Platforma Obywatelska

Tomczyk: Kaczyński jak Neron podpalający Rzym

tv.rp.pl
- To jest atak trochę szaleńczy, jeśli chodzi o Sąd Najwyższy. To jest atak, który powoduje, że Polska na arenie międzynarodowej staje się nie tylko krajem, który jest pokazywany palcem, jako kraj, w którym dzieje się źle, ale krajem, który sam siebie stawia na marginesie UE i demokracji – mówił w #RZECZoPOLITYCE poseł PO Cezary Tomczyk.

Jacek Nizinkiewicz: Jacek Nizinkiewicz, #RZECZoPOLITYCE. Moim i państwa gościem jest poseł Cezary Tomczyk, Platforma Obywatelska. Dzień dobry.

Cezary Tomczyk: Dzień dobry.

Panie pośle, czy sędziowie Sądu Najwyższego, którzy skończyli 65 rok życia, a którzy nie wystąpili do prezydenta Andrzeja Dudy o przedłużenie czasu orzekania, powinni przychodzić do pracy?

No oczywiście, że powinni przychodzić do pracy.

 

A dlaczego? No przecież ich czas orzekania skończył się po 65 roku życia, zgodnie z nową ustawą, a nie wystąpili do prezydenta. A więc chyba powinni jednak przestać orzekać.

Mamy w Polsce rzeczywiście bardzo nadzwyczajną sytuację. No i przede wszystkim taką, kiedy każdy z nas powinien konstytucję przeczytać i pamiętać o tym, że konstytucję, przede wszystkim, stosuje się bezpośrednio.

Ale w konstytucji również stoi, że o wieku decyduje ustawa. Że tam należy się… należy przeczytać ustawę i w ustawie się można odnieść…

Oczywiście, ale są pewne naczelne zasady, jak na przykład ta, która mówi, że prawo nie działa wstecz. Ta zasada odnosi się chociażby do praw nabytych, do ustalenia kadencji i do niewygaszania kadencji już obowiązujących, przede wszystkim tutaj dotyczącej I prezes SN. Ta sprawa jest zero-jedynkowa, tak też jest odbierana, nie tylko przez środowiska prawnicze, ale też przez wszystkich ludzi, którzy na prawie się znają.

To jaki jest dzisiaj status prof. Małgorzaty Gersdorf? Jeśli chodzi o pracownika Sądu Najwyższego?

Pani prezes Małgorzata Gersdorf jest I prezesem SN do roku 2020. I nie mam tutaj najmniejszych wątpliwości.

Urlopowanym.

Być może… Nie wiem jaki jest w tej chwili status, jeśli chodzi o ten urlop…

Zaskoczyło pana, że poszła na urlop?

Nie no, ludzie…

Ale w takim czasie? Ludzie teraz przed Sądem Najwyższym protestują, pracownicy SN, sędziowie przychodzą do pracy, a pani prezes Gersdorf poszła na urlop.

Pani prezes doprowadziła do tej sytuacji… zamknięcia pewnego etapu jeśli chodzi o spór ws. SN. Czyli do spotkania z prezydentem, do powrotu do pracy… do uznania jej przez sędziów, do deklaracji ze strony sędziów SN. Sprawa, moim zdaniem, jeśli chodzi o SN jest prawnie rozstrzygnięta. I myślę, że nawet pan prezydent zdaje sobie z tego sprawę. To jest w ogóle niesłychane co zrobił z kolei prezydent Duda wysyłając ten list do sędziów. Bo ja się zastanawiam czy nie wysłać takiego listu np. do marszałka Kuchcińskiego informując, że mógłby wygasić np. kadencje posłów PiS, którzy mają więcej jak 65 lat. To znaczy mam dokładnie takie same uprawnienia do tego, jak prezydent Duda wysyłając taki list do sędziów SN.

Profesor Adam Strzembosz w dzisiejszym „Newsweeku” zwraca uwagę na to, że prezydent nie wręczył prezes aktu stwierdzającego jej przejście w stan spoczynku, ani zastępcy aktu powołującego. Tym samym potwierdził, że decyzja prof. Gersdorf jest obowiązująca.

I nie mam tutaj najmniejszych wątpliwości, że prof. Strzembosz ma rację. Natomiast…

Ale co? Andrzej Duda nie chciał sobie brudzić palców niczego nie podpisując?

Oczywiście. Sprawa jest jasna. Konstytucja mówi, że prezydent ma wymienione literalnie czy enumeratywnie w konstytucji prerogatywy. Wtedy może podejmować decyzje sam. W przypadku innych decyzji potrzebna jest kontrasygnata premiera. Jeżeli uznamy, ze to prawo, przynajmniej według prezydenta, obowiązuje, powinno dojść do zamieszczenia urzędowej decyzji prezydenta wraz z kontrasygnatą premiera. Wie pan dlaczego tego nie było?

Dlaczego?

Bo prezydent Duda boi się Trybunału Stanu. Tak samo jak premier Morawiecki.

Z całym szacunkiem, przy PO, jako głównej partii opozycyjnej, ma się bać Trybunału Stanu?

Z całym szacunkiem tak. Proszę pamiętać…

Wielokrotnie przypominano politykom Platformy, że nie postawiliście, mimo wielu obietnic, Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro, mimo że mogliście to zrobić. Więc kto ma się was teraz bać z rządzących?

Panie redaktorze, po pierwsze: są błędy, z których trzeba wyciągać wnioski. To już się chyba w tej sprawie kilka razy zgodziliśmy. Jeżeli chodzi o Trybunał Stanu, to nie jest coś, co można odwlec o rok czy o dwa. To znaczy: jest zakres karencji, który trwa 10 lat. W przypadku premiera Morawieckiego sprawa jest jeszcze prostsza. I jeden i drugi pan, zdając sobie doskonale sprawę z realiów nie tylko politycznych, ale przede wszystkim prawnych, wie, że ta odpowiedzialność prędzej czy później przyjdzie. To jest dzisiaj uciekanie spod topora. Ale pamiętajmy, że za tymi decyzjami stoi ten jeden, ten który w polityce ostatnio funkcjonuje w nieco mniejszy sposób, czyli Jarosław Kaczyński. Prawda jest taka, że w tym przypadku Jarosław Kaczyński decydując się na tego typu rozstrzygnięcia w sprawie SN zachowuje się jak Neron, który podpalał Rzym. To znaczy, to jest dokładnie ten typ szaleństwa politycznego, który na Polskę sprowadzi wielką tragedię.

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika „Sieci” mówi, że nie cofnie się polski rząd wobec KE i wobec nacisków z UE.

Neron też się nie cofnął, potem oskarżał chrześcijan, ale nie skończyło się to dobrze. Skończyło się dobrze dla chrześcijan, przynajmniej na końcu. Ale nie skończyło się dobrze dla Nerona. To znaczy pamiętajmy o tym, że to jest… to jest atak trochę szaleńczy, jeśli chodzi o Sąd Najwyższy. To jest atak, który powoduje, że Polska na arenie międzynarodowej staje się już nie tylko tym… nie tylko krajem, który jest pokazywany palcem, jako kraj, w którym dzieje się źle, ale krajem, który sam siebie stawia na marginesie UE i demokracji. Za tym stoją ci ludzie. Polska traci wiarygodność, widzimy to każdego dnia, zauważają to nawet gwiazdy rocka, jak pan sam doskonale wie.

Mówi pan o Micku Jaggerze z „Rolling Stonesów”. Ma pan wrażenie, że Mick Jagger posłuchał Lecha Wałęsy?

No, wie pan… Słowa Micka Jaggera, który mówi w języku polskim o tym, że jest za stary, aby być sędzią, ale na szczęście jest na tyle młody, żeby móc śpiewać są jasnym odzwierciedleniem sytuacji w Polsce i pewnym symbolicznym gestem. „Stonesi”, o ile pamiętam, wystąpili w Polsce po raz czwarty. To zawsze było wydarzenia bardzo symboliczne. Pamiętamy jak po 1989 roku Polska czekała na ich koncert. I tego typu słowa, które padają na Stadionie Narodowym, wobec 50 tys. ludzi są symbolem, którego w Polsce nigdy nie zapomnimy.

I to pójdzie w świat? Ma pan wrażenie, że ten gest Micka Jaggera na temat sytuacji w polskim sądownictwie pójdzie w świat?

Ja dzisiaj sprawdzałem jak to wygląda. Już, no przynajmniej jeżeli chodzi o Wielką Brytanię, Niemcy, Francję pojawiły się pierwsze głosy, właśnie Micka Jaggera. Bo jego głos jest słyszalny, to znaczy to jest głos, który jest słyszalny na świecie. Podobnie jak głos Lecha Wałęsy. Tego nie można nie zauważyć. I świat to zauważa.

A myśli pan, że rzeczywiście Jagger zareagował na ten apel Lecha Wałęsy, który wcześniej były prezydent wystosował do „Stonesów”?

Obojętnie jak PiS traktuje dzisiaj Lecha Wałęsę, Lech Wałęsa jest legendą i tą legendą pozostanie. Czy Jarosławowi Kaczyńskiemu się to podoba, czy nie. Lech Wałęsa jest legendą, która ma prawo wobec „Stonesów”, czy wobec koronowanych głów powiedzieć czasami nieco więcej. A te osoby go słuchają, co słyszeliśmy wczoraj na koncercie „Rolling Stones”.

Dlaczego Platformie spada poparcie, a PiS rośnie?

Wie pan co… Są różne sondaże, pamiętajmy, że mamy, jeżeli już, do czynienia, to z pewną korektą, po dużych spadkach PiS-u w związku z przyznaniem sobie nagród. Ja uważam, że to co możemy na pewno powiedzieć o sondażach to fakt, że ten szczyt sondażowy PiS ma na pewno za sobą. To znaczy jeżeli chodzi o sondaże PiS-u i notowania PiS-u to będzie już tylko gorzej. Że pewien Rubikon gdzieś został już przekroczony i coraz więcej Polaków ma taką naturalną chęć do zmiany władzy. To jest taki największy motor, który powoduje zmianę decyzji politycznych. Właśnie chęć zmiany.

A dlaczego? Wy rządziliście przez osiem lat, wyborcy dali wam szansę i mogliście rządzić kolejną kadencję. Dlaczego PiS, Jarosławowi Kaczyńskiemu, Polacy nie mieliby dać drugiej szansy?

Uważam, że każda partia polityczna, która dochodzi do władzy, ma określoną ilość takiego paliwa politycznego. Takiego czasu, który jest dany przez wyborców na rządzenie. I to paliwo można albo spalić jadąc samochodem zgodnie z przepisami, zmieniając kraj, reformując, albo dodając gazu do dechy, przejeżdżając na czerwonym i czasami uderzając w ścianę. I tak robi Jarosław Kaczyński. Ta benzyna po prostu zużywa się dużo szybciej. I też ta chęć zmiany przyjdzie, albo już przyszła, dużo szybciej.

A no właśnie chyba nie, ponieważ ukraca w partii rozpasanie, ci którzy zajmują miejsca w spółkach Skarbu Państwa nie mogą… nie będą mogli kandydować z PiS.

No tak, tylko że już wiemy, że to nieprawda, dlatego że wielu z polityków PiS-u zadeklarowało start m.in. na prezydentów miast, a ci politycy są pracownikami albo współpracownikami spółek Skarbu Państwa. Dzisiaj mogę jasno zadeklarować, że wszystkie te przypadki będziemy sprawdzać i nagłaśniać. Uważam, że Jarosław Kaczyński dzisiaj sam nie wie co się w jego partii dzieje i jest w sytuacji, kiedy jest albo niedysponowany i nie ma pełnej wiedzy, albo przed nim są pewne fakty ukrywane. Jedno jest pewne: w Polsce jest bardzo wielu polityków PiS, którzy są w spółkach Skarbu Państwa i będą kandydować. Jeden przykład: pan, np., Marek Włóka. 864 tys. zł rocznie, radny sejmiku województwa łódzkiego. Spółka skarbu państwa: PGE. 840 tys. zł rocznie. To znaczy, to nie są sytuacje normalne. Przypomnę tylko, że pan Włóka zarobił tyle w pół roku, bo przez pół roku tym członkiem zarządu nie był.

No ale przecież za PO, za poprzednich rządów to też były praktyki powszechnie stosowane, że polityczni nominaci zajmowali stanowiska w spółkach Skarbu Państwa.

Dwie zasadnicze różnice. Po pierwsze: to nie byli czynni politycy. A po drugie: to byli fachowcy. Taka jest dzisiaj różnica pomiędzy spółkami Skarbu Państwa za naszych czasów, a za czasów PiS-u.

Jednak patrząc na sondaże widzimy, że te sondaże PiS-owi rosną, sondaż Kantar, CBOS, Estymator, IBRiS w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” również pokazuje wzrost poparcia sondaży dla PiS. Jarosław Kaczyński wrócił do zdrowia, udziela wywiadów.

Proszę pamiętać, że dzisiaj większość Polaków, jeżeli dodamy głosy opozycji, nie chce głosować na PiS. Sam PiS w wyborach w 2015 roku otrzymał 18 proc. głosów dorosłych obywateli naszego kraju. Więc problem nie leży tylko w kwestii poparcia, ale też w kwestii zjednoczenia. PiS jest partią zjednoczoną razem z Gowinem i z Ziobrą. Dzisiaj ten krok jest po stronie opozycji. Pierwszy krok jest za nami, pierwszy krok czyli próba wystawienia wspólnej listy PO i Nowoczesnej. Mam nadzieję, że kolejne ugrupowania też do tej wspólnoty dołączą. To jest coś co jest przed nami, coś co jest czymś naturalnym i coś co może być przeciwieństwem, czy przeciwstawieniem się Zjednoczonej Prawicy.

A może PiS dostało bonus od wyborców za sukces porozumienia między Polską a Izraelem i wygaszenia tego sporu ustawy o IPN. Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Sieci” mówił, że to był bardzo duży sukces.

To ja zaraz do tego wrócę, ale tylko jeszcze jedną rzecz…

Powiem jeszcze panu jedną rzecz. „Sądzę, że premier Netanjahu wie, że jesteśmy właściwie jedynym sojusznikiem w Europie, na którego na pewno może liczyć”. Polska jest jedynym sojusznikiem Izraela w Europie, na który Izrael może liczyć.

To rzeczywiście od tego zacznę. Bo jeżeli jest tak, że Jarosław Kaczyński mówi, że Polska jest jedynym sojusznikiem Izraela, na którego Izrael może liczyć…

…w Europie.

W Europie… A przed chwilą dowiadujemy się, że dwóch europosłów PiS-u, w siedzibie Mosadu, w Wiedniu, negocjowało polską ustawę, to ja dzisiaj mam wątpliwość czy nie powinniśmy o tych ludziach powiedzieć, że są gdzieś na granicy narodowej zdrady. Bo wiele możemy powiedzieć o politykach, ale dwóch polityków, którzy są wysłannikami polskiego rządu, aby negocjować ustawę Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, w siedzibie obcego wywiadu, wywiadu izraelskiego, to dla mnie jest granica narodowej zdrady.

Ale to nie jest potwierdzona informacja przez te osoby chociażby.

Wie pan co… Mamy przede wszystkim potwierdzenie informacji ze strony Izraela, jak rozumiem, kim byli ci wysłannicy. Nie mamy dementi ze strony rządu na temat miejsca negocjacji. Więc wie pan, jeżeli nie ma w tej sprawie twardego zaprzeczenia to znaczy, że w polityce mamy potwierdzenie. To znaczy dla mnie jest to sytuacja absolutnie skandaliczna. Wie pan… To są dwie sprawy: po pierwsze mamy tutaj upadek polityki historycznej PiS-u. Miała być ustawa, która pomoże walczyć o dobre imię Polski, okazało się, że jest zupełnie odwrotnie, że mamy 10 mln wpisów w internecie, które szkalują Polskę na świecie. I z drugiej strony mamy upadek polityki godnościowej: no bo jak nazwać fakt, że gdzieś na obcej ziemi negocjuje się polskie prawo. Przecież takie rzeczy to się ostatnio działy w PRL-u, a wcześniej za zaborów… Jest jakaś granica, prawda, jeżeli chodzi o tego typu postępowanie. To znaczy ja sobie tego nie mogę wyobrazić. Nie mogę wyobrazić, że dwóch polityków PiS-u jest w stanie na obcej ziemi z Izraelem negocjować polskie ustawy. To znaczy to jest na granicy narodowej zdrady.

Nie ma pan oficjalnego potwierdzenia, że tak było.

Ale nie ma żadnego dementi.

I co, co zrobi w takim razie w tej sprawie opozycja.

Uważam, że po tak jasnych słowach, które padają, czy po jasnych oskarżeniach w stosunku do polityków PiS-u, jeżeli nie mamy dementi to mamy potwierdzenie.

No dobrze, czy będziecie domagać się informacji na temat tego czy rzeczywiście ci dwaj politycy PiS negocjowali w siedzibie Mosadu?

Oczywiście, że tak. Ja wysłałem do premiera Morawieckiego kilka dni temu oficjalną interwencję w tej sprawie. Tak żeby opinia publiczna mogła dowiedzieć się gdzie doszło do tych negocjacji i kto brał w nich udział. Ale, jakby, uważam, że skoro nie ma publicznie dementi ze strony premiera Morawieckiego, mamy potwierdzenie tej sprawy. A jeżeli chodzi o, jeszcze wracając do tych sondaży, pamiętajmy o jednej rzeczy: PiS od dwóch lat włożył prawie 2 miliardy złotych w kampanię wyborczą w telewizji zwanej kiedyś publiczną. Dwa miliardy złotych…

Występujecie w tej telewizji. Politycy Platformy występują…

Ja w niej nie występuję. Natomiast przez te 2,5 roku systematycznie telewizja zwana kiedyś publiczną szkaluje polityków opozycji, szkaluje polityków różnych partii i uprawia twardą propagandę partyjną PiS-u. To jest dzisiaj pewne pokłosie. Są miejsca w Polsce, również w moim okręgu, do których inne telewizje, które mają pewną obiektywną wizję świata, nie docierają. Natomiast niestety dociera do nich TVP Info, które jest na multipleksie państwowym.

Ojciec Rydzyk dostał prawie 165 mln dla instytucji i fundacji powiązanych, no powiązanych z nim. Z rządu. 82,5 mln z Ministerstwa Środowiska. 70, ponad, z Ministerstwa Kultury. Ministerstwo Nauki – 703 tysiące. Ministerstwo Sprawiedliwości – milion. MSZ – 2 miliony. Ministerstwo Zdrowia – 224 tysiące. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – 282 tysiące, Ministerstwo Gospodarki, Żeglugi – 120 tysięcy – dzisiaj podaje „Super Express”. Prawie 165 mln dla instytucji i fundacji powiązanych z założycielem…

Widzi pan, pan wymienił zdaje się osiem resortów, albo 10. Wydaje się, że trudniej byłoby wymienić resorty w Polsce, które jeszcze nie przeznaczyły milionów złotych na o. Tadeusza Rydzyka. Zaraz okaże się, że będzie on też rolnikiem, naukowcem i astronomem. I że te wszystkie rzeczy można skupiać w jednym ręku, a właściwie w jednej kieszeni. Bo tak naprawdę…

Ale to nie idzie do kieszeni samego o. Rydzyka tylko do różnych instytucji na wsparcie Kościoła, zakonu…

Wie pan co… To znaczy fundacja Lux Veritatis, do której idzie gros tych środków, należy do ojca Tadeusza Rydzyka, jakkolwiek by tego nie nazwać. On jest szefem tej fundacji, odpowiada za nią i od wielu lat jest twarzą Radia Maryja. Ale pamiętajmy też, że wtedy…

Ale nie jest oligarchą.

To pan powiedział.

Pan go przedstawia tutaj jako oligarchę…

Tomczyk: Wie pan co, ja uważam, że ojciec Tadeusz Rydzyk ma w sobie mniej z księdza, a więcej z polityka i dzisiaj politycy PiS-u spłacają wobec niego polityczny dług. I za te słowa o. Rydzyk wraz ze swoimi współpracownikami podał mnie do prokuratury, razem z Marcinem Kierwińskim, jakiś tydzień temu, wtedy kiedy zawiadomiliśmy CBA, że prawie 70 mln zł ma trafić do o. Rydzyka, albo zwanego ojcem, na muzeum…

To znaczy dla pana Tadeusz Rydzyk nie jest księdzem? Nie jest duchownym? Nie jest pańskim przewodnikiem duchowym?

Myślę, że księdzem jest tylko z nazwy. To znaczy ja mam wielki szacunek do Kościoła, sam jestem katolikiem i szczerze mówiąc obraża mnie to, że ten człowiek jest nazywany księdzem.

Ale skąd tego typu wsparcie dla o. Rydzyka i jego organizacji. No przecież Radio Maryja i TV Trwam, to nie jest wielka oglądalność, wielka słuchalność.

Pamięta pan… No to jest przede wszystkim rząd dusz, na który ten człowiek ma ogromny wpływ. Ale nie wiem czy pamięta pan słowa pani premier Szydło, która mówiła, że bez o. Tadeusza Rydzyka nie byłoby zwycięstwa biało-czerwonej drużyny.

Tak było…

Przecież skoro premier polskiego rządu mówi wprost, że m.in. zwycięstwo wyborcze zawdzięcza się księdzu, ojcu Rydzykowi, a potem dziwnym trafem trafia do niego 160 mln złotych, to wiadomo, że nie chodzi o sumienie tylko o kieszeń. I to kieszeń nie byle kogo, tylko tego człowieka, ojca Tadeusza Rydzyka, który na pewno zrobił dla polskiej demokracji i dla Polski więcej złego, niż dobrego.

Czy jeżeli PO doszłaby do władzy, kiedyś w przyszłości, to chcielibyście prześwietlić finanse o. Rydzyka?

Dzisiaj mogę w 100 procentach zadeklarować, że jeżeli chociaż jedna złotówka trafiła tam w sposób nielegalny do o. Rydzyka, to każda złotówka, każdy milion złotych trafi z powrotem do publicznej kasy. Nie może być tak, że z publicznych pieniędzy prawie ćwierć miliarda złotych, bo zaraz zbliżymy się do 200 milionów czy do 250, trafia do księdza, który wspiera politycznie działalność jednej partii politycznej.

I co, jeśli będą ku temu przesłanki, to o. Rydzyk pójdzie siedzieć?

Wie pan co… No, to już oceni niezależny prokurator i niezależny sąd. Ja nie chciałbym ferować wyroków, bo nie jestem członkiem PIS-u…

Ale wyobraża pan sobie, że powinien, jeżeli tutaj było coś niezgodne z prawem, jak każdy inny obywatel?

Ja bym się chciał skoncentrować przede wszystkim na politykach, którzy takie decyzje wydają. Pamiętajmy, że kieszeń o. Tadeusza Rydzyka jest otwarta – to już wiemy od wielu lat. Pieniądze publiczne przyjmuje z otwartymi rękoma, prawda? Taca jest tutaj w tym przypadku szeroka. Ale problem…

Pamiętam, że Platforma również szeroko wspierała Kościół, chociażby Świątynię Opatrzności…

To zaraz wrócę, ale proszę pamiętać, że decyzje jeśli chodzi o o. Rydzyka są wydawane przez konkretnych polityków. Np. przez pana Glińskiego. Czy z wolnej ręki Ministerstwo Kultury, kiedy wiemy, że kultura w Polsce jest mocno niedofinansowana, kiedy w Polsce miliony złotych są potrzebne na, chociażby, na wspieranie twórców, trafia do tego twórcy, do o. Tadeusza Rydzyka. A jeżeli pyta pan o wsparcie dla polskiego Kościoła, to wsparcie trafiało zawsze, jeśli już, do polskiego Kościoła jako do całości, do Episkopatu i na budowę Świątyni Opatrzności, o której… jeszcze… która była podnoszona jako wotum po Konstytucji 3 Maja, które były pewnym krajowym zobowiązaniem. Nigdy nie trafiała do człowieka, który ma więcej wspólnego z politykiem niż z księdzem.

I na koniec: jak pan się czuje jako przedstawiciel nienormalnej opozycji. Jarosław Kaczyński dzisiaj mówi: „niestety nasz przeciwnik nie jest normalną opozycją, łamie wszelkie reguły i ma potworne poczucie bezkarności; rzucili przeciwko nam wszelkie możliwe zasoby, podeptali wszystkie zasady życia parlamentarnego, politycznego. Proszę zwrócić uwagę: w Hiszpanii ludzie, którzy wzywali do buntu przeciwko demokratycznemu rządowi siedzą w więzieniach. Siedzą w więzieniach z perspektywą kilkunastoletnich wyroków. A jak nazwać to, co robi Schetyna, jeśli nie wzywaniem do buntu, łamaniem prawa”.

Jeżeli ktokolwiek z naszych widzów kiedykolwiek miał jakieś wątpliwości co do Jarosława Kaczyńskiego, co do jego osobistej uczciwości, to myślę, że po słowach przyrównujących nas do buntowników w Hiszpanii, którzy mają w perspektywie kilkunastoletnie wyroki, powinien rozwiać wszelkie swoje wątpliwości. Bo dzisiaj…

Ale też Jarosław Kaczyński dodaje, że pan Schetyna jest bezpieczny.

Dzisiaj wprost Jarosław Kaczyński mówi, że jego zdaniem – ta analogia nie pada bez przypadku – politykom opozycji w Polsce powinny grozić kilkunastoletnie wyroki, podobnie jak politykom w Hiszpanii. I to jest dzisiaj obraz demokracji AD 2018. Myślę, że ten obraz zauważył zarówno Mick Jagger, jak i państwa… nasi sąsiedzi, nasi sojusznicy. I coraz częściej widzą to obywatele. Ten człowiek zachowuje się dzisiaj właśnie jak Neron, który chce podpalić Rzym.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL