Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Paweł Machcewicz i Rafał Wnuk o Muzeum II Wojny Światowej

Plus Minus, Mirosław Owczarek
Jeœli obecny rzšd nie dopuœci do otwarcia gotowej już praktycznie gdańskiej wystawy, będzie to najbrutalniejsza, bezprecedensowa w wolnej Polsce ingerencja w autonomię instytucji kultury i sferę historii w wymiarze publicznym.

W połowie grudnia 2015 r. jeden z urzędników Ministerstwa Kultury zwrócił się do dyrekcji Muzeum II Wojny Œwiatowej w Gdańsku o przesłanie informacji dotyczšcej wystawy głównej. Poprosił przy tym, by był to dokument zwięzły i syntetyczny. Dostosowujšc się do tej proœby, szybko przygotowaliœmy „Program funkcjonalno-użytkowy wystawy głównej Muzeum II Wojny Œwiatowej", czyli 75-stronicowe omówienie głównych sekcji wystawy ilustrowane fotografiami wybranych eksponatów. Dołšczyliœmy do niego szereg załšczników (wizualizacje, plany, wykaz gablot i multimediów), które uznaliœmy za absolutnie niezbędne dla zrozumienia charakteru wystawy. Całoœć przekazaliœmy do Ministerstwa Kultury na poczštku stycznia 2016 r. Trzy miesišce póŸniej wœród historyków pojawiła się pogłoska o istnieniu kilku recenzji wystawy głównej. Na ich zawartoœć powoływał się potem minister Piotr Gliński. W lipcu, na wniosek prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, zostały one ujawnione. Recenzentami okazali się dr hab. Piotr Niwiński, redaktor Piotr Semka i prof. Jan Żaryn.

Chybione zarzuty

Praca recenzenta jest niezwykle odpowiedzialna. Obowišzkiem jego jest dokładne, uważne przestudiowanie otrzymanego materiału, zrozumienie zawartych w nim treœci, rzetelne jego omówienie i przedstawianie mocnych i słabych stron całoœci. Warunkiem koniecznym uczciwej recenzji jest szczególna dbałoœć o zachowanie obiektywizmu.

Recenzenci z pierwszej strony „Programu funkcjonalno-użytkowego" dowiedzieli się, że wystawy „nie da się jednak w pełni przedstawić bez odpowiedniej dokumentacji technicznej. Analizujšc niniejszy dokument należy się więc posiłkować planami całoœci wystawy i jej poszczególnych częœci, przekrojami technicznymi oraz tzw. tabelš interwencji, w której wymieniono wszystkie elementy składowe scenografii". Prof. Jan Żaryn, dr hab. Piotr Niwiński i red. Piotr Semka ani nie sięgnęli do przekazanej ministerstwu dokumentacji, ani nie zwrócili się do Muzeum II Wojny Œwiatowej o dosłanie dodatkowych materiałów. Nie mogli więc swej pracy wykonać rzetelnie.

Recenzenci z dużš nonszalancjš podeszli nawet do lektury tych kilkudziesięciu stron tekstu. Oto garœć przykładów. Piotr Semka zarzuca, że nie ma „ani słowa o masakrze na Woli w trakcie Powstania Warszawskiego". W rzeczywistoœci wystawa obszernie przedstawia zarówno powstanie, jak i wymordowanie kilkudziesięciu tysięcy cywilnych mieszkańców Woli, sygnalizuje to „Program funkcjonalno-użytkowy" i jest w nim nawet zdjęcie eksponatu z podpisem: „Dziecięcy bucik należšcy do jednej z ofiar rzezi cywilnych mieszkańców Woli podczas Powstania Warszawskiego". Bezpodstawnie zarzucił nam też „niewyodrębnienie jako osobnej przestrzeni z tematu sporów etnicznych – rzezi Polaków na Wołyniu", co opatrzył komentarzem: „To prawdziwy skandal".

W rzeczywistoœci Muzeum II Wojny Œwiatowej przedstawia ukraińskie zbrodnie na Polakach na Wołyniu jako wyodrębnionš częœć w oddzielnej sekcji wystawy. Obok Wołynia pokazujemy mordy chorwackich ustaszy na Serbach, Żydach i Romach. Obie zbrodnie majš cechy wspólne: były ludobójczymi czystkami etnicznymi, których nie dokonali Niemcy. WyraŸnie o tym mówi oceniany przez Semkę dokument, w którym można znaleŸć zdjęcie poruszajšcych eksponatów pozyskanych przez muzeum z podpisem „Medaliki znalezione w grobach Polaków pomordowanych przez UPA w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej w 1943 r.".

Prof. Żaryn zarzuca nam m.in. brak zdjęć Juliena Bryana w częœci poœwięconej oblężeniu Warszawy, podczas gdy jasno piszemy, że ta częœć wystawy jest zbudowana głównie przy użyciu „zdjęć i filmu amerykańskiego korespondenta Juliena Bryana". To tylko nieliczne spoœród wielu przykładów wskazujšcych, że recenzenci nie wypełnili obowišzku uważnego przestudiowania otrzymanego materiału. Zdecydowana większoœć zarzutów braku na wystawie rozmaitych wštków jest całkowicie chybiona. Sš one na niej obecne, tyle tylko, że autorzy recenzji nie byli w stanie ich znaleŸć.

Recenzenci zaangażowani

Niezrozumienie, czym jest wystawa, w połšczeniu z brakiem umiejętnoœci czytania dokumentów doprowadziły m.in. do postawienia absurdalnego, powtórzonego wielokrotnie i traktowanego przez Piotra Niwińskiego jako jeden z najważniejszych, zarzutu o braku multimediów. Dostrzegł on na wystawie tylko trzy stanowiska multimedialne. W rzeczywistoœci jest ich 240. Co gorsza, recenzenci nie rozumiejš reguł tworzenia narracji muzealnej. Wystawa muzealna to nie monografia historyczna. Kluczowš rolę odgrywajš w niej autentyczne przedmioty. Często mówiš one więcej niż wiele stron tekstu, którego przeciętny zwiedzajšcy i tak nie przeczyta. Eksponaty mogš budować dramaturgię, wywoływać empatię zwiedzajšcych, tak jak wspomniany bucik dziecka zamordowanego na Woli czy medaliki Polaków zamordowanych w dwóch wsiach na Wołyniu. Wystawy nie da się analizować tylko przez tekst, ale trzeba koniecznie brać pod uwagę jej wymiar przestrzenny, scenografię, eksponaty, które sš często ważniejsze niż słowa.

Redaktor Piotr Semka i prof. Jan Żaryn od kilku lat wytrwale zwalczali koncepcję Muzeum II Wojny Œwiatowej. Jako publicyœci majš do tego pełne prawo. W chwili jednak, gdy podjęli się roli recenzentów, ich obowišzkiem było odłożenie na bok osobistych przekonań i zdobycie się na niezaangażowanš, możliwie obiektywnš ocenę. Ze smutkiem stwierdzamy, iż nie zrobili oni najmniejszego wysiłku w tym kierunku. Choć swoje teksty nazwali recenzjami, to nie spełniajš one żadnego z wymagań powszechnie stawianych tym ostatnim.

Swojš drogš, zamówienie przez ministra kultury recenzji u osób od lat występujšcych przeciwko Muzeum II Wojny Œwiatowej z góry przesšdzało, jaki będzie ich wydŸwięk. Ma to niewiele wspólnego z regułami obiektywnej oceny. Minister Piotr Gliński, profesor socjologii z uznanym dorobkiem naukowym, powinien zdawać sobie z tego sprawę.

Recenzentom bardzo przeszkadza sposób rozłożenia akcentów na wystawie głównej. Sš przeciwni temu, by opowieœć muzealna mówiła o straszliwym doœwiadczeniu wojennym szarego człowieka, zwłaszcza ludnoœci cywilnej. Niwiński pisze, że „zasadniczo jest to więc muzeum martyrologii", „podkreœlanego nieszczęœcia ludzkiego", „dominacji nieszczęœcia nad innymi cechami". Według niego brak w muzeum „drugiej strony wojny – hartowania człowieka" (u red. Semki występuje niemal jednobrzmišce „hartowanie się charakterów"), zauważa „dominację przykładów negatywnych wojny, a nie pozytywnych". Prowadzi to do sformułowania mocnego zarzutu (podobny wysuwa też prof. Żaryn): „Najwłaœciwsze byłoby podsumowanie całoœci przekazu znanym sformułowaniem z czasów PRL – ťNigdy więcej wojnyŤ".

Istotnie pokazujemy II wojnę w kategoriach wielkiego zła i ogromu cierpienia. W centrum naszej uwagi znajdujš się miliony mordowanych, przeœladowanych, cierpišcych cywilów. Uważamy to za nasz moralny obowišzek i jesteœmy przekonani, że muzeum, które odrzucałoby takš perspektywę, deformowałoby obraz wojny i sprzeniewierzało się swoim celom. II wojna różniła się od wszystkich poprzednich tym, że jej ofiarš była przede wszystkim ludnoœć cywilna, a agresorzy – przede wszystkim III Rzesza i Zwišzek Radziecki – œwiadomie i w zaplanowany, systematyczny sposób prowadzili politykę ludobójstwa wobec grup etnicznych, rasowych i społecznych.

Podczas wojny zginęło ponad 200 tys. obywateli polskich walczšcych z broniš w ręku, których los wielokrotnie w muzeum przypominamy i którym oddajemy hołd. Nieporównanie większe były jednak straty cywilne. Zamordowano ponad 5 mln ludzi: ok. 3 mln polskich Żydów i ponad 2 mln etnicznych Polaków. Zginęli na ogół œmierciš straszniejszš niż żołnierska: w komorach gazowych, obozach koncentracyjnych, egzekucjach, jak na Pomorzu w 1939 r., w Palmirach czy na Woli w trakcie Powstania Warszawskiego. Jest dla nas zdumiewajšce, że twórcy muzeum powstajšcego w Polsce, która poniosła w wojnie tak potworne straty, muszš się tłumaczyć z takiej perspektywy przyjętej przy tworzeniu wystawy.

Nie możemy się także zgodzić, że przesłanie „Nigdy więcej wojny" jest tworem propagandy PRL. Ma ono w istocie głęboko chrzeœcijańskie znaczenie. Taki apel wygłosił papież Paweł VI w trakcie swojej pierwszej wizyty w Organizacji Narodów Zjednoczonych w 1965 r. Słowa te powtórzył Jan Paweł II w 2003 r. Powiedział wówczas również, nawišzujšc do II wojny œwiatowej: „Rozmiar strat poniesionych, a bardziej jeszcze rozmiar cierpień zadanych osobom, rodzinom, œrodowiskom, jest zaprawdę trudny do wyliczenia. (...) Wojna toczyła się nie tylko na frontach, lecz jako wojna totalna uderzała w całe społeczeństwa. Deportowano całe œrodowiska. Tysišce osób stawały się ofiarš więzień, tortur i egzekucji. Ginęli ludzie pozostajšcy poza zasięgiem działań wojennych jako ofiary bombardowań oraz systematycznego terroru, którego zorganizowanym œrodkiem były koncentracyjne obozy pracy, które zamieniały się w obozy œmierci". Taka wizja wojny – którš z pewnoœciš Piotr Niwiński uznałby za zbyt „negatywnš" – i losów ludnoœci cywilnej bliska jest twórcom wystawy Muzeum II Wojny Œwiatowej.

Niegodne oskarżenia

Jest to jednoczeœnie muzeum walki i heroizmu, wbrew temu, co mówiš recenzenci. Sekcja „Opór" należy do najbardziej rozbudowanych, a przedstawienie Polskiego Państwa Podziemnego jest bardzo szczegółowe i kompleksowe, co doceniajš sami recenzenci. Przedstawiamy je zresztš nie tylko poprzez walkę zbrojnš, ale i poprzez prezentację jego wszystkich cywilnych agend: podziemnego życia politycznego, prasy, sšdownictwa, tajnego nauczania, pomocy Żydom czy więŸniom. Ten cywilny wymiar PPP stanowił o jego wyjštkowoœci na tle ruchu oporu w innych okupowanych krajach i powinien być szczególnie wyeksponowany.

Prof. Żaryn nasze podejœcie nazywa pseudouniwersalizmem. Nie wiemy, co według niego kryje się pod tym pojęciem. Uniwersalizm natomiast jest dla nas pozytywnš wartoœciš. W kontekœcie wystawy rozumiemy go jako zdolnoœć rozumienia uczuć oraz cierpień innych ludzi i narodów, jak również takiego przedstawiania własnych uczuć i cierpień, by były one zrozumiałe dla ludzi innych narodowoœci, a nawet innych kręgów kulturowych. W taki sposób staraliœmy się konstruować narrację muzealnš. Nie uważamy przy tym, by polska duma narodowa i wyjštkowe cechy naszej historii cokolwiek traciły, jeżeli polskie doœwiadczenia zostanš pokazane w kontekœcie europejskim i œwiatowym. Jest wręcz przeciwnie, dopiero w takim ujęciu zwiedzajšcy będzie w stanie zrozumieć, na czym polegała istota polskiego doœwiadczenia historycznego.

Minister Gliński i red. Piotr Semka zarzucili nam, że po ostatnich wyborach w panice zmienialiœmy kształt wystawy głównej, „polonizujšc" jš. Tymczasem wybór eksponatów na wystawę głównš i prace nad podpisami zostały zamknięte wiosnš 2014 r. i w maju tego samego roku zostały przekazane do tłumaczenia na język angielski, co łatwo można sprawdzić w dostępnych dokumentach. Od tamtego czasu zmiany były wprowadzane tylko wtedy, gdy do naszych zbiorów trafiał jakiœ wyjštkowo wartoœciowy eksponat, który chcieliœmy włšczyć do wystawy. Zdobyliœmy m.in. łuski pochodzšce z egzekucji dokonanej przez NKWD w więzieniu we Włodzimierzu Wołyńskim w czerwcu 1941 r. czy niemiecki koc z obozu Mauthausen, do którego produkcji użyto ludzkich włosów. Oskarżenia, że zacieraliœmy œlady naszej „niecnej, antypolskiej działalnoœci", uważamy za obraŸliwe, niegodne ani urzędnika państwowego najwyższej rangi, ani szanujšcego się publicysty.

Wysyłani do Brukseli

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w oficjalnym stanowisku broni recenzentów i jednoczeœnie wysuwa pod naszym adresem oskarżenie, że kształt „Programu funkcjonalno-użytkowego" nas „kompromituje" – „po 8 latach działalnoœci można bowiem oczekiwać bardziej kompleksowego opracowania". Przypomnijmy, ministerstwo prosiło o możliwie zwięzły dokument i taki otrzymało. Wynik naszej pracy to nie rzeczony dokument, lecz niemal już wyprodukowana multimedialna, narracyjna wystawa, której montowanie powinno się zakończyć w tym roku, to 2 tys. prezentowanych na niej eksponatów, ponad tysišc stron tekstów na wydrukach i noœnikach elektronicznych (zarówno w polskiej, jak i angielskiej wersji językowej), 4 tys. fotografii i 430 minut materiałów filmowych. Katalog wystawy głównej jest już dostępny na rynku. Mamy nadzieję, że już za kilka miesięcy zwiedzajšcy zobaczš ekspozycję i będš mogli sami wyrobić sobie opinię, czy zarzuty recenzentów były zasadne. Chcielibyœmy dać naszym krytykom możliwoœć odniesienia się do istniejšcej wystawy, a nie do ich błędnych o niej wyobrażeń.

Piotr Semka odmawia nam prawa otwarcia wystawy w Polsce i uparcie odsyła nas do Brukseli. Kiedyœ władze PRL odsyłały rzekomych „kosmopolitów" do Izraela. Chcemy powiedzieć ministrowi Glińskiemu i autorom recenzji, że w przestrzeni publicznej powinno być miejsce na rozmaite poglšdy na historię i różnišce się od siebie muzea. Nie wszyscy Polacy sš zwolennikami polityki historycznej w wersji propagowanej przez obecnego ministra kultury czy wspierajšcych go historyków i publicystów. Majš do tego pełne prawo, dopóki żyjemy w demokratycznym państwie.

Piotr Semka stwierdza, iż obrona koncepcji muzeum skoncentrowanego na doœwiadczeniu szarego człowieka, niosšca uniwersalne przesłanie, to „obrona monopolu jednej wizji w opowiadaniu œwiata", i dowodzi, że zmiana przygotowanej przez nas wystawy będzie przywracaniem swobody i pluralizmu. Jest tymczasem dokładnie odwrotnie. Piotr Semka nie chce przełamania monopolu opowieœci o wojnie, wręcz przeciwnie – postuluje jego wprowadzenie.

Żyjemy w kraju rzšdzonym niepodzielnie przez jednš opcję politycznš, która ma oczywiœcie mandat pochodzšcy z demokratycznych wyborów. Może ona stworzyć wszystkie zapowiadane przez siebie placówki, które będš kształtować œwiadomoœć Polaków: Muzeum Historii Polski, muzea Żołnierzy Wyklętych (powołane zostały już dwa), Ziem Zachodnich, Kresów Wschodnich. Czy w tym pejzażu muzealnym nie może być też miejsca dla Muzeum II Wojny Œwiatowej w kształcie stworzonym przez historyków, których kompetencji – niezależnie od różnic poglšdów – nikt nie kwestionował?

Jeœli obecny rzšd nie dopuœci do otwarcia gotowej już praktycznie wystawy, będzie to najbrutalniejsza, bezprecedensowa w wolnej Polsce ingerencja w autonomię instytucji kultury i sferę historii w wymiarze publicznym. Tego rodzaju cenzura prewencyjna nie miała miejsca po 1989 r. Prędzej czy póŸniej uderzy to rykoszetem w inne placówki, także te tworzone przez obecnš władzę. Przecież nikt nie zmieniał wystawy Muzeum Powstania Warszawskiego, dzieła Lecha Kaczyńskiego, którego dyrektor był posłem i politykiem PiS. Ciekawi też jesteœmy, czy minister Gliński naprawdę uważa siłowe i administracyjne rozwišzania, charakterystyczne raczej dla systemów autorytarnych niż pluralistycznej demokracji, za najlepszy sposób budowania œwiadomoœci historycznej Polaków. Może jednak lepiej pozwolić, byœmy otworzyli Muzeum II Wojny w takim kształcie, w jakim je stworzyliœmy, i by opinia publiczna miała szansę sama ocenić jego kształt?

Prof. Paweł Machcewicz, dyrektor Muzeum II Wojny Œwiatowej, w latach 2000–2005 kierował pionem badawczo-edukacyjnym IPN

Dr hab. Rafał Wnuk, profesor KUL, szef działu naukowego Muzeum II Wojny Œwiatowej, redaktor naczelny „Atlasu polskiego podziemia niepodległoœciowego 1944–1956"

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL