Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Mała Polska pod biegunem

Wydawnictwo Dolnoœlšskie
„Zimne wybrzeża” to już czwarta powieœć Szczepana Twardocha. Dorobek tego 30-latka, który karierę pisarskš rozpoczynał w nurcie fantastyki, może imponować, zwłaszcza że opublikował ponadto dwa zbiory opowiadań oraz ksišżkę publicystycznš – wydane również w ubiegłym roku „Zabawy z broniš”. Twórczoœć to w dodatku, tak jak i wizerunek samego autora, niezwykle wyrazista.

Twardoch œwiadomie wpisuje się we wzorzec „pisarza uzbrojonego”, wykreowany w XX-wiecznej literaturze polskiej przez Sergiusza Piaseckiego. Z zamiłowania do militariów i wyraziœcie konserwatywnego œwiatopoglšdu wynika jego opcja na rzecz powszechnego dostępu do broni, zresztš przy pełnej œwiadomoœci, dlaczego w Polsce idea ta wcišż pozostaje utopijna (vide: soczysty pamflet na „poli-milicyjniaków” w Zabawach). Z autorem „Kochanka Wielkiej NiedŸwiedzicy” łšczš Twardocha jednak przede wszystkim podejmowane tematy literackie: fabuła prawie każdej z jego ksišżek obfituje w wštki szpiegowskie, akcja często ma charakter sensacyjny. Pisarz często też powraca do problematyki sowieckiej i – szerzej – komunistycznej rzeczywistoœci, ukazujšc jej wpływ na życiowe wybory i drogi bohaterów, przede wszystkim zaœ na ich dusze. Wpływ, rzecz jasna, deprawujšcy i zgubny.

Jest wreszcie Twardoch wiernym synem swojej ojczyzny, której nigdy nie pozwoliłby nazwać małš, jako że nie przyznaje się do żadnej innej tożsamoœci niż lokalna, odziedziczona po pokoleniach zamieszkujšcych górnoœlšskie Pilchowice. Wszystkie te elementy – łšcznie z charakterystycznymi dla jego twórczoœci fragmentami żywej mowy autochtonów, zapisywanej „pů našymu” – znaleŸć można też w „Zimnych wybrzeżach”. W powieœci tej Twardoch podšża w jakiejœ mierze œladami spitsbergeńskiej podróży Jana Józefa Szczepańskiego sprzed blisko pół wieku, uwiecznionej w zapomnianym dziœ reportażu „Zatoka Białych NiedŸwiedzi”.

Akcja rozgrywa się w roku 1957, kiedy w nowo założonej bazie na Svalbardzie (po norwesku „zimny brzeg”) po raz pierwszy zimujš polscy badacze. Ale dramatycznych, jak się z czasem okazuje, wydarzeń nie obserwujemy z perspektywy polarników, lecz przybyłego z Londynu pracownika prywatnej agencji wywiadowczej. John Smith, urodzony jako Jan Kowolik, pół Polak, pół Niemiec i cały Œlšzak, na zlecenie swoich szwajcarskich zwierzchników zbiera informacje o sytuacji politycznej na arktycznej wyspie. Nominalnie Spitsbergen należy do Norwegii, ale funkcjonujš tam stałe sowieckie osady i kopalnie, a więc oczywiœcie także specsłużby.

W trakcie lektury okazuje się, że sens oficjalnie pokojowej obecnoœci Rosjan jest taki, jaki był wszędzie przez 70 lat komunizmu, czyli ma się stać przyczółkiem do dalszej ekspansji. Nie ten wštek ksišżki wydaje się jednak najważniejszy, choć bez wštpienia każdy czytelnik pomnoży dzięki niej swojš wiedzę, najczęœciej przecież bliskš zeru, o Svalbardzie. Realia przyrodnicze i historyczne archipelagu odmalował wszak Twardoch z mistrzostwem i znawstwem zdradzajšcym fascynację zrodzonš nie tylko w bibliotece, lecz przede wszystkim w trakcie kilku odbytych podróży. To osobiste doœwiadczenia autora sprawiły choćby, że bohaterowie „Zimnych wybrzeży” – w odróżnieniu od detektywa ze znanego filmu „Bezsennoœć” (pamiętna rola Ala Pacino) – wcale nie cierpiš z powodu niekończšcego się polarnego dnia.

„Czasem w powieœci, w wymyœlonych zdarzeniach czy wœród wymyœlonych bohaterów zawiera się jakaœ prawda ogólniejsza. […] Taka prawda o epoce lub o tym, co się rozgrywa między ludŸmi. To jest taka prawda literacka” – tłumaczy Smith pewnemu spitsbergeńskiemu górnikowi sens interesowania się fikcjš. O czym zatem chce nam powiedzieć Szczepan Twardoch? Kluczem do odpowiedzi na to pytanie wydaje się postać protagonisty jego ksišżki, tak bliskiego korzeniami samemu pisarzowi.

Jak się dowiadujemy, Smith „niczego na œwiecie nie darzył nienawiœciš głębszš niż komunizmu i komunistów”, ale z drugiej strony żywił pogardę zarówno dla jałowej, skłóconej, anachronicznej emigracji powojennej, jak i dla „tej odwiecznej polskiej obawy przed czynem, tego strachu przed każdš nawet najbardziej uzasadnionš przemocš”. Właœnie dlatego „nie zamierzał pozwolić polskim polarnikom na kolejne nicnierobienie w imię rzeczywistoœci o rozmytych konturach”. Smith zmusza więc badaczy do popełnienia czynu, przed którym nie będš mogli się cofnšć, a po którym nic już nie będzie dla nich takie jak dawniej. W stacji nad Zatokš Białego NiedŸwiedzia powstaje zatem „taka mała Polska pod biegunem, ale Polska na opak”, w której wszyscy wcišgnięci sš na dobre i złe w aktywnš i równie bezwzględnš, jak krajowy reżim, antykomunistycznš konspirację. I – można przypuœcić – w razie zdrady nie zawahajš się bronić bezpieczeństwa wspólnych tajemnic, popełniajšc kolejne zbrodnie. Sš więc chyba „Zimne wybrzeża” opowieœciš o marzeniach – o jednostce radykalnie zmieniajšcej bieg ojczystej historii; o wyzwoleniu swojego kraju i kultury z błędnego koła rozbiorów i okupacji, przerywanych nieudanymi powstaniami i rewolucjami moralnymi, które wreszcie zastšpiłaby patriotyczna, a zarazem skuteczna kontrrewolucja; a ostatecznie o Polsce – tym wiecznie niedojrzałym „aksolotlu narodów” (by przywołać tytuł niedawnego znakomitego eseju Twardocha) – wreszcie zdolnej do samodzielnego bytu w nowoczesnym œwiecie.

Poza wszystkim zaœ „Zimne wybrzeża” to po prostu również znakomite czytadło. Rozmaite rozbudowane dygresje i szkatułkowo konstruowane opowieœci w opowieœciach, jak ta o odkryciu przez naukę radzieckš „pierwotnego” plemienia na jednej z wysp spitsbergeńskiego archipelagu, z powodzeniem mogłyby funkcjonować jako osobne nowele. Mimo młodego wieku Szczepan Twardoch jest bowiem już dzisiaj opowiadaczem wybornym.

[i]Szczepan Twardoch „Zimne wybrzeża”. Wydawnictwo Dolnoœlšskie, Wrocław 2009[/i]

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL