Szułdrzyński: Odsunąć bulteriery

aktualizacja: 30.08.2017, 06:59
Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Spór Warszawy z Brukselą w sprawie ustawy o sądach powszechnych wykracza znacznie poza samą procedurę dotyczącą praworządności w Polsce. Nie chodzi w nim jedynie o sądownictwo czy o przestrzeganie prawa nad Wisłą. Losy tego sporu wpłyną bowiem na przyszłość całej Unii.

REDAKCJA POLECA
28.08.2017
MSZ odpowiada Komisji Europejskiej na zarzuty dotyczące łamania praworządności
27.08.2017
Jędrzej Bielecki: Polska znów sama w Europie
kariera
Jak przekonać szefa do awansu?

Z jednej strony Bruksela testuje mechanizmy dyscyplinowania państw członkowskich na wypadek, gdyby któreś z nich zaczęło łamać unijne zasady. Patrząc na to z tej perspektywy, Unia ma sens, gdy jest wspólnotą wartości opartą na dobrej woli. Bezradność Brukseli, gdy któryś z rządów konsekwentnie w jej mniemaniu łamie zasady praworządności czy odmawia podporządkowania się wyrokom Trybunałów (jak choćby w przypadku nakazu wstrzymania wycinki Puszczy Białowieskiej), pokazuje, że sprawa nie jest wydumana.

Ale z drugiej strony przypadek obecnych napięć na linii Polska–Bruksela każe również zadać pytanie o granice suwerenności państw unijnych. Kwestionowanie przez Brukselę np. zróżnicowania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w zawodzie sędziego daje do ręki argument wszystkim przeciwnikom integracji, którzy mogą mówić: Patrzcie, nie chodzi o żadną praworządność, lecz o ograniczanie władzy demokratycznie wybranych władz. To woda na młyn wszystkich eurosceptyków, nie tylko nad Wisłą.

Dotychczasowy przebieg dialogu Komisji Europejskiej z Polską nie napawa optymizmem. Z jednej strony unijne procedury okazują się bezradne, wobec tego, kto chce je łamać. Z drugiej zaś dają o sobie znać osobiste animozje. Można bowiem śmiało postawić pytanie, w jakim stopniu wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans chce rozwiązać problem prawny, a w jakim kierują nim osobiste ambicje.

Można jednak odnieść wrażenie, że część środowisk politycznych w Polsce wyznaje zasadę: im gorzej, tym lepiej. Czyli im ostrzejszy spór z Brukselą, tym łatwiej podgrzewać emocje i w konsekwencji zbijać polityczny kapitał. Wczytując się w ton niektórych wypowiedzi czy pism słanych np. przez Zbigniewa Ziobrę, można wysnuć wniosek, że prowokowanie Komisji stało się dla części polskiej prawicy celem samym w sobie.

To ryzykowna gra. Krótkofalowo obniża ona naszą zdolność negocjacyjną w ważnych sprawach dotyczących Unii. Nie chodzi o to, że rząd musi we wszystkim ustępować Brukseli, lecz zbyt duża liczba konfliktów sprawia, że nasze zdolności do przeforsowania swojego stanowiska radykalnie maleją. Długofalowe eskalowanie napięcia może zaś prowadzić do stopniowego podmywania wiary w sens członkostwa w UE. Choć Jarosław Kaczyński zapewnia, że miejsce Polski jest w Unii, konsekwencją polityki jego rządu jest pogłębianie przepaści pomiędzy naszym krajem a Wspólnotą. David Cameron, igrając ze zwolennikami brexitu, też nie chciał wychodzić z Unii, lecz pozwolił rozwinąć się emocjom społecznym i politycznym, które do tego doprowadziły.

Dlatego powinno się odsunąć od tego konfliktu osoby, które go pogłębiają. Może lepiej by było, by sprawą Polski zajmował się ktoś inny niż Frans Timmermans, a PiS trzymał najbardziej zawziętych zagończyków z dala od relacji z Brukselą? Sporu Polski z Brukselą to nie rozwiąże, ale przynajmniej zmniejszy ryzyko negatywnych jego konsekwencji.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE