Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Dariusz Żuk: Przyszłościš biznesu jest start-up

Dariusz Żuk, przedsiębiorca
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Dzisiejszy model kapitalizmu się kończy. Upadnš korporacje, gdzie rzšdzi kilku menedżerów, którzy nie majš pojęcia, co dzieje się w firmie. Wierzę w samozarzšdzajšce się organizacje podzielone na małe zespoły. W taki system, gdzie mamy zaufanie do ludzi, którzy robiš to, co kochajš. Tacy pracujš, bo chcš, a nie bo muszš.

Plus Minus: Jak będzie wyglšdał biznes przyszłoœci?

Dariusz Żuk, przedsiębiorca: Na pewno nie będzie korporacji, pozostanš jedynie pewne huby kompetencji, jak Coca-Cola, Nike, Burberry. Natomiast będš one otoczone setkami, tysišcami start-upów.

Huby kompetencji?

To będzie marka i stojšcy za niš kapitał, ale nie będzie to firma w modelu, jaki dziœ znamy, a raczej pewna platforma do współpracy z innymi firmami. Dobrym przykładem jest Apple i ich sklep App Store. Ten model sprawdza się już dziœ, choć Apple wypracował go trochę przez przypadek. W każdym razie zatrudnia mniej ludzi niż niektóre polskie firmy państwowe, choć działa w ogromnej, globalnej skali. Za to otacza się tysišcami start-upów. W App Store większoœć projektów przygotowujš firmy, które pracujš tylko dla nich.

I to właœnie znaczy start-up: mała firma, która wykonuje zlecenia dla korporacji?

Start-up to robienie tego, co nas w życiu kręci. Problem w tym, że system edukacji nie uczy nas, byœmy robili to, do czego naprawdę mamy talent i co sprawia nam frajdę. Młodzież już w szkole œredniej powinna wiedzieć, co chce robić w życiu. Ale takich ludzi w Polsce jest pewnie z promil.

Rozmawiamy o firmach. Start-up to firma. Zwykła, mała firma, która nie ma własnego kapitału.

Tak, to firma, ale oparta na właœcicielu i na tym, co go kręci. Na pierwszym miejscu jest pasja. Oczywiœcie, definicja unijna mówi, że to może być każda firma do trzech lat... i tak dalej. Ale moim zdaniem tu chodzi o coœ więcej. To będzie przyszłoœć biznesu i o to walczymy.

Czyli o co?

By ludzie szli za pasjš i marzeniami, a nie do korporacji. Od poczštku, tworzšc Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczoœci, czuliœmy, że najlepszš drogš dla młodych ludzi jest założenie własnej firmy. Bo to nie powinno wyglšdać tak, że osiem godzin męczymy się w pracy, a dopiero po godzinie 17 zaczynamy prawdziwe życie. Lepiej robić coœ, w czym się spełniamy, do czego mamy jakiœ talent, pasję, i najważniejsze – co daje œwiatu jakšœ wartoœć.

I tak będzie wyglšdał œwiat przyszłoœci?

Jeżeli ludzie będš mieli takš alternatywę, to nie będš chcieli pracować w „korpo". Duże firmy będš musiały się do tego œwiata dostosować albo zniknš.

Chyba ostatnio trochę się dostosowujš. Siedziby największych korporacji wyglšdajš jeszcze lepiej niż pana nowoczesne biura dla start-upów.

Tylko że korporacje nie sš w tym szczere. Myœlš, że wystarczy ciekawie urzšdzić biuro i dać młodym ludziom jakšœ „przestrzeń do kreatywnoœci". Tyle że dalej chcš jedynie narzucać im cele i zadania...

Po kolei. W biznesie ma nie być celów i zadań?

A po co? Jeżeli mamy pasję, to robimy coœ najlepiej, jak tylko potrafimy. Bo robimy to dla siebie. Cel jedynie nas ogranicza. Wszelkie założenia to narzucanie sobie jakiegoœ sufitu. A cała frajda zaczyna się właœnie powyżej tego sufitu! Życie powinno polegać na robieniu rzeczy niesamowitych, wykraczajšcych poza utarte schematy. W korporacji też czasem jest na to szansa, ale założenia sš jednak zupełnie inne. A dlaczego szef ma wiedzieć, jaki cel będzie dla nas najlepszy? Dlaczego nie mamy wszystkich zaskoczyć? Przecież nie wpadniemy na żaden błyskotliwy pomysł, jeżeli będziemy jedynie realizować zadania, cele, zadania i cele... To zabija kreatywnoœć!

Proponuje pan zastšpić zarzšdzanie anarchiš?

Wierzę w samozarzšdzajšce się organizacje podzielone na małe zespoły. Już zresztš sš na œwiecie takie firmy, w których nawet nie ma budżetów, a ludzie wydajš œrodki, jak chcš i na co chcš, o ile poradzš się wczeœniej w tej kwestii dwóch innych osób w firmie. Wierzę w taki model, gdzie mamy zaufanie do ludzi, którzy robiš to, co kochajš. Tacy pracujš, bo chcš, a nie bo muszš.

Piękna utopia – kapitalistyczny komunizm...

(Œmiech) Może z dzisiejszej perspektywy to brzmi jak utopia, ale to jedyny sensowny kierunek rozwoju. Dzisiejszy model kapitalizmu się kończy. Upadnš korporacje, gdzie rzšdzi kilku menedżerów, którzy nie majš pojęcia, co dzieje się w firmie, którzy nie wiedzš, jakie sš potrzeby ich klientów. A jaka jest rola biznesu?

Zarabianie pieniędzy.

Nie, biznes ma rozwišzywać problemy ludzi. Pienišdze jedynie służš biznesowi, by jak najlepiej te potrzeby zaspokajał.

No dobrze, to kto powinien wyznaczać firmie cele?

Właœciciel, który ma wizję. Pienišdze sš jedynie jak tlen w procesie fotosyntezy – sš efektem ubocznym i chociaż dajš żyć, nie sš istotš naszej przedsiębiorczoœci.

I zaraz pewnie pan powie, że nie robi tego dla pieniędzy...

I powiem to z pełnym przekonaniem! Chciałbym coœ zmienić na tym œwiecie, zrealizować mojš wizję œwiata startupowego. Wierzę w to, że jeœli tylko robimy coœ z pasjš, dobrze i porzšdnie, to pienišdze same przychodzš. One muszš być, ale służš realizacji celu, a nie sš celem samym w sobie. Po prostu bez nich siedziałbym teraz gdzieœ w garażu i pewnie byœmy nie rozmawiali.

A gdyby chodziło panu tylko o pienišdze?

Jeœli nie miałbym wizji, to zastałby pan tu model znany z korporacji: tabelki, koszty, przychody, wyniki. Cały czas patrzylibyœmy tylko w liczby i napędzalibyœmy zysk. Ale gdy zaczynamy myœleć jedynie w tych kategoriach, gubimy potrzeby ludzi. To przerażajšce, ale tak działajš niektóre firmy np. farmaceutyczne. Patrzš tylko na to, co im się opłaca, więc często niszczš leki, które mogłyby wyleczyć ludzi. Skoro na chorobie zarabiajš miliardy dolarów, to nie sš zainteresowane tym, by tej choroby się pozbyć.

Spisujšc rozmowę, przetłumaczę pana odpowiedzi na język polski, ale warto, by czytelnik wiedział, że z pana ust padły już takie słowa jak: team, cashować, killować, case... To korpomowa!

Dla mnie to nie jest korpomowa. Musimy pamiętać, że efektywnoœć jest bardzo ważna również w start-upie. Poza tym nie chcę mówić, że wszystko i we wszystkich korporacjach jest złe. Sš korporacje, które dajš nam œwietne rozwišzania i cały czas majš w swoim DNA odpowiadanie na potrzeby ludzi. Poznałem takie, ale niestety, wcišż to sš wyjštki potwierdzajšce regułę. Myœlę, że wiele z tych wielkich firm, które sš już postrzegane jako korporacje, dalej jest start-upami, czyli majš właœciciela, wizję i chcš rozwišzywać problemy. Np. Tesla Elona Muska.

A kiedy zaczyna się korpo?

Gdy nie ma właœciciela, a jedynie dwa tysišce udziałowców. Nie liczy się wielkoœć firmy, bo zawsze można podzielić jš na małe zespoły. Liczy się wizja i misja, które jednak nie mogš być jedynie kartkš na œcianie. Ważne, by był właœciciel, ktoœ, kto narzuca firmie swojš wizję, kto pcha do przodu nie tylko swój biznes, ale w ogóle œwiat.

I zmienia ten œwiat na lepsze, tak?

Pan się nabija... Może to rzeczywiœcie wyœwiechtane frazesy, ale tak jest – biznes ma zmieniać œwiat na lepsze. Niektóre korporacje poszły jedynie w zarabianie pieniędzy i na tym przegrajš. Zgubi je zachłannoœć.

„Zaburzenie modelu własnoœciowego" – często powtarzajš to ekonomiœci.

Tak, to podstawowy problem dzisiejszego biznesu. Dla rozdrobnionych akcjonariuszy nie może być innego celu niż coraz większy zysk, cišgłe powiększanie wartoœci firmy. Dlatego wyniki sprawdza się co kwartał i dlatego te firmy sš tak bardzo oderwane od rzeczywistoœci.

Wielu młodych biznesmenów powtarza, że najwięcej nauczyli się podczas kilku lat pracy w korpo. Pan za to mówi ludziom, by rzucili studia i założyli od razu własny biznes. Nie wierzy pan, że w korpo czegokolwiek można się nauczyć?

Oczywiœcie, że wierzę. Można pójœć na dwa lata do korporacji i na pewno czegoœ nas to nauczy, tylko że póŸniej trudno z niej odejœć. Tu jest problem. Myœli pan, że nie znam takich, którzy szli do korpo „tylko na dwa lata"? Rodzi się dziecko, skacze rata kredytu za mieszkanie i człowiek zaczyna się zastanawiać, czy założenie własnej firmy to na pewno dobry pomysł... A potem nagle cztery dychy na karku i nie chce już się niczego nowego zaczynać.

Nie traktuje pan jednak korporacji jak wroga. To u nich szuka pan kapitału dla start-upów i ogólnie dużo pan z nimi współpracuje, prawda?

Chce je zmieniać od œrodka (œmiech). Moim marzeniem jest, by œwiat jak najszybciej obrał trzeciš drogę, czyli by biznes połšczył model korporacji i typowego start-upu. Nie ukrywam, że chcę tego doczekać, a nawet że chciałbym mieć poczucie, że to po częœci dzięki mnie. Tak, chcę mieć swój wkład w zmianę modelu prowadzenia biznesu.

Często nazywajš pana królem start-upów lub społecznym ministrem przedsiębiorczoœci. Które okreœlenie pan woli?

Szczerze? Żadne mi się nie podoba. Nie lubię jak ktoœ szuka na siłę jakiegoœ tytułu dla mnie. Tytuły sš strasznie korporacyjne. Unikam tego, nie chcę nawet być nazywany prezesem.

Żartuje pan? Gdy powiedziałem pana asystentce, że jestem umówiony z panem dyrektorem, to w mig mnie poprawiła, że chyba z prezesem...

Tak?! (Œmiech) Może poprawiła pana z dobrej woli, by pan wiedział, jak jest w papierach, ale tu w teamie jesteœmy wszyscy na ty, nikt do mnie nie mówi per panie prezesie. Tytuły w biznesie to przeżytek.

Ostrzegam, że po tak górnolotnych tyradach częœć czytelników sobie pomyœli: Ale pozer...

Liczyłem, że to pan tak powie i że trochę o tym podyskutujemy.

Dobrze, nie chcę pana zawieœć, powiem: sprzedaje pan bajki.

Tylko że te bajki potwierdzone sš faktami. Przez 12 lat w inkubatorach mieliœmy 12 tys. projektów. W Business Linku dzisiaj mamy ponad tysišc firm. Dużo się mówi o naszych najgłoœniejszych projektach, ale proszę spojrzeć na te mniej znane. Prosta rzecz: dziewczyny robiš czapki. Ręcznie szyte czapki. Tyle że szyjš je panie w domach seniora oraz pomocy społecznej, a na każdej czapce jest zdjęcie pani, która jš uszyła. Czapki sprzedajš się już w tysišcach sztuk. Panie otrzymujš za nie konkretne pienišdze, ale co ważniejsze, czujš się dzięki temu potrzebne. Dziewczyny, które założyły tę firmę, też nieŸle zarabiajš. Ale one przede wszystkim majš ideę – chcš pomagać.

Spokojnie, przyjdzie korporacja, zobaczy, że to œwietny biznes i wykupi dziewczyny. Nie tak dziœ kończš start-upy?

Przekonuję korporacje, że największym błędem, jaki mogš zrobić, to wykupić start-up. On potrzebuje ich kapitału i rynku, ale wystarczy, że w niego zainwestujš. Nie muszš go od razu przerabiać na korporacyjny model. Proponuję: wykupcie sobie 30 proc. udziału, ale dajcie im szansę na rozwijanie się po swojemu.

Ucieka pan od tematu...

Wracamy do pozerstwa?

Nie, do tego, czym naprawdę jest start-up, czyli co pan tak właœciwie robi. Daje pan młodym przedsiębiorcom możliwoœć funkcjonowania bez formalnego zakładania firmy i płacenia podatków?

Jak już, to niektórych podatków. Ale tak, na tym w skrócie polegajš Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczoœci. Pokazujemy, że rozpoczęcie własnej działalnoœci nie musi być niczym trudnym. Nie potrzebny jest tu im żaden własny prawnik lub księgowa, nie muszš płacić poczštkowo na ZUS, gdy nie majš żadnych przychodów.

Czyli de facto sš tylko zespołami w pana dużej firmie.

W fundacji, w której każdy ma swoje subkonto. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce trzeba płacić składki nawet wtedy, gdy jeszcze się nie zarabia. U nas nie trzeba. A Business Link, nasza druga inicjatywa, to miejsce dla firm już zarejestrowanych, będšcych na dalszym etapie. Tu dajemy przedsiębiorcom biuro, miejsce dla większego zespołu, szybki internet i kawę, bo przyjmujš przecież klientów. No i sale spotkań. Zdejmujemy tym samym im z głowy sprawy, którymi nie powinni się z poczštku przejmować, by mogli się jak najszybciej rozwijać.

A wszystko w co-worku, czyli przestrzeni wspólnej, gdzie firmy wynajmujš jedynie biurka. Albo w „eleganckim koncepcie biur coworkingowych typu boutique".

Nie wszystkie firmy chcš siedzieć w pełnym co-worku, więc wydzieliliœmy im też jakby normalne biura w dużej przestrzeni wspólnej. Wszystko z myœlš, że dla wielu z tych ludzi to będzie nawet nie drugi dom, ale często pierwszy.

To brzmi przerażajšco.

Nie, dlaczego? Jeżeli tutaj mamy przyjaciół, robimy fajne rzeczy, to co w tym złego, że będziemy tu spędzać dużo czasu? Niech pan nie myœli utartymi schematami, że praca to męczarnia, a prawdziwe życie jest poza biurem. Do nas ludzie przychodzš raczej z przyjemnoœciš, nikt im nie każe. Większoœć z nich naprawdę nie musi tu siedzieć osiem godzin, nie musi być punkt 9 rano. Przychodzš, kiedy chcš, wychodzš na kawę, lunch, ale w końcu wracajš, bo tu majš takš centralę życia.

No tak. I sš szczęœliwi i uœmiechnięci. Brakuje wam jedynie zjeżdżalni między piętrami...

Można zjeżdżać na poręczy (œmiech). Niech pan wpadnie tu na cały dzień, popatrzy. Ostatnio ktoœ cały dzień grał sobie na gitarze. Latem był goœć, który przychodził do biura w kapciach. Mówił, że z domu ma blisko do metra, a tu też mamy stację pod samym wejœciem do Zebra Tower, więc nawet butów nie chciało mu się zakładać. Nikt mu tego nie zabrania, to jego sprawa.

Czemu firma ma nie wynajšć sobie biura w normalnym biurowcu?

Całe piętro i na pięć lat? W takich budynkach nie ma możliwoœci, by wynajšć małe biuro za 2–3 tysišce złotych. Wczeœniej uważano, że start-upy powinny pracować w garażu, a nie w biurowcach. My poszliœmy pod pršd i zrobiliœmy im biurowiec. Start-up może wynajšć u nas biurko czy pokój z miesięcznym terminem wypowiedzenia.

Tak szybko padajš?

Szybko się rozwijajš. Kiedyœ np. Heinz budował swojš firmę 100 lat, by stała się globalna. A dzisiaj firma GLOV, która robi rękawiczki do demakijażu, przeszła cały proces start-upu od inkubatorów przez Business Link i w trzy lata stała się globalnym graczem.

A za rok może jej już nie być...

Ale to właœnie dlatego biznes potrzebuje dziœ elastycznoœci. W każdej chwili firma może dokupić u nas kolejne biurko, kolejny pokój albo zrezygnować z wynajmowanej przestrzeni. Bo tak dziœ robi się biznes. I w tym kierunku idzie dziœ œwiat.

PrzejdŸmy dalej. Chciałby pan zostać ministrem przedsiębiorczoœci? Kiedyœ pan mówił, że przydałoby się takie ministerstwo.

Trzeba w ogóle zrewolucjonizować nasze myœlenie. To nie jest kwestia zmienienia kilku przepisów, bo to skończyłoby się jak w tych korporacjach, które urzšdzajš modnie biura i myœlš, że sš nowoczesne. Najpierw trzeba zmienić cały model edukacji, to podstawa. Zacznijmy uczyć marzyć i dajmy dzieciom narzędzia, by potrafiły szukać swojego powołania. Nowoczesna edukacja – powiem to nieskromnie – jest właœnie u nas. Każdy, kto zakłada firmę w inkubatorze, w cišgu pięciu lat nauczy się więcej niż na najdroższych studiach biznesu! Bo tu nie uczy się czegoœ, co być może mu się kiedyœ przyda, a co jest mu potrzebne tu i teraz.

Nie lubi pan „edukacji na zapas", słyszałem to już...

Problem ze studiami jest taki, że nie ćwiczy się tam na bieżšco zdobytych umiejętnoœci i wiedzy, więc szybko się wszystko zapomina. Nauka zarzšdzania w szkołach biznesu to strata czasu.

To co państwo z pieniędzy podatników powinno opłacić młodym ludziom zamiast studiów?

Jakiœ system pożyczek, dotacji na start. Sš dziœ różne podobne opcje, ale często Ÿle zorganizowane. To nie ma sensu, by państwo sponsorowało młodym ludziom studia, które nic nie dajš ani im, ani nam wszystkim. A do tego często ci studenci muszš harować np. w McDonald's, by w czasie studiów utrzymać się w wielkim mieœcie. Zarabia więc na nich zagraniczna korporacja, student jest zmęczony, słabo przyswaja wiedzę... To błędne koło. Rzućcie studia biznesu i załóżcie biznes!

Dariusz Żuk jest współtwórcš i prezesem Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczoœci, Business Link Poland oraz think tanku Polska Przedsiębiorcza. W zeszłym roku został laureatem Nagrody Kisiela w kategorii przedsiębiorca

Magazyn Plus Minus

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL