Piłka nożna

Grzeczny książę Harry skuteczniejszy od Ronaldo i Messiego

Harry Kane w lipcu skończy 25 lat. Od 11. roku życia związany z Tottenhamem. W pierwszej drużynie zadebiutował w 2011 r. Grał też na wypożyczeniu w Leyton Orient, Millwall, Norwich i Leicester. W 2015 roku został uznany za najlepszego młodego zawodnika w Premier League. Dwa ostatnie sezony kończył jako król strzelców. W reprezentacji Anglii rozegrał 23 mecze, zdobył 12 goli.
AFP
Nie zdobył z Tottenhamem żadnego trofeum, ale może powiedzieć, że to był jego rok. Strzelił więcej bramek niż Messi, Ronaldo i Lewandowski.

56 goli w 52 meczach – nie jest to wynik rzucający na kolana, biorąc pod uwagę statystyki Cristiano Ronaldo i Leo Messiego (91 trafień w 2012 roku!) z ostatnich lat. Ale sam fakt, że znalazł się człowiek, który przerwał dominację gwiazdorów Realu i Barcelony, dzielących się tytułem najlepszego snajpera od 2010 r., zasługuje na szacunek. Podobnie jak styl, w jakim tego dokonał.

Jeszcze dzień przed Wigilią Kane tracił do Messiego cztery bramki, ale w dwóch pozostałych spotkaniach – z Burnley i Southampton – uzyskał hat tricki, bijąc przy okazji rekord Alana Shearera z 1995 roku (36 ligowych trafień dla Blackburn w roku kalendarzowym, Kane – 39). To był spektakularny finisz na miarę końcówki ubiegłego sezonu – osiem goli w trzech ostatnich meczach dało mu wtedy drugą z rzędu koronę króla strzelców Premier League.

– On ma naturalny instynkt snajperski. Z tym trzeba się urodzić – chwali młodszego kolegę Shearer. A Mauricio Pochettino opowiada, że praca z Kane'em to przyjemność. – Pokażcie mi lepszego środkowego napastnika – nie kryje radości trener Tottenhamu i dodaje: – Ma dopiero 24 lata, jeszcze nie osiągnął szczytu formy.

Wenger żałuje

Pochettino dziś triumfuje. On zobaczył to, czego kiedyś nie potrafiono dostrzec w akademiach Arsenalu i Watfordu. Twierdzono, że Kane jest za mały i niewystarczająco szybki, by zrobić karierę. Trafił więc do Tottenhamu. Ku uciesze rodziny, kibicującej Kogutom.

Miał 11 lat, kiedy stawił się na pierwszym treningu w klubie; 17 – gdy podpisał profesjonalny kontrakt. Kto wie, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie nabrał doświadczenia w niższych ligach. W 2011 roku został wypożyczony do Leyton Orient, rok później do broniącego się przed spadkiem z Championship (druga liga) Millwall. To tam – jak sam mówi – stał się mężczyzną. W 27 meczach strzelił 9 bramek, znacząco przyczyniając się do utrzymania zespołu w lidze.

Nie był to jednak koniec jego tułaczki. Zanim dostał szansę w Tottenhamie, zwiedził jeszcze Norwich i Leicester. Do składu przebił się dopiero, gdy zawodzić zaczął Emmanuel Adebayor, a kupiony za 26 mln funtów z Valencii Roberto Soldado okazał się transferowym niewypałem. Fani wreszcie mieli kogoś, z kim mogli się utożsamiać. Kane urodził się i wychował w Walthamstow, zaledwie kilka kilometrów od stadionu White Hart Lane.

Arsene Wenger nie może odżałować, że Arsenal wypuścił go z rąk. – Dowiedziałem się o tym z gazet – zaznacza Francuz. – Uznałem to za zabawną historię, ale z drugiej strony zdenerwowałem się i starałem dowiedzieć, dlaczego ktoś pozwolił mu odejść z akademii.

Zarabia jak Krychowiak

Dziś każdy chłopak w Anglii chciałby pójść jego śladami. I zaliczyć taki sam debiut w reprezentacji. Trzy lata temu, w meczu eliminacji Euro 2016 z Litwą na Wembley, Kane zmienił Wayne'a Rooneya, 80 sekund później cieszył się z bramki.

Rooneya w kadrze już nie ma. Kane to twarz młodego pokolenia, które nie chce podzielić losu starszych kolegów, nieumiejących wykorzystać swojego potencjału w drużynie narodowej. To na niego będą zwrócone oczy angielskich kibiców podczas mundialu w Rosji. Czy udźwignie ciężar odpowiedzialności? Przed Euro we Francji zapowiadał, że będzie postrachem bramkarzy, ale w czterech spotkaniach nie zdobył gola. W eliminacjach MŚ był już najlepszym strzelcem Anglików (pięć trafień).

Piłkarscy fachowcy nie mają wątpliwości, że Kane powinien zmienić klub, by stać się gwiazdą pierwszego formatu. Królem futbolu, a nie tylko księciem bez berła i korony. – Grając w Tottenhamie, trudno mu będzie zdobyć Złotą Piłkę. Musiałby dołączyć do Realu czy Barcelony – zauważa Phil Neville, były obrońca Manchesteru United, dziś ekspert telewizji Sky Sports.

– Czy chcielibyśmy Kane'a? Oczywiście! Jest znakomity, ale nawet nie zamierzam pytać o cenę, bo wiem, że zażyczyliby sobie przynajmniej 200 mln euro – przyznaje prezes Realu Florentino Perez. Zdaje sobie jednak sprawę, że może trzeba będzie sięgnąć głębiej do kieszeni i spełnić życzenie kibiców. W ankiecie przeprowadzonej przez dziennik „Marca" aż 34 proc. czytelników odpowiedziało, że przeznaczyłoby pieniądze na transfer Anglika. Mniej głosów zebrali Robert Lewandowski, Neymar czy Kylian Mbappé. Fanem talentu Kane'a jest też trener Królewskich Zinédine Zidane.

Jedno jest pewne: Tottenham, chcąc go zatrzymać, będzie zmuszony dać mu solidną podwyżkę. W porównaniu z innymi gwiazdami Premier League Kane zarabia grosze. 110 tys. funtów tygodniowo to tylko nieco więcej niż Grzegorz Krychowiak pobiera w West Bromwich. Do lidera listy płac – pomocnika Manchesteru United Paula Pogby – mu daleko (290 tys. funtów).

Bramkarze się go boją

Kane nie jest wdzięcznym obiektem dla brytyjskich bulwarówek. Nie kłóci się z kolegami z zespołu ani z trenerami, nie pije alkoholu, nie włóczy po nocnych klubach. Jego jedyną namiętnością jest gra w golfa. Od kilku lat spotyka się z tą samą dziewczyną, znają się od czasów szkolnych. W styczniu 2017 roku na świat przyszła ich córka. W wakacje zaręczyli się na Bahamach. Katie Goodland to instruktorka fitness. Przyznaje, że peszy ją sława Harry'ego.

Kane ma świadomość, że nie był najbardziej utalentowany, a na szczyt wspiął się dzięki ciężkiej pracy. Lubi powtarzać, że inspiracją dla niego był Tom Brady. Gwiazdor NFL usłyszał kiedyś, że nie ma warunków, by zrobić karierę jako quarterback. – Nauczyłem się od niego, by się nie poddawać – tłumaczył Kane w rozmowie z dziennikiem „Independent". Na cześć Brady'ego nazwał nawet jednego ze swoich psów (drugi z labradorów, Wilson, dostał imię po innym futboliście amerykańskim – Russellu Wilsonie).

Gianluigi Buffon stawia Kane'a w jednym rzędzie z Brazylijczykiem Ronaldo, Filippo Inzaghim, Gabrielem Batistutą i Cristiano Ronaldo. – Wszyscy oni mieli lub mają w sobie coś takiego, co sprawia, że bramkarze się ich obawiają – przekonuje kapitan Juventusu. Buffon niedługo stanie oko w oko z Kane'em: ich drużyny zmierzą się w 1/8 finału Ligi Mistrzów.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL