Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Cezary Stypułkowski: Franki – odpowiedź bankowca

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Różnica pomiędzy ustawowym odwalutowaniem kredytów a gigantycznym napadem na banki byłaby tylko w formie, a nie skutkach – pisze prezes mBanku.

W dyskusji na temat kredytów hipotecznych w walucie regularnie pojawiajš się argumenty majšce z faktami niewiele wspólnego. W dużej mierze ich autorstwo przypisywać można panu Maciejowi Pawlickiemu (znany producent telewizyjny i filmowy mocno zaangażowany w ruch frankowiczów – red.), który w wywiadach okreœla się mianem „ofiary pułapki na franka”. Uważam, że kilka poruszonych przez Pana Pawlickiego kwestii wymaga odpowiedzi ze strony œrodowiska bankowego, by opinia publiczna miała szansę zapoznać się z punktem widzenia drugiej strony.

Rozumiem, że wielu klientów frankowych – szczególnie tych, którzy zacišgnęli zobowišzanie w latach 2007–2008 – może mieć poczucie przegranej i w sposób całkiem zgodny z ludzkš naturš wini za to tych, którzy im zacišgnięcie takiego kredytu doradzali i go udzielali. Trzeba więc przypomnieć, skšd wzięło się zainteresowanie kredytami w szwajcarskiej walucie. Przede wszystkim na skutek wyraŸnie niższej stopy procentowej na franku, ta sama kwota pożyczanego kapitału dawała znacznie niższš ratę miesięcznš, a przy takiej samej racie co w złotych, możliwoœć kupienia większego mieszkania. Sšdzę także, że dla sporej grupy kredytobiorców ważnym motywem wyboru franka jako waluty zobowišzania była nadzieja (wyrażana także przez polityków, ekonomistów i media) na jego dalszš deprecjację i zwišzany z tym spadek wartoœci ekwiwalentu złotowego. Fatalny splot okolicznoœci, na które nie mieli wpływu i nie mogli ich przewidzieć ani kredytobiorcy, ani polskie banki, spowodował radykalnš zmianę sytuacji.

Dlaczego frank się wzmocnił

Upadek Lehman Brothers, kryzys bankowy w USA i niektórych krajach europejskich, spowolnienie gospodarcze, kryzys grecki i kłopoty krajów południa Europy, wzrost napięć politycznych (Bliski Wschód, Ukraina) i wreszcie rosyjskie sankcje przyczyniły się do kłopotów. Osłabiły napływ kapitału do krajów emerging markets, w tym Polski, wzmocniły – do „bezpiecznych przystani” takich jak dolar i właœnie frank. Złoty istotnie się osłabił w stosunku do głównych walut, natomiast frank bardzo się wzmocnił. To oczywiste, że działajšce w Polsce banki nie miały na te zdarzenia żadnego wpływu i w żaden sposób nie mogły ich przewidzieć – wbrew opiniom, że celowo wpędzaliœmy klientów w przyszłe kłopoty. Problemy kredytobiorcy to ostatnia rzecz, jakiej mógłby chcieć bank, a potencjalne kłopoty dużej częœci kredytobiorców to dla każdego banku wielki problem.

Adwersarze banków twierdzš, że w latach 2005–2008 sprzedawcy kredytów hipotecznych i eksperci zapewniali, że kurs franka nie wzroœnie lub wzroœnie nieznacznie. Nie wiem kto, komu i na jakiej podstawie tak mówił. W rekomendacji S wydanej przez KNF było tylko zalecenie, aby bank udzielajšc kredytu w walutach obcych analizował zdolnoœć kredytowš przy założeniu, że stopa procentowa dla kredytu walutowego jest równa stopie dla kredytu złotowego, a kapitał kredytu jest większy o 20 proc. Nadzór zalecał też przeprowadzanie symulacji na wypadek spadku kursu złotego w stosunku do poszczególnych walut obcych o 30 proc. Wymuszało to stosowanie dodatkowych buforów bezpieczeństwa w momencie udzielania kredytu, dzięki czemu zresztš jakoœć kredytów frankowych pozostaje bardzo dobra pomimo tak znacznego wzrostu kursu. Nie było to natomiast żadnš prognozš.

Dostępne były fachowe poradniki wskazujšce na ryzyko zwišzane z zacišganiem zobowišzań walutowych. Przykładowo w „Informatorze Fundacji na Rzecz Kredytu Hipotecznego dla kredytobiorców” zatytułowanym „Ryzyko stopy procentowej i ryzyko walutowe” napisano m.in.: „Podejmujšc decyzje o zacišgnięciu kredytu walutowego, należy pamiętać, że projekcja przyszłych wartoœci stopy procentowej i kształtowania się kursów walutowych oparta jest o dane z przeszłoœci. (…) Nie oczekujmy, że doradca kredytowy czy pracownik banku wišżšco przedstawi symulacje obcišżenia kredytowego w przyszłoœci, z uwzględnieniem zmian kursu i oprocentowania. Odpowiedzialnoœć za decyzję i ryzyko kredytu ponosi kredytobiorca”.

Również banki, a przynajmniej mBank, wymagały od kredytobiorców oœwiadczeń takich jak to nasze, w którym padajš następujšce słowa: „Pracownik banku przedstawił mi w pierwszej kolejnoœci ofertę kredytu hipotecznego w polskim złotym. Po zapoznaniu się z tš ofertš zdecydowałem, iż dokonuję wyboru oferty kredytu denominowanego w walucie obcej majšc pełnš œwiadomoœć ryzyka zwišzanego z tym produktem”.

Czy ktoœ manipulował WIBOR-em

Wœród argumentów, czy mówišc wprost – oskarżeń – podnoszonych przez pana Pawlickiego pojawia się też to, że w 2008 roku, kiedy kurs franka był najniższy, dochodziło do sztucznego zawyżania stawki WIBOR, decydujšcej o koszcie kredytu w złotych. Przez to kredyt w złotych był drogi, a biedniejsi ludzie musieli brać kredyty we frankach. Z kontekstu można wnioskować, że to działajšce w Polsce banki były winne „sztucznemu zawyżaniu stawki WIBOR”. Prawda jest inna, a wyjaœnienie niezwykle proste: zmiany WIBOR-u nie były „sztucznym zawyżaniem” lecz zwykłym podšżaniem za ruchami NBP, który podniósł stopę referencyjnš z 5 proc. w grudniu 2007 r. do 6 proc. w lipcu 2008 r. (w tym czasie 3-mies. WIBOR wzrósł z 5,7 proc. w końcu 2007 r. do 6,6 proc. w połowie 2008 r.). Można to łatwo sprawdzić.

Ile mieszkań oddajesz bankowi

Kolejny argument dotyczy relacji pomiędzy łšcznš kwotš, jakš kredytobiorca ma spłacić bankowi, a kwotš kapitału wypłaconego w momencie poczštkowym. Według Pawlickiego ludzie nie zdawali sobie sprawy, że zacišgnięcie kredytu oznacza koniecznoœć oddania dwu-, trzy- lub czterokrotnoœci wartoœci mieszkania. Przypomnę więc, że istotš oprocentowanego kredytu jest to, że kredytobiorca spłaca nominalnie większš kwotę niż oryginalnie otrzymał. To, o ile jest to więcej, zależy od długoœci okresu kredytowania, stopy procentowej, oraz w przypadku kredytu walutowego, od kursu tej waluty. Nie sš konieczne negatywne zmiany kursowe, aby suma spłat dwu-, a nawet trzykrotnie przewyższała kwotę wypłaconego kapitału.

Przykładowo jeœli zacišgniemy kredyt na 30 lat przy stopie 5,3 proc., to skumulowane odsetki będš stanowiły równowartoœć wypłaconego kapitału, a zatem zgodzimy się na „oddanie bankowi dwukrotnoœci wartoœci mieszkania”. A jeœli stopa procentowa wzrosłaby do 13 proc., kwota odsetek byłaby trzykrotnie wyższa niż kapitał. Czyli oddalibyœmy „czterokrotnoœć”. Przypomnę, że 15 lat temu mieliœmy w Polsce jeszcze wyższe stopy. Czy to się może powtórzyć? Dzisiaj wydaje się to mało prawdopodobne. Ale na œwiecie różnie bywało... Gdyby na przykład oprocentowanie kredytów hipotecznych wzrosło z obecnych około 4 proc. do około 8 proc. (taki poziom stóp znamy z historii) to płacone raty miesięczne podskoczyłyby o ponad połowę. Co wtedy powiedzieliby „złotówkowicze”? Że zostali oszukani i niech banki same pokryjš skutki wzrostu stóp?

Kredyt we frankach czyli nielegalny?

Następne, w gruncie rzeczy kluczowe oskarżenie, to stwierdzenie, że walutowe kredyty hipoteczne sš toksycznymi instrumentami pochodnymi. Niektórzy uważajš też, że żadnej waluty w ramach kredytu nie otrzymali. Stšd już prosta droga do innego stwierdzenia, że tego typu kredyty od poczštku były nielegalne, bo nikt ich w prawie nie zapisał.

Przede wszystkim wyjaœnijmy, że o legalnoœci prowadzonej działalnoœci nie decyduje to, że jest ona opisana w ustawach i nimi wyraŸnie dopuszczona, ale to, że nie jest zabroniona. Jeżeli regulator chce czegoœ zabronić lub ograniczyć kršg podmiotów, którym wolno danš działalnoœć wykonywać, to wprowadza stosowne zakazy lub koncesje. W dzisiejszych czasach, kiedy rozwój technologiczny znacznie wyprzedza działalnoœć legislacyjnš, zastosowanie ogólnej formuły, że legalnie możemy robić tylko to, na co jednoznacznie pozwolono w ustawach, stawiałoby nas poza cywilizowanym œwiatem. Fakt, że legislatorzy nie opisali w ustawach przelewów na numer telefonu, nie oznacza, że można uznać te przelewy za nielegalne.

Kredyty wypłacane w złotych i zawierajšce klauzulę waloryzacyjnš opartš o kurs wybranej waluty obcej to nic nowego, stosowane były w obrocie gospodarczym na długo zanim zaczęto udzielać kredytów frankowych. Podstawš prawnš ich funkcjonowania jest zasada swobody umów okreœlona w kodeksie cywilnym.

Istotš kredytów z klauzulš waloryzacyjnš jest to, że sš one wypłacane w złotych. Wynika to najczęœciej z natury transakcji zawieranej między kredytobiorcš a jego kontrahentem. W przypadku nieruchomoœci mieszkaniowych sprzedawca zawsze chciał otrzymać zapłatę w złotych. Zasadš jest też, że kredyty hipoteczne udzielane sš w formie bezgotówkowej, a zatem kredytobiorcy nie dostajš ani waluty, ani złotych polskich na swój rachunek, lecz składajš dyspozycję przelewu do sprzedajšcego (całej lub prawie całej kwoty kredytu).

Abuzywnoœć unieważnia zawarte umowy?

Kilka słów o œwieżo w Polsce odkrytym i poszukujšcym swojej interpretacji fenomenie abuzywnoœci. Można powiedzieć, że cała argumentacja o „odwalutowaniu” próbuje bazować na paru orzeczeniach Sšdu Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznajšcych za niedozwolone zawarte w umowach kredytowych tzw. klauzule spreadowe. Przewidujš one, że wypłata kredytów dokonywana będzie według kursu kupna waluty okreœlonego w tabeli kursowej danego banku, a spłata według ogłaszanych w tych tabelach kursów sprzedaży. Głównym zarzutem było to, że tak ustalane kursy zależš wyłšcznie od jednej strony umowy, która ma możliwoœć ustawiania ich w sposób dla siebie korzystny.

Należy przypomnieć, że stosowanie w umowach kredytowych kursów walut z tabeli ogłaszanej przez banki ma długš historię, znacznie wyprzedzajšcš lata 2000. Faktem jest, że wtedy nie było tak restrykcyjnych przepisów o ochronie konsumentów, a wyobraŸnia bankowych decydentów nie przewidziała skali restrykcji, jakie po latach nastšpiły.

Pan Pawlicki uważa kredyty w walucie za nielegalne, a wprowadzenie tzw. ustawy antyspreadowej (dajšcej możliwoœć spłaty kredytu bezpoœrednio w walucie) za próbę „niezdarnej legalizacji”. Na tej podstawie pozwolę sobie stwierdzić, że dziœ mamy do czynienia z postulatami „niezdarnej delegalizacji” rozwišzań zawartych w wieloletnich umowach cywilno-prawnych. Orzeczenia o abuzywnoœci idšce w tysišce sztuk dotyczš bowiem bardzo różnej materii prawnej i ekonomicznej. Przytłaczajšca ich większoœć dotyczy na bieżšco zawieranych, krótkoterminowych umów handlowych. Na przykład, że w umowie sprzedaży butów przez internet, przez firmę X niedopuszczalna jest klauzula ograniczajšca termin zwrotu towaru. W tego typu przypadku wycofanie klauzul uznanych za niedozwolone jest stosunkowo proste. Wystarczy w zawieranych od jutra umowach te klauzule zmienić, być może uwzględnić reklamacje pewnej liczby klientów i biznes toczy się dalej bez „wiszšcego” ryzyka, że wszystkie istniejšce umowy obcišżone sš wadami.

Materia kredytów hipotecznych jest kompletnie inna. Dotyczy wielkiej liczby umów zawartych na 25-40 lat, o łšcznej wartoœci stanowišcej około 10 proc. PKB. Uznanie stosowania „własnych tabel kursowych” za niedozwolonš praktykę stwarza poważny prawny i praktyczny problem, w szczególnoœci dotyczšcy rozliczeń sprzed wejœcia w życie ustawy antyspreadowej. Nie jest to jednak równoznaczne ze zmianš charakteru umowy, w tym likwidacjš klauzuli indeksujšcej do CHF, która jako taka nigdy nie została uznana za niedozwolonš.

Na kredytach we frankach banki zbiły kokosy?

W dyskusji o kredytach walutowych nie sposób pominšć kwestii korzyœci i kosztów banków zwišzanych z kredytami frankowymi. Jak wiadomo, mBank w latach 2005–2008 należał do grupy banków najbardziej aktywnych w udzielaniu tych kredytów. Obecnie wartoœć frankowych kredytów hipotecznych, finansowanych œrednio- lub długoterminowymi kredytami i pożyczkami zagranicznymi, wynosi 5 mld franków. Niestety, nigdy nie były to aktywa szczególnie dochodowe. Bioršc pod uwagę koszt pozyskania ich finansowania, generujš ekonomicznš stratę.

Co więcej, banki nic nie zyskały na aprecjacji franka. Wynika to z prostego faktu, że zobowišzane sš – dla zapewnienia wypłacalnoœci – do utrzymywania zrównoważonej pozycji walutowej. Jesteœmy depozytariuszami oszczędnoœci Polaków. Nie wolno nam podejmować spekulacji na kursach walutowych, bo gdybyœmy Ÿle obstawili, to nie mielibyœmy z czego zwrócić wpłaconych oszczędnoœci. Dlatego walutowe kredyty hipoteczne finansowaliœmy zacišganymi kredytami w tych walutach bšdŸ zawieraliœmy transakcje zabezpieczajšce, powodujšce takie same zmiany aktywów i pasywów w razie zmian kursowych, przede wszystkim po to, aby posiadane aktywa zawsze wystarczały na pokrycie zgromadzonych oszczędnoœci. W przypadku mBanku Ÿródłem finansowania kredytów frankowych niemal w 100 proc. były pożyczki i kredyty zagraniczne. To oznacza, że wskutek aprecjacji franka o mniej więcej tyle samo wzrosła przeliczona na złote równowartoœć udzielonych kredytów frankowych oraz zobowišzań banku z tytułu zacišgniętego finansowania.

Rabunek czy napad

Na czym więc zarabiajš banki, jeœli nie na spekulacji walutowej? Jedynie na marżach i prowizjach. A te w przypadku kredytów frankowych imponujšce nie były i nie sš. Relatywnie wysoki stał się natomiast koszt utrzymywania zrównoważonej pozycji walutowej. W sumie od lat ekonomiczny wynik na portfelu frankowym jest u nas ujemny.

Spready walutowe nie zmieniły tego w istotny sposób. Trzeba pamiętać, że spread wynoszšcy 3 proc. pobierany od przykładowo jednej trzydziestej kapitału poczštkowego zwiększy œredniš marżę w całym okresie funkcjonowania kredytu o około 0,2 punktu procentowego. Trudno nazwać to rabunkiem.

Rabunkiem natomiast trzeba by nazwać ustawowe zmuszenie banków do „odwalutowania”, gdyż to oznaczałoby dla nich wielkie, niczym nieusprawiedliwione straty. Można powiedzieć, że różnica pomiędzy ustawowym „odwalutowaniem” a gigantycznym napadem na banki polegałaby jedynie na formie, a nie istocie skutków.

Z tego powodu kwestia „odwalutowania” na skalę masowš znajduje się moim zdaniem poza obszarem rozwišzań, jakie mogłyby zostać uznane za kompromis przez banki, ich właœcicieli, a przede wszystkim deponentów, którzy zostaliby narażeni na utratę częœci swoich oszczędnoœci.

Czym innym sš rozwišzania wychodzšce naprzeciw problemom konkretnych kredytobiorców, którzy z różnych powodów znaleŸli się w kłopotach. Banki wcišż oferujš rozwišzania pomocowe, które pozwoliły wielu kredytobiorcom utrzymać poziom bieżšcych spłat na akceptowalnym poziomie. Wpłaciły też poważne kwoty na specjalny fundusz powołany ustawš. Niezależnie od tego staramy się życzliwie podchodzić do indywidualnych, specyficznych przypadków.

W pełni zgadzam się z apelem pana Macieja Pawlickiego, że nie musimy być wobec siebie jak Tutsi i Hutu, że powinniœmy wrócić do zasad wzajemnego szacunku i słuchania się nawzajem oraz znaleŸć porozumienie. Pole tego porozumienia moim zdaniem istnieje. Jego fundamentem powinna być jednak uczciwa analiza faktów.

Osobiœcie uważam, że droga poszukiwania możliwego kompromisu musi mieć oparcie w uznaniu dyscypliny płatniczej kredytobiorców i nietworzeniu precedensu powszechnej redukcji zadłużenia klientów. Przyjęcie takiego precedensu miałoby demolujšce, długookresowe skutki dla dyscypliny zobowišzań w Polsce – zwłaszcza, że kredyty frankowe sš dobrze obsługiwane i dotyczš statystycznie zasobniejszej częœci społeczeństwa. Natomiast aktywna pomoc ze strony banków w łagodzeniu skutków zmiennoœci kursu szwajcarskiej waluty i wyrównywania skali bieżšcych obcišżeń wydaje mi się zasadna i prawdopodobnie możliwa do ustalenia ze œrodowiskiem bankowym.

Sšdzę, że może niš być możliwoœć stabilizacji (na okreœlone terminy) obcišżeń wynikajšcych ze spłaty rat kapitałowo-odsetkowych, a także spreadów pobranych przed 26 sierpnia 2011 r. (od kiedy klient może spłacać kredyt w walucie). Punktem wyjœcia do kalkulacji tych spreadów mogłyby być spready zastosowane przez bank w momencie uruchamiania kredytu, oraz te, które banki zadeklarowały w ramach tzw. szeœciopaku (czyli rozwišzania pomocowego wdrożonego przez œrodowisko bankowe). Mogłoby to na przykład polegać na zwrocie „nadwyżki” spreadów tym klientom, którzy podpiszš z bankami aneksy do umów wprowadzajšce nowe „nieabuzywne” klauzule walutowe.

Jesteœmy gotowi dyskutować o ekonomicznej i społecznej zasadnoœci wprowadzania kolejnych rozwišzań pomocowych. Rozwišzań niezagrażajšcych interesom naszych deponentów. Rozwišzań mogšcych pomóc rodzinom spłacajšcym z nieproporcjonalnie dużym wysiłkiem kredyty na mieszkania, w których żyjš.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL