Opinie

Twardy piłkarski elektorat

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
David Sumpter w książce „Piłkomatyka" wywodzi, że do analizy ulubionej dyscypliny sportu ludzkości można zastosować matematykę. Jednak kto wierzył w 80. minucie meczu Polski z Kolumbią, że możemy jeszcze wygrać 4:3?

A przecież prawdopodobieństwo trafienia jest takie samo w każdej minucie gry. Ani liczba goli, ani czas, który upłynął od rozpoczęcia spotkania, nie mają wpływu na prawdopodobieństwo zdobycia kolejnych bramek – dowodzi statystyczny rozkład Poissona.

Może geometria nam w tę statystyczną możliwość wierzyć nie pozwalała? Istnieje bowiem matematyczny związek pomiędzy sieciami trójkątów rozwartokątnych a wydajnym wykorzystaniem przestrzeni. Zespół buduje sieć trójkątów rozwartokątnych (między zawodnikami) i dzieli pole gry na strefy. Im lepiej piłkarze zapełnią boisko, tym więcej mają okazji do podania piłki. Jedne wolne połączenia są blokowane, inne otwierają się na mgnienie oka. Jeśli przeciwnicy dostrzegają okazje szybciej, to nasi tylko biegają za piłką zamiast ją rozgrywać. Polakom jednak nawet biegać się nie chciało, w odróżnieniu od Irańczyków czy Marokańczyków. Motywacja do działania jest ważna, jak dowodzi psychologia, będąca ważniejszą podstawą ekonomii od matematyki.

Kibice pozrzędzili, lecz będą trzymać kciuki dalej. I znów po wyjaśnienie trzeba sięgnąć do psychologii. Bo przecież jeśli nasz szampon przeciwłupieżowy okaże się mniej skuteczny od drugiego, to sięgniemy po ten drugi. Kolumbii jednak kibicować nie zaczniemy, choć była od nas lepsza.

Jak piszą Simon Kuper i Stefan Szymanski w książce „Soccernomics", największym przedsiębiorstwom trudno przetrwać na szczycie kilkadziesiąt lat. Tymczasem wśród klubów piłkarskich to normalka. Spośród drużyn, które zakładały Premier League w 1923 r., aż 97 proc. istnieje do dziś. Tymczasem spośród 100 największych spółek na świecie z 1923 r. blisko połowa istnieć przestała.

Drużyny rywalizują na boisku, ale nie przekłada się to na zwiększenie lub zmniejszenie liczby ich kibiców-klientów. Przywiązanie do marki nie wiąże się ani z jakością, ani z ceną dostarczanego przez drużynę „produktu". Bo „technologie" przez nie stosowane się nie starzeją i nie istnieje ryzyko wejścia na rynek innych rywali. Te technologie to emocje. Wiedzą o tym także politycy – ich twardy elektorat to jak kibice piłkarscy – będą za swoją drużyną choćby nie wiem co.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL