Kościół według Ratzingera

aktualizacja: 19.04.2017, 13:55
Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak

12 lat temu, 19 kwietnia 2005 roku, niemiecki kardynał Joseph Ratzinger został obrany papieżem. Po abdykacji na Benedykta XVI nie patrzy się już przez pryzmat bieżących wydarzeń, lecz jego dzieła i nauczania. Co nam zostawia 90-letni dziś papież emeryt?

REDAKCJA POLECA
16.04.2017
Konserwatystów kłopot z Jezusem
16.03.2017
Teorie spiskowe. Czy Franciszek zwalczał Benedykta XVI
24.12.2016
Watykan: Franciszek odwiedził Benedykta XVI i złożył mu życzenia
Kariera.pl
Menedżer nie musi być wiecznie lojalny wobec dawnej firmy
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

W niedzielę 16 kwietnia 2017 r. Joseph Ratzinger obchodził 90. urodziny. Choć po abdykacji ograniczył do minimum publiczną aktywność oraz papieską symbolikę, nie wypowiada się na aktualne kościelne tematy, to jego znaczenie trzeba widzieć w perspektywie długiego trwania, gdzie książki i myśli stają się odniesieniem dla kolejnych pokoleń wierzących.

Długowieczność ojca Benedykta – poprosił, by w taki sposób zwracano się do niego po abdykacji – ma znaczenie w przekazie ciągłości jego nauczania. Joseph Ratzinger nie jest traktowany jak postać historyczna, a jego oddziaływanie ma znaczenie dla kolejnych pokoleń katolików. To jeden z ostatnich żyjących architektów Soboru Watykańskiego II, współtwórca wizji Kościoła Jana Pawła II, współuczestnik czasów upadku dyktatur i wreszcie papież prowadzący Kościół już w nowym tysiącleciu. Ten delikatny i kruchy fizycznie człowiek, z racji niezwykłych talentów zwany swego czasu pancernym kardynałem, stał się jedną z czołowych postaci współczesnego Kościoła i naznacza jego rozumienie w najbliższej przyszłości.

Przeciw teologii wyzwolenia

Syntetyczne nakreślenie sylwetki szacownego jubilata jest niezwykle trudne. Przez większość życia Josepha Ratzingera przewijają się kluczowe dla Kościoła sprawy. Na szerokie wody młody profesor teologii wypływa jako doradca teologiczny kard. Josepha Fringsa z Kolonii, jednej z czołowych postaci Soboru Watykańskiego II. Liczne pobyty w Rzymie pozwalają Ratzingerowi poznać najważniejsze postacie Kościoła, w tym Henriego de Lubaca, a on sam staje się rozpoznawalną postacią w środowisku teologów. W 1972 r. wraz z de Lubakiem i Hansem Ursem von Balthasarem zakładają międzynarodowe czasopismo teologiczne „Communio".

Po soborze prof. Ratzinger przenosi się z Uniwersytetu Bońskiego do uczelni Munster, a następnie do Tybingi. Tam doświadcza rewolucji obyczajowej 1968 r., która wywołuje jego stanowczy sprzeciw. Nie chce wpisać się w rolę bojownika, dlatego przenosi się do Uniwersytetu w Regensburgu w Bawarii, gdzie przy miejscowej katedrze jego brat prowadzi chór. Przyszły papież awansuje, pełni funkcję prorektora uniwersytetu. Przełomem w jego życiu jest otrzymanie arcybiskupstwa Monachium w 1977 r. Za hasło biskupie przyjmuje „cooperatores veritatis" – współpracownicy prawdy.

Miejscem jego misji stanie się jednak nie Monachium, lecz Rzym. Po wyborze Karola Wojtyły otrzymuje od papieża propozycję objęcia Kongregacji Wychowania Katolickiego. Odmawia, tłumacząc to potrzebami duszpasterskimi. W roku 1981 Jan Paweł II po raz drugi prosi go o przyjazd do Rzymu, tym razem w celu objęcia Kongregacji Doktryny Wiary. Ratzinger tym razem się zgadza – będzie piastował to stanowisko przez kolejne 24 lata.

Wybór ten okazuje się najlepszą decyzją personalną Wojtyły, tworzą razem sprawny tandem teologiczny. Ratzinger jest jednym z najbardziej lojalnych współpracowników polskiego papieża. Wybierając metropolitę Monachium, Jan Paweł II kierował się nie tylko niekwestionowaną reputacją teologiczną Ratzingera, ale także jego poglądami, szczególnie sceptycyzmem wobec marksizmu. Pochodzący zza żelaznej kurtyny papież potrzebował współpracownika właśnie z takim portfolio intelektualnym.

Jednoznacznie antymarksistowska linia ideowa pontyfikatu Wojtyły wynikała z doświadczenia totalitaryzmu oraz zapaści ekonomicznej i moralnej realnego socjalizmu. Młodszy o kilka lat od Wojtyły Ratzinger podzielał papieski realizm w ocenie totalitaryzmu, bo sam przeżył w młodości noc faszyzmu w Niemczech. Wbrew powtarzanym nawet w poważnej prasie kłamstwom, nigdy nie był jednak członkiem Hitlerjugend. Jako uczeń został wcielony do przymusowej Reichsarbeitsdienst, służby wykonującej prace fizyczne, takie jak kopanie okopów.

Dla Wojtyły i Ratzingera doświadczenia życia w realizmie komunistycznej i faszystowskiej utopii kształtowały ich pogląd na wszelkie projekty tworzenia wspaniałego świata, ale także na siłę wiary i Kościoła, który w tych czasach był jedynym oparciem. To między innymi spowodowało jednoznacznie negatywny stosunek papieża i jego kardynała do rozwijających się ruchów teologii wyzwolenia w Ameryce Południowej. Wydana w 1984 r. instrukcja o niektórych aspektach „teologii wyzwolenia" wykazywała protokół rozbieżności między doktryną Kościoła a marksizmem, przede wszystkim odrzucała usprawiedliwianie stosowania przemocy i traktowania drogi do zbawienia jako procesu rewolucji społecznej. Dokument był ważny nie tylko dla Ameryki Południowej, ale także dla całego komunistycznego świata, bo de facto wykluczał jakiekolwiek powiązania marksizmu z pozycją wiary katolickiej.

Po upadku komunizmu prefekt Kongregacji Doktryny Wiary angażuje się w kolejne wyzwania, najważniejszym z nich jest utrzymanie jedności wiary. W latach 90. powstaje nowa edycja Katechizmu Kościoła katolickiego. Dla wielu zaskoczeniem jest opublikowanie deklaracji „Dominus Iesus". W deklaracji pada stwierdzenie, że „wspólnoty kościelne, które nie zachowały prawomocnego Episkopatu oraz właściwej i całkowitej rzeczywistości eucharystycznego misterium, nie są Kościołami w ścisłym sensie". Oznacza to, że w przypadku protestantów nie można mówić o kościołach, tylko o wspólnotach kościelnych. Dokument wywołuje liczne negatywne reakcje, wielu komentatorów uznaje go za krok w tył w procesie ekumenicznym.

W morzu ciemności

Kluczowe dla Josepha Ratzingera wydarzenia rozgrywają się w tygodniach przed śmiercią Jana Pawła II. Niemiecki kardynał w zastępstwie papieża bierze udział w drodze krzyżowej w rzymskim Koloseum. Po śmierci Jana Pawła II przewodniczy pogrzebowi, jednak wygłoszona homilia już wykracza poza formalny obowiązek. Choć mówi się, że następcą papieża zostanie charyzmatyczny metropolita Mediolanu, jezuita, kard. Carlo Maria Martini, tak się nie dzieje – to prefekt Kongregacji Doktryny Wiary wychodzi z konklawe jako głowa Kościoła.

Wybór na tron papieski jest dla Ratzingera podwójnie trudnym zadaniem (co widzimy dziś, z perspektywy historycznej). Przede wszystkim nowy papież jest kojarzony z konserwatywną agendą moralną, przez co na zachodzie Europy nie odbiera się go z entuzjazmem. W Niemczech, obok euforycznej okładki dziennika „Bild", ukazuje się także czarna pierwsza strona gazety „Tageszeitung" z cynicznym „Oh, mein Gott!!!" („O mój Boże!"). Kolejny problemem Benedykta XVI jest zdefiniowanie tożsamości papiestwa po Janie Pawle II. Pontyfikat Polaka trwał 27 lat, mniej więcej jedna trzecia katolików innej głowy Kościoła nie zna, „papież" kojarzy się temu pokoleniu tylko z Wojtyłą. Rodzi to wyzwanie, jakim jest zdobycie zaufania wiernych. Widzimy to podczas homilii inaugurującej pontyfikat, kiedy po pierwszych oklaskach na twarzy nowego papieża pojawia się ulga.

Założenia programu papieskiego Ratzingera są powiązane z dawnymi i powstającymi publikacjami papieża. Jako pierwszą można wymienić opublikowaną w 1969 r. kluczową książkę „Wprowadzenie w chrześcijaństwo", wykład ogólnouniwersytecki dla studentów Tybingi, przetłumaczoną na kilkadziesiąt języków. W jej wstępie autor używa zapożyczonej od Paula Claudela metafory przywiązanego do krzyża człowieka dryfującego po morzu. Krzyż to „belka chwiejąca się w morzu nicości", jedyna nadzieja przeżycia. Do metafory morza jako żywiołu ciemności Ratzinger nawiązuje raz jeszcze, już jako Benedykt XVI. W homilii inauguracyjnej pontyfikat mówi: „Żyjemy wyobcowani, w słonych wodach cierpienia i śmierci; w morzu ciemności bez światła. Sieć ewangelii wyrywa nas z wód śmierci i niesie ku wspaniałości Bożego światła, ku prawdziwemu życiu".

Niesienie światła wiary staje się pierwszym punktem programu duszpasterskiego Benedykta XVI. W tym znaczeniu jego prototypem staje się nie święty Piotr, lecz święty Paweł, apostoł wśród pogan. Także ostatnia encyklika, sygnowana już przez Franciszka, jednakże w sporej części pisana przez niemieckiego papieża, nosi tytuł „Lumen fidei" – światło wiary. Jej współautorstwo jest podwójnie symboliczne. Można je odczytać jako przekazanie niesienia światła wiary kolejnemu papieżowi, co jest wzruszającym gestem.

Kolejną ważną dla papieskiego programu książką jest trylogia „Jezus z Nazaretu". Ratzinger już od początku swojej kapłańskiej drogi powtarzał, że uczony musi być także duszpasterzem. Słowa te powtarza w ostatnim wywiadzie z Peterem Seewaldem. I w takim właśnie stylu pisze trylogię – by z jednej strony uczynić zadość teologicznym badaniom, z drugiej natomiast dotrzeć z postacią Jezusa do wiernych. Książka ta, pisana niemal przez cały pontyfikat, wyznacza punkt programu, jakim jest dojście do źródeł wiary, a ściślej do odnowienia wiary przez postać Chrystusa. Projekt ten można by także przeciwstawić pozytywistycznym próbom demaskowania Jezusa, w tym szczególnie poczytnej w XIX wieku książce „Życie Jezusa" Ernesta Renana. Ratzinger stara się przywrócić Chrystusa wierze, stosując metodę historyczno-krytyczną, czyni z tej książki wykład wiary katolickiej. Bezsprzecznie jest to utwór pisany dla przyszłych pokoleń katolików, bez większego ryzyka można powiedzieć, że będzie ona dla nich przewodnikiem po wierze.

Pontyfikat Benedykta XVI to także zmaganie się z sekularyzacją. Jeszcze pełniąc funkcję prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, Ratzinger daje się poznać jako wytrawny intelektualista i partner do dyskusji z największymi umysłami swego czasu. Jako kardynał występuje w debatach publicznych m.in. z Marcello Perą czy z Jürgenem Habermasem. I właśnie zapis tej debaty, wydany w książce „The Dialectics of Secularization", staje się trzecim punktem programu Ratzingera – a chodzi tu o wprowadzenie postsekularnej narracji do europejskiego obiegu polityczno-kulturowego. W dyskursie z Habermasem Ratzinger z jednej strony krytykuje oświeceniowe odrzucenie wiary jako rzeczywistości niesprawdzalnej. Z drugiej strony mówi o wierze oczyszczonej przez rozum, „nie ma wątpliwości, że głównymi partnerami we wzajemnym wspomaganiu są wiara chrześcijańska i zachodnia świecka racjonalność".

Benedykt XVI odrzuca pokusę „chrześcijaństwa nowych katakumb", schowanego w zakamarki życia prywatnego i zupełnie zaadaptowanego do wymogów świeckiego świata demokratycznego. Przeciwnie, wskazuje na potrzeby aksjologiczne społeczeństw i na miejsce chrześcijaństwa jako odpowiedzi na te potrzeby.

Nie jest to tylko głos teoretyka. Benedykt XVI zyskuje życzliwych partnerów politycznych w Europie, pierwszym z nich jest Angela Merkel, drugim Nicolas Sarkozy. Bardzo życzliwie odnosi się również do niego brytyjski premier Tony Blair, który dokonuje konwersji na katolicyzm. Merkel zdaje sobie sprawę nie tyle z politycznego, ile z duchowego kapitału niemieckiego papieża. Dla pani kanclerz sam Ratzinger i profil jego pontyfikatu są pośrednim wsparciem chadeckich ideałów oraz politycznej aksjologii europejskiej partii centrum. W relacjach z prezydentem Francji pojawia się pojęcie „laicité positive" („laickość pozytywna") oznaczające z jednej strony uznanie rozdziału państwa od Kościoła, a z drugiej miejsca dla wierzących w liberalnym życiu publicznym, np. poprzez zgodę na manifestowanie symboli religijnych, edukacji oraz obecności wiary w agendzie publicznej.

Kluczową instytucją programu papieskiego jest uniwersytet. Dla papieża-profesora jest on drugim domem. W jednym z wywiadów pojawia się motyw biblioteki, zawsze towarzyszącej Ratzingerowi w jego duchowych i intelektualnych eksploracjach. Warto zauważyć, że poglądy Ratzingera na uniwersytet zasadniczo od zawsze są antysystemowe: w jednej z książek wskazuje, że zagrożeniem dla współczesnego uniwersytetu jest biurokracja akademicka oraz spychanie na margines dyscyplin „nieużytecznych", czyli humanistycznych.

Uniwersytet stanowi dla Ratzingera nie miejsce „produkcji wiedzy", lecz wspólnotę dialogu, poszukiwania prawdy w wolności. Wolność jest tutaj rozumiana szeroko, zarówno w sensie swobody badań, jak i dopuszczenia do dyskursu tych perspektyw poznawczych, w których źródłem poznania jest wiara, i dopuszczenie przez niewierzących tego założenia przynajmniej jako hipotezy. Ratzinger wielokrotnie formułuje program poznania wypływający z wiary, proponuje uniwersytetowi przekraczanie wąskiej, materialistycznej metodologii ograniczającej poznanie.

Powaga kultu

W swojej pracy badawczej niemiecki teolog interesował się fundamentami wiary, jednak nigdy nie unikał ani konfrontacji, ani dialogu z inaczej od siebie myślącymi. Trudnym dla papieża doświadczeniem jest zatem sprzeciw wobec zaproszenia go do wygłoszenia wykładu w rzymskim uniwersytecie La Sapienza w 2008 r. Benedykt XVI decyduje się nie przyjeżdżać na uczelnię, a swój wykład publikuje w watykańskim dzienniku „L'Osservatore Romano". Jednak papieża spotykają także pozytywne reakcje ze świata naukowego, przykładowo ze strony prestiżowego katolickiego uniwersytetu Notre Dame w USA, którego społeczność bardzo pozytywnie odnosi się do jego nauczania.

Benedykt XVI wspiera powstanie pierwszej od wieków katolickiej uczelni w Londynie – St. Mary's University. Zresztą Ratzinger nie kryje sympatii do angielskiej kultury intelektualnej, czego wyrazem są spotkania z wybitnym intelektualistą i arcybiskupem Canterbury Rowanem Williamsem. Podczas pielgrzymki do Wielkiej Brytanii beatyfikuje Johna Henry'ego Newmana, autora słynnych wykładów „Idea uniwersytetu", co jest zachętą do ponownego przemyślenia misji uczelni katolickich.

Jednak o tym, że nie jest już profesorem i nie wszystko możem powiedzieć, Benedykt XVI przekonuje się podczas pamiętnego wykładu wygłoszonego na jego dawnym Uniwersytecie w Regensburgu. Wykład poświęcony jest relacji między wiarą a wiedzą, papież dotyka tu kwestii przekazywania wiary. Cytuje bizantyjskiego cesarza Manuela II Paleontologa, który w traktacie napisanym w formie dialogu sprzeciwiał się narzucaniu religii przemocą. Wyrwany z kontekstu cytat wywołuje histerię w świecie islamu, wybuchają zamieszki.

Głównym motywem wykładu jest postulat odrzucenia przemocy w kształtowaniu relacji międzyreligijnych i w podtekście zarzucenia jej stosowania w islamie. Kilka lat później w obliczu eskalacji prześladowań chrześcijan kard. Gerhard Müller powie, że był to „dyskurs o profetycznej sile i prawdzie". W ciągu 11 lat od jego wygłoszenia nienawiść wobec chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w Afryce wzrosła, a miejscami przerodziła się niemalże w wojnę na tle religijnym.

W swoim pontyfikacie Ratzinger szczególną uwagę poświęca liturgii. Wydana wcześniej książka „Duch liturgii" stała się programem odnowienia duchowości liturgicznej w Kościele. W 2007 r. papież publikuje dokument „Summorum Pontificum" („Najwyżsi kapłani") przywracający możliwość odprawiania tzw. mszy trydenckiej. Reakcje na niego nie są entuzjastyczne, co więcej, wywołuje on sprzeciw w kościołach lokalnych. Jednocześnie „Summorum Pontificum" uruchamia jednak falę zainteresowania liturgią, a z każdym rokiem zainteresowanie rytem trydenckim wzrasta. Benedykt XVI podkreśla, że nie istnieje konkurencyjność między rytami, a sprawa liturgii nie może prowadzić do podziałów.

Decyzję papieża często interpretuje się jako propozycję „odwrócenia" księdza od ludu, czyli budowania barier w komunikacji liturgicznej. Tymczasem Benedykt XVI nie walczy z soborowymi zmianami, lecz wyczula wiernych na liturgiczną wrażliwość, w której wyraża się wspólnota Kościoła. Według Ratzingera nie trzeba wracać do dawnego rytu, z pewnością jednak konieczny jest powrót do powagi kultu i stosowania odpowiedniej dla niego szaty artystycznej. I choć Benedykt XVI nie rozwiązuje tego problemu, to jednak z pewnością wywołuje duże zainteresowanie nim.

Uchodzące siły

Największym zaskoczeniem pontyfikatu jest jego zakończenie. Abdykacja papieska ogłoszona 11 lutego 2013 r. staje się wydarzeniem, filozof Giorgio Agamben nie waha się użyć apokaliptycznych porównań do końca czasów. Spekulacje i domysły na temat przyczyn decyzji papieża trwają po dziś dzień. Jednak dla wytrawnych watykanistów obserwujących detale papieskiej pracy sprawa jest jasna: główny motyw abdykacji to uchodzące siły papieża. Warto mieć na uwadze, że w przeciwieństwie do Wojtyły Ratzinger nie jest atletą, we wspomnieniach napisał, że najbardziej w szkole nie lubił zajęć z wychowania fizycznego. Nigdy nie podzielał sportowych pasji, w jednych z radiowych pogadanek jako arcybiskup Monachium przestrzegał przed traktowaniem piłki nożnej jako religii.

Papież Benedykt bardzo źle znosi długie podróże i wyczerpujący program, można to zauważyć choćby po jego pielgrzymce do Australii. Czuje, że wyjazd na kolejne Światowe Dni Młodzieży do Brazylii (zaplanowane na lipiec 2013 r.) będzie ponad jego siły. Pewne znaczenie w podjęciu tej decyzji mają kwestie wewnętrzne: Benedykt XVI był załamany, gdy dowiedział się o skandalu przejmowania jego poufnych i prywatnych dokumentów. Papież dochodzi do wniosku, że gdy brakuje sił i witalności, realizacja programu duszpasterskiego jest po prostu nieskuteczna.

Historyczna decyzja o abdykacji dojrzewa w nim powoli, zostaje podjęta po publikacji ostatniego tomu trylogii o Jezusie. Krytycy rzadko zauważają, że musiała się ona wiązać z osobistym dramatem papieża, którego czekało przyznanie się do swoich ograniczeń. Interpretowanie abdykacji w kategoriach ucieczki, strachu czy też nieporadności nie tylko jest niesprawiedliwe, ale też pokazuje brak znajomości okoliczności podjęcia decyzji o niej.

Papież emeryt usuwa się w cień, modli się, pisze co niedzielę kazania. Po czterech latach od abdykacji na Benedykta XVI nie patrzy się już przez pryzmat bieżącej polityki i aktualnych wydarzeń z życia Kościoła, lecz jego dzieła i nauczania, które odsyłają wierzących i poszukujących do pytań fundamentalnych. Z pewnością zostanie zapamiętany jako wielki nauczyciel i jedna z najważniejszych postaci początku XXI wieku. Słychać głosy, że w przyszłości zostanie także ogłoszony doktorem Kościoła. I choć takie spekulacje na temat osób żyjących są mało stosowne, to rzeczywiście, kto miałby otrzymać ten zaszczytny tytuł, jeśli nie on?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

POLECAMY

KOMENTARZE