Piłka nożna

Piłkarze wrażliwi mają wspólny cel

Juan Mata
AFP
W czasach niekontrolowanej chciwości Juan Mata – hiszpański mistrz świata i Europy – chce czynić dobro.

Gdy w 1999 roku włoski napastnik Christian Vieri przechodził z Lazio Rzym do Interu Mediolan za 46,5 mln euro, papież Jan Paweł II powiedział, że jest to „obrazą dla ubogich".

Rok temu 46,3 mln wyniosła prowizja Mino Raioli – menedżera, który przeprowadził transfer Paula Pogby z Juventusu do Manchesteru United za ponad 100 mln euro. Raiola mógł zgarnąć tak kosmiczną prowizję, gdyż wbrew prawu i zdrowemu rozsądkowi w rozmowach transferowych reprezentował... wszystkie trzy strony: Pogbę, Juventus i Manchester United, i od wszystkich dostał prowizję.

Rząd Kataru kupił Neymara dla PSG za 222 mln euro, Leo Messi zarabia ponad pół miliona euro tygodniowo (565 tysięcy), czyli blisko 30 milionów rocznie, stacja telewizyjna Sky zapłaciła ponad 5 miliardów funtów za prawa do pokazywania Premier League.

Piłkarze są oderwanymi od rzeczywistości multimilionerami, zwykły kibic dzięki mediom społecznościowym może zajrzeć w ich prywatność i utwierdzić się w przekonaniu, że o zwykłym życiu nie mają bladego pojęcia. Liczą się drogie ciuchy, luksusowe wakacje, szybkie samochody i plastikowe kobiety.

Niewielu zawodników stać na refleksję. Dlatego gdy rok temu pomocnik Manchesteru United Juan Mata przyznał w wywiadzie dla dziennika „As", że jego pensja (7 mln funtów rocznie) jest „oburzająco wysoka", kibice zaczęli się uważnie przyglądać mistrzowi świata (2010) i Europy (2012).  „Żyjemy w bańce. To niezrozumiałe i niewytłumaczalne" – dodał Mata w tym samym wywiadzie, mówiąc o sobie i kolegach po fachu.

Hiszpan studiuje korespondencyjnie marketing sportowy na Universidad Camilo José Cela – prywatnej uczelni w Madrycie – i nie pasuje do stereotypu piłkarza. Współpracował z fundacją Streetfootball World, która skupia organizacje charytatywne próbujące chociaż odrobinę zmienić świat poprzez piłkę nożną. Przy czym „ściśle współpracuje" nie oznacza kilku wizyt w sierocińcach czy szpitalach, w błysku fleszy.

RolandLatem tego roku Mata uruchomił w ramach Streetfootball World program common goal, którego nazwę można przetłumaczyć jako „wspólny cel". Na platformie internetowej Players Tribune napisał emocjonalny artykuł o potędze futbolu, o tym, jak może on pozytywnie wpływać na młodych ludzi, o korzeniach piłki nożnej, od których przemysł, jakim się stała, już dawno się oderwał.

Mata zadeklarował, że jeden procent swojej rocznej pensji będzie przeznaczał na cele realizowane przez Streetfootball World, i zachęcił, by dołączali do niego inni.

Dziś w common goal zrzeszonych jest 30 zawodników i trenerów (m.in. Julian Nagelsmann Hoffenheim), do akcji dołączył szef UEFA, Słoweniec Aleksander Čeferin. Jako jedni z pierwszych na apel Maty odpowiedzieli Mats Hummels i Giorgio Chiellini. Oczywiście 30 osób to wciąż nie jest nawet kadra jednego klubu, ale warto zauważyć, że w czasach, gdy normą jest unikanie podatków i zatajanie dochodów, kilka osób postanowiło zrobić coś dobrego i mieć wspólny cel.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL