Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Kleiber: Nie taki układ straszny...

Fotorzepa, Radek Pasterski
Definitywne porzucenie TTIP czy – jak sugerujš niektórzy – ograniczenie go do tylko paru niekontrowersyjnych spraw byłoby fatalne – uważa były prezes PAN.

Jakiœ czas temu wpadły mi w ręce wyniki ciekawego sondażu. Pytanie brzmiało: co dla pana/pani jest ważniejsze – wolnoœć w dšżeniu do osišgnięcia życiowych celów bez ingerencji państwa czy skutecznoœć państwowej troski o zaspokojenie podstawowych potrzeb wszystkich obywateli?

W Stanach Zjednoczonych 58 proc. respondentów opowiedziało się za pierwszym elementem, a tylko 35 proc. za drugim. W Wielkiej Brytanii rezultat był odwrotny i wyniósł 55 do 38 na korzyœć aktywnej roli państwa w zapobieganiu wszelkim objawom biedy. W Europie kontynentalnej – w Niemczech, Francji i Hiszpanii – „zwycięstwo" państwa opiekuńczego okazało się być jeszcze wyraŸniejsze – aż 62 proc. respondentów uznało je za ważniejsze od obywatelskiej wolnoœci.

Wolnoœć czy biurokracja

Wyniki te dajš dużo do myœlenia i trafiajš w sedno najróżniejszych transatlantyckich problemów. Oczywiœcie istnieje głębokie historyczne uzasadnienie powyższej różnicy poglšdów. Życie na olbrzymim, rzadko zaludnionym obszarze przez lata kształtowało w Amerykanach potrzebę indywidualnej samowystarczalnoœci, a odległe geograficznie i emocjonalnie państwo było postrzegane bardziej jako zagrożenie dla obywatelskiej wolnoœci niż ewentualna pomoc w rozwišzywaniu problemów. Ideałem człowieka sukcesu stał się odważny przedsiębiorca skutecznie wprowadzajšcy na rynek przełomowe innowacje.

Przeciwnie w Europie – traumatyczne doœwiadczenia wojenne i głębokie podziały społeczne uczyniły z idei silnego państwa gwaranta międzyludzkiej solidarnoœci i opiekuńczoœci. Stšd tez bierze się wysoki status społeczny urzędnika państwowego, szczególnie wyraŸnie widoczny we Francji, Niemczech czy Austrii.

Indywidualna kreatywnoœć i swoboda przedsiębiorczoœci w USA sš kluczem do zrozumienia gospodarczych sukcesów tego kraju. Zostało to jednak okupione olbrzymim marnotrawstwem energii (emisja gazów cieplarnianych na mieszkańca jest w USA dwukrotnie wyższa niż w innych bogatych krajach œwiata), przestarzałš infrastrukturš publicznš, widocznš gołym okiem biedš częœci społeczeństwa. A przy mentalnoœci Amerykanów nie jest łatwo wprowadzać np. dodatkowe opłaty za emisję gazów, ograniczać stosowanie upraw modyfikowanych genetycznie, zaprzestać masowego stosowania hormonów wzrostu w hodowli zwierzšt rzeŸnych czy zniechęcać do konsumpcji przesłodzonych napojów. Działania takie odbierane sš bowiem powszechnie jako zamach na indywidualnš wolnoœć wyboru.

W Europie odwrotnie – wypadamy fatalnie w statystykach dotyczšcych wprowadzonych na globalne rynki przełomowych innowacji, ale bez większych oporów akceptujemy rynkowe regulacje o często paradoksalnej naturze, a wprowadzanie najostrzejszych na œwiecie rygorów polityki klimatycznej o trudnych do przewidzenia konsekwencjach gospodarczych cieszy się szerokim poparciem.

Czy w tej sytuacji można się dziwić kłopotom, jakie wystšpiły w trakcie negocjacji na temat transatlantyckiego partnerstwa w obszarze handlu i inwestycji TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership)?

Założenia negocjacyjne porozumienia brzmiš optymistycznie. TTIP ma ożywić gospodarkę poprzez szerokie wzajemne otwarcie rynków dla firm po obu stronach oceanu, z zachowaniem praw pracowniczych i dbałoœciš o zrównoważony rozwój. Efektem TTIP miałby być około 30-procentowy wzrost handlu prowadzšcy do powstania wspólnego obszaru wolnocłowego stanowišcego prawie 50 proc. œwiatowej gospodarki. W konsekwencji o około pół procent miałby się zwiększyć PKB po obu stronach, a każdy mieszkaniec Unii Europejskiej (wliczajšc niemowlęta i emerytów) zarobiłby dodatkowo ponad 500 euro rocznie. Tak przedstawiany TTIP wyglšda obiecujšco, a proponowane znoszenie ceł (i tak już dzisiaj zresztš bardzo niskich i wynoszšcych œrednio tylko 3 proc.) nie budzi większych wštpliwoœci.

Koœciš niezgody sš natomiast pozacłowe elementy negocjowanego porozumienia, czyli ustalanie wspólnych standardów i norm, ograniczanie obowišzujšcych w Unii, a w opinii Amerykanów, biurokratycznych rynkowych regulacji oraz zwiększenie wpływu korporacji biznesowych na decyzje podejmowane przez poszczególne państwa i całš Unię. Ta ostatnia sprawa dla Europejczyków jest newralgiczna, jej istotš jest bowiem możliwoœć skarżenia władz państwa przez korporacje do trybunałów arbitrażowych w sprawach przyjmowanych regulacji mogšcych szkodzić interesom tych firm. W trybunałach zaœ mieliby zasiadać wyłšcznie prawnicy korporacyjni, a ich decyzje nie podlegałyby odwołaniu do instytucji wymiaru sprawiedliwoœci. Taka procedura traktowana jest w Europie jako zamach na kompetencje demokratycznych władz i wydaje się być nie do przyjęcia.

Tym bardziej że różne porozumienia handlowe o mniejszym zakresie pokazały już, że mogš nieœć fatalne skutki. Np. sprawa koncernu paliwowego Occidental, który otrzymał ponad 2 mld dolarów odszkodowania od rzšdu Ekwadoru za cofnięcie mu licencji na wydobycie ropy w Amazonii, choć jednoznacznie udowodniono mu, że złamał obowišzujšce prawo. Albo sprawa firmy tytoniowej Philip Morris, która pozwała rzšdy Urugwaju i Australii za zniechęcanie swych obywateli do palenia papierosów.

Nawet taka krótka charakterystyka porozumienia TTIP pokazuje, jak różnice kulturowe komplikujš współpracę. Bo przecież sporne problemy układu odpowiadajš istocie tych różnic. Powinniœmy więc się pogodzić z niemożnoœciš porozumienia?

Amerykańskie gwarancje

Spójrzmy jednak na sprawę z nieco innej strony. Przy wszystkich zastrzeżeniach TTIP ma olbrzymie zalety. Oczekiwany półprocentowy wzrost PKB to niemało, bioršc pod uwagę, iż po obu stronach wskaŸnik ten roœnie obecnie tylko o około 2 proc. rocznie. Oponenci porozumienia wykazujš wprawdzie sceptycyzm odnoœnie do korzyœci zwišzanych z tym wzrostem, przywołujš jednak w uzasadnieniu antyglobalizacyjne argumenty o wštpliwej zasadnoœci. Twierdzš mianowicie, że proces uwspólniania globalnego rynku zaszedł już za daleko i ewentualne korzyœci z przewidywanego wzrostu gospodarczego i tak przechwytujš wielkie korporacje i niewielka grupa ludzi z nimi zwišzanych. To jednak wykracza poza materię TTIP.

TTIP wzmocniłby też globalne znaczenie i wpływy zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Unii. W dzisiejszym œwiecie gospodarka łšczy się z bezpieczeństwem, a nikogo nie trzeba przekonywać, jakie zagrożenia czekajš na nas w przyszłoœci. Może zabrzmi to cynicznie, ale Europa pełna amerykańskich firm, majšcych tu długoterminowe interesy to najlepszy gwarant aktywnoœci głównej potęgi militarnej w NATO. Takie szerokie i perspektywiczne spojrzenie na wzmocnienie transatlantyckiej współpracy powinno być ważnym elementem negocjacji, zdominowanych dzisiaj przez szczegółowe spory.

Dla nikogo nie jest zaœ tajemnicš, że poluzowanie unijnych regulacji poprawiłoby konkurencyjnoœć unijnej gospodarki. Może więc nie byłoby to takie złe, gdybyœmy – przestrzegajšc zasady dostarczania klientom pełnej informacji o pochodzeniu i metodach przygotowania produktów – pozostawiali decyzję o ich kupnie samym konsumentom?

Więcej jawnoœci

Pomimo kłopotów definitywne porzucenie idei podpisania porozumienia czy choćby, jak sugerujš niektórzy, ograniczenie go do tylko paru niekontrowersyjnych spraw byłoby fatalne. Rozmowy powinny toczyć się dalej. Negocjatorzy powinni zaœ skupić się na usunięciu głównych przeszkód porozumienia, czyli – z unijnego punktu widzenia – wspomnianego mechanizmu arbitrażu „biznes-przeciw-państwu", niekorzystnych dla nas możliwoœci dumpingu cenowego na produkty rolno-spożywcze, prób uwzględnienia w umowie usług medycznych grożšcych szerokš prywatyzacjš tego sektora w Unii czy pochopnego ujednolicenia zasad ochrony danych, dużo łagodniejszych w USA. Zadbać trzeba także o bardziej przejrzysty i jawny sposób informowania opinii publicznej o postępach i kłopotach rozmów. Dotychczasowa ich tajemniczoœć generuje bowiem olbrzymiš niepewnoœć obserwatorów. A to sprzyja narastaniu negatywnego nastawienia do paktu społeczeństw po obu stronach Atlantyku.

Autor jest profesorem nauk technicznych, byłym ministrem nauki. Od 2007 do 2015 prezes Polskiej Akademii Nauk, były doradca społeczny prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. kontaktów ze œrodowiskiem naukowym.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL