Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Szułdrzyński: Odsunšć bulteriery

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Spór Warszawy z Brukselš w sprawie ustawy o sšdach powszechnych wykracza znacznie poza samš procedurę dotyczšcš praworzšdnoœci w Polsce. Nie chodzi w nim jedynie o sšdownictwo czy o przestrzeganie prawa nad Wisłš. Losy tego sporu wpłynš bowiem na przyszłoœć całej Unii.

Z jednej strony Bruksela testuje mechanizmy dyscyplinowania państw członkowskich na wypadek, gdyby któreœ z nich zaczęło łamać unijne zasady. Patrzšc na to z tej perspektywy, Unia ma sens, gdy jest wspólnotš wartoœci opartš na dobrej woli. Bezradnoœć Brukseli, gdy któryœ z rzšdów konsekwentnie w jej mniemaniu łamie zasady praworzšdnoœci czy odmawia podporzšdkowania się wyrokom Trybunałów (jak choćby w przypadku nakazu wstrzymania wycinki Puszczy Białowieskiej), pokazuje, że sprawa nie jest wydumana.

Ale z drugiej strony przypadek obecnych napięć na linii Polska–Bruksela każe również zadać pytanie o granice suwerennoœci państw unijnych. Kwestionowanie przez Brukselę np. zróżnicowania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w zawodzie sędziego daje do ręki argument wszystkim przeciwnikom integracji, którzy mogš mówić: Patrzcie, nie chodzi o żadnš praworzšdnoœć, lecz o ograniczanie władzy demokratycznie wybranych władz. To woda na młyn wszystkich eurosceptyków, nie tylko nad Wisłš.

Dotychczasowy przebieg dialogu Komisji Europejskiej z Polskš nie napawa optymizmem. Z jednej strony unijne procedury okazujš się bezradne, wobec tego, kto chce je łamać. Z drugiej zaœ dajš o sobie znać osobiste animozje. Można bowiem œmiało postawić pytanie, w jakim stopniu wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans chce rozwišzać problem prawny, a w jakim kierujš nim osobiste ambicje.

Można jednak odnieœć wrażenie, że częœć œrodowisk politycznych w Polsce wyznaje zasadę: im gorzej, tym lepiej. Czyli im ostrzejszy spór z Brukselš, tym łatwiej podgrzewać emocje i w konsekwencji zbijać polityczny kapitał. Wczytujšc się w ton niektórych wypowiedzi czy pism słanych np. przez Zbigniewa Ziobrę, można wysnuć wniosek, że prowokowanie Komisji stało się dla częœci polskiej prawicy celem samym w sobie.

To ryzykowna gra. Krótkofalowo obniża ona naszš zdolnoœć negocjacyjnš w ważnych sprawach dotyczšcych Unii. Nie chodzi o to, że rzšd musi we wszystkim ustępować Brukseli, lecz zbyt duża liczba konfliktów sprawia, że nasze zdolnoœci do przeforsowania swojego stanowiska radykalnie malejš. Długofalowe eskalowanie napięcia może zaœ prowadzić do stopniowego podmywania wiary w sens członkostwa w UE. Choć Jarosław Kaczyński zapewnia, że miejsce Polski jest w Unii, konsekwencjš polityki jego rzšdu jest pogłębianie przepaœci pomiędzy naszym krajem a Wspólnotš. David Cameron, igrajšc ze zwolennikami brexitu, też nie chciał wychodzić z Unii, lecz pozwolił rozwinšć się emocjom społecznym i politycznym, które do tego doprowadziły.

Dlatego powinno się odsunšć od tego konfliktu osoby, które go pogłębiajš. Może lepiej by było, by sprawš Polski zajmował się ktoœ inny niż Frans Timmermans, a PiS trzymał najbardziej zawziętych zagończyków z dala od relacji z Brukselš? Sporu Polski z Brukselš to nie rozwišże, ale przynajmniej zmniejszy ryzyko negatywnych jego konsekwencji.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL