Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Plus Minus

Tere-fere

Jan Bończa-Szabłowski
Fotorzepa
Jeśli ktoś ma lat 40 plus VAT, to opinia, że coraz bardziej zamyka mu się kraina dzieciństwa, wydaje się twierdzeniem mocno infantylnym. Bo ileż to lat można czuć się dzieckiem?

Nawet w głębi duszy. Jeśli ktoś wytoczy śmiałą tezę, że „dzieckiem będzie zawsze", patrząc na reakcję otoczenia, doda szybko: „oczywiście dla swoich rodziców". Tu, jak się dziś mówi, „pełna zgoda". Ale pisząc o coraz dotkliwszym zamykaniu się krainy dzieciństwa, chciałem zwrócić uwagę nie na przypisywaną mi czasem postawę Piotrusia Pana, ale fakt, że odeszła kolejna postać, która krainę dzieciństwa wielu pokoleń Polaków wypełniała całą swą twórczością. A była nią bez wątpienia pani Wanda Chotomska. No właśnie, BYŁA.

Nigdy nie pozwoliłbym sobie na podobnie frywolny tytuł wspomnień, gdyby takim tytułem nie opatrzyła swojego debiutanckiego tomu wierszy. Prócz talentu obdarzona była bowiem wielkim poczuciem humoru. Pamiętam, jak podczas jednego z wieczorów literackich powiedziała mi, że publikowała w „Świerszczyku" wtedy, gdy ta nazwa kojarzyła się wyłącznie z dwutygodnikiem dla dzieci. W ciągu 88 lat zapisała się dorobkiem imponującym. Nie mam wątpliwości, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele jej zawdzięczamy. Jest autorką ponad 200 książek dla dzieci i młodzieży. Do tego dochodzą scenariusze filmowe, sztuki teatralne, filmy krótkometrażowe oraz liczne audycje radiowe i programy telewizyjne.

Można powiedzieć, że pani Wanda, rzeczywista mama Ewy, była telewizyjną mamą Jacka i Agatki. Rodzeństwa pacynek prezentowanych przed głównym wydaniem „Dziennika Telewizyjnego" w jedynym wówczas, czarno-białym programie telewizji publicznej, bo innej w latach 60. XX wieku w Polsce nie było. Powołała do życia także Tadka Niejadka. Opracowała też „Klucze do jelenia", jako kobieta dociekliwa postanowiła odpowiedzieć, „Dlaczego ciele ogonem miele", w jej niecodzienne menażerii znalazła się Czarna krowa w kropki bordo, Kangurek, Pięciopsiaczki, Kózka, która skakała, Tygrysy lubiące irysy, był też Jeż spod Zgierza, Ślimak, Lew i Koziołki.

Zawsze pamiętać będę jej wiersz o piwie i lokomotywie będący świetnym i przewrotnym zarazem dialogiem ze słynną „Lokomotywą" Juliana Tuwima. Za swą twórczość otrzymała wiele nagród i wyróżnień. Jednym z najbardziej cenionych był Order Uśmiechu przyznawany przez dzieci. Kilka miast dało jej honorowe obywatelstwo, stała się patronką wielu szkół. Ale zawsze podkreślała, że nie zależy jej na honorach, lecz na tym, by była czytana.

O tym, jak żywa pozostaje jej twórczość, przekonał mnie ostatnio choćby Tomasz Sobiecki, sekretarz redakcji „Rzeczpospolitej", mój redakcyjny kolega, a niegdyś współbrat z warszawskiej polonistyki. Wiedząc, że kolejny odcinek „Motyli" poświęcę pani Wandzie, wyrecytował mi z pamięci kilka jej wierszy, które – jak przyznał – przez lata mówił swoim dzieciom na dobranoc. Niektóre utwory napisane są w taki sposób, że maluchy włączają się do opowieści i tworzy się autentyczny międzypokoleniowy dialog.

Obsypywana komplementami od dużych i małych, przyjmowała je z uśmiechem i pobłażaniem. Raz tylko zaprotestowała, gdy określono ją mianem królowej. Powiedziała wówczas z uśmiechem: „Z tym to ja się zupełnie nie zgodzę. Nie podoba mi się określenie »królowa«. Jestem na pewno demokratką".

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL