Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Najpiękniejsza profesor prawa

Donna Novella była tak wielkiej urody, że wykładać musiała zza zasłony (obraz Marie-Eléonore Godefroid)
materiały
Jeszcze dzisiaj słyszę jej głos, melodyjny, dŸwięczny, podobny do muzyki. Niekiedy niski, stanowczy, męski, a czasami bardzo kobiecy i uwodzicielski, zwłaszcza kiedy mówiła, monitowała, że prawo to „ars boni et aequi". Owo „aequi" wymawiała czule jak wyznanie miłosne.

Kiedy się zapyta w miejskiej informacji turystycznej o wyjštkowoœć Bolonii, to miłe dziewczyny płynnš angielszczyznš zachwalajš najstarszy uniwersytet, najdłuższe na œwiecie portyki, czyli ulice chronišce przed deszczem i słońcem, których jest ponad 35 kilometrów, liczne wysokie wieże, zabytki, muzea oraz... wyjštkowe kobiety. Nie chodzi o handel ciałem. Przeciwnie! W grze jest intelekt. I to doœć nobliwy, zważywszy, że mowa o uniwersyteckim ciele pedagogicznym, bo sławne bolońskie damy były silnymi osobowoœciami, także na tutejszej uczelni. I to już od œredniowiecza!

Otrzymałem nawet folderek, w którym opowiedziano ponad dziesięć przypadków niezwykłych kobiet – od słynnych wykładowczyń prawa w œredniowieczu, przez tutejszš „Lady Makbet", czyli Ginevrę Sforzę, dwie œwięte (Katarzyna De'Vigri oraz Elena Duglioli, dla której sam Rafael malował œw. Cecylię), dwie uznane malarki (Anna Morandi Manzolini i Lavinia Fontana), po heroinę napoleońskich czasów, prowadzšcš najwytworniejszy salon w tej częœci Włoch (Cornelia Rossi Martinetti). Dodajmy, że nie brakło też wiedŸmy znajšcej tajniki ziół, która jako trucicielka i wspólniczka podstępnej Ginevry Sforzy zmarła po okrutnych torturach w procesie o czary i morderstwa. Cała paleta silnych indywidualnoœci, trzeba przyznać, więc nie ma co się dziwić, że heroiny dawnego feminizmu mogš zaimponować. Jak dla mnie – jedna jest najważniejsza, ale która – wyjawię za chwilę.

Wbrew temu, co się często sšdzi, w œredniowieczu pozycja kobiety nie była wiele gorsza od mężczyzn, a w każdym razie o wiele lepsza niż w wiktoriańskiej Anglii czy protestanckich państwach niemieckich w XVII, a nawet XIX wieku. O wiele większe znaczenie socjalne niż płeć miała pozycja społeczna i wykształcenie małżonków. W niższych klasach kobiety na równi z mężczyznami zajmowały się handlem, rzemiosłem czy zarzšdzały gospodarstwami rolnymi. W wyższych sferach pozycja kobiety była jeszcze silniejsza i nic nie stało na przeszkodzie, by odgrywały dużš rolę nawet w Koœciele (Hildegarda z Bingen była doktorem Koœcioła, a niepiœmiennej Katarzyny Sieneńskiej słuchał się sam papież). Maria Skłodowska pod koniec XIX wieku miała problemy z uzyskaniem dyplomu wyższej uczelni, a 600 lat wczeœniej na najstarszym uniwersytecie œwiata mogła zostać profesorem! Dziwne sš meandry postępu.

Bettisia Gazzadini (1209–1261), należšca do szlacheckiej rodziny, ukończyła filozofię, a następnie prawniczy fakultet na bolońskiej Alma Mater, obroniła doktorat w 1237 roku, prowadziła wykłady u siebie w domu, odmawiajšc zajęcia katedry (tak!), ale na szczęœcie zmieniła potem zdanie i tak została pierwszš kobietš-profesorem tej uczelni. Była studentkš sławnego prawnika Odofredo, którego okazały grobowiec drażnił mnie przed koœciołem bolońskich franciszkanów. Była także wybitnym oratorem, skoro zaproszono jš z laudacjš na pogrzeb miejscowego biskupa Enrico della Fratta (kroniki odnotowały ten fakt pod datš 31 maja 1242 roku). Zginęła tragicznie w czasie powodzi wraz z czterema studentami, a jej pogrzeb był sporš manifestacjš w mieœcie, skoro na znak żałoby zamknięto szkoły. Niestety, nie zachowały się jej pisma z prawa rzymskiego („Digest") i tylko w Muzeum Miasta Bolonii stoi jej skromne popiersie z XVII wieku.

Wiek XVII był mniej wyrozumiały dla kobiet. Inna wybitna prawniczka, Margherita Legnani, nauczała... przez okno. Największy podziw wzbudza jednak historia pięknej prawniczki Novelli d'Andrea (1312–1333), córki wybitnego znawcy prawa kanonicznego, Giovanniego d'Andrea, profesora bolońskiego uniwersytetu, którego okazały grobowiec można podziwiać w Museo Civico Medievale.

Miasto kobiet

O urodzie Novelli kršżyły legendy, a sławna œredniowieczna pisarka i poetka Christine de Pisan opisała jš w „The Book of the City of Ladies" („Miasto kobiet") – wielkiej apologii niewieœcich przymiotów. Autorka ta była pierwszš zawodowš pisarkš w historii europejskiej literatury. Owdowiała i aby utrzymać samotnie rodzinę, pisała dużo, z powodzeniem i za pienišdze. W najsławniejszym swym dziele nie tylko twardo broni równego statusu intelektualnego kobiet, ale też na dowód przywołuje œwietne umysły dawnych i niedawnych intelektualistek. Chodzi o obronę tezy, że kobiety nie tylko mogš, ale powinny mieć dostęp do wyższej edukacji. W drugiej księdze dzieła rozdział 36 (bo rzecz jest napisana niemal jak traktat – poważana forma w œredniowieczu) zatytułowany został: „Argumenty przeciwko tym mężczyznom, którzy głoszš, że edukacja Ÿle służy kobietom".

„Zupełnie nie rozumiem – pisze Christine – tych mężczyzn, którzy nie chcš, aby ich córki, żony lub krewne zdobywały wykształcenie, ponieważ rzekomo zrujnuje to ich charaktery. Jasno widzimy, że nie sš to głosy rozumne, ale błędne". I w tym miejscu przywołała wielki œredniowieczny autorytet – Quintusa Hortensiusa – rzymskiego retora i oratora, który wykształcił swš córkę, Hortensję, na tak przekonujšcš mówczynię, że w czasach triumwiratu wygrywała sprawy publiczne. Ale nie chcšc zamykać się w przeszłoœci ani podpierać autorytetem starożytnych, żšdna współczesnych przykładów autorka kontynuowała: „Podobnie, aby przywołać dzisiejszy przykład, bez szukania w antyku, Giovanni Andrea, wybitny profesor prawa w Bolonii, jakieœ szeœćdziesišt lat temu nie podzielał poglšdu, że wykształcenie jest moralnie niezdrowe dla kobiet. Miał wspaniałš córkę imieniem Novella, którš wykształcił prawniczo w takim stopniu, że mogła go zastępować w wykładach na uniwersytecie, jeœli był zajęty czymœ innym i nie mógł prowadzić zajęć. Sprawiało mu ogromnš przyjemnoœć, że córka mogła go zastępować na jego katedrze, i był z niej niezmiernie dumny".

O tym, że wykształcona przez swego ojca Novella zastępowała go czasami na uniwersytecie, wiemy też z innych Ÿródeł. Sprzeczne informacje dotyczš natomiast jej małżeństwa. Mianowicie nie wiadomo, czy jej mężem został Giovanni Calderinus czy też Giovanni di Legnano – tak czy inaczej wyszła za profesora prawa, podobnie jak jej siostra, również prawniczka, która wykładała na uniwersytecie w pobliskiej Padwie. Pięknie to brzmi, choć gdy próbuję sobie wyobrazić rodzinne spotkanie tego zacnego grona, to czuję się jak na wokandzie. Christine de Pisan, która przebywała na francuskim dworze i pisała po francusku, znała dobrze włoskie historie, ponieważ pochodziła z Pizy. Od niej też wiemy, że wykładowczyni była niezwykle urodziwa i dlatego „aby uroda Novelli nie rozpraszała studentów, prawniczka wykładała z katedry przesłoniętej niewielka kurtynš".

Tak narodziła się legenda o najurodziwszej profesor prawa w œredniowiecznej Bolonii i sytuację tę chętnie stosowano również do opowieœci o innych wybitnych intelektualistkach, tak bardzo obraz ten był atrakcyjny. Niestety, Novella zmarła młodo. Ojciec przeżył córkę o lat kilkanaœcie, a ponieważ jednemu ze swych dzieł dał tytuł „Novella in Decretales", powstała sugestia, że to na czeœć młodej uczonej. Tak napisała Christine de Pisan. Jest to oczywiste nieporozumienie, skoro słowo „novella" jest nie tylko imieniem, ale też częstym fragmentem tytułu prawniczej ksišżki (tradycja sięga VI wieku, to znaczy czasów cesarza Justyniana). Wyglšda na to, że francuska pisarka miała talent, ale jej wiedza prawnicza była skromniejsza.

Tajemnica welonu

Legenda wykładu zza welonu rozpowszechniona przez Christine de Pisan działa na wyobraŸnię do dzisiaj. W 1981 roku Zbigniew Herbert napisał opowiadanie „Głos", przeznaczone do „zbioru apokryfów". Słowo to oryginalnie oznacza biblijne księgi, które nie zostały włšczone do kanonu Starego lub Nowego Testamentu, a więc „niekanoniczne", to znaczy „nieautoryzowane" przez religijnš wspólnotę. Na przykład poza czterema Ewangeliami istnieje jeszcze wiele innych, które opowiadajš o dzieciństwie Jezusa, zaspokajajšc ciekawoœć pierwszych chrzeœcijan. Jako pełne domysłów, nie zostały one zaakceptowane przez Koœciół.

Herbert lubił „dopowiadać" czy też uzupełniać prawdziwe, ale przecież zawsze niekompletne historie i wiele jego wierszy czy krótkich opowiadań zaczyna się od stwierdzenia, że jakaœ oficjalna wersja wydarzeń nie jest zgodna z prawdš i właœnie jego (konkurencyjna!) opowieœć przedstawi „prawdziwy" przebieg wydarzeń. Stšd powstał specyficzny gatunek opowiadań, zwanych literackimi apokryfami, przez co należy rozumieć subtelnš grę z tradycjš – dopowiadanie brakujšcych szczegółów do faktów powszechnie znanych albo dogłębnš reinterpretację podania, legendy lub mitu (najwięcej tego rodzaju apokryfów znajdujemy w tomie „Martwa natura z wędzidłem").

Tak jest i tym razem. Bohaterami opowiadania „Głos" sš: Francesco Petrarka, sławny poeta mieszkajšcy w Awinionie (gdzie pracuje na rzecz papieskiego dworu w czasach tzw. niewoli awiniońskiej), jego boloński przyjaciel z młodoœci Guido Noia, a także kilka historycznych postaci, występujšcych w tle: potężna rzymska rodzina Colonnów, sławny sieneński malarz Simone Martini, aktualnie pracujšcy dla papieża w Prowansji, a także pomniejsi statyœci. Od razu trzeba zastrzec, że przyjaciel poety jest postaciš raczej fikcyjnš, a w każdym razie nie występuje w spisie bolońskich prawników trecenta, choć z opowiadania wynika, że jest kolegš ze studiów Petrarki. Zdradza go jednak „znaczšce" nazwisko: „noia" po włosku znaczy „nuda". Jest to nazwisko zgodne z opiniš poety o swym bolońskim, niezbyt bystrym koledze: „Biedny Guido – myœlał często Petrarka – zrobił najgorszy użytek ze studiów prawniczych, a mianowicie został prawnikiem".

Ten właœnie nudziarz listownie informuje przyjaciela z młodoœci, że zmarła Donna Novella, ich ukochana nauczycielka prawa. Jak wiemy, Donna Novella była tak piękna, że musiała wykładać zza zasłony. Guido wspomina w żałobnym liœcie, że „jeszcze dzisiaj słyszę jej głos, melodyjny, dŸwięczny, podobny do muzyki (...) niekiedy niski, stanowczy, męski, a czasami bardzo kobiecy i uwodzicielski, zwłaszcza kiedy mówiła, monitowała, że prawo to ťars boni et aequiŤ. Owo ťaequiŤ wymawiała czule jak wyznanie miłosne". Mecenasowi chodzi o wymowę znanej moralnej wskazówki filozofii rzymskiego prawa, że jest ono „sztukš tego, co dobre i słuszne".

Tymczasem œmierć pięknej prawniczki stała się przyczynš poważnego skandalu. Jak donosił Guido, jakiœ niegodziwiec odkrył materiał zasłaniajšcy zmarłš i ujrzał ospowatš twarz, potężnš szramę na policzku, bielmo w oku oraz łysš głowę domniemanej pięknoœci. Całe miasto huczało od haniebnych plotek na temat szpetoty rzekomej pięknoœci. Ta niegodziwoœć tym bardziej wstrzšsnęła prawnikiem, że przecież – jak sugerował – wszyscy, łšcznie z Petrarkš, kochali się w uroczej profesorce: „O tę bezcielesnš istotę gotowi byliœmy staczać boje i umierać z jej słodkim imieniem na ustach. Myœlę, że byliœmy szaleni, Francesco, ale za nic nie oddałbym tego szaleństwa młodoœci!" – zwierzał się przyjaciel i dodawał smutnie – „tak sponiewierano naszš młodoœć i naszš miłoœć. Płaczę, Francesco, i ty płacz ze mnš".

Na ten bolesny Herbertowy list Petrarka odpowiada oschle i krótko („baczšc pilnie, aby poœpiech odpowiedzi w niczym nie zdradzał jego prawdziwych emocji"), że wcale sobie nie przypomina wykładowczyni i że zaszło jakieœ nieporozumienie. Zapewne Guido i inni narwańcy się w niej kochali, ale na pewno nie on. A jej głosu zupełnie nie pamięta, podobnie jak niczego z okresu prawniczych studiów, na które poszedł z woli ojca, wbrew swym zainteresowaniom literackim. Studia te były koszmarem, o jakim nie chce pamiętać.

Dlaczego Petrarka kłamie? Ze strachu, by nie odkryto jego wielkiego sekretu, że – jak wielu już podejrzewało – nigdy nie było żadnej Laury, i że wyjdzie na jaw, że wyœnionš bohaterkš jego sławnych sonetów jest w rzeczywistoœci nigdy niewidziana piękna wykładowczyni prawa. A przecież przez lata – wbrew wœcibskim dociekaniom – budował legendę o Laurze, którš miał spotkać u œw. Klary w Wielki Pištek:

Był to dzień, w którym przez mękę Chrystusa

Słońce œciemniło swój blask z żalu po Nim,

Gdy, niebacznego, mnie zwiodła pokusa,

Gdy mnie twe oczy spętały, o pani.

(Sonet III, tłum. Jalu Kurek)

Sonet ten stał się niebezpiecznym dowodem, bo kiedy w najcenniejszej ksišżce swojej biblioteki (był to pergaminowy kodeks z dziełami Wergiliusza) na marginesie złożył wyznanie, liczšc, że po jego œmierci będzie niezbitym dowodem, nieœwiadomie zastawił pułapkę na samego siebie. Napisał bowiem, że poznał Laurę 6 kwietnia w koœciele œw. Klary w 1327 roku i że dokładnie tego samego dnia w roku 1348 Laura umarła. Pal licho podejrzanš symetrię spotkania i œmierci po 21 latach (liczby skšdinšd symbolicznej). Rzecz w tym, że 6 kwietnia tego roku był Wielki Poniedziałek! Poeta przegapił najważniejszš datę swego życia? Z psychologicznego punktu widzenia jest to niemożliwe.

Misternie budowana architektura zmyœlenia zawierała też i taki zabieg jak zamówienie portretu Laury u najsławniejszego sieneńskiego malarza Simone Martiniego. Przyjaciel zgodził się naszkicować postać wyłšcznie z opowiadań, a Petrarka wmówił mu, że œwietnie oddał nie tylko ciało, ale i ducha jego ukochanej. Więc kiedy Martini szkic przeniósł na fresk, jaki właœnie malował w papieskim pałacu w Awinionie, zaprzyjaŸniony malarz stał się nieœwiadomym twórcš dowodu na istnienie wyimaginowanej Laury.

Imię Laury Petrarka wymyœlił ze względu na możliwoœci gry literackiej, umożliwiajšce choćby zabawę jej imieniem, w którym i wawrzyn (laur) i złoto (l'aureo) sš zawarte. Jak wspaniale mieni się znaczeniami „L'aura che 'l verde lauro et l'aureo crine"? („Laura, gdy w lauru liœcie ukochane / Zdobi, dumajšc, sploty swe złociste"). Niestety, polski tłumacz Felicjan Faleński już nie mógł słowa „złoto" utożsamić z imieniem kobiety (Sonet CCXLVI).

Œwięta alegoria

Dla feministek Novella d'Andrea jest heroinš walczšcš o równouprawnienie, głównie zresztš intelektualne, na co łatwo przystać. Zresztš i w jej epoce nikt nie miał wštpliwoœci, że dorównuje mężczyznom, a wielu przewyższa. Uroda pani profesor, jako pojęcie nazbyt patriarchalne i zamykajšce kobiety w siatce męskich pojęć i ambicji, bywa przez studia gender na ogół pomijana, jako okolicznoœć nieistotna, a może nawet niesłuszna.

Polskiemu poecie jej legenda posłużyła do zabawnej opowieœci, opartej na nieprawdopodobnym domyœle, groteskowej anegdocie o szkaradnej pięknoœci oraz przeœmiewczym przedstawieniu badań literaturoznawców, którzy dociekajš poetyckich intuicji, szukajšc odpowiedników tworów poetyckiego natchnienia w rzeczywistoœci pozaliterackiej. Trzeba zaznaczyć, że wszystkie elementy podważajšce istnienie przedmiotu miłoœci wielkiego poety Herbert wzišł z naukowych opracowań, jakich wiele na temat Petrarki, sonetów i jej sławnej bohaterki (i nie jest to jedyne szyderstwo pod adresem badaczy literatury – Herbert uwielbiał dawać prztyczka w nos badaczom literatury, historykom sztuki, filozofom i wszystkim innym).

Ale jest jeszcze jedna idea, należšca do tak zwanej sfery ars poetica. Herbert pisze, że kiedy Petrarka chciał napisać o Głosie Po Drugiej Stronie Zasłony, a więc o postaci realnej, którš chciał wtłoczyć w swoje wiersze, jego utwory były niezdarne i pozbawione formy. Ta konstatacja podkreœla, że sztuka nie jest życiem, które jest bujne i bezkształtne, a przez to nie daje się ujšć w zorganizowany kształt. Dlatego musiał znaleŸć sposób na opanowanie żywiołu życia: „Petrarka dokonał wielkiego, to znaczy prostego odkrycia. Uœwiadomił sobie, że musi wymyœlić sobowtóra miłoœci, który urodzi się z jego żebra, jak Ewa z żebra Adama, będzie tworem jego własnej, królewskiej wyobraŸni, a zatem posłusznym wszelkiej samowoli, a nade wszystko godny sztuki, którš rzšdzi chłodna namiętnoœć i zdyscyplinowane szaleństwo. Dlatego z takš zaciekłoœciš bronił œwiętej alegorii. Wiedział, że dopóki żyje, musi nierzeczywistej wymyœlać dowody istnienia, albowiem po œmierci los jej utożsami się z jego wierszami i już po ostateczny pożar œwiata – Laura będzie nietykalna, ostra, niezmienna i wyrazista, jak Penelopa, Dydona, Izolda i Beatrycze".

Także Donna Novella z opowieœci pierwszej zawodowej pisarki œredniowiecza, Cristine de Pisan, zyskała status œwiętej alegorii i już „po ostateczny pożar œwiata" – pojęcie zaczerpnięte z wyobraŸni stoików – będzie pięknš i mšdrš Ozdobš Kobiecego Rodu. Nawet nieprzystojne żarty polskiego poety tego nie zmieniš. Amen.

Magazyn Plus Minus  

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL