Plus Minus

Joanna Szczepkowska: Poczucie wyższości w obrębie jednego gatunku

Fotorzepa, Darek Golik
Kiedy jeszcze żył Lech Kaczyński, a ja współpracowałam z „Gazetą Wyborczą", często miałam okazję czytać porównania rządów Lecha Kaczyńskiego do stalinizmu.

Mocno zaniepokojona napisałam wreszcie niewielki tekst o tym, co sadzę na temat używania takich haseł. Stalinizm to były obozy, zagłada, głód. Sięganie do takich porównań, gdy zjawiska te w Polsce nie występują, jest nie tylko nieuczciwe, ale też paraliżujące. Jeśli, co nie daj Boże, naprawdę nadejdą podobne stalinizmowi czasy, nie będzie już wiarygodnych słów na nazwanie tego, co nas otacza. Tak napisałam wieczorem, posłałam, a rano było wydrukowane.

Co się działo!! Ile ja się nasłuchałam od redakcyjnych przyjaciół, a ile redaktor, który to puścił do druku!! Usłyszałam przede wszystkim, że nie jestem nikim na tyle ważnym, by w ogóle zajmować stanowisko w tej sprawie. Trwałam przy swoim. Minęło parę lat, a mnie z kolei z powodu użycia słowa „homolobby" „wyorbitowano" w rejony nazizmu. Bez komentarzy cytowano tekst Roberta Biedronia „Słowa Szczepkowskiej jak antysemicka retoryka, ja się boję". Moje drogi z „Gazetą" się rozeszły, a po kilku felietonach w „Do Rzeczy" odeszłam stamtąd z kolei w proteście przeciw prześmiewczej okładce z Donaldem Tuskiem. Była dla mnie równie nie do przyjęcia jak słowa o stalinizmie czy antysemityzmie.

Mam różnych czytelników. Jedni komentują w Internecie: „Jaka naiwna, wierzy lewakom", drudzy „Jaka naiwna, wierzy prawicy", a są jeszcze tacy, jak na przykład Seweryn Blumsztajn, który niedawno przypisał mi propisowskie poglądy. „Skąd to? – pytam. – Przecież w każdym niemal tekście podkreślam, że nie jestem zwolenniczką PiS". „Nie czytam tego co ona pisze" – odpowiedział. Można i tak. Staram się jednak widzieć sprawy takie, jakie są, bez żadnej propagandy, i dlatego teraz mogę powiedzieć z czystym sumieniem: bardzo się boję. Boję się na poziomie takim, na jakim człowiek boi się o życie. Boje się Macierewicza, ale najbardziej boję się słów Jarosława Kaczyńskiego o lepszej i gorszej części narodu. Można tego słuchać w okresie przedwyborczym, ale przecież jest on już za nami. Kiedy jednak ciągle słucham o gorszych i lepszych Polakach, przychodzą mi do głowy tamte skojarzenia. Do dziś wszyscy, którzy interesują się II wojną światową, zadają sobie pytanie, jak to było możliwe, że nawet ci wykształceni, kulturalni, osłuchani z wielką muzyką Niemcy byli w stanie mordować cywilów, patrzeć na ich cierpienia i strach. Jednym z najstraszniejszych dokumentów są do dziś dzienniki Rudolfa Hoessa. Opisując zachowania ludzi przed wejściem do komory gazowe, ten człowiek sam sobie współczuje, że musi takie rzeczy oglądać. Ile spostrzeżeń, refleksji przychodzi mu do głowy, kiedy stoi przed ludźmi, którzy rozbierają się przed śmiercią. Niektórzy z nich – jak pisze – to ludzie „wysoko urodzeni". Przyglądanie się ich zachowaniu Hoess traktuje niemal jak studia nad człowiekiem. Nie dopuszcza do siebie myśli, że z tym mężczyzną, który zdejmuje z siebie „dobrze skrojone spodnie", mógłby jeszcze niedawno grać w szachy. Takich jak Hoess było wielu, ale jak to możliwe? Możliwe jest to tylko przez dokonywanie podziału na ludzi lepszych i gorszych. Zagłuszone sumienie, a może raczej powstałe dzięki temu zdziczenie, może się dokonać tylko jeśli wmówimy sobie własną wyższość nad resztą gatunku.

Niedawno w CNN oglądałam reportaż o chłopaku, który pochodzi z europejskiej inteligenckiej rodziny, a przeszedł fanatycznie na stronę „świętej wojny". On nie chce pieniędzy, szczęścia rodzinnego – chce żeby „dobro zwyciężyło nad złem", a złem jest gorsza, nieislamska część ludzkości. I dokładnie tak jak Rudolfowi Hoessowi jest mu naprawdę żal, ze trzeba dokonywać egzekucji. Przyznaje, że straszne jest stracić córkę w zamachu bombowym, na ulicy czy w bistro. Rzecz w tym, że to wojna lepszych z gorszymi, a na wojnie wiadomo... młodzi giną. Jak to jest możliwe? – pyta sam siebie ojciec tego chłopca. Co pchnęło syna do przekonania, że ludzie dzielą się na lepszych o gorszych?

Jeśli piszę o strachu, to nie chodzi mi o Macierewicza czy Kaczyńskiego – nie o nich samych, tylko o takich chłopców, jak ten z reportażu. Co zrobić, żeby stojąc w tłumie przed Kaczyńskim, nie nabrał pewności, że człowiek dzieli się na gatunki i podgatunki? Szkoda, że nie ma centrowej opcji w naszym Sejmie. Może część PiS-owców przeszłaby tam, gdzie ludzi dzielą poglądy, a nie ludzie.

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL