Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Jeszcze jedno uderzenie księdza

materiały prasowe
Uwielbiam pierwsze utwory na płytach z cięższš muzykš. Często to one ustawiajš całš resztę.

Nie byłoby „Czarnego Albumu" Metalliki bez ciosu między oczy, jakim jest riff „Enter Sandman". Nie byłoby „Kings Of Metal" Manowaru bez bezkompromisowego „Wheels Of Fire", a „Reign In Blood" Slayera nie byłoby tym samym, gdyby nie otwierał go „Angel of Death". Jak to wyglšda na nowej płycie Judas Priest? Utwór tytułowy, „Firepower": umiarkowanie szybkie tempo, riffy jak żyletka z okładki „British Steel", w zwrotce patos rodem z „Hell Patrol", w refrenie ostroœć z „Electric Eye". Te wszystkie nawišzania biorš się stšd, że oczywiœcie Judas Priest nie wymyœla na nowej płycie nic nowego. Ale to nie za innowacje kochamy dziœ Halforda i ekipę.

Trzeba jednak przyznać, że w latach 70. ich muzyka była bardzo innowacyjna. Muzycy z Birmingham byli prekursorami heavy metalu, zainspirowali setki wykonawców, choćby Slayera, który nagrał jeden z wczesnych utworów Judas Priest, „Dissident Aggressor" (choć paradoksalnie to wersja oryginalna wydaje się mocniejsza, bardziej energetyczna). Jednak Bogowie Metalu nie byli ostatnio w najwyższej formie. Po słabym „Redeemer of Souls" obawy były na miejscu. Czy zasłużony i niemal już 67-letni Robert John Arthur Halford nie powinien czasem odejœć już na emeryturę? Czy kolejna płyta może jeszcze przynieœć œwieżoœć? A jednak. Oto jeszcze jedno uderzenie Księdza Judasza.

Riff „Hell Patrol" przypomina też do złudzenia motyw z następnego na płycie „Lightning Strike". Kolejne utwory kroczš w œrednim tempie, a „Never The Heroes" zaczyna się wręcz jak metalowa ballada, aż dochodzi do chóralnego, ekstatycznego refrenu. Pod pozornym spokojem „Children of the Sun" kryje się dramatyczny protest song o tym, co dzieje się wokół nas: „Eden opustoszał/ Œmiercionoœna trucizna w powietrzu/ Klęknij i przebacz/ Póki jeszcze czas".

I nagle... zaraz, co to? Fortepian? Minutowa wstawka „Guardians" to wstęp do „Rising From Ruins". Znów Halford œpiewa czystym, niskim głosem, bez krzyku. Wszystko rozumiem, nie zawsze można szaleć, ale w tym momencie słuchacz może się czuć już trochę znudzony. „Firepower" to płyta doœć długa, całoœć trwa niemal godzinę, na co składa się aż czternaœcie utworów. Doœć blady „Flame Thrower" nie poprawia sytuacji. Na poczštku żarło, żarło... i potem trochę zdechło. Chłopaki, podnieœcie się!

Chyba dopiero solidny, rockowy „No Surrender" pozwala się obudzić. Tylko trzy minuty, ale za to konkretnie. Melodyjne gitary (trochę przywodzšce swoim brzmieniem na myœl Wishbone Ash). Także utrzymany w kroczšcym tempie „Lone Wolf" potrafi utrzymać uwagę słuchacza. I wreszcie „Sea of Red" – wzniosły, rozbudowany hymn w starym, dobrym heavymetalowym stylu, rozpoczynajšcy się od spokojnego, nieco folkowego œpiewania. Oczywiœcie w pewnym momencie dochodzi mocniejsza gitara, aż wreszcie na tle dopowiadajšcych coœ od czasu do czasu chórów rozwija się solówka. I refren jak przypieczętowanie. Koniec.

Zespół jakoœ dramatycznie nie przemęcza się na „Firepower". Większoœć utworów jest – tak to można nazwać – stonowana. Zdarzajš się oczywiœcie cały czas potężne riffy, ale Halford już rzadko używa swojej najsilniejszej broni – tego cudownego wycia w wysokich rejestrach, znanego z „Painkiller" czy „Resurrection". Mimo to „Firepower" słucha się przyjemnie, a takie „Sea of Red" potrafi wzruszyć. Zresztš... czas jest nieubłagany.

Kilka miesięcy temu Glenn Tipton zaanonsował wycofanie się z koncertów ze względu na poważnš chorobę. Dajmy się więc ponieœć sile ognia. Wsłuchajmy się w „Firepower", bo kto wie, może to już ostatnia płyta Judasów.

Judas Priest, „Firepower", Columbia Records

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL