Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Postrzegani jako awanturnicy

Jeœli proponowane przez Francję zmiany zyskajš sojuszników w Europie Œrodkowo-Wschodniej i wejdš w życie, polska gospodarka poniesie miliardowe straty – pisze prezes i założyciel Business Centre Club.

Prezydent Francji omija Polskę. Sprawa ma wymiar szerszy, niż tylko pominięcie Polski w konsultacjach dotyczšcych nowych regulacji dla tzw. pracowników delegowanych na terenie Unii oraz pakietu mobilnoœci, zmieniajšcego zasady pracy „międzynarodowych" kierowców. Ma wymiar narodowy i wymiar europejski. Jeœli proponowane przez Francję zmiany zyskajš sojuszników w Europie Œrodkowo-Wschodniej i wejdš w życie, polska gospodarka poniesie miliardowe straty, stracš polskie przedsiębiorstwa. 25 proc. pracowników „delegowanych" do Unii i 50 proc. kierowców tirów na szosach Wspólnoty to Polacy.

Przestajemy się liczyć

Prace w Brukseli nad tymi zmianami trwajš od miesięcy. Ale pozycja przetargowa Polski była słaba i staje się coraz słabsza. Przestajemy się liczyć w umysłach Europejczyków jako ludzie, kraj i gospodarka sukcesu. Do niedawna patrzono na nas z podziwem. Ułatwiało to kompromisy i porozumienia w Brukseli. Unijny system naczyń połšczonych pomagał nam zwiększać polski PKB, eksport, podnosić poziom życia obywatela polskiego. Dziœ postrzegani jesteœmy jako awanturnik polityczny. Trzeba to wreszcie dostrzec.

Stwierdzenie to nie neguje wielu racji czy pretensji, jakie można mieć do Brukseli. Na czele z tym, że najważniejsze decyzje Wspólnoty sš uzgadniane w pierwszej kolejnoœci za zamkniętymi drzwiami, między najsilniejszymi państwami – Niemcami i Francjš – a dopiero póŸniej stajš na forum Komisji czy Rady Europejskiej i tam sš forsowane. Generał de Gaulle mawiał, że przyjaŸń między państwami schodzi na plan dalszy, kiedy w grę wchodzš ich interesy. W interesach, biznesie, najważniejszy głos majš najsilniejsi. W polityce – najbogatsze państwa.

Polska do nich nie należy. Chwalimy się wskaŸnikami ekonomiczno-finansowymi ostatnich lat, czasem 4-procentowym wzrostem PKB i rekordowo niskim bezrobociem. Ale potęgš sš inne państwa europejskie, mimo czasem procentowo niższego wzrostu PKB. Parametry ekonomiczno-finansowe ich gospodarek, nie przywołujšc aspektów geopolitycznych czy militarnych, bardziej liczš się w œwiecie niż nasze.

Szkodliwa retoryka

Nie oznacza to, że musimy stać na przegranej pozycji. Aby coœ zyskać w jakiejœ ważnej dla nas dziedzinie, trzeba ustšpić innym w mniej ważnej. Nawet majšc 100 proc. racji. Wykorzystywać do tego swój dobry wizerunek, wyważone opinie, język kulturalny i dyplomatyczny. Pozyskiwać sojuszników. Takim były do niedawna Niemcy, opowiadajšce się za Polskš wobec często partykularnych interesów i propozycji Francuzów.

Tymczasem my domagamy się iluzorycznych reparacji wojennych od Niemiec. To nie budzi szacunku w Europie. Czysta retoryka populistyczno-polityczna, niemajšca nic wspólnego z pamięciš o tragedii wojny. Nie przysparza nam to zwolenników w grze o naszš pozycję w Unii. Rzecz odnosi się również do Grupy Wyszehradzkiej, w której pozory solidarnoœci z Polskš ujawniły się spektakularnie podczas głosowania nad kandydaturš Donalda Tuska na przewodniczšcego Rady Europejskiej. Wygrywajš na tym różni politycy unijni dla własnych narodowych celów. Prezydent Macron nie mœci się za „Caracale", jak utrzymujš niektórzy. Prezydent Macron musi zmniejszyć bezrobocie w swoim kraju, sięgajšce 10 proc. i pobudzić wzrost gospodarczy Francji, ze skromnego jak na wiodšce państwo 1,8 proc. PKB. Stšd stara się przewodzić zmianom – teraz w odniesieniu do delegowanych pracowników i kierowców, chcšc tym zmianom nadać charakter przepisów europejskich.

W obronie wolnego rynku

Nasi reprezentanci w Brukseli, polska dyplomacja, muszš jednoznacznie podnosić argumenty, że naruszone tymi zmianami będš reguły wolnego rynku i zasady, na jakich opiera się Unia Europejska: swobodny przepływ ludzi, kapitału, towarów i usług. Ale nie językiem oskarżycielskim jak do tej pory. I w oparciu o innš niż dotychczas taktykę polityczno-dyplomatycznš wobec Europy.

Bo na naszych oczach Unia Europejska zaczyna budować swoje granice wokół państw strefy euro, do której nie należymy. Możemy nie zauważyć, jak ta strefa zacznie konstruować własny budżet i parlament, powoła ministra spraw zagranicznych i finansów; jak swobodne przekraczanie granic stanie się dla Polaków iluzjš. Chyba że tego chcemy, upatrujšc dalej w euro utratę suwerennoœci, jakby nie uszczuplała jej umowy międzynarodowe, bez których przecież nie moglibyœmy w œwiecie normalnie funkcjonować.

Marek Goliszewski, założyciel i prezes Business Centre Club, przewodniczšcy Gospodarczego Gabinetu Cieni.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL