Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Bogusław Chrabota: Czy korpodzieci uratujš świat

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
I przed kim? Przed samymi sobš? Kilka dni temu brałem udział w pewnym szczególnym weselu. Elegancka restauracja na obrzeżach Warszawy. Zamieniony w hotel historyczny dworek, przepiękny ogród, pole do minigolfa, dyskretnie ukryte w cieniu starych drzew jezioro. W ogrodzie biały namiot, który do rana tętnił regularnym rytmem muzyki. Masa młodzieży, i to wielojęzycznej, bo pan młody sporo czasu spędził w Londynie.

Następnego dnia rozmowy o pokoleniu głównych bohaterów wieczoru. Jeden z krewnych, pracownik Polskiej Akademii Nauk utyskiwał na współczesnš młodzież, że to korpodzieci, ludzie tak bardzo wprzęgnięci w korporacyjny kierat, że nie majš ani czasu, ani ochoty na kreację. Korporacja jest w tej wizji Lewiatanem, który pożera indywidualnoœci. Umie stawiać tylko krótkoterminowe zadania i błyskawicznie rozliczać z ich wykonania. W zamian za przestrzeń twórczš ofiarowuje bezpieczeństwo, gwarancję statusu i regularnie wypłacane pienišdze. Dla niektórych, acz rzadko, kreœli również œcieżkę awansu, choć niekoniecznie rozwoju zawodowego. – Kiedyœ było inaczej – kończył naukowiec. – Nasze pokolenie miało potrzebę tworzenia, budowania czegoœ od podstaw.

Nadmierny krytycyzm? Może i tak, bo każde pokolenie patrzy na następne jak na stracone. Z perspektywy lat zwykliœmy idealizować swojš młodoœć i przypisywać sobie cechy, których odmawiamy naszym następcom. To doœć prosty i milion razy opisany mechanizm psychologiczny, który najczęœciej nie wytrzymuje weryfikacji. Bo nawet jeœli niesie za sobš ziarno prawdy, to rozwijajšca się w niebywale szybki sposób cywilizacja zdecydowanie temu przeczy. Kolejne pokolenia dŸwigajš ciężar coraz szybszego postępu. Gdyby było inaczej, normš byłby regres cywilizacyjny. Cofalibyœmy się, a nie otwierali nowe rozdziały historii.

Na pewno natomiast zmienia się sposób organizacji zbiorowego wysiłku, coœ, co bym nazwał charakterystycznym dla swoich czasów modus operandi. Wszelkie cele można osišgać różnymi œcieżkami. Raz to wysiłek indywidualny, kiedy indziej zbiorowy. Były czasy samotnych pionierów, możliwe, że dziœ nadeszła epoka efektywnego wysiłku korporacyjnego. Na dodatek czas weryfikuje bšdŸ falsyfikuje dominujšcš w swoich czasach metodę; po latach może się okazać, że współczesne modus operandi się nie sprawdziło i przez jakiœ czas brnęliœmy w œlepy zaułek. To jednak wiedza następcza, której wyœwietlenie wymaga umiejętnoœci iœcie proroczych.

Wracajšc do naszego pracownika PAN, trudno jego obserwacji odmówić poprawnoœci w kwestii zmiany modelu organizacji ludzkiej pracy, a przede wszystkim zwišzanych z niš oczekiwań, zwłaszcza wchodzšcego na rynek młodego pokolenia. To oczywiœcie problem uniwersalny, młodzi Polacy nie sš tu specjalnie oryginalni. Otoczeni przez doœć powszechny dostatek (25 lat temu nieosišgalny) myœlš przede wszystkim o sukcesie materialnym. Wszechobecne w sklepach, reklamach, mediach atrybuty bogactwa wydajš się na wycišgnięcie ręki. Co więcej, cwani marketerzy uparcie przekonujš, że ich posiadanie jest równie łatwe jak zaczerpnięcie łyku œwieżego powietrza czy dopracowanie się (naturalnie w solarium) œwieżej opalenizny. Iluzja pcha więc do takich miejsc, gdzie miraż materialnego sukcesu jest najpełniejszy. Na plan drugi schodzš społeczne anachronizmy, takie jak rodzina, małżeństwo czy rodzicielstwo. Liczš się szybki zarobek, stała i bezpieczna praca. Wszystko, co przeszkadza, jest najczęœciej odtršcane.

W istocie, 25 lat temu nad Wisłš było inaczej. Królował raczej siermiężny kapitalizm, królestwo blaszanych szczęk i sprzedawanych z gazety skarpetek. Korporacje o Polskę dopiero zaczynały się upominać, a wchodziły po cichu i powoli. Ale czy na Zachodzie było tak samo? Nie, tam korporacje i ich model już dawno dominowały. Mechanizm, który tak nas niepokoi, tam zwyciężył już w latach 60. Owszem, bywały bunty młodzieży, kontrkultura, ale to było nic innego jak reakcja na kostnienie œwiata rozrastajšcych się i dehumanizujšcych korporacji.

Znajoma z niemieckiej Badenii opowiada o mieszkajšcym tam moim rówieœniku, który, uciekajšc od korporacyjnego œwiata, dwa razy do roku wyjeżdża do centrum buddyjskiego w Big Sur w Kalifornii, gdzie zasuwa przy zmywaku i podlewa kwiaty w ogrodzie. Przez kilka tygodni oddaje się medytacji, łapie trochę równowagi, a potem wraca do œwiata, który opuœcił. Znów nosi najelegantsze garnitury, jada w najdroższych restauracjach i robi wszystko, by tego nie stracić. Spytałem, kiedy udaje. Czy wtedy, kiedy nurza się w materializmie? Czy wtedy, kiedy od niego ucieka? A może cały czas udaje? Nie wiem. I nie wiem, czy korpodzieci uratujš œwiat przed samymi sobš. Rzym też wybudował gigantycznš cywilizację, po której przyszły wieki ciemne. Korpodzieci mogš zostawić po sobie pustkę. A co jš zapełni? Potomkowie łowców z sawann i zbieraczy gałęzi? Całkiem niewykluczone.

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL