Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Opinie

Pada mit niskiej inflacji

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Jeśli Rada Polityki Pieniężnej nie podniesie stóp procentowych, inflacja przekroczy granicę 3 proc. już w przyszłym roku.

Struktura wzrostu gospodarczego w Polsce w tej postaci, z jaką mieliśmy do czynienia w drugiej połowie ubiegłego roku i w pierwszej bieżącego, jest jawnie proinflacyjna. Wzrost z tak dużą wagą konsumpcji i bez inwestycji nie wzmacnia potencjału gospodarki. Niski potencjał i wysokie tempo wzrostu obserwowanego PKB szybko zamyka lukę produktową. To podręcznikowe środowisko dla wzrostu inflacji.

Tendencje proinflacyjne potęgowane są przez strukturalne niedopasowanie podaży do popytu na rynku pracy. Równocześnie jednak dekompozycja PKB z tak dużą dynamiką wzrostu konsumpcji, brakiem wydatków inwestycyjnych i poprawą płynności FUS wpływa korzystnie na bieżącą sytuację budżetu państwa. Działa to usypiająco zarówno na decydentów, jak i opinię publiczną.

Trend nie do zatrzymania

Proinflacyjnego charakteru naszego wzrostu gospodarczego przez dłuższy czas nie było widać w bieżących wskaźnikach inflacji konsumenckiej. Jeszcze w sierpniu inflacja CPI wyniosła tylko 1,8 proc. rok do roku, przy spadku liczonym miesiąc do miesiąca rzędu -0,1 proc. We wrześniu było już gorzej: 2,2 proc. inflacji w ujęciu rocznym niektórych mocno zaskoczyło. Wbrew temu, co twierdzi kilku reprezentantów Rady Polityki Pieniężnej (RPP) tego trendu wzrostowego w średnim i dłuższym czasie nie da się zatrzymać. A z pewnością nie przy biernej postawie władz monetarnych i jej uspokajających, mylących rynek komunikatach.

Merytoryczna analiza pozwala stwierdzić, że dynamika wzrostu inflacji, zarówno wskaźnika headline (CPI – red.), jak i wskaźników bazowych, jest – wbrew pozorom – wysoka. Nawet w sierpniu, kiedy nieznacznie spadł wskaźnik core (inflacji bazowej – red.) z wyłączeniem cen o największej zmienności (z 0,8 proc. do 0,7 proc. r./r.), równolegle wzrosły dwie pozostałe miary inflacji bazowej (po wyłączeniu cen administrowanych i średnia obcięta). Fundamentalna presja inflacyjna, widoczna we wskaźnikach bazowych, wyraźnie się więc wzmaga, choć jest to proces stopniowy.

Na spowolnienie presji inflacyjnej wpływało dotychczas postępujące wykorzystanie prostych rezerw w podaży pracy oraz import pracowników z zagranicy, co temperowało wzrost oczekiwań płacowych. Ale te proste rezerwy nieuchronnie się wyczerpują. Świadczy o tym statystyka jednostkowych godzinowych kosztów pracy, które wzrosły w Polsce w II kwartale o 8,3 proc. r./r., po 2,8 proc. w I kwartale.

Spadek wskaźnika bazowego z wyłączeniem cen żywności i energii w sierpniu wynikał przy tym głównie ze spadku cen usług i sprzętu telekomunikacyjnego, książek oraz usług finansowych. Są to czynniki jednorazowe. Wzrost cen paliw zaś, który również dał o sobie znać w sierpniu, ma charakter ciągniony: oznacza wzrost cen usług transportowych w kolejnych miesiącach.

W połączeniu z wyższymi cenami leków i odzieży przełoży się to na nieunikniony, choć nie szokowy, wzrost głównej miary inflacji bazowej w 2017 r. Ale już w 2018 r. inflacja bazowa ostro przyspieszy, bo osłabnie wykorzystanie prostych rezerw amortyzujące częściowo spadek podaży pracy. Strukturalne niedopasowanie popytu do podaży na rynku pracy musi znaleźć ujście w inflacji płacowej, która – cudów nie ma – pociągnie za sobą wzrost cen konsumpcyjnych. Zmiany strukturalne w polskiej gospodarce są zbyt niedojrzałe i niekonsekwentne, by podawać w wątpliwość działanie krzywej Phillipsa (pokazującej zależność między bezrobociem a inflacją – red.), jak dzieje się to czasem w przypadku USA czy strefy euro.

Warto przy tym pamiętać, że GUS, który opublikował szacunek zbiorów rolnych i ogrodniczych na ten rok na bazie analiz historycznych korelacji, wskazuje na potencjał wzrostowy dynamiki cen owoców i warzyw. Nie jest on co prawda gigantyczny, ale i tak dołoży do wskaźnika CPI 0,1-0,2 pkt proc. Impuls inflacyjny we wskaźniku headline zostanie też dodatkowo wzmocniony o kolejne 0,1–0,2 pkt proc. ze strony rynku paliw.

Bariera braku kandydatów

Do niedowiarków przemówić wreszcie powinny bardzo jednoznaczne sygnały płynące regularnie ze wskaźników wyprzedzających koniunktury. Ekspansja na rynku pracy sygnalizowana przez subindeks zatrudnienia w PMI była już w sierpniu najsłabsza od trzech lat (ostatni taki słaby odczyt odnotowano w momencie wprowadzenia sankcji unijnych skierowanych przeciw Rosji w sierpniu 2014 r.). Opóźnienia produkcyjne (sygnalizowane po raz pierwszy od lutego 2015 r.) i rosnące zaległości były – jak wynika z ankiet wśród przedsiębiorstw – ewidentnie następstwem napotkania barier zatrudnienia.

Wrzesień zaś definitywnie zamknął trwający od ponad czterech lat okres nieprzerwanego tworzenia nowych miejsc pracy. Subindeks zatrudnienia spadł do progowej wartości 50 pkt. Zatrudnienie w Polsce już jest w stagnacji. Nie da się tego powiedzieć o popycie na pracę. Podaż jednak nie nadąża za popytem. Dynamika zatrudnienia nieuchronnie zmierza do zera.

Badania ankietowe wskazują na logiczną reakcję obronną firm przed brakami na rynku pracy. Następuje wzrost wydajności, bo przedsiębiorstwa nie rekrutują nowych pracowników na miejsca tych, którzy odchodzą na emerytury. Ten wzrost wydajności jest rekompensowany wzrostem płac. Ale mamy też bardzo poważny wzrost wynagrodzeń nieopłacanych wzrostem wydajności. Widać to zarówno w danych ze sfery przedsiębiorstw (wydajność pracy w przemyśle w okresie styczeń–sierpień wzrosła o 2,9 proc. r./r., czemu towarzyszył wzrost przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto o 5 proc.), jak i usług.

Stąd mocne przyspieszenie inflacji kosztowej. We wrześniu producenci raportowali najszybszy od kwietnia 2011 r. wzrost kosztów produkcji. W ankietach zebranych dla konstrukcji PMI przedsiębiorstwa przyznają, że coraz częściej przerzucają rosnące koszty produkcji (surowcowe i płacowe) na ceny finalnych wyrobów.

Kiedy dynamika zatrudnienia zmierza do zera, kiedy koszty płacowe i materiałowe rosną, kiedy rośnie popyt w gospodarce – wynik jest przewidywalny. To nie totolotek. I niewiele tu miejsca na spekulacje o nadziejach. Presja płacowa będzie coraz silniejsza. Może wynagrodzenia nie będą pędziły tak, jak w innych krajach naszego regionu, gdzie ich dynamika jest dwucyfrowa, bo niska była baza startowa. Ale i my będziemy coraz bliżej tej symbolicznej granicy 10 proc. W niektórych branżach i sektorach z pewnością zaś ją przełamiemy. Bo sektorowe zróżnicowanie płac będzie coraz bardziej widoczne.

Przy tej dekompozycji wzrostu gospodarczego i przy dynamice obserwowanego PKB o blisko 2 pkt proc. powyżej potencjału wzrost inflacji jest nieuchronny. Rezerwy na rynku pracy zwiększające podaż nie są niewyczerpane, a polityka gospodarcza skutecznie wzmacnia niekorzystne trendy demograficzne.

Według moich prognoz, które uwzględniają już wzrost stop procentowych w drugiej połowie 2018 r. o 50 pkt baz., średnioroczna inflacja wyniesie 2,6 proc. W 2019 r. zaś CPI przekroczy 3 proc. A bez podwyżek stóp granica 3 proc. inflacji padnie już w przyszłym roku. Rynek jeszcze niedawno spodziewał się pierwszych podwyżek stóp NBP na początku 2019 r. Po wrześniowym skoku inflacji przesunął się lekko na przełom tego i kolejnego roku. Ale wciąż bardzo się myli, wyceniając cały pięcioletni cykl podwyżek na ok. 100 pkt baz. Obawiam się, że tak lekko jednak nie będzie.

Janusz Jankowiak jest głównym ekonomistą Polskiej Rady Biznesu

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL