Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Trudno o dobrobyt przez pracę. Nowe ścieżki awansu społecznego w cyfrowym świecie

Bloomberg
Dotychczasowe œcieżki awansu społecznego coraz częœciej prowadzš donikšd. Droga poprzez zdobycie wykształcenia i sukcesu zawodowego, która jeszcze niedawno wydawała się najbardziej oczywista, dziœ prowadzi swym szlakiem nielicznych.

W cišgu zaledwie kilku dekad istniejšcy system awansu społecznego przeszedł trzęsienie ziemi. Wiodšca przez pracę droga do dobrobytu przestała być przewidywalna. Gwarantem zamożnoœci nie jest już wyższe wykształcenie, a zawody, które wydawały się dla ostatnich co najmniej dwóch pokoleń wyborami gwarantujšcymi wysoki poziom życia – jak choćby ekonomista czy prawnik – przestały nimi być. Rynek pracy stał się nieprzewidywalny, zatrudnienie krótkoterminowe, umowy coraz częœciej pozbawione elementów bezpieczeństwa, takich jak ubezpieczenie zdrowotne czy emerytalne. Dla młodych osób, podejmujšcych po szkołach œrednich decyzje dotyczšce œcieżki kariery, przyszłoœć zawodowa jest większym znakiem zapytania niż kiedykolwiek. Praca jako Ÿródło przyszłego dobrobytu jest loteriš.

Nowoczesnoœć stała się płynna – ogłosił ponad dekadę temu socjolog Zygmunt Bauman. Wszyscy żyjemy w czasach niepewnoœci egzystencjalnej. Współczesny model rynku pracy tylko tę niepewnoœć potęguje.

– Przyjęty w latach 40. XX w. model sprowadzał się do tego, że kapitał płacił za pracę i gwarantował pewnš œcieżkę rozwoju, aż po grób. Obecnie ten kontrakt przestał istnieć. Kapitał nie chce dawać gwarancji: „płacę ci za pracę, którš wykonujesz, może nawet płacę proporcjonalnie więcej niż kiedyœ, ale gdy nie będziesz mi już potrzebny, nie chcę mieć z tobš już nic wspólnego" – mówi „Plusowi Minusowi" prof. Paul H. Dembinski, dyrektor Obserwatorium Finansowego w Genewie. A przecież awans społeczny od dawna utożsamiany był z awansem zawodowym.

– Dzisiaj mamy do czynienia nie tylko ze œcieżkami awansu, ale ze studniami, w które można spaœć. Kilkadziesišt lat temu tego nie było – jeœli ktoœ miał za sobš awans społeczny, to już nie mógł spaœć. Dobrobyt przechodził nawet na dzieci. Jeœli ktoœ zostawał np. prawnikiem, to jego dzieci często kontynuowały ten zawód. Dzisiaj zawód zmienia się często w życiu. To całkowicie zmienia kształt struktur społecznych – dodaje Dembinski.

Kurczšca się premia

Przepustkš do œwiata dobrobytu od dekad było wykształcenie. Ale ten atut zdaje się wyczerpywać. W 1990 r. w Stanach Zjednoczonych 23,2 proc. osób w wieku 25–29 lat mogło się pochwalić co najmniej dyplomem college'u (odpowiednikiem polskiego licencjata). W 2015 r. wskaŸnik ten wynosił już 35,6 proc. – wyliczył Brookings Institute.

Nie przekłada się to jednak na wynagrodzenia. Jak wynika z wyliczeń organizacji Young Invincibles, tzw. pokolenie milenialsów zarabia w USA œrednio o 20 proc. realnie mniej niż ich rówieœnicy 25 lat wczeœniej, a wartoœć ich majštków jest realnie aż o 56 proc. niższa. Ekonomiœci z Uniwersytetu Stanforda wyliczyli, że osoby urodzone w latach 80. lub póŸniej majš zaledwie 50 proc. szans na to, by zarobić w swoim życiu więcej niż ich rodzice. I to mimo że sš zwykle lepiej wykształceni.

Również w Polsce przybywa osób z wyższym wykształceniem. W 2015 r. 21 proc. Polaków mogło się pochwalić dyplomem wyższej uczelni. W Badaniu Ludnoœci Bilans Kapitału Ludzkiego z 2013 r. aż 32 proc. respondentów w wieku 25–34 lata deklarowało wykształcenie wyższe. To ok. cztery razy więcej niż na poczštku lat 90.

Ryzyka zwišzane z życiem znowu, jak w XIX w., wracajš do jednostek. Przekłada się to na niepewnoœć, a ta na demografię. Bo jak w takich warunkach mamy planować rodzinę?
Rzeczpospolita

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach regionu, zmieniły się wzorce kształcenia. Kiedyœ na poziomie wyższym uczyło się 7, a potem 14 proc. danego rocznika, a obecnie kształci się ponad 50 proc. To bardzo zmienia strukturę absolwentów uczelni. Pozbawia wykształcenie aspektu elitarnoœci, czynišc je jednoczeœnie bardziej demokratycznym, ale też bardziej spauperyzowanym – podkreœla dr hab. Joanna Tyrowicz z oœrodka badawczego GRAPE. – Grupa osób z wyższym wykształceniem stała się dużo liczniejsza, ale jednoczeœnie przybyło dużo prac biurowych, do których wykonywania wyższe wykształcenie potrzebne jest bardziej pro forma niż faktycznie – dodaje.

Nawet jeœli wyższe wykształcenie spowszedniało, stajšc się mniej pewnš œcieżkš na drodze do dobrobytu, to wcišż ułatwia znalezienie pracy. Zaledwie 2,8 proc. Polaków w wieku 25-64 lat mogšcych pochwalić się wyższym wykształceniem jest bezrobotnych. Nie przynosi ono jednak już takich profitów jak wczeœniej. – Premie za dyplom uczelni w relacji do wykształcenia œredniego na poczštku lat 90. przekraczały 35 proc. Około 2000 r. zaczęły spadać. W tej chwili wynoszš ok. 22–24 proc. – mówi Tyrowicz.

I podkreœla, że spadajšca premia za wyższe wykształcenie ma także zwišzek z procesem, który do Polski dotarł na poczštku XXI w., czyli ze zmianš w tzw. zadaniowej strukturze stanowisk pracy. – O ile wczeœniej miejsca pracy dla osób z wyższym wykształceniem stanowiły głównie stanowiska nierutynowe, trudne do skodyfikowania, to w miarę tworzenia w Polsce nowych miejsc pracy w usługach, w tym także w usługach B2B, coraz liczniejsza stała się grupa stanowisk o większym udziale czynnoœci tzw. kodyfikowalnych, np. doglšdanie korporacyjnych polityk dotyczšcych wynagrodzeń, cykliczne rozliczanie działań czy raportowanie. Na te miejsca zatrudnia się osoby z wyższym wykształceniem, bo potrzebna jest znajomoœć języków i zdolnoœć opanowania procedur korporacyjnych. Jednak częœć z tych stanowisk nie generuje wysokiej wartoœci dodanej, co cišgnie œrednie zarobki osób z wyższym wykształceniem w dół – dodaje ekonomistka.

Wartoœć coraz mniej dodana

To właœnie migracja wartoœci dodanej wydaje się jednym z powodów zmian na rynku pracy, których byliœmy œwiadkami w ostatnich dekadach. W uproszczeniu wyższe wynagrodzenie jest rodzajem premii za umiejętnoœci pozwalajšce utrzymać wysokie marże sprzedaży okreœlonych produktów i usług. Adwokat zarabia więcej niż kierowca, bo za usługę, którš œwiadczy trzeba więcej zapłacić. Zwykle wišże się to z większš wiedzę, a więc wykształceniem. Tak rozumiana wartoœć dodana zmienia się z biegiem czasu. – Zmienia się rozkład prac z niš zwišzanych. Tam, gdzie one kiedyœ były, już ich nie ma. To nie znaczy, że znikajš, ale pojawiajš się w innych miejscach gospodarki – podkreœla Paul H. Dembinski.

Z jednej strony niektóre usługi i produkty stały się tańsze, wpływajšc na spadek wartoœci pracy ludzi, parajšcych się danymi zawodami. Z drugiej niektóre kwalifikacje stały się bardziej dostępne. Choćby dlatego, że w poszukiwaniu lepszej przyszłoœci ludzie kształcili się w kierunkach uchodzšcych za perspektywiczne, doprowadzajšc z biegiem czasu do nadmiaru specjalistów w niektórych zawodach. Najbardziej widać to na przykładzie ekonomistów, których nadpodaż mamy w Polsce praktycznie w każdym województwie. Do tego doszedł rozwój technologii, a wraz z nim zastępowanie pracy ludzkiej przez maszyny, algorytmy, lub wręcz pozbawienie ekonomicznego sensu istnienia niektórych branż.

Automatyzacja poważnie dotknęła np. branżę finansowš. Analitycy Citi GPS prognozujš, że w sumie w latach 2015–2025 zatrudnienie w bankach skurczy się o 30 proc. Oznaczałoby to, że tylko w USA i Europie pracę w cišgu dekady straci 1,8 mln osób. W porównaniu z okresem sprzed kryzysu finansowego z 2007 r. liczba pracowników sektora bankowego w 2025 r. może być mniejsza nawet o połowę. A przecież takie zawody jak bankowiec, makler, specjalista od ubezpieczeń od dawna uchodziły za gwarantujšce dobre pienišdze i stabilne zatrudnienie. Na dodatek zdobycie kwalifikacji niezbędnych do ich wykonywania wymagało wysiłku – choćby długoletnich studiów i certyfikatów.

– Branża bankowa w ostatnich latach masowo zwalnia pracowników. Usługi finansowe przenoszš się do internetu. Nie potrzeba już tylu ludzi do pracy w oddziałach – podkreœla socjolog dr Dominik Batorski.

Zjawisko to potęguje tzw. prosumeryzacja, czyli przejmowanie przez klientów działań wykonywanych dotychczas przez pracowników. Bankowoœć mobilna sprawiła, że dzisiaj klienci sami wykonujš przelewy i inwestujš, nie wychodzšc z domów. Możliwoœć porównywania parametrów inwestycji przez internet sprawiła, że rzadziej decydujš się też na usługi poœredników, co mocno odbiło się na kondycji i zatrudnieniu w sektorze doradztwa finansowego.

Ale automatyzacja dotyka nie tylko ich. – W Stanach Zjednoczonych częœć pracy prawników jest zastępowana przez technologie. Nowe narzędzia wyszukiwania semantycznego pozwalajš zaoszczędzić na pracy, którš kiedyœ wykonywali ludzie – mówi Batorski.

Niedawno grupa badaczy z uniwersytetów w Londynie, Sheffield i Pensylwanii stworzyła algorytm, który zastępuje sędziego Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W trakcie testów program podejmował decyzje w sprawach, którymi Trybunał już się zajšł. Jego wyroki były w 79 proc. zgodne z tymi, które zapadły.

Od ponad dekady na œwiatowych rynkach kapitałowych rzšdzš z kolei platformy high frequency trading (HFT), w których to komputery decydujš o inwestycjach, gdzie zakup i sprzedaż aktywów odbywa się w szybkim tempie, w oparciu o błyskawicznš analizę danych, której nie mógłby przeprowadzić człowiek. Zysk z pojedynczych transakcji jest często minimalny, ale ich skala i liczba zawieranych umów w cišgu jednego dnia tak duża, że zysk końcowy jest wyższy, niż mógłby osišgnšć makler działajšcy w tradycyjny sposób. W szczytowym momencie, w 2009 r., za ponad 70 proc. transakcji zawieranych na amerykańskich giełdach odpowiadały algorytmy HFT. Szacuje się, że obecnie stanowiš one ok. połowy wszystkich transakcji.

Możliwoœć zastšpienia ekonomistów czy prawników uczšcymi się programami znaczšco obniża wartoœć dodanš, zmniejszajšc też premię za ich kwalifikacje, co w efekcie utrudnia awans społeczny.

Jak bardzo technologie zmieniły wartoœć ich pracy, wiedzš też twórcy. W epoce cyfrowej możliwoœć swobodnego kopiowania i – co najważniejsze – dystrybucji ksišżek, muzyki, filmów odebrała zyski grupie uchodzšcej za trzon klasy œredniej. Zostanie twórcš, nawet mimo posiadania talentu i włożonej pracy, nie gwarantuje już takiego dobrobytu jak nawet 20 lat temu. W muzyce przejawem tego jest odwrót od sprzedaży płyt jako głównego Ÿródła zarobków twórców i powrót do tras koncertowych. Ostatnim albumem, który sprzedał się w ponad 40 mln egzemplarzy, był soundtrack z filmu „Bodyguard" z 1992 r. Z 30 najlepiej sprzedajšcych się płyt w historii tylko jedna – „21" Adele – wyszła po roku 2000.

Epoka niepewnoœci

Do tych wszystkich zjawisk dochodzi niestabilnoœć rynku pracy. Œwiat przyspieszył na tyle, że coraz trudniej wytrwać w jednym zawodzie całe życie, o jednym miejscu pracy nawet nie wspominajšc. – Pewnoœć zatrudnienia jest coraz mniejsza. Ludzie coraz częœciej muszš je zmieniać. Sš zawody, gdzie popyt na pracę bardzo maleje, a jednoczeœnie cały czas pojawiajš się nowe zawody. Dynamika na rynku pracy jest dużo większa – podkreœla dr Dominik Batorski.

Z amerykańskich danych wynika, że w cišgu całej kariery zawodowej statystyczny obywatel USA zmienia pracę ok. 12-krotnie. Przed 32. rokiem życia robi to aż czterokrotnie. W Polsce dokładnš liczbę takich zmian trudno ustalić. Samo pojęcie pracy staje się trudno definiowalne. Między innymi dlatego, że coraz rzadziej jest to zatrudnienie etatowe, a coraz częœciej zadaniowe – w formie umów o dzieło, zleceń czy samozatrudnienia. Trudno wówczas okreœlić, co jest zmianš pracy, a co po prostu wykonywaniem różnych zleceń.

Nie bez przyczyny niektórzy ekonomiœci i socjologowie twierdzš, że współczesne czasy wykształciły zupełnie nowš grupę społecznš – prekariat. Ludzi bez stabilnych warunków zatrudnienia, pracujšcych często poniżej swoich kwalifikacji, których zatrudnianie i zwalnianie niesie ze sobš minimalne koszty po stronie pracodawcy.

– Prekariat to efekt załamania się dotychczasowej œcieżki pracy najemnej. To nie znaczy, że spadajš dochody, nie ma już jednak dawnego bezpieczeństwa zatrudnienia i ludzie majš problem z układaniem życia. Po stronie posiadacza kapitału wszystko sprowadza się do obniżania ryzyka – mówi Paul H. Dembinski.

Swoje dołożyła też globalizacja. Rozwój technologii komunikacyjnych ułatwił œwiadczenie wielu usług na odległoœć, praktycznie z dowolnego miejsca na œwiecie. Wystarczy znaleŸć tylko miejsce, gdzie można to zrobić najtaniej. – W tym pędzie homogenizacyjnym lokalne struktury społeczne padajš – mówi Dembinski.

Bożek kosztu

Nasza cywilizacja wpadła w dyktat niskiego kosztu. Koncerny od dekad wypychajš produkcję tam, gdzie mogš mniej zapłacić za pracę. Co gorsza, ten proces zaczšł obejmować coraz więcej zawodów kojarzonych dotychczas z wyższš wartoœciš dodanš, a więc też z ludŸmi aspirujšcymi do klasy œredniej. Tzw. centra obsługi biznesowej (z ang. BPO), œwiadczšce usługi wykonywane dotychczas przez dobrze wykształconych młodych ludzi z krajów rozwiniętych, od lat przenoszone sš do krajów rozwijajšcych się. Beneficjentami migracji tego typu miejsc pracy jest m.in. Polska, ale motyw ich przeniesienia nad Wisłę, czyli obniżanie kosztów, sprawia, że te miejsca pracy nie tworzš u nas klasy œredniej, tylko powiększajš grupę osób z wyższym wykształceniem wykonujšcych pracę za stosunkowo niewysokie wynagrodzenie. Nie wspominajšc o tym, że œcieżki awansu, w tym finansowego, w tej branży sš znikome.

Zaletš BPO pozostaje lokalne obniżanie stopy bezrobocia wœród młodych, ale w skali globalnej zubażajš one zasób miejsc pracy z premiš finansowš pozwalajšcš na awans społeczny.

Dyktat kosztu widać też w samej strukturze zatrudnienia. Ucieczka firm od umów etatowych to efekt kalkulacji czysto kosztowej. Urlopy, choroby – to wszystko koszty, za którymi nie idš dla firmy przychody, traktowane sš więc jak puste przebiegi. Emerytura staje się sprawš indywidualnš, firma płaci tylko za wykonanš pracę. Powiększenie rodziny i urlopy macierzyńskie stajš się wyłšcznie problemami osób podejmujšcych takie decyzje życiowe, a nie przedsiębiorstw. Zarzšdzajšcy firmami, ich właœciciele, czyli posiadacze kapitału, coraz częœciej nie widzš potrzeby ani powodu, by odpowiadać za przyszłoœć osób odbywajšcych w ich formach krótkoterminowe przygody zawodowe. Tym bardziej gdy w krajach rozwiniętych w jednym miejscu pracy spędza się ok. czterech–pięciu lat.

Szukajšc państwa

Ryzyka zwišzane z życiem znowu, jak w XIX w., wracajš do jednostek. Przekłada się to na niepewnoœć, a ta na demografię. Bo jak w takich warunkach, gdy nie wiemy, czy nasz zawód za 30 lat będzie istniał, czy będziemy mieli jakieœ œwiadczenia emerytalne, mamy planować rodzinę, o jakiejkolwiek drodze do dobrobytu już nie mówišc...

– Ta zmiennoœć na rynku pracy i brak poczucia bezpieczeństwa sprawiajš, że pojawia się żšdanie, by państwo zwiększyło to bezpieczeństwo. Gospodarka rynkowa nie jest w stanie zagwarantować cišgłoœci zawodowej, a więc ktoœ musi wzišć na siebie tę gwarancję. Jeœli ciężar niepewnoœci egzystencjalnej schodzi na każdego z nas, to społeczeństwa staje się rozchwiane – podkreœla Paul H. Dembiński.

Stšd też pojawiajš się na pozór absurdalne pomysły dochodu gwarantowanego, testowane obecnie choćby w Finlandii. Chodzi o stałš pensję wypłacanš przez państwo każdemu obywatelowi, bez względu na to, czy pracuje czy nie.

– Widzimy próbę przenoszenia ryzyka egzystencjalnego z poziomu jednostki na coœ większego – kiedyœ było to przedsiębiorstwo, dziœ zastępuje je państwo. Stšd, by to zrównoważyć, wraca się do pomysłów większego opodatkowania kapitału, który nie chce na siebie brać tego ryzyka – mówi Dembinski.

Niestabilnoœć i tymczasowoœć wyraŸnie widać w tzw. sharing economy, czyli idei gospodarki współdzielenia. Firmy takie jak Uber czy Airbnb uważane sš za prekursorów zmiany w redystrybucji dóbr. Ich entuzjaœci podnoszš, że zwiększajš one możliwoœci zarobkowe tysięcy ludzi, którzy mogš dorobić, przewożšc innych prywatnym samochodem lub wynajmujšc im krótkoterminowo mieszkania, odbierajšc w ten sposób monopol taksówkarzom czy hotelom. W gruncie rzeczy zastępujš one jednak pracę stałš – lub inaczej, stabilny przychód – pracš dorywczš i przychodem ad hoc. Wpisujš się w duch epoki, baumanowskiej nowoczesnej płynnoœci.

Trudno zmierzyć, czy ich działalnoœć ma więcej beneficjentów czy tych, którzy na ich funkcjonowaniu tracš. Ale jedno pozostaje niezmienne – wcišż istnieje jakiœ poœrednik, który œcišga marże. Nie jest to już sieć hoteli czy korporacja taksówkowa, ale platforma cyfrowa.

– Kierowcy Ubera to zasób wymienialny i dlatego można im niewiele płacić. W efekcie zmian technologicznych zostajš zawody, w których ludzie sš łatwo wymieniani i w których możliwoœci zarobku sš bardzo nieduże – podkreœla dr Dominik Batorski.

Zwycięzca bierze wszystko

Wypychajšc miejsca pracy poza swoje struktury, czyli dokonujšc tzw. outsourcingu, korporacje pozbywajš się wysokich kosztów stałych. Pozwala im to szybciej reagować na zmieniajšce się otoczenie. Bo tak jak zmienia się sytuacja na rynku pracy, tak zmienia się œrodowisko, w którym działajš firmy. To zmniejsza z ich strony popyt na pracę.

– Studentom, którzy skończyli uczelnie wyższe, korporacje nie oferujš już tak wiele miejsc pracy jak dawniej. Jako profesor uniwersytetu w Amsterdamie obserwuję, że od kilku lat coraz więcej studentów decyduje się na założenie własnej firmy – mówi „Plusowi Minusowi" Han Gerrits, założyciel firmy Innovation Factory, kontrolowanej obecnie przez KPMG.

Powszechna obecnie moda na startupy jest więc odpowiedziš na pogarszajšce się perspektywy na rynku pracy. Młodzi ludzie z aspiracjami sami biorš swój los w swoje ręce, wierzšc, że to najlepszy sposób na osišgnięcie dobrobytu. Internet ułatwia im dotarcie do potencjalnych klientów. Biznes niekoniecznie musi się udać, takim przedsiębiorcom wystarczy, że jego potencjał dostrzeże jakiœ koncern i przejmie startup lub w niego zainwestuje. Wtedy pomysłodawcy i udziałowcy zostajš sowicie wynagrodzeni. Trudno jednak nazwać to dochodem z pracy czy budowš œcieżki kariery prowadzšcej do dobrobytu. To może i suta, ale jednak jednorazowa premia, na którš szansę majš nieliczni.

Jeszcze trudniej odnieœć sukces rynkowy. Internet ułatwił co prawda dotarcie do odbiorców, ale zglobalizował œwiat usług do tego stopnia, że ten, kto pierwszy wymyœli dany produkt lub usługę, zgarnia cały rynek. Naœladowców Facebooka było wielu, ale nawet podtrzymywany przy życiu przez bogaty koncern Google Plus nie jest w stanie sprostać wyzwaniu.

Erik Brynjolfsson i Andrew McAfee, autorzy ksišżki „Race against the machine", uważajš, że za powstanie „rynków, gdzie zwycięstwa bierze wszystko" odpowiedzialna jest właœnie cyfryzacja. Ludzie nie tracš już czasu, by testować dziesišty czy drugi najlepszy produkt na rynku, jeœli majš dostęp do tego najlepszego.

Zjawisko to uważane jest za jednš z przyczyn pogłębiajšcych się nierównoœci dochodowych. Powstaje wiele cyfrowych rynków, czasami kreowanych poprzez pojedyncze aplikacje, ale całš premię zgarniajš na każdym z nich jednostki. Cała reszta obchodzi się smakiem. Awans społeczny w epoce cyfrowej staje się domenš nielicznych.

Wypłukiwanie z rynku zawodów z wyższš premiš za wykształcenie może mieć bezpoœrednie przełożenie na tworzenie się klasy œredniej. Grupy społecznej charakteryzujšcej się stabilnym poziomem dobrobytu i wykonywaniem pracy umysłowej, a także – co może najważniejsze – głównego odbiorcy i konsumenta kultury. To klasa œrednia w większoœci krajów dyktuje wzorce i to ona aspiruje do wyróżniania się czymœ więcej niż dochodem.

W Polsce jej liczebnoœć szacowana jest przez firmę doradczš KPMG na ok. milion osób. Ale próg przynależnoœci do klasy œredniej jest tu ustalony niemal wyłšcznie przychodowo, i to doœć nisko – na poziomie ok. 7 tys. zł brutto płacy miesięczne. To niewiele więcej, niż wynosi płaca minimalna w Niemczech. Dr Dominik Batorski: – Stšd bardzo istotne pytanie, czy to, co się teraz dzieje na rynku pracy, to nie jest przypadkiem zanikanie zawodów klasy œredniej...

Dla wielu Polaków, którzy nie dziedziczš majštków i budujš swój dobrobyt dzięki pracy, znalezienie się w klasie œredniej jest synonimem awansu społecznego. Zanikanie celu aspiracji najbardziej ambitnych grup społecznych nie jest problemem tylko jednostek, ale i całego społeczeństwa. Ludzie z natury muszš mieć do czego aspirować. I nie chodzi tylko pienišdze.

Siła woli

Najbardziej poszukiwani pracownicy w Polsce to wcale nie przedstawiciele zawodów wymagajšcych wyższego wykształcenia, ale posiadacze konkretnych fachów. Z Barometru Zawodów 2017 stworzonego na zlecenie Ministerstwa Pracy wynika, że nad Wisłš najbardziej potrzeba kierowców, spawaczy, pielęgniarek, położnych, kucharzy, fryzjerów. Nawet jeœli nie mogš oni liczyć na pensje programistów, pokazuje to zmianę trendu na rynku, na którym połowa pracodawców twierdzi, że ma problemy ze znalezieniem pracowników. Coraz częœciej bowiem o znalezieniu pracy nie decyduje dyplom, ale umiejętnoœci i osobowoœć. – Zdobyte wykształcenie to nie jest często to, co człowiek potrafi. Metakompetencje, takie jak zdolnoœć uczenia się i radzenia w stresujšcych warunkach, zwykle na dyplomach nie figurujš – mówi Paul H. Dembinski.

To tak jak w sporcie, gdzie o sukcesie decyduje nie tylko talent, ale tzw. czynniki wolicjonalne – determinacja, ambicja oraz praca włożona w osišgnięcie celu. – W pewnym sensie cała gospodarka staje się coraz bardziej podobna do sportu. Jeœli jesteœ w stanie przebić się w NBA, zarabiasz miliony, jeœli nie, otrzymujesz raczej œrednie zarobki za niekoniecznie wyjštkowš pracę. Gwiazdy generujš dużš wartoœć, co daje przesłanki do wysokich zarobków, które z kolei kształtujš oczekiwania pozostałych, a przecież ludzi, którzy dojdš do statusu gwiazdy, siłš rzeczy nigdy nie będzie dużo. Ten proces koncentrowania wysokich „nagród" w rękach tylko częœci „graczy" zachodzi na całym œwiecie, także w krajach rozwijajšcych się – podkreœla Joanna Tyrowicz.

Całkowicie zmienia to dotychczasowe œcieżki awansu społecznego. Dużo łatwiej go dokonać stajšc się medialnym celebrytš, o których z przekšsem mówi się, że sš znani z tego, że sš znani. Ale do tego też potrzebna jest ambicja i determinacja. Niekoniecznie wykształcenia.

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL