Dominik Zdort: TVP-PRL

aktualizacja: 20.02.2016, 23:27

Gdy PiS poprzednio doszedł do władzy, szefem TVP został Bronisław Wildstein. Ale nie utrzymał się długo. Podobno, gdy dzwonił telefon z Kancelarii Premiera, kazał mówić sekretarce, że nie ma czasu na rozmowę. Co prezesa i szefa rządu (wówczas w jednej osobie) doprowadzało do białej gorączki.

REDAKCJA POLECA

Dziś można postawić hipotezę, że przyczyna odwołania Wildsteina była zupełnie inna. Prawdopodobnie stracił stanowisko, bo zdjął z anteny peerelowskie seriale „Czterej pancerni i pies" oraz „Stawka większa niż życie" oraz zlikwidował popularny w czasach komuny teleturniej „Wielka gra".

Skąd takie podejrzenia? Otóż obecni szefowie telewizji publicznej – jak rozumiem, lepiej sprawdzeni i lepiej kontrolowani przez rządzącą partię niż kiedyś Bronek Wildstein – na wyprzódki przywracają programy telewizyjne z dawnych czasów. Nikt nie mówi o zakazie peerelowskich seriali. „Wielka gra" ma powrócić, być może wraz z prowadzącą przez ten program przez lata Stanisławą Ryster. W nowym wcieleniu pojawią się kultowe audycje Polski Ludowej: „Sonda", „Pegaz" i „Teleranek". O wznowieniu „Studia 2" jeszcze się nie mówi, ale pewnie i na to przyjdzie czas.

Skąd takie pomysły w telewizji kierowanej przez ludzi związanych z partią jawnie antykomunistyczną i antypeerelowską?

Pierwszego wyjaśnienia – politycznego – nie powstydziłby się „Newsweek". Mógłby napisać, że cały ten PiS to w rzeczywistości nowe wcielenie PZPR, partia, w której rej wodzą komunistyczni prokuratorzy, działacze zaś nocami odtwarzają sobie z kaset VHS konferencje prasowe Jerzego Urbana. A „Teleranek" przywraca się tylko chwilowo, bo i tak niebawem PiS wprowadzi stan wojenny, i gdy obudzimy się w którąś z niedziel, zamiast audycji dla dzieci będzie przemówienie dyktatora.

Drugie wyjaśnienie jest sentymentalno-psychologiczne i mogłaby o nim napisać „Gazeta Wyborcza". Zapytani przez ten dziennik psychiatrzy stwierdziliby, że to Jarosław Kaczyński, człowiek wiecznie wczorajszy, pochodzący z poprzedniej epoki, zażądał telewizji z lat swojej młodości. A że były to czasy PRL? Cóż, trudno, czego się nie robi dla prezesa...

Trzecie wyjaśnienie jest natury makiawelicznej i pewnie można by przeczytać o nim w „Gazecie Polskiej". PiS dostrzegł, że choć najmłodsi wyborcy popierają partię Kaczyńskiego, to starszy elektorat coraz skuteczniej przejmuje Komitet Obrony Demokracji. Stąd diaboliczny plan władz telewizji: trzeba powalczyć z obrońcami demokracji o rząd dusz moherów. W końcu uczestnicy KOD-owych manifestacji to ludzie o peerelowskich sentymentach – inaczej nie protestowaliby przeciw „dobrej zmianie". Dajmy więc im odpowiednie „igrzyska" – telewizję jak z czasów PRL.

Nie wiem, czy któraś z powyższych hipotez jest prawdziwa. Ale jestem przekonany, że nowymi-starymi porządkami w telewizji zachwycony byłby Maciej Szczepański. Szef gierkowskiej TVP zmarł równo trzy tygodnie przed powołaniem Jacka Kurskiego. Dziś mógłby powiedzieć: non omnis moriar.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

POLECAMY

KOMENTARZE