Joanna Szczepkowska: Katolicyzm Prawa i Sprawiedliwości

aktualizacja: 23.06.2017, 22:25
Foto: Fotorzepa

Często spotykam się ze stwierdzeniem: – Pani felietony stały się bardzo polityczne. Kiedy to słyszę, przypomina mi się pewien epizod ze stanu wojennego.

REDAKCJA POLECA

Jechałam taksówką, żeby zdążyć do domu przed godziną milicyjną. Stanęliśmy na światłach i nagle zobaczyłam, jak w bramie dwóch milicjantów wykręca ręce jakiemuś małemu chłopcu. Drugi stał przerażony z podniesionymi rękami. Strasznie to wyglądało, więc mówię: – Niech się pan zatrzyma, może uda się pomóc. Taksówkarz szybko wcisnął gaz, odpowiadając: – Ja się do polityki nie mieszam...

Jadąc dalej, myślałam o granicach słowa „polityka". Przesuwają się zależnie od okoliczności. W stanie wojennym nawet agresja wobec dziecka może być polityką. Zastanawiam się teraz, czy rzeczywiście pisząc choćby o sprawach uchodźców, na pewno wkraczam w sferę polityki. W obu wypadkach pojawia się pytanie: pomóc czy nie pomóc komuś, kto jest ofiarą silniejszego. Czy to jest pytanie polityczne? To jest pytanie moralne. Czy jeśli słyszę, co mówi Jarosław Kaczyński na miesięcznicach, i widzę, że nie ma to nic wspólnego z modlitwą, że raczej jest to antymodlitwa, czyli podsycanie nienawiści, to czy moje wrażenia są natury politycznej? Moje wrażenia są natury moralnej.

Co ciekawe, całkiem odwrotnie było za poprzedniej ekipy. To, co wtedy krytykowałam, uznawano za język moralności, a ja widziałam w tym czystą politykę. Politykę wprowadzaną cichaczem, pod płaszczykiem uczuć wyższych. Bo przecież piękne i ważne jest słowo „tolerancja". I „równość". Jeśli jednak tolerancja wobec mniejszości zamienia się we władzę mniejszości, to już jest to polityka. Jeśli nie możesz skrytykować postępowania mniejszości, to już jest to reżim. Jeśli do tak pięknego i potrzebnego aktu prawnego, jakim jest konwencja antyprzemocowa, wprowadza się wątek „płci kulturowej", to jest to polityczna blokada takiego aktu wobec wielu, którzy podpisaliby się pod tym dokumentem. Nie zapomnę sejmowej dyskusji na ten temat: „Nie seksualizujcie naszych dzieci" – mówiła wtedy posłanka Beata Kempa, a ja byłam po jej stronie.

Nie muszę chyba mówić, ilu przyjaciół wtedy straciłam. Jak można być po stronie Beaty Kempy? Można, bo dominacja tematu seksu była oczywista i całkowicie niespójna z problemami, jakie nam świat szykował. Oni wygrają, pomyślałam wtedy, słuchając jej przemówienia. Bo wtedy po ich stronie była moralność, a po tamtej polityka. Polityka wobec naszej świadomości, kształtowania jej na siłę, na czas, byle się znaleźć w czołówce liberalnych demokratów. I nagle wszystko się odwróciło. To, co było moralnością, zmieniono w politykę. Bo jak inaczej rozumieć słowa ministra Gowina? W sprawie uchodźców nie zgadza się z papieżem i biskupami, bo – jak powiedział – jego teren to polityka. Jeżeli dobrze rozumiem, minister Gowin należy do grupy wyznaniowej innej niż katolicyzm. Bo katolicyzm opiera się na kościelnej hierarchii, co zresztą wielu innym grupom wyznaniowym się nie podoba. Świadomy dorosły katolik wie jednak, że podlega regułom wyznania, bo bez nich przynależność do Kościoła katolickiego nie ma sensu. To grupa wyznaniowa, która idzie za głosem hierarchów, zwłaszcza Ojca Świętego.

Wybór papieża poprzedzają głębokie modlitwy, w czasie których oczekuje się znaku Ducha Świętego. Z tą pomocą według katolików wybiera się głowę Kościoła, stąd doktryna o jej nieomylności. Katolik nie może ot tak sobie powiedzieć: mam inne zdanie niż głos z Piotrowej Stolicy, bo stoi mi na przeszkodzie polityka. Każdy ma prawo, oczywiście, myśleć tak, czuć i tak postępować, tylko jasne jest wtedy, że odchodzi od ducha Kościoła katolickiego. Chyba że cichaczem powstaje nowy odłam katolicyzmu: katolicyzm Prawa i Sprawiedliwości. Wtedy jednak proponuję zająć się nie tyle konstytucją, ile katechizmem. Skreślić przykazanie: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną", drugie zmienić tak, by zamiast: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił", było: „Modlitwą wrogów wyklinaj". A ewangeliczne: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego", na: „Samego siebie chroń przed bliźnim swoim". I otrzymamy nową grupę wyznaniową, mocno reformatorską. Tak to powoli w Polsce polityka staje się religią. 500+ to nasze trzydzieści srebrników. Taki to zamach stanu się dokonuje.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

POLECAMY

KOMENTARZE