Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Marcin Warchoł o zmianach w Krajowej Radzie Sšdownictwa: Demokracja zamiast sędziokracji

Fotorzepa / Krzysztof Skłodowski
Już w 2004 r. prof. Andrzej Rzepliński pisał, że KRS stała się „państwowym zwišzkiem zawodowym konserwujšcym interesy Ÿle służšce polskiemu sšdownictwu". Receptš na niedostatki demokratycznych procedur jest przygotowana przez nas reforma – pisze wiceminister sprawiedliwoœci.

Władza sšdownicza w Polsce to jedyna, w której zasady demokratycznego wyboru zostały ograniczone do minimum. W przeciwieństwie do parlamentu i prezydenta sędziowie nie sš wybierani przez naród ani jego przedstawicieli. Mimo że to naród – zgodnie z art. 4 Konstytucji RP – sprawuje w Rzeczypospolitej władzę zwierzchniš: bezpoœrednio lub przez swoich reprezentantów, i mimo demokratycznych tradycji polskiego sšdownictwa, które sięgajš Konstytucji 3 maja.

W myœl pierwszej w Europie konstytucji, którš się szczycimy, obieralnoœć i czasowoœć funkcji sędziego była uważana za najlepszš gwarancję sędziowskiej niezawisłoœci, a tym samym sprawiedliwoœci orzekania. Sędziowie byli wybierani przez sejmiki lub miejskie zgromadzenia. Ten wybór zapewniał należytš legitymację sędziowskiej władzy, zgodnie z zasadš, że wszelka władza bierze swój poczštek z woli narodu. Z tych szczytnych, a przede wszystkim sprawdzonych w praktyce zasad we współczesnej Polsce pozostało niewiele.

Kooptacja i korporacja

Jedynym łšcznikiem między sędziami a ich suwerenem, czyli narodem, jest dziœ osoba prezydenta RP. Tylko on w jakimœ stopniu legitymizuje demokratycznie sšdownictwo. Jego władza pochodzi z wyborów bezpoœrednich i powołuje on sędziów niejako w imieniu narodu. Nawet tę prezydenckš prerogatywę próbuje jednak kwestionować częœć sędziowskiego œrodowiska, narzucajšc prezydentowi decyzje Krajowej Rady Sšdownictwa i żšdajšc wyjaœnień, dlaczego odmawia nominacji niektórym kandydatom.

Przy naborze do zawodu sędziego obowišzuje dziœ niedemokratyczny system kooptacji, a zasady awansów sš nietransparentne. Jest to sprzeczne z ideš bezstronnoœci i obiektywizmu.

Zwracało już na to uwagę Zgromadzenie Sędziów Sšdu Okręgowego w Przemyœlu, gdy spoœród opiniowanych przez nie kandydatów na sędziów KRS wybrała tego, który otrzymał jeden głos, a odrzuciła jego konkurentów, którzy tych głosów dostali nawet ponad 30. Krytykiem obowišzujšcego w Polsce modelu był też przez lata prof. Andrzej Rzepliński, który w 2004 r. pisał na łamach „Gazety Wyborczej", że KRS stała się „państwowym zwišzkiem zawodowym konserwujšcym interesy Ÿle służšce polskiemu sšdownictwu".

Receptš na niedostatki demokratycznych procedur jest odejœcie od korporacyjnego modelu funkcjonowania KRS. Jest niš proponowane w przygotowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwoœci reformie rozwišzanie, zgodnie z którym członków KRS będzie wybierał Sejm. Przy jednoczesnym utrzymaniu dotychczasowej procedury powoływania sędziów, w której przeważajšcy głos zachowa œrodowisko sędziowskie.

Grzech Okršgłego Stołu

Dotychczasowy korporacyjny charakter KRS, ograniczajšcy demokratycznš legitymację trzeciej władzy, to efekt kompromisu zawartego z komunistami przy Okršgłym Stole. Kierujšc się negatywnymi doœwiadczeniami z czasów komunizmu, podkreœlano wówczas wagę – inaczej niż w krajach demokracji zachodniej – samodecydowania œrodowiska sędziowskiego o sobie. Dotyczyło to zarówno nominacji sędziowskich, jak i wyboru członków KRS spoœród sędziów.

Ta koncepcja – jak wspomina uczestniczšcy w obradach Okršgłego Stołu Jan Maria Rokita – wzięła się z fascynacji ideš samorzšdnoœci. On sam ocenia jš dziœ bardzo negatywnie: „Kiedy Solidarnoœć obejmowała władzę, większoœci jej działaczy zdawało się, że dla stworzenia dobrego ustroju wystarczy wszystkim możliwym grupom społecznym i zawodowym przyznać prawo do samorzšdnoœci, zwalczanej niegdyœ przez reżim komunistyczny. Sami mieli się więc rzšdzić nie tylko sędziowie, adwokaci, radcy i prokuratorzy, lecz także naukowcy, lekarze, architekci, a nawet robotnicy w państwowych firmach. Dzisiaj oczywista jest naiwnoœć takiej filozofii państwa, a z większoœci tych wszystkich samorzšdów wynikło wiele społecznego zła, niesprawiedliwoœci, nepotyzmu i korupcji. Tak dzieje się zawsze, gdy jakiœ segment państwa albo rynku oddajemy w pacht jednej grupie zawodowej, która na dodatek ma w tym swój własny interes".

Pierwsza Rada została powołana na mocy ustawy z 20 grudnia 1989 roku o Krajowej Radzie Sšdownictwa. Jej członkowie-sędziowie rekrutowali się spoœród kadry sędziowskiej nominowanej przez komunistycznš Radę Państwa, która była narzędziem politycznej kontroli nad sšdownictwem. Skażona tym „pierworodnym grzechem" KRS, decydowała następnie o powoływaniu do zawodu nowych sędziów.

Nigdy – ani w sensie ustrojowym, ani nawet symbolicznym – nie nastšpiło więc zerwanie z okresem komunistycznym. Konsekwencjš był póŸniejszy brak rozliczeń sędziów dyspozycyjnych wobec komunistycznej władzy i łamišcych praworzšdnoœć. Po 1989 r. z zawodu usunięto tylko jednego sędziego, choć jeszcze w końcu lat 90. typowano, że sędziowskiej godnoœci może zostać pozbawionych ok. 600 osób. Miała to umożliwić ustawa z 1998 r. o odpowiedzialnoœci dyscyplinarnej sędziów, którzy w latach 1944–1989 sprzeniewierzyli się niezawisłoœci sędziowskiej. Została jednak zbojkotowana przez œrodowisko sędziowskie.

Przyjęty w Polsce model funkcjonowania KRS i powoływania sędziów, będšcy wyrazem tyleż idealistycznych, co naiwnych koncepcji przyjętych przy Okršgłych Stole, odbiega od rozwišzań w krajach demokracji zachodniej. Przede wszystkim w kwestii powišzania sędziów z ich suwerenem, a więc narodem. Pozbawia władzę sšdowniczš dostatecznej demokratycznej legitymacji, ograniczajšc wpływ na jej powoływanie ze strony obywateli czy choćby wybieranych przez nich reprezentantów, jak posłowie. Stoi na drugim biegunie w stosunku do rozwišzań, które przyjęto np. w Niemczech, a które w warunkach obecnego sporu i rozbudzonych emocji w Polsce krytycy zmian uznaliby pewnie za „zamach na demokrację", skarżšc się na nie do międzynarodowych instytucji.

Wbrew Zachodowi

Tymczasem w takich niemieckich krajach zwišzkowych jak Bawaria czy Saksonia jedynym organem uprawnionym do powoływania sędziów landowych jest minister sprawiedliwoœci. W procedurze nie bierze udziału żadna korporacja zawodowa ani nawet gremium parlamentarne. Przy powoływaniu sędziów do sšdów federalnych, w tym do Federalnego Sšdu Najwyższego, decydujšcš rolę odgrywa w Niemczech Rada ds. Wyboru Sędziów (Richterwahlausschuss), która składa się w większoœci z polityków – po połowie z landowych ministrów sprawiedliwoœci i przedstawicieli niemieckiego parlamentu (Bundestagu), którymi sš zazwyczaj posłowie. Federalny Sšd Najwyższy nie ma żadnego wpływu na to, kto może zostać jego sędziš. Rada ds. Wyboru Sędziów zasięga wprawdzie opinii Rady Prezydialnej Federalnego Sšdu Najwyższego, ale nie jest ona wišżšca. Rada przedstawia kandydatury sędziów ministrowi sprawiedliwoœci Niemiec, a ostatecznš decyzję podejmuje prezydent kraju.

W Szwecji Rada Nominacji Sędziowskich – mogšca uchodzić za odpowiednik polskiej Krajowej Rady Sšdownictwa – jest powoływana przez rzšd. Kandydatów do niej wskazujš sędziowie, ale rzšd może odmówić ich nominacji. To rzšd powołuje także wskazywanych przez Radę kandydatów na sędziów. Ma przy tym prawo odmowy. Zgodnie z aktem o formie rzšdu, stanowišcym częœć konstytucji, rzšd powinien bowiem kierować się wyłšcznie obiektywnymi przesłankami, jak zasługi i kwalifikacje kandydatów. Może nawet powołać na sędziego osobę, której w ogóle nie przedstawiła mu Rada. Podobnie jest w Danii, gdzie Rada Administracji Sšdowej składa się z 11 członków powoływanych przez ministra sprawiedliwoœci.

Również kraje postkomunistyczne, stajšc jak my przed problemem zerwania z dziedzictwem dyspozycyjnego wobec komunistycznej władzy sšdownictwa, w przeciwieństwie do nas uniknęły błędu pozbawienia trzeciej władzy demokratycznej legitymacji i kontroli.

Na Łotwie sędziów powołuje Sejm, na Litwie – także Sejm: w przypadku sędziów Sšdu Najwyższego na wniosek prezydenta, a sędziów sšdu apelacyjnego powołuje prezydent, ale za zgodš Sejmu.

W Hiszpanii te uprawnienia przysługujš Radzie Sšdownictwa, ale jest ona powoływana przez parlament.

Model demokratyzacji sšdownictwa w Polsce, przyjęty w proponowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwoœci reformie, zapewnia większš równowagę wszystkich trzech władz – sšdowniczej, ustawodawczej i wykonawczej – w procedurze powoływania sędziów. Nawišzuje do rozwišzań z powodzeniem funkcjonujšcych w Hiszpanii, która jest przykładem kraju, gdzie sędziów-członków rady sšdowniczej wybiera parlament.

W imię demokracji

Jest też zbieżny z uwagami, które do ministerialnego projektu nowelizacji ustawy o KRS wniosła Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. W swojej opinii wskazała, że „na szczeblu międzynarodowym ogólnie uznaje się, że rady sšdownictwa lub inne podobne niezależne organy nie powinny składać się wyłšcznie bšdŸ w zbyt znaczšcym stopniu z przedstawicieli/przedstawicielek sšdownictwa, aby zapobiec dbaniu o interes własny, wzajemnej obronie w obrębie œrodowiska, kumoterstwu i zarzutom korporacjonizmu".

W myœl proponowanych rozwišzań sędziów-członków KRS ma powoływać Sejm, dysponujšcy demokratycznym, odnawianym co cztery lata w wyborach mandatem. Co ważne, równe szanse na wybór do Rady majš zyskać wszyscy sędziowie, bez względu na szczebel sšdu, w którym orzekajš. Dotychczasowy system – co podnosiło także œrodowisko sędziowskie – dyskryminował bowiem sędziów z najniższego, rejonowego szczebla. Kandydatów będš mogli zgłaszać sami sędziowie – wystarczy grupa liczšca co najmniej 25 z nich.

Jednoczeœnie w składzie Krajowej Rady Sšdownictwa zostanie utrzymana przewaga sędziowskiego œrodowiska – w proporcjach 17 sędziów do 8 reprezentantów Sejmu, Senatu, Prezydenta RP oraz rzšdu (w osobie ministra sprawiedliwoœci). Tak skonstruowana Rada, dysponujšca demokratycznym mandatem w postaci bezpoœredniego wyboru przez Sejm, ma przedstawiać kandydatów na sędziów prezydentowi, po ich wczeœniejszym zgłoszeniu i zaakceptowaniu przez kolegium sšdu, zgromadzenie ogólne sędziów oraz sędziego wizytatora. Tu się nic nie zmienia.

To reforma konieczna, aby w imię praworzšdnoœci i demokracji odzyskać dla wymiaru sprawiedliwoœci szacunek obywateli. Jeœli jej zaniechamy, autorytet sšdów wcišż będzie niski, a sami sędziowie będš narażeni na coraz większš krytykę.

Jeœli nie zapewnimy przynajmniej minimum demokratycznej kontroli nad sšdownictwem, nie będzie już żadnej przeciwwagi dla narastajšcego sędziowskiego korporacjonizmu. A to już oznacza nowy porzšdek – sędziokrację zamiast demokracji. Š?

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL