajš się one na idei eksperymentu myœlowego – rozważeniu, co by się stało, gdybyœmy z maksymy, czyli subiektywnej reguły, która stanowi podstawę naszego działania, uczynili uniwersalnš zasadę dla całego œwiata: „Kategoryczny imperatyw jest więc tylko jeden i brzmi następujšco: postępuj tylko według takiej maksymy, dzięki której możesz zarazem chcieć, żeby stała się powszechnym prawem". Bardziej przydatna do opisu relacji międzyludzkich wydaje się jednak inna znana formuła: „Postępuj tak, byœ człowieczeństwa tak w twej osobie, jako też w osobie każdego innego, używał zawsze zarazem jako celu, nigdy tylko jako œrodka". Osoba musi być zawsze traktowana jako cel sam w sobie. Na tym polega jej wyższoœć nad innymi stworzeniami, jej godnoœć, jej absolutna wartoœć.

Kant zwraca uwagę, że owe imperatywy, tj. bezwzględne moralne obowišzki, prezentujš się nam w dwojakiej formie: jako powinnoœci w œcisłym sensie moralne, czyli nakazy zobowišzujšce wyłšcznie wewnętrznie, np. obowišzek miłoœci czy życzliwoœci, oraz obowišzki prawne – takie, które majš formę zakazów i których przestrzeganie może być wymuszane od zewnštrz z użyciem usprawiedliwionej przemocy.

W tej perspektywie wychowanie dzieci jest zarówno słusznym uprawnieniem, jak i moralnš powinnoœciš rodziców. To słuszne uprawnienie wcale nie bierze się stšd, że dziecko – niczym jakiœ przedmiot – jest własnoœciš swoich rodziców. Przeciwnie, dziecko nie jest rzeczš, lecz od samego poczštku człowiekiem – celem samym w sobie i samoistnym podmiotem wszelkich uprawnień. Ale ponieważ poczštkowo nie potrafi z nich efektywnie korzystać, domaga się troskliwej opieki, co po stronie osób mu najbliższych, rodzi moralny obowišzek troskliwej miłoœci, której celem jest doprowadzenie dziecka do momentu, gdy stanie się ono wolnš i w pełni odpowiedzialnš za siebie i swe czyny osobš.

Ten rodzicielski obowišzek opieki zawiera w sobie dwa wymiary: zewnętrzny (fizyczny) i wewnętrzny (duchowy). Chodzi tu, po pierwsze, o zapewnienie dziecku zewnętrznych warunków bezpiecznego rozwoju, a więc o należyte wyżywienie, właœciwe warunki mieszkaniowe oraz ochronę przed zewnętrznymi zagrożeniami, w tym przed agresjš ze strony innych ludzi – tutaj rodzice pełniš wobec swoich dzieci funkcję podobnš do tej, którš państwo realizuje wobec obywateli; po drugie, o właœciwe wychowanie – o to, by dziecko w swym rozwoju uczyło się od swych rodziców tego wszystkiego, co uznajš oni za wartoœciowe i czym sami starajš się kierować w swoim życiu. Jedynie niespełnienie pierwszego wymiaru rodzicielskiego obowišzku, a więc niezdolnoœć zapewnienia dzieciom elementarnego bezpieczeństwa, nie mówišc już o sytuacji, gdy rodzice sami dla dzieci stajš się fizycznym zagrożeniem, może uzasadnić interwencję państwa, zastosowanie przez nie przymusu i oddanie dzieci pod kuratelę jakiejœ formy rodziny zastępczej.

Pochwała przemocy uzasadnionej

Istniejš przypadki, gdy rodzice znęcajš się nad dziećmi, gdy dorosłe osoby – bywa, że prymitywne, często pod wpływem alkoholu – rozładowujš na osobach słabszych, najczęœciej na swych dzieciach, swoje frustracje i agresję. Bywajš jednak również takie sytuacje, gdy użycie fizycznej przemocy wobec dziecka ma radykalnie inny charakter. Dokonuje się w duchu miłoœci rodzicielskiej, jako œwiadomy wyraz najgłębszej odpowiedzialnoœci za dziecko. Przemoc taka nie jest wówczas niczym złym, przeciwnie, jest czymœ bezwzględnie dobrym, jest moralnym obowišzkiem rodziców. A jako coœ moralnie dobrego, a więc godnego pochwały, wymyka się wszelkim zewnętrznym krytykom.

Przemoc bowiem – wbrew rozpowszechnionym opiniom – nie jest sama w sobie czymœ zawsze bezwzględnie złym. Istniejš przecież formy przemocy zasługujšce jednoznacznie na pochwałę, np. obrona konieczna czy użycie obezwładniajšcej siły przy ratowaniu tonšcego (instrukcja ratowania poleca tu ogłuszenie ratowanego uderzeniem pięœciš w głowę!). Przede wszystkim jednak o możliwoœci istnienia godnej pochwały przemocy œwiadczy istnienie państwa oraz wszystkich jego instytucji, których istotę stanowi możliwoœci stosowania legalnego przymusu. Dotyczy to w pierwszym rzędzie instytucji wymiaru sprawiedliwoœci. Egzekucja orzeczeń i wyroków wymuszana jest bowiem siłš państwa. A przecież nikt rozsšdny nie twierdzi, że to, co robiš sšdy, jest ze swej istoty czymœ złym, nikt nie głosi, że sędziowie, wprawiajšc w ruch państwowš przemoc, pozostajš z zasady na służbie zła. Wręcz przeciwne!

Obecnoœć instytucji państwa, a zwłaszcza instytucji wymiaru sprawiedliwoœci stanowi dowód, że obok przemocy bezwzględnie złej, niczym nieusprawiedliwionej, istnieje również przemoc usprawiedliwiona. Co więcej, można łatwo wskazać instytucje, które majš moralny i legalny obowišzek tę przemoc stosować. Gdyby na przykład jacyœ policjanci – w imię zasady bezwzględnego unikania przemocy – przyglšdali się biernie ekscesom agresywnych chuliganów, albo gdyby jakiœ sędzia – z tego samego powodu – zaniechał skazania przestępcy na należnš mu dotkliwš karę, tego typu zachowanie oznaczałoby zaprzeczenie sensu wykonywanej przez nich służby i wręcz zdradę swojego powołania.

Jednak oprócz przemocy sprawiedliwej stosowanej przez władzę państwowš istnieje inna i to jeszcze bardziej podstawowa wspólnota i instytucja, która ze swej natury również posiada oczywiste uprawnienie stosowania usprawiedliwionej przemocy – to rodzina i instytucja władzy rodzicielskiej. Jak państwo przy użyciu posiadanych przez siebie œrodków przemocy gwarantuje swoim obywatelom osobiste bezpieczeństwo i przestrzeganie zasad sprawiedliwego porzšdku, tak rodzice gwarantujš swoim podopiecznym bezpiecznš przestrzeń, w której mogš oni dojrzewać do dorosłoœci. Racjš i celem przemocy stosowanej przez państwo jest sprawiedliwoœć, uzasadnieniem siły stosowanej przez rodziców jest ich pełna miłoœci troska. O ile przestrzeniš państwa jest przestrzeń sprawiedliwoœci, o tyle przestrzeń rodzicielska jest przestrzeniš miłoœci.

Tego naprawdę nie wolno

Od samego poczštku swej opieki rodzice mogš i wręcz muszš używać przemocy, by właœciwie wykonywać swoje zadania. Czymże bowiem jest odcišgnięcie dziecka od kontaktu, do którego wpycha swój palec? Wszelako wychowanie polega nie tylko na zapewnieniu dziecku przestrzeni osobistego bezpieczeństwa, ale – i to wraz z jego rozwojem w coraz większym stopniu – właœnie na wychowaniu, to znaczy przede wszystkim na uczeniu zasad, które obowišzujš ludzi w ich wzajemnych relacjach. Jako ważny element dobrze rozumianego procesu wychowania, polegajšcego na wprowadzaniu do œwiadomoœci dziecka prostych reguł dotyczšcych tego, co właœciwe i słuszne, pojawia się tutaj kwestia stosowania subiektywnie dotkliwych dla dziecka fizycznych form przemocy.

Przykładem niech będzie właœnie tytułowy klaps. Wbrew obiegowym opiniom, które sugerujš absolutnš niestosownoœć i niedopuszczalnoœć takiego œrodka wychowawczego, można sobie bez trudu wyobrazić sytuację, gdy wymierzenie klapsa jest nie tylko prawem, lecz wręcz moralnym obowišzkiem rodzica. Kiedy trzyletnie dziecko, bawišce się w piaskownicy, zaczyna bić łopatkš po głowie swojego rówieœnika, powinnoœciš rodzica jest nie tylko odcišgnięcie małego agresora, by nie ranił drugiego, ale również przekazanie mu, że robienie takich rzeczy jest bezwzględnie zakazane. Klaps – podkreœlmy: jako œrodek wyjštkowy – używany w takich właœnie szczególnie drastycznych momentach, jawi się jako najlepsza forma reakcji rodzica na niedopuszczalny eksces swojego dziecka. Jest on dla dziecka prostym, jednoznacznym i następujšcym bezpoœrednio po wykroczeniu sygnałem, że pewnych rzeczy w żadnym wypadku robić nie wolno.

Co więcej, użycie przemocy w formie klapsa stanowi równoczeœnie formę socjalizacji dziecka – uœwiadamia mu, w zrozumiałej dla niego formie, elementarnš zasadę, która rzšdzi życiem dorosłych członków wspólnoty. Owa zasada brzmi: normalnš i właœciwš reakcjš na zachowanie kogoœ, kto narusza pewne nieprzekraczalne w społeczeństwie granice, jest przemoc władzy państwowej, która powstrzymuje sprawcę przed kontynuacjš zakazanego działania oraz zmusza go, by w formie sprawiedliwej kary poniósł konsekwencje swojego czynu. Kto w ekstremalnych sytuacjach nie daje owego wyraŸnego sygnału i nie uczy swych dzieci tej właœnie zasady, prawdopodobnie, chcšc nie chcšc, wychowuje przyszłych przestępców.

Na szerokiej palecie œrodków wychowawczych obejmujšcej rozmaite nagrody oraz „kary", symboliczny klaps zajmuje miejsce wprawdzie skrajne, jako wyjštek, ale w pełni uzasadnione i usprawiedliwione. Jest on usprawiedliwiony miłoœciš rodzicielskš i obowišzkiem rodziców, by wspierali swe dzieci w stopniowym dorastaniu, aż do momentu, gdy w sposób samodzielny i odpowiedzialny będš same potrafiły kierować swojš wolnoœciš. Wsparcie to polega również na tym, by, kiedy jest to niezbędne, dawać swoim dzieciom jasny sygnał, że pewne zachowania sš absolutnie niedopuszczalne. Klaps nie jest żadnym znęcaniem się nad dzieckiem – znęcanie jest czymœ zupełnie innym i nie ma nic wspólnego ani z miłoœciš, ani z wychowaniem. Właœciwie rozumiany klaps jest raczej symbolicznym wyrazem najgłębszej miłoœci i najlepiej pojętego odpowiedzialnego wychowania w sytuacjach granicznych, wyjštkowych i najtrudniejszych wychowawczo.

„Klaps" jako szczególny znak rodzicielskiej odpowiedzialnoœci właœnie jako znak, jako symbol, który daje do myœlenia, może mieć różnš formę i intensywnoœć. Klaps w pupę, skutecznie „przywracajšcy do pionu" trzylatka, byłby – jak można przypuszczać – raczej mało skuteczny wobec szesnastolatka, którego ojciec przyłapie na kradzieży czy zażywaniu narkotyków. O tym, jaki „klaps" jest w danym momencie odpowiedni, mogš rozstrzygnšć jedynie sami rodzice. Nikt inny ich w tym nie zastšpi, bo nikt inny nie kieruje się wobec dziecka takš miłoœciš, nie zna go tak dobrze, jak rodzice, nie potrafi ocenić konkretnej sytuacji w całym jej złożonym, dynamicznym, istotnym dla właœciwego wychowawczego podejœcia długookresowym kontekœcie.

Pojedynek i pręgierz

Warto także zauważyć, że pewne rodzaje symbolicznych „klapsów" funkcjonujš w relacjach między ludŸmi dorosłymi, również poza wymiarem œciœle rodzinnym. Najbardziej stanowczš i drastycznš, ale w naszym kręgu kulturowym jednoznacznie zrozumiałš i w pewnych sytuacjach dopuszczalnš formš wyrażenia jawnej i radykalnej dezaprobaty jest „klaps w twarz", czyli klasyczne uderzenie w policzek. Takie uderzenie nie jest żadnym pobiciem, nie ma bowiem bynajmniej na celu fizycznego zranienia kogoœ – nie bez powodu policzkuje się otwartš rękš. Chodzi tu wyłšcznie o znak, o jasnš informację: „doœć, tak dalej być nie może, twoje zachowanie przekroczyło granice wszelkiej przyzwoitoœci, jest absolutnie niedopuszczalne i nie do zaakceptowania w gronie normalnych ludzi; swoim postępowaniem sam siebie wyłšczasz z naszej wspólnoty" (spoliczkowanie jako wyzwanie na pojedynek miało, jak się zdaje, po częœci również i taki sens).

Policzek bywa też niekiedy ostrzegajšcym, najbardziej intensywnym „klapsem" wymierzonym ludziom, których kochamy, ale na których wolnoœć mamy już niewielki lub żaden wpływ – bywa ostatnim gestem, czy też krzykiem głęboko zranionej miłoœci. Zapewne niejeden 50-letni mężczyzna dostał słusznie w twarz od swej starej matki, gdy jš powiadomił, że właœnie wymienił żonę na młodszš. Czy kochajšcy rodzice w analogicznych przypadkach nie majš moralnego prawa i obowišzku wymierzać takie „klapsy" nawet swoim dorosłym dzieciom?

Podsumowujšc: zarówno w relacjach między dorosłymi osobami w ramach wspólnoty państwowej, jak i w ramach relacji między dorosłymi i niepełnoletnimi członkami wspólnot rodziny mogš się pojawić przejawy przemocy, zarówno usprawiedliwionej, jak i nieusprawiedliwionej. Nie tylko władza państwowa, ale i władza rodzicielska posiada, jako jeden ze swych atrybutów, monopol na używanie w swoich ramach usprawiedliwionej przemocy – władza państwowa w oparciu o zasadę sprawiedliwoœci, władza rodzicielska w oparciu o zasadę miłoœci. Dopóki nie ma oczywistych dowodów, że rodzice w stosunku do dzieci nie kierujš się odpowiedzialnš miłoœciš, kwestionowanie ich wysiłków pedagogicznych i stosowanych przez nich œrodków wychowawczych, zwłaszcza w sytuacjach wyjštkowo trudnych, wymagajšcych zdecydowanych, nadzwyczajnych reakcji, jest bezzasadne – pozbawione racjonalnej i moralnej podstawy i jednoczeœnie dewastujšce dla normalnych więzi rodzinnych i społecznych.

Prof. Zbigniew Stawrowski jest filozofem polityki; pracuje w Instytucie Politologii UKSW.

Pełna wersja tekstu ukaże się wkrótce w piœmie „Civitas. Studia z filozofii polityki". Œródtytuły pochodzš od redakcji „Plusa Minusa"


PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej":


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95


ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL