Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Czy gospodarka potrzebuje „dobrej zmiany”

Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Jeœli wicepremier Mateusz Morawiecki nie przejdzie szybko do ofensywy, to prędko się przekona, że poprzez fakty dokonane strategię ułożš za niego parlament, prezydent i inni ministrowie.

W udzielanych wywiadach wicepremier M. Morawiecki chętnie dzieli się myœlami na temat potrzebnych zmian w gospodarce. W wywiadach tych (m.in. „Rz" z 23.XI, „Puls Biznesu" z 26.XI, „Do Rzeczy" nr 49) sš to jednak dosyć luŸno ze sobš powišzane elementy pewnej osobistej wizji nieskładajšce się na spójnš strategię rozwoju, którš można by utożsamiać z jakšœ „dobrš zmianš". Bioršc pod uwagę nadaktywnoœć legislacyjnš Sejmu, której sprzyja prezydent i która wyraŸnie zmierza do daleko idšcych i bardzo ryzykownych zmian ustrojowych, niezwykle ważna staje się możliwoœć oceny skutków tych zmian dla perspektyw długookresowego wzrostu i rozwoju polskiej gospodarki.

Ważne jest nie tylko to, że realizacja złożonych obietnic wyborczych zagraża w krótkim i w œrednim okresie stabilnoœci finansów publicznych. Chodzi przede wszystkim o to, że wprowadzanie w życie tych obietnic w sposób szybki i przypadkowy może usytuować naszš gospodarkę na mniej korzystnej niż dotychczas œcieżce wzrostu. Inaczej mówišc, jeœli dokonywane ad hoc zmiany nie będš konfrontowane z szerszš strategiš, to polskiemu modelowi kapitalizmu grozi erozja i wyraŸny spadek efektywnoœci. Każdy kolejny „sukces" w politycznym blitzkriegu odbije się negatywnie na jakoœci i spójnoœci strategii rozwoju.

Polska liderem transformacji

Kilka istotnych wštpliwoœci i uwag krytycznych wobec poglšdów M. Morawieckiego sformułował prof. J. Czekaj („Rz" z 1.XII). Najważniejsza z tych wštpliwoœci dotyczy możliwoœci zwiększenia zasobu oszczędnoœci, które pozwoliłyby sfinansować wskazywane cele rozwojowe. Chciałbym poszerzyć dyskusję o dodatkowe i bardzo ważne – moim zdaniem – pytania, które łšcznie mogš stanowić pewien test spójnoœci poglšdów M. Morawieckiego oraz zarysowujšcego się na ich podstawie kształtu strategii rozwoju.

Wychodzę od ogólnego i kluczowego pytania, od którego zależš dalsze „testy": czy radykalna zmiana strategii gospodarczej i modelu kapitalizmu w Polsce jest uzasadniona? W artykule opublikowanym przed samymi wyborami („Rz" z 23.X.) sformułowałem ocenę, że dotychczasowy model kapitalizmu funkcjonuje całkiem nieŸle i że niestety nie zostanie to najprawdopodobniej „uszanowane" przez nowy rzšd. Tę ocenę chciałbym teraz rozwinšć.

Zacznijmy od faktów. Oprę się na ciekawej, syntetycznej analizie dokonań 28 krajów postkomunistycznych w okresie transformacji, przeprowadzonej przez Branko Milanovicia, znanego eksperta Banku Œwiatowego („Challenge" nr 2, 2015). Otóż œrednie tempo wzrostu w okresie 1990–2013 pozwala mu wyodrębnić cztery grupy krajów: a)siedem krajów, w których poziom PKB per capita na koniec okresu był cišgle poniżej poziomu z 1990 r.; b) cztery kraje, których tempo wzrostu było niższe niż œrednia dla bogatych krajów OECD; c) pięć krajów, w których utrzymał się dystans wobec krajów OECD i d) 12 krajów, którym udało się zmniejszyć dystans do krajów OECD. Polska ze œredniorocznym tempem 3,7 proc. znalazła się na drugim miejscu w grupie d) (po Białorusi z tempem 3,9 proc.). W grupie tej znalazła się Słowacja (2,4 proc.), natomiast np. Czechy znalazły się w grupie c) z tempem 1,7–19 proc., a Węgry z tempem poniżej lub ok. 1 proc. w grupie b) (wraz Macedoniš, Chorwacjš i Rosjš).

Co istotne, autor nie ogranicza się do tempa wzrostu, lecz uwzględnia dodatkowe dwa kryteria: wzrost stopnia nierównoœci w podziale PKB (wzrost współczynnika Giniego o więcej niż 10 pkt proc.) oraz zakres konsolidacji demokracji. W efekcie grupa d) „sukcesu" zmniejsza się do trzech krajów (Albanii, Estonii i Polski). Jak konkluduje Milanović, jeœli uwzględni się wštpliwoœci co do stanu demokracji w Albanii oraz bardzo małe rozmiary gospodarki Estonii, to jedynym krajem, w którym udało się spełnić oczekiwania, jakie zrodziła transformacja, jest Polska.

Delikatna konstrukcja

Spróbujmy spojrzeć przez pryzmat tej analizy na zamierzenia M. Morawieckiego. Jeœli żadnemu innemu krajowi nie udało się bardziej skorzystać na transformacji, to trzeba być bardzo odważnym i mieć œwietny program gospodarczy, aby próbować w sposób radykalny zmienić model kapitalizmu w Polsce. Używajšc żargonu ekonomistów, koszt alternatywny takiej propozycji jest bardzo wysoki, co oznacza, że próbujšc poprawić sytuację, możemy jš znaczšco pogorszyć.

Nasuwa się bowiem pytanie, dlaczego 27 innym krajom nie udało się osišgnšć lepszego wyniku. Oczywiœcie można używać oderwanego od rzeczywistoœci argumentu, że empiria nas nie interesuje, że my wiemy lepiej i że czas i miejsce sš wyjštkowe („this time is different"). Doœwiadczenia wielu krajów pokazujš, niestety, że taka filozofia dobrej zmiany jest prostš drogš do poważnego kryzysu. Struktura instytucjonalna gospodarki rynkowej jest delikatnš strukturš, którš można porównać do domku z kart. Usunięcie jednej czy nawet kilku kart może się udać. Z reguły przychodzi jednak moment, w którym jeden błędny ruch prowadzi do załamania całej struktury. W naszych warunkach odpowiednikiem tego byłoby cofnięcie dorobku naszej transformacji i poziomu dobrobytu o wiele lat.

Ktoœ mógłby jednak powiedzieć: zgadzam się na koszt w postaci osłabienia instytucji demokracji liberalnej w zamian za zdecydowanie wyższe tempo wzrostu oraz innš strukturę podziału dochodów. M. Morawiecki przyjmuje tu jednak bardzo ostrożne stanowisko: uważa, że prawdopodobne przyszłe tempo wzrostu w Polsce to 4 proc. œredniorocznie. Tak więc nawet sceptyczna wobec wartoœci demokratycznych osoba powinna się zastanowić: czy przyspieszenie tempa z 3,7 do 4,0 proc. (o ile by się udało) usprawiedliwia to, aby poœwięcać dobrze funkcjonujšcš i zrównoważonš gospodarkę do legitymizowania procesu odchodzenia od liberalnej demokracji?

Ryzyko prymatu polityki

Z przewidywanym 4-proc. tempem wzrostu zwišzany jest drugi test, czyli implikacje takiego tempa dla równowagi makroekonomicznej. Pozornie test wypada pozytywnie. Jeœli bowiem potencjalne tempo (4 proc.) jest wyższe od historycznego (3,7 proc.) i obecnego (3,5 proc.), to można by argumentować, że istnieje pewna przestrzeń dla zwiększenia deficytu budżetowego. Pamiętać jednak trzeba, że na œcieżce zrównoważonego wzrostu deficyt powinien wynosić nie 3 proc., lecz 0 proc. PKB. Dlatego wypowiedŸ, że 3-proc. deficyt nie musi być dla nas œwiętoœciš, należy uznać za bardzo mało roztropnš. Czy jako ogólnie szanowany prezes dużego banku komercyjnego M. Morawiecki powiedziałby w wywiadzie, że np. wskaŸnik adekwatnoœci kapitałowej nie musi być dla niego œwiętoœciš?

Chciałbym też bardzo wierzyć, że wicepremierowi całkiem obce jest przekonanie, że demontaż instytucji demokratycznych i osłabianie trójpodziału władzy nie będzie miało negatywnego wpływu na gospodarkę. Ryzyko niestabilnoœci makroekonomicznej i finansowej zdecydowanie się zwiększy, jeœli prymat polityki nad gospodarkš znajdzie wyraz w dšżeniu do ograniczenia niezależnoœci NBP oraz KNF. A takie działania należy uznać za kolejny logiczny i prawdopodobny krok w sytuacji, gdy ograniczenia budżetowe będš utrudniać realizację obietnic wyborczych. Prace nad „udoskonaleniem" reguły wydatkowej wytyczajš prawdopodobnie kierunek dalej idšcych zmian.

Ciekawe, jak zachowa się wicepremier, jeœli dobra zmiana wymagać będzie nowelizacji ustawy o finansach publicznych polegajšcej na zniesieniu progów ostrożnoœciowych? A jak zachowajš się uczestnicy rynków finansowych? Doœwiadczenia ostatnich lat pokazujš dobitnie, że łatwo o splot czynników powodujšcych, że z pozornie stabilnego kraju kapitał zaczyna szybko odpływać, a kurs walutowy ulega silnemu osłabieniu. Jak długo będzie działał „bufor kursowy", gdy wystraszeni zmianami legislacyjnymi inwestorzy zacznš się wycofywać z Polski bardziej masowo?

Skšd czerpać wzorce

Jako ekonomista czułbym się dużo bardziej komfortowo, gdyby dzielšc się swoimi poglšdami na temat przyszłej strategii, wicepremier nawišzał do pewnych nowych ram teoretycznych, w jakich prowadzone sš badania nad rozwojem gospodarczym oraz do płynšcych z nich wniosków dla polityki gospodarczej. Czułbym się bardziej spokojny, gdyby mówišc na przykład o wyłanianiu narodowych czempionów, wyraŸnie podkreœlał, że przyœwiecać mu będš w tym poglšdy nowej ekonomii strukturalnej, tak jak sformułował je główny ekonomista Banku Œwiatowego J. Lin, czy też tzw. koncepcja diagnozowania barier wzrostu autorstwa D. Rodrika, R. Hausmanna i A. Velasco. Wtedy może wskazałby, za pomocš jakich konkretnych metod i narzędzi zamierza prowadzić politykę przemysłowš pozwalajšcš identyfikować sektory dysponujšce obecnš i potencjalnš przewagš komparatywnš.

Bez tego nasuwa się obawa, że pod silnš presjš polityków strategia rozwojowa będzie dryfować w kierunku rozwišzań tradycyjnych, etatystycznych i niechętnych kapitałowi zagranicznemu, a narodowym czempionem pozostanie górnictwo. Mało obiecujšce jest szukanie wzorców w doœwiadczeniach Korei Płd. sprzed 20–30 lat, chyba że ma to służyć uwiarygodnieniu autorytarnych rozwišzań w sferze polityki. Także doœwiadczenia Hiszpanii i Finlandii z tamtego okresu sš przydatne w ograniczonym zakresie. Dużo ważniejsze jest, jak sugeruje J. Lin, przyglšdanie się krajom i to nie tym najbogatszym, które w obecnych warunkach odnoszš sukces.

Pytania bez odpowiedzi

Jako ekonomistę bardzo martwi mnie również to, że przemyœlenia skłaniajš wicepremiera do wygłaszania chętnie poglšdu, że gospodarkš można zarzšdzać tak jak przedsiębiorstwem. Obecny kryzys œwiatowy szczególnie dobitnie przypomniał nam o tzw. błędzie złożenia (agregacji): zachowanie gospodarki w skali makro nie jest prostš sumš zachowań podmiotów na poziomie mikro. A przecież strategia i polityka rozwojowa to szukanie optymalnego kompromisu między wymogami makro- i mikroekonomicznymi oraz między wymogami krótko- i długookresowymi.

Na te wybory nakładajš się dodatkowo uwarunkowania polityczne. Dlatego chciałbym sformułować kilka dodatkowych testów, które pomogłyby zrozumieć, jak M. Morawiecki zamierza budować te kompromisy: a) w jaki sposób powrót do niższego wieku przechodzenia na emeryturę można pogodzić z celami rozwojowymi? b) czy dla realizacji wskazywanych, zresztš dosyć mało ambitnych, trzech priorytetów rozwojowych konieczna była kosztowna zmiana struktury resortowej? c) jeœli strategia ma być ukierunkowana na zewnštrz, to dlaczego nie jest proeuropejska i dlaczego jest niechętna wobec bezpoœrednich inwestycji zagranicznych? d) jak przy kreowaniu narodowych czempionów uniknšć ryzyka „zbyt duży, by upaœć" oraz zwiększenia ich pozycji monopolistycznej? e) czy finansowanie rozwoju ma się dokonywać głównie poprzez sektor bankowy czy instytucje rynku kapitałowego?

Na odpowiedzi na te i inne pytania cišgle czekamy. Oczywiœcie w poszczególnych wywiadach mogło nie wystarczyć na nie miejsca, ale było ich dosyć dużo i można było w każdym z nich uwypuklić inne aspekty strategii i pogłębić sposób rozumienia ich wzajemnych powišzań.

Podsumowujšc, jeœli wicepremier M. Morawiecki nie przejdzie szybko do ofensywy, to prędko się przekona, że poprzez fakty dokonane strategię ułożš za niego parlament, prezydent i inni ministrowie. Tyle że dla gospodarki nie będzie to strategia prorozwojowa, lecz antyrozwojowa.

Autor jest profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, był członkiem Rady Polityki Pieniężnej

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL