Plus Minus

Gość „Plusa Minusa” poleca: „Ja, geniusz”, Świetlicki i Lumet

Paweł Maślona, reżyser i scenarzysta
EAST NEWS
Wydaje mi się, że sztuka polega na tym, iż czasami trafiamy na coś, co dotyka naszej duszy.

Ja tak mam z Witoldem Gombrowiczem. Dlatego ostatnio sięgnąłem po jego biografię autorstwa Klementyny Suchanow. „Ja, geniusz" to wspaniały, drobiazgowy i bardzo rzetelny portret pisarza. Z jednej strony ukazuje go jako niezwykłego twórcę, a z drugiej – jako zwykłego człowieka, zapatrzonego w siebie, domagającego się uznania. To historia o artyście, który poświęcił się literaturze. Właśnie to poświęcenie jest dla mnie czymś godnym naśladowania. Dlatego też Gombrowicz jest dla mnie ważny. A tak naprawdę odkryłem go dopiero parę lat temu. Wcześniej przeczytałem w szkole „Ferdydurke", a dopiero później sięgnąłem po „Kosmos" czy „Trans-Atlantyk". Wtedy właśnie znalazłem w nim to, co jest mi bliskie. Odnajduję w nim bratnią duszę.

Innym bliskim mi artystą jest Marcin Świetlicki. To poeta, który jest także wokalistą zespołu Świetliki i z sukcesem łączy obie te pasje – literaturę i muzykę. W zeszłym roku ukazała się „Nieprzysiadalność", jego niezwykła autobiografia w formie wywiadu rzeki, który przeprowadził Rafał Księżyk. Przyznam, że w poezji mało co mnie zajmuje, często jest dla mnie niezrozumiała. Z twórczością Świetlickiego jest inaczej, ona zawsze do mnie trafia. Pewnie dlatego, że nagrywał ją także w formie muzyki i miała większą szansę do mnie dotrzeć.

Nie oglądam zbyt wielu filmów, ale za to zdarza mi się wracać do starszych dzieł, które widziałem już nawet kilka razy. W ten sposób już któryś raz odświeżyłem sobie ostatnio „Ulice nędzy" Martina Scorsese albo „Rozmowę" Francisa Forda Coppoli. Jednym z najlepszych filmów, które kiedykolwiek widziałem, jest „Werdykt" Sidneya Lumeta. To przede wszystkim historia o odkupieniu. Adwokat alkoholik, którego gra Paul Newman, dostaje sprawę i nagle orientuje się, że tym razem zwycięstwo w sądzie to nie jest tylko kwestia jego kariery, ale i całego życia. W pewnym momencie cała ta sprawa staje się walką o jego zbawienie. W „Werdykcie" jest również najpiękniejszy punkt zwrotny, jaki widziałem w kinie. Chwila, w której główny bohater doznaje objawienia, jest przedstawiona widzom przy pomocy polaroidu. Z niewielkiej fotografii powoli wyłania się obraz, który zmienia bieg wydarzeń. Uważam, że to jedno z najlepszych ujęć w historii kinematografii. Marzę o tym, żeby kiedyś stworzyć podobną scenę. ©?

—not. kapla

Paweł Maślona jest reżyserem filmu „Atak paniki", za który był nominowany do głównej nagrody na 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL