Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Colson Whitehead: Nowa gwiazda amerykańskiej literatury

Rzeczpospolita
Deszcz nagród dla solidnej „Kolei podziemnej" Colsona Whiteheada to kolejny przykład triumfu politycznej poprawnoœci.

Trudno mieć wštpliwoœci co do tego, że amerykańska proza przeżywa złoty wiek. Jedyne, co dziwi, to konsekwentne pomijanie takich gigantów jak Philip Roth (już na pisarskiej emeryturze), Cormac McCarthy, Don DeLillo czy Thomas Pynchon (wszyscy wcišż piszš) przez Akademię Szwedzkš podczas przyznawania Nagrody Nobla. Ale nie samym starym pokoleniem żyjš Amerykanie. Następców nie brak – od błyskotliwych autorów opowiadań jak George Saunders i Wells Towers po powieœciopisarzy, z Jonathanem Franzenem, Jeffreyem Eugenidesem i Jonathanem Safranem Foerem na czele. W 2016 r. na nowš wielkoœć wyrósł zaœ nowojorczyk Colson Whitehead.

Whitehead globalny sukces osišgnšł dopiero szóstš powieœciš, ale już wczeœniej był w ojczyŸnie œwietnie rozpoznawany: nietłumaczone na polski „Dni Johna Henry'ego" („John Henry Days"), które opowiadajš o bohaterze ludowym pracujšcym przy budowie kolei, zostały nominowane do Nagrody Pulitzera, jego debiut, również nietłumaczony, zatytułowany „Intuicjonista" („The Intuitionist") znalazł się w finale prestiżowej Hemingway Foundation/PEN Award, a pišta powieœć „Zona Jeden" („Zone One") z postapokaliptycznym Nowym Jorkiem na pierwszym planie wylšdowała na liœcie bestsellerów „New York Timesa", w którego prestiżowym niedzielnym magazynie Whitehead pisuje zresztš od dwóch lat felietony poœwięcone językowi.

„Kolej podziemna" wywindowała go jednak na absolutny szczyt. Powieœć uhonorowano dwiema ważnymi nagrodami: pożšdanš w œwiatku literackim National Book Award i medialnym Pulitzerem. Wczeœniej taki dublet przypadł ledwie pištce autorów: Williamowi Faulknerowi, Bernardowi Malamudowi, Alice Walker, Johnowi Updike'owi i – jako ostatniej w 1994 r. – Ednie Annie Proulx.

Pulitzery na wyrost

Nic więc dziwnego, że ksišżkę przetłumaczono na ponad 30 języków, znalazła się ona wœród pozycji polecanych przez Klub Oprah Winfrey, co zwykle znaczšco podnosi sprzedaż, prezydent Barack Obama – pod koniec drugiej kadencji – uwzględnił jš na swojej niedługiej wakacyjnej liœcie lektur, a prawa do ekranizacji w formie miniserialu kupił Amazon (reżyserował będzie Barry Jenkins znany z oscarowego „Moonlight"). „Kolej podziemna" to właœciwie pewny hit na każdym rynku, tyle że powiedzmy sobie otwarcie: hit na wyrost, bo to powieœć tylko i aż solidna. Nim zajmiemy się tym, dlaczego na wyrost i dlaczego solidna, warto odpowiedzieć na pytanie, skšd w takim razie wzišł się sukces Whiteheada.

Najprostsza odpowiedŸ brzmi: nowojorczyk trafił z powieœciš w idealny moment. Po pierwsze, czarna kultura Ameryki przeżywa doskonały czas, czego dowodem choćby wspomniany „Moonlight" czy inny oscarowy obraz, „Zniewolony. 12 years a slave", za który Steve McQueen dostał Oscara jako pierwszy czarnoskóry reżyser. Dodajmy do tego podejmujšcy problematykę rasowš w zniuansowany sposób serial „American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona" oraz dwie znakomite, niepublikowane u nas ksišżki: „Negroland" Margo Jefferson, pamiętnik przybliżajšcy kłopoty, z jakimi mierzyła się autorka, dorastajšc w kręgu tzw. czarnej burżuazji, i „Między œwiatem a mnš" („Between the World and Me") Ta-Nehisi Coatesa, opowieœć – w formie listu do nastoletniego syna autora – o tym, co to znaczy być czarnym w Ameryce. O listach przebojów, na których królujš niepodzielnie raperzy, nie ma nawet co wspominać, bo do tego wszyscy zdšżyli się przyzwyczaić. Choć warto zauważyć, że poœród hiphopowców sš i takie postaci jak tworzšcy zaangażowanš muzykę Kendrick Lamar, którego „Alright" stało się nieoficjalnym hymnem ruchu Black Lives Matter.

Druga rzecz to problemy rasowe w Stanach Zjednoczonych, które wbrew pozorom po zniesieniu niewolnictwa i zlikwidowaniu przywilejów białych wcale nie zniknęły. Gdy więc – jak obecnie – do głosu dochodzš politycy grajšcy na ksenofobicznych nastrojach, liberalni krytycy zaczynajš się kierować nie tylko literackimi kryteriami.

Po trzecie i najważniejsze: Ameryka przeżywa dziœ czas literackich rozliczeń z własnš historiš, i to nie tylko z rasizmem i niewolnictwem. Doskonałym tego przykładem jest sukces powieœci „Sympatyk" Viet Thana Nguyena, amerykańskiego pisarza o wietnamskich korzeniach. Nguyen opowiada wojnę w Wietnamie z nieznanej poza krajem jego pochodzenia perspektywy. Ksišżkę, podobnie jak „Kolej podziemnš", wyróżniono Pulitzerem. Problem w tym, że niewiele tę nagrodę pod kštem artystycznym usprawiedliwia. Owszem, Nguyen sprawnie zaczyna, łšczšc antywojennš groteskę spod znaku „Paragrafu 22" Josepha Hellera z nihilizmem Chucka Palahniuka, szybko jednak jego powieœć traci rozpęd i pogršża się w niezbyt oryginalnych postkolonialnych dywagacjach i doœć bezbarwnie przedstawionym życiu wietnamskiej diaspory. Zamiast inteligentnej gry z konwencjš pulpowej powieœci szpiegowskiej, której można by się spodziewać (wszak główny bohater to szpieg grajšcy na dwa fronty), dostajemy rozwodnionš powieœć grzęznšcš w niepotrzebnych wštkach pobocznych. Tempo ksišżki siada po stu stronach, językowo Nguyen porywa ledwie w kilku miejscach, a Pulitzera wytłumaczyć można chyba tylko ważnym tematem i amerykańskš potrzebš ekspiacji.

Prymus z kursu pisania

Z powieœciš Colsona Whiteheada jest trochę jak z „Moonlight", „Zniewolonym" czy „Sympatykiem" – można odnieœć wrażenie, że nagrodzony został tutaj temat i publicystyczna wrażliwoœć autora, nie zaœ samo dzieło, choć gwoli sprawiedliwoœci należy dodać, że „Kolej podziemna" to rzecz o klasę lepsza od ksišżki Nguyena. Od poczštku do końca nie ma wštpliwoœci co do tego, że Whitehead potrafi zdecydowanie lepiej od autora „Sympatyka" opowiadać. Siła jego powieœci zasadza się przede wszystkim na dobrze oddanych realiach i sensacyjnej fabule.

Krytycy nazywajš nawet „Kolej" thrillerem, ale to chyba za mocne słowo, bo wprawdzie losy uciekajšcych z plantacji bohaterów œledzi się z przejęciem, ale nie trzymajš one przez cały czas w napięciu. Napięcie raz jest, raz go nie ma, równie ważny jest bowiem opis życia traktowanych jak przedmioty „smoluchów".

Najpierw trafiamy do Georgii, a właœciwie do Liverpoolu, bo tam zaczyna się handel trójkštny. Z Anglii rum i proch płynš na afrykańskie Złote Wybrzeże. Stšd zaœ Ajarry, babka głównej bohaterki Cory porwana przez Dahomejczyków gdzieœ w interiorze, trafia do Stanów Zjednoczonych – najpierw przechodzi kwarantannę, a potem zostaje sprzedana za 226 dolarów na aukcji w Charleston; na licytacji pojawia się wiele urodziwych czarnych kobiet, więc Ajarry osišga stosunkowo niewysokš cenę.

Podczas gdy statek z bawełnš i tytoniem rusza z powrotem do Liverpoolu, Ajarry zaczyna nowe, koszmarne życie. Z pištki jej dzieci tylko Mable dożyje pełnoletnioœci. Matka Cory całe swe życie spędzi na plantacji Randallów, zanim ucieknie w nieznane. Córka po latach podšży w jej œlady, przeczuwa bowiem, że jeœli zostanie, właœciciel plantacji Terrance Randall, prawdziwy potwór, nie da jej już spokoju. Ucieka więc z Caesarem, który wychował się na północy kraju i prawdziwej niewoli zaznał dopiero jako dorosły. Pomaga im w tym – fikcyjna, oczywiœcie – kolej podziemna: sieć magistral i sekretnych tras biegnšca z południa na północ. Pocišgi kolei, na rzecz której pracujš biali i czarni abolicjoniœci, kursujš nieregularnie, lecz dzięki nim udaje się ocalić niektórych zbiegów. Dodać warto, że bodaj najciekawszš i najlepiej zarysowanš z doœć jednowymiarowych postaci jest polujšcy na niewolników Ridgeway, który przypomina nieco sędziego z arcydzieła Cormaca McCarthy'ego „Krwawy południk". Być może gdyby to zagadkowy nihilista Ridgeway znalazł się w centrum „Kolei podziemnej", zachwyty krytyków i nagrody byłyby jak najbardziej na miejscu.

Tymczasem o ile można się zgodzić z czołowš krytyczkš „New York Timesa" Michiko Kakutani, że Whitehead „opowiada historię niezbędnš, by zrozumieć amerykańskš przeszłoœć i teraŸniejszoœć" i wiele zawdzięcza takim klasycznym dziełom autorstwa Afroamerykanów jak „Umiłowana" Toni Morrison czy „Niewidzialny człowiek" Ralpha Ellisona, o tyle już trudniej przystać na porównania z Jonathanem Swiftem (jedno ewidentne zapożyczenie), Franzem Kafkš czy Jorge Luisem Borgesem. Mówimy jednak o prozie zupełnie innej rangi.

WeŸmy zresztš wspomnianš noblistkę Morrison. Jej „Umiłowana" czerpie wprawdzie z południowoamerykańskiego realizmu magicznego, ale niewštpliwie jest dziełem wielkiej miary. Gdyby postawić obok niej „Kolej podziemnš", trzeba by stwierdzić, że u Whiteheada nie ma choćby jednej sceny tak mocnej, tak porażajšcej i sugestywnie przedstawionej, jak ta, w której właœciciel niewolników wkłada Paulowi D. wędzidło niczym w pysk koniowi. U Whiteheada nawet scena, w której uciekinier zostaje polany oliwš i podpalony – podczas gdy biały właœciciel wraz z goœćmi swobodnie biesiaduje nieopodal katowanego niewolnika, dopóki krzyki nie zmuszajš go do zaproszenia przybyłych do domu – nie budzi takiej grozy jak obrazy z „Umiłowanej".

Z jednej strony z pewnoœciš to kwestia warsztatu, nowojorczykowi bowiem brakuje po prostu narzędzi potrzebnych, by uzyskać odpowiedniš głębię opisu, z drugiej pewnej wtórnoœci, przewidywalnoœci, publicystycznego zacięcia i dialogów przypominajšcych zwykle filmowe kwestie, a nie prawdziwš mowę. Całoœć sprawia przez to wrażenie dzieła, które wyszło spod pióra najlepszego absolwenta na kursie kreatywnego pisania – nawet sama struktura ksišżki przypomina idealny „Przepis na dobrš powieœć": długie rozdziały, w których rozwija się akcja, otwierajš ogłoszenia prasowe na temat zbiegłych niewolników, po każdym z nich zaœ otrzymujemy kilkustronicowe przerywniki, w których Whitehead przedstawia biografie kilkorga bohaterów.

A jednak tu jesteœmy

Publicystyczny ton bywa zaletš powieœci, ale i jej największš obok przezroczystego języka wadš. Zaletš jest wtedy, gdy Whitehead osišga – œwietnie oddanš w przekładzie Rafała Lisowskiego – błyskotliwš aforystycznš zwięzłoœć, jak choćby w zdaniu: „Na południu biały był zrodzony z diabła i nie mogłeœ przewidzieć jego kolejnego podłego czynu", czy ujmujšcym istotę niewolnictwa fragmencie: „Amerykańska specyfika polegała na tym, że ludzie też sš rzeczami. (...) Młoda niewolnica zdolna wyrzucać z siebie małe była jak mennica: pienišdze, które rodzš pienišdze". W krótkich sylwetkowych rozdziałach nowojorczyk również wypada œwietnie. Trudno też z tej perspektywy kłócić się z przedstawieniem Deklaracji Niepodległoœci, zbyt wiele jednak tu zgrabnych, felietonowych oczywistoœci, brzmišcych jak wyimki z najpopularniejszymi kwestiami z Orwella o równoœci i wolnoœci: „Niewolnictwo było grzechem, kiedy to białym nakładało się jarzmo. Wszyscy ludzie stworzeni sš równymi, chyba że uznamy, że nie jesteœ człowiekiem".

Znajdziemy tu ponadto wszystko, czego można by się po powieœci o niewolnictwie spodziewać: pracę na plantacji bawełny, lincze, ucieczki, łagodniejszš wersję rasizmu spod znaku „Służšcych", a na dobitkę coœ o Indianach. Jeœli cokolwiek odbiega tutaj od przewidywanego scenariusza, to ukazanie hierarchii nieszczęœć i zła, w której swojš rolę – jak obozowi kapo – odgrywajš też niewolnicy, bo jak zauważa jeden z bohaterów, „biali cię sponiewierajš, ale czasem kolorowi też".

Ale to trochę za mało, by uznać, że nowojorczykowi udało się osišgnšć pisarskš autonomię. Rodakom słuszne oskarżenia Whiteheada przypadły jednak do gustu. W jego frazach Ameryka szuka rozgrzeszenia. Posłuchajmy: „Ten naród nie powinien istnieć, jeżeli istnieje sprawiedliwoœć na tym œwiecie, jest bowiem zbudowany na mordzie, kradzieży i okrucieństwie. A jednak tu jesteœmy".

Colson Whitehead, "Kolej podziemna", przeł. Rafał Lisowski, Wydawnictwo Albatros

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL